Gdyby nie miała ojca tyrana, byłaby nawet szczęśliwa.
Gdyby nie miała wiecznie posiniaczonych nóg, pewnie nosiłaby spódniczki.
Gdyby nie była półsierotą, matka nauczyłaby ją malowania się
Gdyby nie miała wiecznie posiniaczonych nóg, pewnie nosiłaby spódniczki.
Gdyby nie była półsierotą, matka nauczyłaby ją malowania się
i chodzenia na obcasach.
Gdyby nie miała uczulenia, jadłaby czekoladę kilogramami.
Gdyby nie była chora, nie widziałaby jak pies.
Gdyby była u siebie w domu, wszystko powyżej nie miałoby większego znaczenia.
Gdyby podczas tańca nie wyglądałaby jak szalona kaczka, może chodziłaby na imprezy.
Gdyby nie dorabiała dając lekcje gry na perkusji, nie miałaby za co kupić karmy dla kotów
i czegoś dla siebie.
Gdyby nie była chora, nie widziałaby jak pies.
Gdyby była u siebie w domu, wszystko powyżej nie miałoby większego znaczenia.
Gdyby podczas tańca nie wyglądałaby jak szalona kaczka, może chodziłaby na imprezy.
Gdyby nie dorabiała dając lekcje gry na perkusji, nie miałaby za co kupić karmy dla kotów
i czegoś dla siebie.
Gdyby miała długie, ciemne włosy, to czułaby się choć odrobinę ładniejsza.
Gdyby miała więcej niż metr pięćdziesiąt pięć, nie czułaby się takim krasnoludkiem.
Gdyby miała kogoś naprawdę bliskiego, nie czułaby się taka samotna.
Gdyby miała w szafie kolorowe ubrania, samodzielne ubieranie się
byłoby dla niej niebezpieczne.
Gdyby miała więcej pieniędzy, kupiłaby sobie psa.
Gdyby nie kupiłaby psa, zbierałaby dalej by kupić sobie samochód.
Gdyby była taka jak inne dziewczyny w jej wieku, nie byłaby sobą.
Gdyby miała więcej niż metr pięćdziesiąt pięć, nie czułaby się takim krasnoludkiem.
Gdyby miała kogoś naprawdę bliskiego, nie czułaby się taka samotna.
Gdyby miała w szafie kolorowe ubrania, samodzielne ubieranie się
byłoby dla niej niebezpieczne.
Gdyby miała więcej pieniędzy, kupiłaby sobie psa.
Gdyby nie kupiłaby psa, zbierałaby dalej by kupić sobie samochód.
Gdyby była taka jak inne dziewczyny w jej wieku, nie byłaby sobą.
powiązania
No cześć.
Witam się z Aurelką. Miało wyjść co innego, ale jest tak jest.
Zachęcam do wątków. Mam ochotę na nie więc błagam, NIE PYTAĆ O TO.
Witam się z Aurelką. Miało wyjść co innego, ale jest tak jest.
Zachęcam do wątków. Mam ochotę na nie więc błagam, NIE PYTAĆ O TO.

[Witam. Fajny pomysł na kartę. :) Masz ochotę na wątek z Isabelle?]
OdpowiedzUsuń[Witam w gronie autorów, życzę udanej zabawy i mnóstwa wspaniałych wątków :) Sama bym zaproponowała jakiś z Ethanem, aczkolwiek muszę przyznać, że mam dzisiaj sporo na głowie i nie bardzo chce mi się zastanawiać nad jakimś powiązaniem dla tej naszej dwójki, a wątków takich rozpoczynających znajomość nie lubię, poza tym musieliby się znać chociaż trochę, w końcu Aurelia jest tylko o rok młodsza. Jeżeli wpadnie Ci do głowy jakiś ciekawy pomysł to z chęcią rozpocznę, jednak nie gwarantuję, że będzie to dzisiaj :)]
OdpowiedzUsuńMoore
[Oki, to mogę zacząć, tylko obrobię się z resztą odpisów. I myślę, że im obu przyda się jakaś przyjaciółka. :]
OdpowiedzUsuń[I ja się przywitam cieplutko. Rzeczywiście, pomysł na kartę dosyć oryginalny. Życzę dużo weny, dużo wątków i jeszcze więcej świetnej zabawy! Żałuję, że póki co nie mam pomysłu na żaden wątek czy powiązanie.]
OdpowiedzUsuńRafael
[O bardzo, ale to bardzo podoba mi się Twój pomysł. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że nie dam rady dzisiaj zacząć, a przynajmniej na razie. Zaraz uciekam się szykować bo o 15 muszę być u ciotki na jej czterdziestce (mm, rodzinne imprezy, uwielbiam je). Jak nie wrócę zbyt późno to pewnie zacznę. Chyba, że wygodniej będzie Tobie zacząć to spoko - jednak mówię, dla mnie rozpoczęcie to żaden problem z tym, że będziesz musiała na nie troszkę poczekać :)]
OdpowiedzUsuńMoore
Isabelle dzisiejszego dnia miała wyjątkowo dobry humor. Może dlatego, że miała do kogo iść? Aurelia. Poznały się dość niedawno. Obydwie siedziały w ogrodzie. Samotnie.
OdpowiedzUsuńIsabelle w sumie nie pamiętała kto pierwszy zaczął rozmowę. Bo czy to ważne? Bardziej interesowało ją ile wytrwa ich znajomość…
Zapukała cicho do drzwi Aurelii, nagle niepewna czy dobrze robi. Ale dziewczyna sama poprosiła ją o pomoc przy komputerze. Nie mogła poradzić sobie z wirusem, który dostał się na jej komputer. Isabelle zgodziła się bezproblemowo. Taka pomoc to tylko przyjemność. A usunięcie wirusa drobnostka.
Gdy nie usłyszała żadnego odzewu nieśmiało weszła do pokoju dziewczyny.
- Cześć Aurelia! – zawołała głośniej, chcąc by Aurelia gdziekolwiek była ją usłyszała.
[Enigmatyczna ta karta ;)
OdpowiedzUsuńWitamy wśród autorów! Baw się dobrze, pisz dużo i zajrzyj pod kartę mojej pani, może coś razem ugramy.]
Anaya
[A witam, witam :) Też chcę wątku z Aurelią :) Tylko pomysłu mi brakuje :<]
OdpowiedzUsuń[Ojej, kochana ta Aurelia. I ja mam chęć na wątek, tylko niestety jestem beznadziejna w wymyślaniu.. Zdecydowanie wolę zaczynać. Może tobie coś wpadnie do głowy? Mam nadzieję :)]
OdpowiedzUsuńAdalyn/Aidan
Ethan nie był złym człowiekiem, wręcz odwrotnie. Zawsze gdy ktoś miał problem, a w szczególności jakaś dziewczyna pędził na ratunek. Niezależnie czy ją znał, czy ją lubił czy może ledwo mógł na nią patrzeć. Miał w sobie potrzebę sprawowania opieki nad tymi drobnymi istotkami. Doskonale wiedział w jaki sposób narodziła się w nim ta cecha, jednak nie miał zamiaru nikomu o tym mówić na głos. Po prostu nie był jeszcze na to gotowy. Pewnie gdyby nie te dziewczęta Moore już dawno leżałby gdzieś w rowie, ledwo dysząc. Warto też sprostować, że chłopak nie był żadnym bohaterem. Był głupcem, który nie dbał o swoje ciało, o swoje zdrowie. Wdawał się w bójki trochę dla własnych, pokręconych celów. Potrzebował odczuwać ból. Wmawiał sobie, że w ten sposób jego matka mniej cierpi. Gówno prawda. Dla niej niestety nie mógł już niczego zrobić. Mógł jedynie wziąć się w garść i sprawić, aby jego życie było dobre. Jednak to jeszcze do niego nie dotarło. Wolał chodzić pijany lub naćpany i szukać kłopotów.
OdpowiedzUsuńTego dnia nie było z nim tak źle. Wziął jedynie przed wyjściem odrobinę, aby nie trzęsły mu się tak mocno ręce, aby uciążliwe krople potu wciąż nie spływały po jego twarzy. Sam nie wiedział dokąd idzie, przemierzał korytarzami w poszukiwaniu bliżej nieokreślonego celu. I pewnie dotarłby do biblioteki lub na dziedziniec szkoły, gdyby nie usłyszał niepokojącego go hałasu dochodzącego z dwudziestego ósmego pokoju. Tak naprawdę nie musiał się tym przejmować, jednak coś mu podpowiadało, że dobrze będzie gdy tam się pojawi. Stał pod drzwiami i nasłuchiwał, jak gdyby chciał wyczuć czy na pewno jest tam potrzebny. Usłyszawszy hałas i nieco zduszony okrzyk bez chwili zastanowienia chwycił za klamkę nie sprawdzając czy drzwi są otwarte, naparł mocno na nie całym swoim ciałem, otwierając je tym samym na oścież. Jego oczom ukazała się Aurelia, ta sama której już kiedyś pomógł. Znów miała problem z ojcem.
Moore
[wybacz, że tak nijak. obiecuję, kolejne będzie lepsze :)]
[O kurcze, świetna karta! Wizerunek też fajny ^^ Marco z chęcią przystanie na wątek ^^ Masz może jakiś konkretny pomysł?]
OdpowiedzUsuńMarco M.
[Pierwsza wersja chyba bardzie przypadła mi do gustu, haha ^^ Rozumiem, że mam zaczynać? ;>]
OdpowiedzUsuńM.M.
Wyjątkowo zadowolony z siebie szedł korytarzem do pokoju. Niezwykle udany dzień miał zamiar uwieńczyć kubkiem kakao i zabawą ze swoją rudą kotką. Rozważał jeszcze ewentualne poczytanie książki albo przygotowanie artykułu na zajęcia, jednak wolał się trochę polenić w łóżku i poświętować dzisiejsze sukcesy. Nonszalanckim krokiem przemierzał korytarz, kiedy usłyszał ciche: "kici, kici". Zmarszczył z rozbawieniem brwi i rozejrzał się wokoło z zastanowieniem. Kiedy do jego uszu ponownie dobiegło ciche charakterystyczne wołanie na kota, aż przystanął. Dopiero po dłuższej chwili zauważył zgrabne nogi wyciągnięte w poprzek korytarza. Znów zmarszczył brwi, zaraz rzucił plecak pod ścianę i z rozbawionym uśmiechem przykucnął tuż obok.
OdpowiedzUsuń- Hej, czyżbyś coś zgubiła?
[Takie cuś wyszło...]
Marco M.
[Ja się ładnie witam, jeśli miałabyś ochotę na wątek z Lucasem to zapraszam. ;)]
OdpowiedzUsuńLucas Redford
Z jednej strony nie chciał się wtrącać w rodzinne relacje, jednak nie mógł po prostu patrzeć na to co się działo, nie mógł pozwolić aby silniejszy mężczyzna znęcał się nad słabą, delikatną osóbką. Bez chwili zastanowienia, zatrzasnął za sobą drzwi i podszedł do tej marnej imitacji mężczyzny. Żaden szanujący się mężczyzna nie popełniał by takich błędów. Chwycił go mocno za marynarkę i lekko unosząc w górę, odciągnął od dziewczyny. Moore nie był silny, czasami po prostu czuł, że może przenosić góry.
OdpowiedzUsuń- Nie przychodź tu więcej - warknął przez zaciśnięte zęby popychając go w ramiona - zobaczę Cię tu jeszcze raz i nie ręczę za siebie - dodał, może nieco zbyt głośno, zbyt odważnie.
Moore
Uśmiechnął się drwiąco w stronę mężczyzny i sam krzyknął parę przekleństw, nie pozostając mu dłużnym. Odwrócił się i spojrzał na dziewczynę, kiedy mężczyzna już całkowicie opuścił jej pokój. Podszedł do niej i delikatnie chwycił jej podbródek i przechylił w drugą stronę, aby dokładnie przypatrzeć się jej policzkowi.
