LAURYN WORTLEY
Dziewiętnastoletnia uczennica III o profilu prawniczym.
Pokój numer 24.
Maluje, kiedy tylko ma czas.
Za swoje grzeszki pokutuje drugi rok.
Kochamy szaleć. Kochamy się
bawić; konfrontować nasze czysto hedonistyczne podejście z okrutnym,
realnym światem pełnym tych samych ludzi. Tej samej szarej,
bezkształtnej masy, która niczym się nie wyróżnia. Która płynie ulicami,
wypełnia wszystko wszem i wobec, nie zwracając uwagi na nikogo poza
sobą. Ludzie topią się w niej, idą przed siebie, za tłumem. Płyną z
prądem - jak gówno, zdechłe ryby i inne odpady, które nie mają w sobie
jakiejkolwiek siły ani woli, aby zawrócić i spróbować zmienić kierunek. I
zamiast przetartego szlaku pełnego śladów i bezpiecznej ścieżki, wybrać
tę nieodśnieżoną, zarośniętą, pełną tajemniczych zakamarków, których
nikt do tej pory jeszcze nie odkrył.
Czasami pojawiają się tacy, którzy jednak się sprzeciwiają. Którzy idąc
wśród tego tłumu aż biją po oczach swoją innością, odmiennością. Jakby
ktoś przyczepił nad nimi jaskrawy neon, który świecąc oznajmiał wszem i
wobec o tym, że ten osobnik, ta pojedyncza jednostka jest inna i
wyróżniając się z tłumu identycznie ubranych, zachowujących się według
uznanych wszędzie schematów. I ma to głęboko gdzieś. Ma w swoich
zacnych, neonowych czterech literach fakt, iż każdy patrzy. Każdy
traktuje ją jak kogoś gorszego, ponieważ jest inna. Ponieważ nie uznaje
narzuconych wszędzie reguł i nie ma najmniejszego zamiaru się zmieniać.
Kiedyś popełniła ten błąd. Kiedyś szła ramię w ramie, jak te wszystkie
roboty, które tylko powierzchownie mają własną wolę, a tak naprawdę
spełniają zachcianki tłumu. Skupiają się na tym, aby przypodobać się
wszystkim, zapominając o prawdziwym "ja".
Owszem, jej podświadomość nie nakazuje na skakanie z kwiatka na
kwiatek. Nie każe być panienką z ostatniej klasy, która nie uznaje
żadnych autorytetów, a w poprzednim życiu musiała być kotem, bowiem do
tej pory pozostała jej chęć wolności i chadzania własnymi ścieżkami.
A po powiedzeniu wprost o braku jakiejkolwiek motywacji do pozostania
panią doktor, jak kochana mateczka lub cudowny tatuś postanowiła
pokazać to, na co ją naprawdę stać. Chce pokazać swoją niezależność, a
zarazem potencjalny brak jakichkolwiek uczuć, przez które ktokolwiek
mógłby ją zranić. Uciechy cielesne, alkohol, papierosy, imprezy - to
tylko profity płynące z osiągnięć cywilizacyjnych. I pomimo tego
wszystkiego, ona wciąż chce zostać zapamiętana. W taki czy inny sposób.
Pragnie zostać wpisana na karty historii, robiąc swoje własne listy w
dzienniku skrywanym głęboko pod łóżkiem.
To właśnie tam odhaczone zostały kolejne przeczytane książki, obejrzane
filmy, czy...Nazwiska facetów, którzy przyczynili się do rozwoju
umiejętności w wielu aspektach życia tej jednostki. I co z tego, że jest
znienawidzona? Co z tego, że większość chętnie by ją rozszarpała? Ona
tylko bierze to, co chce, nie tracąc przy tym nic ze swojej inteligencji
i zmysłu planowania, dzięki któremu jeszcze potrafi funkcjonować
normalnie w tym szarym, pruderyjnym, zdewociałym społeczeństwie o
fałszywym kręgosłupie moralnym.
___________________
Witam. Z pewnej, zaistniałej sytuacji zmuszone jesteśmy zacząć od nowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz