Anaya Campbell
17 lat
Drugoroczna
Profil aktorski
Pokój 22
Pokój 22
Dodatkowe zajęcia z jazdy konnej i teatru
Świat jest teatrem aktorami ludzie którzy kolejno wchodzą i znikają
Dziewczę, które zasłynęło tylko tym, że jest. Choć w szkole pełnej bogatych dzieciaków nie wyróżnia się już tak bardzo. W przeciwieństwie do niektórych uczniów tej placówki, nie została do niej wysłana dlatego, że rodzice sobie z nią nie radzili. Wręcz przeciwnie, sama poprosiła ich o to, aby pozwolili jej uczyć się w St. Katherine's. Powodem takiej decyzji było w przeważającej części to, że to Anaya nie chciała spędzać czasu z Rebbecą i Milesem Campbellami, którzy albo prowadzili nieustanne kłótnie, albo milczeli tygodniami. Sami państwo Campbell nigdy zresztą nie przywiązywali większej uwagi do życia swojej jedynej córki, więc jej wyjazd był im nawet na rękę.
Z pewnością można o niej powiedzieć, że bywa impulsywna i działa czasem lekkomyślnie. Na przykład jak wtedy, gdy ktoś rozpuścił plotki, że Noah ją zdradza. Wiele razy dręczyła się myślą, że mogła z nim najpierw porozmawiać na ten temat, ale zamiast tego rzuciła się na głęboką wodę i odpłaciła mu pięknym za nadobne.
Obecnie żałuje wcześniej podjętej decyzji, ale nie ma odwagi przyznać się Noah do błędu.
Inni uczniowie postrzegają ją jako żelazną damę, której nie sposób złamać. Ma specyficzne poczucie humoru i bywa opryskliwa, niewielu jednak wie o tym, że Anaya w ten sposób chroni się przed mentalną bliskością innych ludzi. Nie chce i nie potrzebuje prawdziwych przyjaciół, którzy znaliby każdą jej obawę, woli trzymać wszystko w sobie i nie wypuszczać, zachowując swój nieskazitelny wizerunek.
Jest nieco rozpieszczona, ale w miejscu takim, jak to nie jest to cecha, która jakoś bardziej rzuca się w oczy. Wychowywana od najmłodszych lat w największych luksusach, przywykła do tego, że zwyczajnie dostanie to, czego pragnie, jeśli tylko wyciągnie po to rękę.
Kiedy nikt nie widzi, przejmuje się niezdanymi egzaminami, czy drobnymi niepowodzeniami bardziej, niż ktokolwiek inny. Kiedy nikt nie widzi, uczy się rozpaczliwie, bo nie chce powtarzać klasy. Kiedy nikt nie widzi patrzy z zazdrością na dwie dziewczyny, które siedząc na dziedzińcu zdradzają sobie nawzajem swoje największe sekrety. Ale tylko, kiedy nikt nie widzi.
Uważa się za singielkę. Od czasu do czasu spotyka się z Aidanem, ale nie nazwałaby tego "związkiem". Lubi spędzać z nim czas, ale nic poza tym. Generalnie uważa, że faceci tacy jak Taylor nigdy się nie zmieniają, dlatego nie zaryzykowałaby czegoś poważniejszego z kimś takim.
Kobiety tylko flirtują z niebezpiecznymi mężczyznami. Na mężów wybierają tych dobrych.
Wredna plotka mówi, że tatuś "zrobił jej" nos. Sama Anaya nie zaprzecza, ani nie potwierdza tej informacji.
Dziewczyna nie przejmuje się złośliwościami ze strony innych tak bardzo, jak kiedyś. Kiedy ostatni raz wzięła plotkę zbyt poważnie, miało to dla niej niemiłe konsekwencje.
Bywa złośliwa. Bywa trudna. Lubi się mścić. Lubi niszczyć. Nie dogodzisz, choćbyś jej gwiazdkę z nieba ściągnął.
Ale jeśli nie próbujesz zrobić jej krzywdy, to i ona nie będzie dla własnej rozrywki niszczyć ci życia. Prosta reguła, która doskonale obrazuje charakter panny Campbell.
Jak każda panienka z dobrego domu lubi ostro imprezować, a nawet zapuszczać się do nieciekawych środowisk. Pilnuje się jednak, aby nie wpakować się przez przypadek w żadne gówno i nie zniszczyć sobie życia. Nie ma marzeń. Nie ma planów na przyszłość. Po prostu żyje, nie pozwalając na to, aby ktokolwiek dostrzegł w niej ludzką istotę.
Nie jest taka znowu straszna, jak już się umaluje...
Witam!
Rzadko podejmuję się prowadzenia postaci z wolnych, więc zobaczymy jak mi to wyjdzie :)
Na wątki i powiązania tak.
Buzia: Rachel Bilson
Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam i postać jakoś mi wyszła.
Życzę wszystkim dobrej zabawy!

[Witam w gronie autorów, życzę udanej zabawy ;)]
OdpowiedzUsuńEthan Moore
[ i ja sie przywitam by nudno nie bylo ;) milego blogowania ;)]
OdpowiedzUsuńGabi
[Powiem Ci szczerze, że wcześniej nawet nie zwróciłam na to uwagi. Tak patrzę i wydaje mi się, że to takie wrażenie, przez odbicie reflektorów w oczach (przynajmniej tak mi się wydaje). Też wolę wątki, gdzie bohaterowie już są w jakiejś relacji. Jednak szczerze mówiąc jakoś nie mam pomysłu na żadną dla naszych bohaterów. Chyba, że może Tobie uda się coś wymyślić? :)]
OdpowiedzUsuńEthan Moore
[ Przyszłam powitać i życzyć udanego wątkowania, a poza tym zaprosić panią na wątek do siebie ^^ Może uda nam się coś wspólnie wymyślić :)
OdpowiedzUsuńA tak wgl to Rachel Bilson grała w Jumprze jak Hayden (którego mam na wizerunku) i są para xD Ale zbieg okoliczności ;D ]
Logan
[ Mi to jak najbardziej odpowiada :D Myślę, że czasem nawet mogą odbyć przyjacielską pogawędkę, a Logan na pewno nie obrazi się jak w zamian za to Anaya kupi coś do słodkiego do przekąszenia lub wypicia ;> Przypuszczalnie teraz dziewczyna może sobie wpaść z nieco złym humorkiem, bo coś tam i chcąc, czy nie Logan wysłucha jej "opowieści" ;D
OdpowiedzUsuńChce ci się może zacząć? Bo jak mamy liczyć na zaczęcie ode mnie to pewnie trochę poczekamy xD Staram się wybłagać na każdym zaczęcie xd *niewinne ślepia* ^^ ]
[Rachel x33 lubimy się tak bardzo :D]
OdpowiedzUsuńJack
[Ja się witam i życzę udanego wątkowania :3 W razie chęci na jakiś, zapraszam do siebie :3 Roxie nie gryzie tak mocno :D]
OdpowiedzUsuńR.R.T.
[och, tyle straciłam :D Rachel jest cudowna i piękna x3
OdpowiedzUsuńNo mogę coś tam zacząć, co mi tam xd]
Rok szkolny się zaczął, dzień dobry. Trzeba znowu męczyć się z dzieciarnią i trzymać ręce na wodzy, co by ich nie pozabijać. Przynajmniej na prawoznawstwie. Na aktorstwie jako tako to było. W końcu bogate dzieciaki chętnie udają, że się biją, a jeszcze chętniej się rozbierają.
- Dobry po wakacjach – machnął ręką uczniom, którzy zajęli swoje miejsca w kółeczku. Zajęcia odbywały się na sali teatralnej. Wszyscy siedzieli na krzesełkach na scenie. Jack zajął swoje miejsce z tabletem. Obecność i te sprawy. Nuda. Ale wszyscy byli. Wagary zaczną się za miesiąc i przynajmniej będzie mniej osób na sali. Same plusy.
Napił się kawki, odhaczając kolejno nazwiska.
- No dobra, moi drodzy, jesteście już dużymi dziećmi, więc pora na zajęcia, które przydadzą wam się później. O ile się gdzieś dostaniecie, oczywiście. Nie wszystkich biorą od razu. W każdym bądź razie, dzisiaj się rozbieramy – ogłosił wszem i wobec zebranym. – Komu się to nie podoba, tam są drzwi.
Nie wszyscy wyjdą, a szkoda, godzina wolnego zawsze brzmiała dobrze i była spoko.
Jack
Co robił Logan zwykłego dnia, po południu, gdy wszystkie zajęcia były skończone? Cóż, to nie jest trudna zagadka, siedział w swoim mieszkaniu wgapiając się drugą godzinę w plazmowy ekran, który miał podłączony do komputera. Lepsza jakość i efekty dźwiękowe jak tłumaczył, a to że pewnego dnia oślepnie przez swoje zamiłowanie to już inna sprawa. Sprawa, o której on nigdy nie myśli, a jeśli już ktoś poruszy ten temat udając, że martwi się jego zdrowiem, zbywa to machnięciem ręki, czy niedbałym wzruszeniem ramienia. To jest jego pasja, kierunek w którym się kształci, sposób na życie teraz i za parę lat, choć i tak był przekonany, że jego rodzice nie mają pojęcia ile to już lat stąpa po tym świecie i jeszcze długo bez ich zastanowienia będzie mógł pobierać od nich pieniądze. Chociaż tyle mogą dla niego zrobić i mu dać. Nigdy o nic nie prosił i niczego więcej nie dostawał, więc niech się nie czepiają. Poza tym może i przesiaduje bardzo dużo przed komputerem, ale ruchu też zażywa. Z zamiłowaniem, choć nie tak dużym jak do komputerów, uprawia boks i wychodzi z psem. Jedna z trzech odpowiedzialności jakie ma teraz na głowie, ale psa nie oddałby za nic w świecie. Bo Bestia to Bestia, najlepsza przyjaciółka i za zwyczaj grzeczny zwierzak, choć olewa swojego pana jeśli na horyzoncie pojawi się inny pies. I imię wcale nie mówi o charakterze, a wrecz przeciwnie, jeśli nie jest się kanapą, kablem lub paczką z jakąś żywnością grozi ci tylko jej uwaga i radosne wylizanie każdego kawałka ciała do jakiego suczka dosięgnie. A z Loganem rozstaje się tylko na czas zajęć, a tak śpią razem, jedzą razem, a gdy chłopak gra lub wgapia się w nudne, szkolne książki ona wiernie siedzi obok. Musiał przyznać, że bez niej byłoby nudno. Tak samo nudno jak bez niektórych osób, które wpuścił do swojego świata. Anaya. Między nimi panuje dziwna relacja, sam jej do końca nie rozumie, ale obstawia coś koło przyjaciół. W końcu nie każdemu daje się klucze do własnego mieszkania, ale wiedział doskonale, że jej taki prawie własny kąt też jest potrzebny, więc czemu nie.
OdpowiedzUsuńGdy tak nagle wpadła do mieszkania w pierwszej chwili stał gapiąc się w ścianę na korytarzu po czym zatrzasnął drzwi za dziewczyną.
-Tak ciebie też miło widzieć. U mnie wszystko w porządku nie ma czym się martwić i dzięki za zakupy, jak ty dobrze mnie znasz.- Wyrzucił wchodząc do kuchni i odkładając reklamówki.
Logan
[taaa ;) chec zawsze jest ale dzisiaj to juz chyba osiagnelam limit wytrzymalosci i mimi ze sie skimlam - spac mi sie nadal chce ;/
OdpowiedzUsuńCo do pomyslu twego to pasi - tyle ze coz to bylby za chlopak/ jak dlugo byliby razem tego typu ;) a potem moga sie klocic rowno xD]
Gabi
[u, ale dojechałaś mu… on dziesięć lat temu stracił żonę i córkę…]
OdpowiedzUsuńBali się czy nie, to nie był jego problem. Jemu liczono za godziny, a nie za przerobiony temat. Mogli nic nie robić, nie jego problem, że niczego się nie nauczyli. Z aktorstwa nie musieli zdać i mogli iść na poprawę w sierpniu. Ale to był ich wybór czy tego chcą, czy nie. On mógł przynieść sobie gazetkę, kawkę i był szczęśliwym człowiekiem. Tak jakby.
Słysząc jej słowa, coś w nim pękło. Nie patrzył na nią w tym momencie i nie zamierzał podnosić wzroku. Zacisnął palce na tablecie, dobrze, że był to sprzęt służbowy i jak się zepsuje, dadzą mu nowy.
Poczuł jak serce zaczyna bić szybciej, jak w głowie przewijają mu się te cholerne obrazy, które pojawiały się średnio co trzecią noc bez przerwy, nawet po tylu latach.
W końcu jednak się ogarnął. Po kilku wdechach i wydechach.
- Wyjdź – powiedział, lodowatym tonem, zupełnie poważnie. – Wyjdź, Campbell.
Nie był w stanie powiedzieć nic więcej. Zdecydował się jednak unieść wzrok na dziewczynę. Starał się ukryć ból, żeby nikt go nie zauważył. Dobrze mu szło, w końcu nauczał aktorstwa, nie? A tu ukrywanie swoich emocji w i d o c z n i e się przydawało. I to jak najbardziej.
Może go poniosło za bardzo, mógł się ogarnąć i odpowiedzieć jej coś innego. Może…
Jack
[W zasadzie to nawet spoko, z tym że Ethan tak naprawdę zaczął pić w te wakacje. Wcześniej nie był takim smutnym, zdołowanym człowiekiem. Więc tak nie do końca by to pasowało... :/ Chociaż Twój pomysł bardzo mi się podoba. Chyba, że trochę zmienię historię Ethana i on już wcześniej coś zaczął podejrzewać na temat swojego ojca i dlatego akurat był wówczas w pubie pijany, podzielił się swoimi przemyśleniami z Anaya, a teraz gdy wrócił do szkoły tak całkiem odmieniony, dziewczyna mogła połączyć fakty i zorientować się dlaczego Moore tak nagle się zmienił. :)]
OdpowiedzUsuńMoore
Westchnął ze zrezygnowaniem widząc wyłączony ekran. Dziękujmy za coś takiego jak auto zapis. Rzucił na stolik ciastka i postawił na nich dwie butelki z piwem. Wiedział, że jest nie letnia, ale jakoś rzadko kiedy o tym myślał.
OdpowiedzUsuń-To wszystko wyjaśnia.- Mruknął siadając na kanapie, a Bestia w mgnieniu oka usiadła obok niego i wpatrywała się w chłopaka tymi swoimi słodkimi oczkami.- O co tym razem poszło?- Spytał otwierając butelki i ciastka. Dał jedno suczce, które szybko zniknęło w jej gardle, po czym upił łyk chłodnego piwa i rozsiadł się wygodniej.- No dalej, zamieniam się w słuch jak już postanowiłaś przerwać mi udaną rozgrywkę.- Rzucił z przekąsem nieco się uśmiechając. Musiał troszkę z niej pożartować, bo akurat z niejakim Aidanem kłóci się regularnie, a z tego co słyszał jest dobrym słuchaczem dzięki czemu zna wszystkie szczegóły ich… związku, a bynajmniej tego czegoś co to przypomina. Czasem jej nie rozumiał, ale on był ostatnią osobą, która mogła udzielać mu rad w tej kwestii. Słuchał jej, czasem rzucił parę słów i udawał modrego, rozważnego dziewiętnastolatka, ale nic poza tym. Pogłaskał Bestię, która ułożyła łeb na jego udach i rozłożyła się na kanapie.
Role nieczęsto się odwracają, bo po pierwsze Logan nie ma takich problemów, a po drugie nie jest najlepszy w zwierzaniu się z tego co w nim siedzi. To wie akurat każdy kto przebywa w jego otoczeniu i rozmawia z nim. Zdecydowanie łatwiej rozmawia mu się z ludźmi z sieci. Sam nie wie dlaczego.
Logan
[no tak, nie ma nic w karcie i dlatego ciągniemy dalej :D]
OdpowiedzUsuńIch cozajęciowe docinki były miłą odskocznią dla niego jak i dla reszty uczniów. Z chęcią słuchali, jak ci dwoje mówią sobie kilka rzeczy. Zazwyczaj w zabawny sposób, niby wcale się nie obrażając. Jack zawsze się śmiał potem z tego wszystkiego, bo w gruncie rzeczy lubił tę całą Campbell. Będzie za nią tęsknić, kiedy odejdzie, kończąc szkołę i zaczynając studia, czy co ona tam chciała potem robić.
Dzisiaj jednak przesadziła i Jack nie potrafił być obojętny, mimo wszystko. Bolało go to jak cholera i jeszcze bardziej. Nie chciał tego słuchać. Jasne, dziewczyna nic nie wiedziała, bo skąd miała wiedzieć, prawda? Nie mógł być na nią zły, bo to nie jej wina.
Ale jednak zabolały go te słowa i postąpił, jak postąpił. Odwołał zajęcia ze „striptizu”. Zrobili jakieś inne cosie, totalne pierdoły. Pytali się, dlaczego tak, a nie tamto, ale on nie musiał im odpowiadać.
Wieczorem siedział w swoim pokoju i ćwiczył siłę woli. Niedaleko przecież leżała butelka alkoholu. Diablo jednak tak bardzo dawał mu do zrozumienia, że jest żałosny, że Frost wkrótce wyszedł. Sam nie wiedział, kiedy i jak dotarł do tego miejsca, ale to nie było ważne.
Usiadł przy stoliku. Zamówił sobie coś, do tego oczywiście alkohol i czekał.
I byłoby fajnie, gdyby nie Campbell. Naprawdę, wszechświecie, naprawdę?
Westchnął cicho, słysząc jej słowa.
- W porządku. Nie powinienem cię wywalać z zajęć. Ale nic nie straciłaś.
To, co przerabiali, ona już dawno umiała, bo była zdolna. Co zrobisz. Może dlatego te ich docinki były takie zabawne.
Jack
[Cześć, przyszłyśmy się z Sophie przywitać, i zaprosić do wątku, bo jakoś tak smutno u nas. Może uda nam się coś fajnego wymyślić c:]
OdpowiedzUsuńSophie
[Coś mi dzisiaj chrom się buntuje, dlatego muszę masę czasu czekać, aż w ogóle zaskoczy że ma działać xD Dokładnie o to chodzi, dokładnie o to. I watek imprezowy mi pasuje, moja Sophie to też taka dziewczyna imprezowa, choć sprawia pozory takiej, która to od imprez trzyma się z daleka, co było zamierzone c:
OdpowiedzUsuńSophie
[Widzisz? Nawet nie dodało dopisu o urodzinach xD Nie no, zapomniałam dodać sama :D Bardziej pasowałyby wątki Anyi, bo Sophie to już raczej miała. Kwiecień dawno temu był XD Zaczęłabyś? Bo ja właśnie biorę się za jedno zaczęcie, więc pewnie to trochę potrwa ;-;]
OdpowiedzUsuńSophie
-Ale ona je lubi i przecież nie daję jej tyle by jej zaszkodziły.- Odpowiedział i śledził jej ruchy wzrokiem. Uśmiechnął się gdy usadowiła się po jego drugiej stronie.- Dobrze, że mam dużą kanapę.- Mruknął dając jej lekkiego kuksańca w bok. Poklepał Bestię po karku.
OdpowiedzUsuń-To zdecydowanie jest niesprawiedliwe.- Skomentował krótko jej roszczenia co do Aidana. Nie znał chłopaka, a raczej nie znał go na żywo, bo tak sporo już słyszał z ust Anayi. Wiedział też, że lepiej po prostu przytakiwać i dawać sygnały, że jest się skupionym na tym co mówi niż próbować komentować i doradzać jej. Raz w życiu tego spróbował i wyszło na to, że w ogóle nie trzyma jej strony i bla, bla, bla. Dokładnie nie pamiętał o co w tedy chodziło. Przeniósł na nią spojrzenie, chociaż ona niemal paraliżowała swoim. On już przywykł, aczkolwiek z taką miną wygląda jak meduza i jest do prawdy przerażająca. W sumie nie dziwił się jej rozgoryczeniu. Skoro ustalili, że są w takim wolny, luźnym związku to chyba powinny w nim panowac równe zasady, a on najwidoczniej chciał mieć ją na własność, ale jego to już się nie tyczyło. Nie mówił też co tak naprawdę o tym wszystkim sądzi, ale jemu akurat taki typ związku nie odpowiadał. Słuchał jednak dalej i porzucił swoje rozmyślania.
Logan
[aha- na tej zasadzie ;) okey - to moze bedzie to rozpoczecie roku? trzeba to oblac xD i teraz kwestia - kto zaczyna ;) ]
OdpowiedzUsuńGabi
Nie, nie próbowałaby nic złego powiedzieć. Wiedział to. Ale zareagował, jak zareagował i nic już nie zrobią z tym fantem. Czasu nie cofną. Mógł ją jedynie przeprosić za swoje zachowanie, które wyniknęło z emocji.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się lekko na jej słowa.
- To prawda – przytaknął. – Jasne, usiądź – dodał i w końcu spojrzał jej w oczy. – Przepraszam. Moja reakcja była dość… jakby to ładnie ująć… przesadzona? Chyba.
Nie był do końca przekonany co do tego określenia, ale już nie przesadzajmy. I tak, w sumie miał gdzieś, że przeszła na „ty”. Tutaj mogła, w szkole nie byli. Zresztą, to całe proszę pana, panie profesorze zaczynało się robić nudne. Fajne, ale nudne. Nic nie mógł jednak z tym zrobić. Szacunek czy coś.
Kelnerka przyniosła jego zamówienie i alkohol. Kto jadł frytki z keczupem i popijał je whisky? Ten pan tutaj, o, w koszulce z trójkątnym dekoltem (co jak co, ale jego pyszczek ładnie w takich wyglądał, w sumie ładnemu we wszystkim ładnie, hoho)!
- Chcesz coś?
Zignorował fakt, że uczennica właśnie widziała go z procentami. No trudno, zdarza się. Nauczyciele często widywali pijanych uczniów lub jak coś gdzieś popijali. Ale żeby było na odwrót? Proszę bardzo.
Jack
[wiesz - nie pali sie ;) no chyba ze zdaze wczesniej zaczac przed toba - ale to tez najpozniej jutro ;)]
OdpowiedzUsuńGabi
Ethan żył swoim tempem. Szkolne imprezy nie robiły już na nim takiego wrażenia. Nie chodziło to, że były za spokojne czy za grzeczne. Ethan Moore po prostu się zmienił. Dowiedział się o czymś, o czym tak naprawdę wolałby nie wiedzieć. Dlatego często pił, lub po prostu odurzał się heroiną. Chcąc o tym zapomnieć. Niestety jego plan nie był idealny. Zapominał do czasu poranku, kiedy wybudzał się a życie brutalnie uderzało go w twarz. Może i nie pamiętał wówczas wszystkiego z poprzedniego wieczoru, jednak na jego nieszczęście wciąż pamiętał o podsłuchanej rozmowie dziadków. O tym jak mówili o jego ojcu, jak bardzo się rozczulali nad ich córką, jak bardzo nienawidzili samego Ethana, nie dlatego, że był złym człowiekiem. Po prostu nie mogli się pogodzić z tym, w jaki sposób został spłodzony. Sam chłopak nie potrafił tego zrozumieć ani się z tym pogodzić. Dlatego też pił i ćpał. Jak gdyby miało to rozwiązać wszystkie jego problemy.
OdpowiedzUsuńPoczątek roku szkolnego, imprezy, ludzie, głośna muzyka, alkohol? Niby świetna zabawa. Dla Moore to było zbyt wiele. Twarze ludzi, z którymi kiedyś mógł porozmawiać teraz wydawały mu się tak bardzo obce. Nie mógł im spojrzeć w oczy, jak by się bał, że ktoś odkryje jego sekret, mroczną tajemnicę którą w sobie ukrywał.
Wolał wyjść, wolał być sam. Całkiem sam. A więc szedł przed siebie, sam nie wiedział gdzie. Po prostu czuł, że musi być jak najdalej stąd. Słyszał jak ktoś go woła, nawet się domyślał kto. Jednak i z nią nie chciał się widzieć. Pewnego wieczoru gadał za dużo, sugerował, że coś jest nie tak z jego życiem, że na pewno wydarzyło się coś złego. Wykrakał sobie.
- Czego!? - warknął oschle, w końcu się zatrzymując. Chciał aby w końcu przestałą go wołać, by się zamknęła. By nie pojawił się tu ktoś trzeci. Był wściekły, jednak nie na nią. Był zły na samego siebie.
Moore
[Jakiś konkretny pomysł na ten dramat? ;D]
OdpowiedzUsuńSophie nawet nie wiedziała do końca, dlaczego zgodziła się na zaproszenie Anyi. Może dlatego, że podświadomie chciała wyrwać się z mieszkania, choć na kilka godzin, poczuć się jak dawniej - jak normalna dziewczyna, która ma czas na spotkania ze znajomymi, która lubi wyjść do klubu, pobawić się. Chciała po prostu mieć chwilę oddechu, chwilę spokoju, gdzie nie będzie dzielić godzin między opieką nad Meredith, a innymi zajęciami. Może i kiedyś miała dużo wolnego czasu, może i kiedyś nie wiedziała, jak wypełnić te wolne chwile, to teraz pragnęła aby one wróciły. Bo opieka nad dzieckiem, i to jeszcze tak małym nie była łatwa.
Prezent kupiła w tym samym dniu, kiedy miały obyć się urodziny Campbell. Idąc na zakupy, zobaczyła śliczną bransoletkę, która bardzo jej się spodobała, i Blackwood od razu wiedziała, że będzie ona pasować do Anyi. Dlatego też kupiła ją, zapakowała w ładne pudełeczko, i schowała do malutkiej, urodzinowej torebki, a wieczorem ubrała się w najlepszą z sukienek, i zostawiając Meredith pod opieką znajomej, wybrała się do klubu.
Wystarczyła godzina, aby większość z zaproszonych dziewczyn rozpierzchła się po klubie. Sophie jakoś to nie odpowiadało, dlatego też została przy stoliku, powoli sącząc drinka.
-Jakoś nie satysfakcjonuje mnie książę z bajki na jedną noc-zaśmiała się, spoglądając na Anyię.
-A Ty? Gdzie twój książę?-zapytała, unosząc przy tym jedną brew w górę.
Sophie
[Właśnie tak zaczynam się tu czuć. Rozwalę się na kanapie, otworzę paczkę chipsów i możemy jechać z wątkami ;D
OdpowiedzUsuńMam ochotę ukochać cię za ten pomysł, może być naprawdę zabawnie. Chętnie zacznę, a co, tylko powiedz mi w którym miejscu wolałabyś wystartować - płaczliwa, histeryczna sytuacja czy jednak odwiedziny z ciachami? ;>]
Rafael
[Administracja wita serdecznie na blogu i życzy wielu ciekawych, zawiłych wątków oraz godzin produktywnie spędzonych na blogu :)
OdpowiedzUsuńNie jestem pewna, czy to napisałam jakoś tak po polsku, ale mniejsza... xD]
Aidan
[Cześć i zapraszam do wątku z Isabelle!]
OdpowiedzUsuńTak, cóż, to podobno przychodzi z wiekiem, nie? Smutne, ale prawdziwe. Jack poczułby się staro. No niestety, lata lecą, a człowiek nie staje się młodszy. Głównie widać to po dzieciakach, z którymi on miał codziennie do czynienia. No i jeszcze czytasz czasami gazetki tak ambitne, które zajmują się zżyciem gwiazd i widzisz w nawiasach, po ile mają lat i myślisz sobie „to oni już są tacy starzy?!”, a potem dociera do ciebie, że ty również się starzejesz…
OdpowiedzUsuń- Nie zrobiliśmy lekcji z rozbieraniem. Nie straciłaś widoku mnie, stojącego przed wami jak mnie Bóg stworzył… Nie, nie straciłaś – dodał po chwili, uśmiechając się do siebie pod nosem. Co tam widok gołego nauczyciela, jak wokół były takie same nastolatki, w jej wieku. Chłopcy na przykład się cieszyli na te zajęcia, co zrobić. – A zajęcia miały na celu wyzbycie się wstydu. I jakiś głębszy sens, ale kogo to obchodzi.
Spojrzał na nią, kiedy zabrała mu frytkę. Dlaczego go to nie zdziwiło? Dlaczego wiedział, że tak zrobi? No nic, porcja duża, najwyżej weźmie jeszcze jedną na wynos i zje s a m w domu.
- I jak tam minęły wakacje? – zapytał nagle. Dla odmiany chciałby posłuchać o czymś miłym i przyjemnym. Tak, właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał.
Wsunął frytkę do ust i cały czas patrzył jej w oczy. Tak się robiło, a on się tego nie bał, bo nie miał czego.
Jack
Nie miał pojęcia co kierowało dziewczyną, mówiąc prawdę on się nawet nad tym nie zastanawiał, nie było mu to do niczego potrzebne. Naprawdę. Jedyne czego chciał to święty spokój, o który ostatnio było tak trudno. W końcu zbliżało się rozpoczęcie, z dnia na dzień w szkole było co raz więcej ludzi. Zjeżdżali się znajomi i Ci nowi, całkiem obcy, którzy próbowali nawiązać nowe znajomości. On tylko starał się ich wszystkich unikać. W końcu chciał tylko spokoju.
OdpowiedzUsuńCampbell obawiał się najbardziej. Trochę tak usilnie przed nią uciekał, chociaż nie był do końca pewien czy powinien, czy to ma jakikolwiek sens. Nie pamiętał dokładnie co jej powiedział. Pamięć podpowiadała mu, że wypił zbyt dużo i się otworzył, mówił o swoich obawach, które wówczas dręczyły jego duszę. Dziś wcale nie było lepiej, bo jego obawy stały się autentycznymi wydarzeniami. Strach stał się prawdziwy, nienawiść, złość.
Słysząc jej słowa prychnął jedynie głośno, wzruszając ramionami.
- Czy ja wyglądam na kogoś, kto ma ochotę z Tobą przesiadywać? - wciąż ton jego głosu był ostry. To był jego jedyny sposób na obronę przed ludźmi. Agresja, nienawiść. Wszystkie negatywne emocje drzemiące w nim, ukierunkowywał na pierwszą, lepszą spotkaną osobę. Nie przejmował się czy to dobra znajoma, była dziewczyna, nauczyciel czy ktokolwiek inny. Kiedy poczuł delikatne ramiona dziewczyny na swoim ciele, uspokoił się. Chociaż początkowo chciał ją odepchnąć i nakrzyczeć na nią, zrozumiał, że właśnie tego chwilowo potrzebował. Ciepła.
- Daruj sobie - powiedział cicho, stojąc z rękoma spuszczonymi w dół. Pozwolił na objęcie i nie zamierzał go przerywać, dopóki ona sama tego nie będzie chciała.
Moore
[Niestety, prawdopodobnie straciłby pracę. A szkoda, bo tyłek ma znakomity. Wątkować chcemy? Pomysły jakieś mamy?]/Constantin
OdpowiedzUsuń[Pomysł bardzo mi się podoba :3 Byłabym wdzięczna za zaczęcie, aczkolwiek jeśli nie chcesz mogę się za to zaraz wziąć, kiedy tylko skończę odpisywać reszcie :D]
OdpowiedzUsuńR.R.T.
Serio? Jack nie miał poczucia bycia młodszym, siedząc pół dnia z nastolatkami. Właśnie wręcz przeciwnie. Każdy nauczyciel tak ma czy tylko on? I, o zgrozo, naprawdę zaczyna mu się kryzys wieku średniego? O matko kochana… cudownie.
OdpowiedzUsuńNie, nie, nie. Nie. Na pewno nie. Tylko mu się tak wydaje. Po prostu… coś musi zmienić w swoim życiu, prawda? Jasna cholera, od tego właśnie wszystko się zaczyna, od zmian. Wspaniale!
- Ja miałem to zrobić, żeby wam pokazać, że to nie takie trudne i że to nie tak, że chcę popatrzeć na wasze nagie ciałka – uśmiechnął się kącikiem ust. Och, to by było zabawne, gdyby stał nagi na tej cholernej scenie, a wtedy do środka wszedłby ktoś z sekretariatu. Nie żeby coś, ale akurat Jack nie miał się czego wstydzić. Nie, skromność nie była jego mocną stroną. Ale ciało jak najbardziej, więc… Tak.