OdpowiedzUsuń- Kiedyś się rozliczymy, teraz potrzebujesz chłodnego okładu - mruknął, posyłając jej lekki uśmiech. Znów Aurelia miała te szczęście, że Moore był w pobliżu. Przetarł wierzchem dłoni spierzchnięte wargi i ponownie spojrzał na dziewczynę. Wcale jej się nie dziwił. Kiedy spoglądał tak na nią, było mu jej żal.
- Kiedyś uda Ci się wyrwać - powiedział, próbując ją pocieszyć, jednak nie był w tym dobry. Potrafił się jedynie nad sobą użalać, to zdecydowanie szło mu bardzo dobrze, jednak kiedy miał stanąć po drugiej stronie i kogoś pocieszyć, cóż... Nie było łatwo - chciałbym Ci pomóc, ale nie mam pojęcia jak - dodał po chwili, podchodząc do niej bliżej - naprawdę.
Moore
- Wiesz, że nie będę Cię oszukiwał - według niego sytuacja była tragiczna. Domyślał się, że dziewczyna jest po prostu zbyt delikatna aby się przeciwstawić ojcu, zbyt długo karana aby odważyć się zrobić cokolwiek. Zapewne gdyby teraz spróbowała, ojciec tylko mocniej by ją skrzywdził - chciałbym powiedzieć, że jest znośnie - dodał po chwili siadając obok niej. Położył dłoń na jej ramieniu i delikatnie ją zacisnął, próbując dodać jej w ten sposób otuchy.
OdpowiedzUsuńZaczynał rozumieć, że nie ma najgorzej w życiu. Po prostu nieszczęśliwie się złożyło, że został sam na tym świecie, że dziadkowie niewiele mogli dla niego zrobić, bo zbyt mocno przypominał im o bólu jakiego doznała ich córka. Spoglądał na Aurelię i zastanawiał się co mógłby dla niej zrobić, ale też co mógłby zrobić dla samego siebie. Na jej przykładzie widział, że zostając obserwatorem własnego losu, nic się nie zmieni. Jutro nie nadejdzie lepsze.
- Wiesz... - nie miał pojęcia jak sytuacja rodzinna wygląda u dziewczyny. Nigdy nie wnikał w to jakie ma stosunki z pozostałą częścią rodziny, czy wszyscy żyją. Teraz jednak postanowił się nieco w to wgłębić - a może porozmawiałabyś z kimś z rodziny, z dziadkami... Jakąś ciotką... - mówił, zastanawiając się cały czas jak mógłby jej pomóc.
Moore
[Cześć. Bardzo lubię dostawać takie konkrety pod kartą! Przybijam Aurelii piątkę za gust muzyczny (tak, czytałam napisy na koszulce ze zdjęcia w podstronie). Oczywiście bardziej pasuje mi opcja ze wspinaczką niż z naprawą komputera, której i tak zapewne nie uniknę, więc postaram się zacząć coś dla nas wieczorem. ;)]
OdpowiedzUsuńBoyd
Przytaknął jej jedynie skinięciem głowy. W takiej sytuacji nie miał pojęcia jak miałby jej niby pomóc. Niestety nie było to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Szczególnie teraz, myślenie Ethanowi nie przychodziło zbyt łatwo.
OdpowiedzUsuń- Zawsze możesz kogoś wynająć - mruknął, posyłając jej blady uśmiech - wiesz, żeby go znaleźli, jakiś kontakt do niego - dodał lekko wzruszając przy tym ramionami. Spojrzał na nią i nieco niepewnie położył się obok. Przechylił głowę w bok i spoglądał na jej profil.
- Będę trzymał kciuki - powiedział, zamykając na chwilę oczy - pomogę Ci nawet jeżeli tylko dasz wcześniej znać.
Moore
[Jak dla mnie możemy wykorzystać wszystko co zaproponowałaś. ;D I niech się znają, nieważne skąd. Możemy zacząć od tego, że Lucas będzie ją dokarmiał pączkami. :D Zacznę tylko powiedz mi jeszcze gdzie byś chciała umieścić akcję wątku. Bo ja oczywiście mogę wybrać każde miejsce, ale łatwiej byłoby mi załóżmy gdybyś napisała gdzie bywa Aurelia, żeby wyszło to tak w miarę naturalnie. ;P Ewentualnie mogą umawiać się na sesje jedzenia pączków w szkolnej radiostacji. ;D]
OdpowiedzUsuńLucas
[Dobra, w takim razie radiostacja. Ona może go namawiać, do czego tylko zechcesz, chociaż bez wątpienia będzie zbawieniem dla większości uczniów. ;D]
OdpowiedzUsuńLucas raczej nie należał do śpiochów zalegających swoje łóżka do południa, a gdyby mogli to najchętniej do samego wieczora. Jego można było określić mianem rannego ptaszka. Dlatego właśnie w środku tygodnia można powiedzieć, że od bladego świtu zamieszkiwał radiostację i budził ludzi swoimi muzycznymi fanaberiami. Bo dlaczego by nie? Właśnie w głośnikach leciało Got My Mind Set On You, Harrisona, a on siedział z założonymi nogami na biurko, słuchawkami na uszach i najzwyczajniej w świecie czytał książkę. Wiedział, że Aurelia prędzej, czy później zawita do radiostacji, po swoją porcję pączków na dziś. Pączki spokojnie spoczywał w pudełku na drugim z biurek. Zwykle z samego rana kupował je w sklepiku przy szkole, jeszcze zanim zaczynał katować ludzkie uszy muzyką. Dzisiejszy dzień pod tym względem niczym się nie różnił. Jedzenie ich samemu wcale nie było aż tak przyjemne niż wtedy, kiedy masz do tego dobre towarzystwo. Poza tym, jednym z zamiarów Lucasa było podtuczenie dziewczyny chociaż o kilogram, o czym ona doskonale wiedziała, a on miał frajdę. Gdy otworzyły się drzwi i Aurelia weszła do środka, on nawet tego nie zauważył, tak był zaczytany w książce. Zrobił play listę, a więc muzyka leciała bez jego większej ingerencji.
Lucas
[To ja proponuję ćwiczenia na urządzeniu do ukształtowania klatki piersiowej xD Na takim czymś ustala się wagę. I wtedy Sasha mógłby jej pomóc zmniejszyć obciążenie. No, a później przez przypadek jemu jedna sztanga mogłaby na nogę mu spaść.]
OdpowiedzUsuń[Wybacz opóźnienie. Zawsze zostawiam zaczynanie na koniec, a potem jestem na to zbyt zmęczona. Lepiej późno, niż wcale! Uprzedzę jeszcze, że tylko początki piszę takie długie.]
OdpowiedzUsuńCzwarty z kolei wieczór spędzony w taki sam sposób, jak pierwszy po przyjeździe do Brighton. Wydawałoby się, że lepiej być nie może - miłe przywitanie przez szkolnych kumpli już z pierwszym zdaniu zapowiadało początek alkoholowej apokalipsy, a Kayden zdecydowanie wyszedł z wprawy. Gdy w grę wchodziły rodzinne wakacje, zmuszony był się kryć. Kilkudniowe imprezy po prostu nie wchodziły w grę. I choć miał za sobą pierwsze, w siedemdziesięciu procentach przespane zajęcia, tego dnia także nie wrócił do akademika o przyzwoitej porze. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że drzwi były zamknięte. Być może był... nie do końca trzeźwy, ale jeśli pociągnął za klamkę już trzeci raz, a drzwi nie ustępowały, to wcale nie znaczyło, że musi przyłożyć większą siłę, o nie. Po prostu były zamknięte.
- Kurwa.
O sześć tonów za głośno…? Światło na dolnym holu zapaliło się, a Kay momentalnie wskoczył za żywopłot, brudząc trawą koszulkę na prawej łopatce i oba kolana. Obliczenia po pijaku nie wychodziły mu zbyt dobrze, więc nie myślał już zbyt dużo, odrzucając potencjalne odpowiedzi na pytanie jak wysoka jest ściana tego budynku? - zastanowił się tylko, z której strony znajduje się jego pokój, stanął pod najniższym balkonem i biorąc góra pół metra rozbiegu, zawisł na balustradzie. Nigdy nie uważał wspinaczki za coś trudnego. Wśród znajomych w Long Beach był mistrzem ścianki, co zawdzięczał zarówno wysportowanej sylwetce, jak i upartej głowie. Nienawidził porażek równie zawzięcie, jak przymusu poddania się i proszenia o pomoc.