- No nie mów, namówiłem cię na stuprocentową obecność? – uniósł brew wyżej, biorąc kolejną frytkę do ust. – Jej, jeszcze trochę i dostane nagrodę nauczyciela roku. I gdzie ja to postawię… - zironizował, uśmiechając się leciutko. – Może chcesz coś do picia? – zapytał po chwili, biorąc szklaneczkę z whisky do rąk i przykładając ją sobie do ust.
Wysłuchał opowieści o jej wspaniałych wakacjach. Racja, mało go to interesowało, ale lepiej rozmawiać o czymś innym, niż o tym, co przez przypadek zaczął rano w klasie.
Spojrzał na nią uważnie. No, ciekawe mieli życia ci bogaci ludzie. Zrobiło mu się trochę szkoda. Rozpad rodziny? Nikt tego nie chciał, żadne dziecko.
- Wybacz, niepotrzebnie zapytałem – odezwał się po chwili. – Nikomu nie powiem – dodał, jakby wiedział, że dziewczyna nie życzy sobie, aby komuś przekazywał to dalej. W sumie, to zrozumiałe.
Jack
[*ukochuje* A teraz, żeby więcej nie przedłużać - zaczynam. Ah i wybacz mi, jeśli źle odmieniłam imię twojej postaci. Nie miałam pojęcia, jak to zrobić o.0]
OdpowiedzUsuńZawinął nogi w precel i usiadł na zimnej posadzce. Oparł się plecami o kaloryfer, a w dłoniach ściskał kubek gorącej kawy z automatu. Drugi dzisiejszego dnia. Zaginał jego ścianki do wewnątrz i przygryzał krawędź. Nudził się. Trwała długa przerwa, a on nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Nadmiar kofeiny sprawiał, że trzęsły mu się ręce. Obserwował je z zainteresowaniem, wyobrażając sobie że dopadła go jakaś paskudna choroba. Szkoła szkołą ale budowała go świadomość, że rodzice mogą kontrolować go jedynie przez telefon. Sporadycznie mailowo. Nawet jeśli spędzał całe popołudnia nad książkami, a jedyną rozrywkę dostarczały mu artykuły w popularnych czasopismach – nikt nie gderał mu nad głową i nikt nie naciskał, aby zmienił kierunek na bardziej przyszłościowy. Bo przecież jego przyszłość była jego sprawą. Może zostanie światowej klasy dziennikarzem, a może do końca życia będzie zgniatał tekturowe kubeczki, bo tylko na takowe będzie go stać. Kto to wie. Tymczasem cieszył się łagodnym, słodkawym smakiem napoju i obserwował uważnie korytarz. Mijających go ludzi, tablice informacyjne, które zapełniały się nowymi ogłoszeniami, otwierające i zamykające się drzwi. Działo się dużo. Początek nauki. Wiele spraw do uporządkowania. Wiele znajomości i kontaktów do odnowienia. A skoro o tym mowa… Wyłowił z tłumu znajomą twarz. Podniósł się z podłogi, a na ramię zarzucił sobie swoją torbę. Zrobił to ostrożnie, aby wszystko wewnątrz pozostało we właściwej kieszonce.
- Anaya, hej! – zawołał. A gdy udało mu się nawiązać z nią kontakt wzrokowy, pomachał do niej ręką. Nabrał ochoty na krótką pogawędkę. Może zechce opowiedzieć mu o tym, jak minął jej dzień. Może zrobiła ostatnio coś godnego uwagi. A może chociaż go rozbawi? Podszedł do niej, cały w uśmiechach. I jaką dostał za to nagrodę? Nie zdążył zadać żadnego pytania. Nawet nie zebrał dobrze myśli nim wymierzyła mu siarczysty policzek. Bez uprzedzenia, w zasadzie bez powodu. Tak sądził. Nie przypominał sobie sytuacji, przez którą zasłużyłby na takie traktowanie. Stanął jak wryty i szukał odpowiedzi w oczach Anai. Jakiekolwiek wskazówki. Na pewno tam była i na pewno była oczywista. Oczywista dla niej.
- Dlaczego to zrobiłaś? – zmarszczył brwi i przechylił głowę. Główkował teraz nad jedyną, niewyjaśnioną jak dotąd tajemnicą wszechświata. Kobiecy umysł. Zdenerwował się, ponieważ im dłużej trwała pomiędzy nimi cisza, tym bardziej był przekonany, że to w nim tkwi problem. Powinien przeprosić? Tylko za co?
Rafael
UsuńJack roześmiał się, słysząc jej słowa.
OdpowiedzUsuń- Dojrzały? Masz na myśli stary? – nie powinien się śmiać, starość nie-radość w końcu, ale nie potrafił się powstrzymać. W dodatku słysząc to z jej ust, to już w ogóle komedia. – No sama widzisz, że może być ciężko. Te meble tyle zajmują – pokręcił głową.
Aha, tego mu brakowało w te wakacje. Anayi, która chętnie się z nim słownie podroczy. I nie będzie chciała nic w zamian, ponieważ miała taki sam fun z tego jak on. To dziwne, ale będzie tęsknił za uczennicą, kiedy ta pojedzie dalej w świat na studia czy gdzie tam. Może znajdzie sobie kogoś innego, ale to już nie będzie to samo. Przykre, ale prawdziwe.
Westchnął cicho, wcinając dalej frytki. On na szczęście wychował się w pełnej rodzinie, bez krzyków, bez żadnych romansów, rozwodów i innych takich rzeczy. Szkoda tylko, że doprowadził do tragedii swoją rodzinę.