Śmiejąc się pod nosem pokonał pierwsze piętro. Buty odrobinę ślizgały mu się na zaokrąglonej balustradzie, ale o ile poruszał się szybko i sprawnie, nie stanowiło to żadnego problemu czy zagrożenia. Z cichym jęknięciem odbił się i złapał za podłogę kolejnego balkonu, stopami próbując zaczepić się o niewspółpracujące, bo cholernie śliskie cegły, którymi obłożony był budynek. Gdy wreszcie wcisnął buty pomiędzy szczeble barierki, postanowił zrobić sobie krótką przerwę. Światło w pokoju było zgaszone. Nikt nie mógł go tutaj zobaczyć. Nie minęło dwadzieścia sekund, gdy znów przeklął, lecz tym razem znacznie ciszej.
Kayden śmiał się i rugał na zmianę. Zaklinowana między stalowymi szczebelkami stopa trochę bolała za każdym razem, gdy próbował wyrwać ją z uwięzi, za każdym razem z marnym skutkiem. Cholera. Potrzebował pomocy kogoś od tamtej strony, aby ktoś przynajmniej zdjął mu buta. Jeszcze przez chwilę starał się sam dosięgnąć buta, aż wreszcie zrezygnował i westchnął ciężko. Trzymając się jedną ręką, drugą przeszukiwał kieszenie. Przeklinał zgaszone światło w pokoju równie mocno, jak jeszcze przed chwilą go cieszyło. Kiedy palce napotkały nierozstający się z nim śrubokręt, bez zastanowienia cisnął nim w szybę, nie marnując ani sekundy na zastanowienie się, czy jest to na pewno dobry pomysł. Szyba pozostała cała, Kayden zachichotał, a światło zapaliło się. Sukces.
Boyd
[Błagam jeżeli możesz to zacznij, bo ja dzisiaj w trasie jestem i baterie w telefonie mam słabą, że dosłownie zaraz może mi padnac.]
OdpowiedzUsuńByła typem osoby, która czerpała przyjemność z pomocy innym. Lubiła widzieć uśmiechnięte, zadowolone twarze, które były takie poniekąd dzięki temu, że znalazła dla nich chwilę czasu.
OdpowiedzUsuńCzęsto było to przyczyną jej kłopotów. Stawiała dobro i potrzeby innych nade własne, dbała o wszystkich wokół, nie przejmując się sobą, przez co po jakimś czasie zaczęła zatracać samą siebie. Dochodziło do tego, że nie miała pojęcia, czy coś sprawia jej przyjemność, czy po prostu po raz kolejny dostosowuje się do reszty. Żałowała, że musiała już wracać do St. Katherine's High School. Amadeus na pewno byłby w stanie w końcu doprowadzić ją do porządku. Niestety, nie należała do silnych osób, które potrafią sobie ze wszystkim dać radę.
Mimo wszystko lubiła spędzać czas z Aurelią. Dziewczyna nie była ani trochę wymagająca, a pomaganie jej w niektórych sytuacjach było czystą przyjemnością. Szczególnie w przypadku zakupów, które przecież i ona sama uwielbiała robić. Mogła kupić sobie nowe ciuchy pod pretekstem pomocy koleżance. Interes idealny.
- Myślę, że ta będzie na tobie idealnie leżeć - wskazała jedną z wiszących na wieszaku sukienek. Była w znienawidzonym przez Aurelią kolorze żółtym, ale postanowiła o tym nie wspominać. Wiedziała, że dziewczynie będzie w niej ślicznie. Widząc minę Aurelii, wykonała ponaglający gest ręką. - No już, szybciutko. Nie mamy całego dnia, a w końcu obiecałaś mi jeszcze wypad na kawę i plotki.
Adalyn/Aidan