Odwrócił na chwilę wzrok w stronę okna. Przestał się uśmiechać. Musiał szybko przestać o tym myśleć i znów zacząć się uśmiechać do dziewczyny, siedzącej naprzeciwko niego.
- To twoje rodzeństwo? – zapytał szybko, wychwytując z rozmowy imiona.
Jack
Odprowadził ją wzrokiem, czując na sobie spojrzenia wszystkich wokół. Mieli prawdziwą zagwozdkę, ponieważ takie dramaty rozgrywały się zwykle w późniejszym etapie roku szkolnego. Ale od razu po wakacjach? Co też wydarzyło się pomiędzy nimi, że musieli rozliczyć się akurat tutaj? To był niezręczny moment, w którym Rafale został kompletnie zdezorientowany. Stał pośrodku korytarza jak to niebożę, z ogromną czerwoną plamą na policzku i zastanawiał się, jak długo jeszcze potrwa to przedstawienie.
OdpowiedzUsuń- Hormony, wiecie… - mruknął. Wyrzucił zmięty kubeczek po kawie i udał się na kolejne zajęcia. Postanowił na nich podeprzeć głowę na rozwartej dłoni, którą przyłożył w miejscu uderzenia. Całe to zajście widziała połowa jego znajomych. Nie musiał wiedzieć o tym także nauczyciel. Bazgrał po okładce swojego zeszytu, a jego głowę zaprzątała jedna myśl. Jaki Anaya ma w tym cel? Bo należy pamiętać, że to nie pierwszy raz, kiedy postawiła go w tak niezręcznej sytuacji. A może właśnie o tą niezręczność chodziło? Poczuł się wykorzystany.
Popołudnie minęło mu na obmyślaniu szatańskiego planu zemsty. Nie wiedział tylko, jak powinien się za to zabrać. Nie uderzy jej przecież, a awantura na szkolnym korytarzu obróciłaby się przeciwko niemu. Albo ktoś zwróciłby mu uwagę i odciągnął go na bok, albo nazwał go histerykiem. Bo mężczyźnie nie wypadało się tak zachowywać, jak mniemał. Osiągnął stan krytyczny, kiedy przyszło mu do głowy wrzucenie dziewczyny do błotnistej kałuży i umieszczenie jej zdjęć w Internecie. Nie był najlepszy w intrygach. Zabrał zatem swój telefon i opuścił swój pokój w akademiku. Lepiej niż rozmową tego nie załatwi.
- Anaya, otwieraj, wiem że tam jesteś – zapukał kilkakrotnie do jej drzwi. Może trochę za mocno, ponieważ zrobił dużo hałasu a jego palce zaczerwieniły się od uderzeń. Był zdeterminowany, aby wyjaśnić tą sprawę. Choć z drugiej strony wiedział czego może się spodziewać. Uroczego uśmiechu, grzeczności, jakby całe to zajście w ogóle nie miało miejsca – Nikogo tu nie ma, nie musisz mnie bić – dodał pośpiesznie. Dla bezpieczeństwa, gdyby Anaya wyskoczyła z pokoju z żądzą mordu, a on nie zdążyłby się znów obronić.
Rafael
[Cześć!
OdpowiedzUsuńJa też lubię. :D
Chciałabym wątek, ale pomysłów niestety brak. :<]
Jillian Chamberlain
[Na razie u mnie pomysłów też brak. :( Ale gdy coś wpadnie mi do głowy to od razu napiszę.]
OdpowiedzUsuńTaak, chcesz być miły, wychodzi jak zawsze. Taka prawda. Chcesz komuś pomóc, to nie, poradzi sobie ten ktoś sam. Jack na przykład zrezygnował z bycia miłym jakiś czas temu. Znaczy zdarzało mu się, wiadomo, był tylko człowiekiem, ale zdarzało się to dość rzadko.
OdpowiedzUsuń- Wystarczająco, żeby tu siedzieć i pić – odpowiedział prosto, biorąc do ręki niską szklankę z alkoholem. Właściwie, skoro już oboje tu siedzą, to mogliby się napić razem. No ale. Dziewczyna była nieletnia i lepiej, żeby nikt ich tu nie zauważył, gdyby jednak pili oboje. – Bez zgody dyrektorstwa czy kogo wy tam musicie mieć – machnął ręką.
Tak czy siak, nie był przecież stary. Starzy ludzie, to ludzie około dziewięćdziesiątki, a nie. Dobre sobie, pf. Całe życie przed nim! A co! Może uda mu się poukładać coś w tym życiu, nim umrze samotnie z kotem albo z psami. Boże, jakie to jest smutne.
Zdecydowanie bardziej wolał rozmawiać z nią o niej samej. Wysłuchał jej, wcale się nie dziwiąc, że mówiła do rodziców po imieniu. Skoro nie łączyły ich bliższe stosunki, niż… to, co mieli teraz.
- Więc czym twoi rodzice są tak zaabsorbowani, że nie widzą, że mają dziecko, które traktuje nauczyciela jak kolegę?
Nie przeszkadzało mu to jakoś bardzo. I tak byli sami. Gorzej, gdyby tak mówili do niego uczniowie w szkole. Wiadomo, jak zaczynał, to mogli mu tak mówić. Aczkolwiek te roczniki już dawno skończyły tę szkołę.
Jack
[Dzięki. W sumie to nie wiem jak ich by powiązać. Mam taki pomysł, że może na początku nauki Anayi (nie wiem jak się odmienia) to Sasha mógł jej trochę pomóc i teraz się kolegują. Sasha mógłby ją traktować jak młodszą siostrę, której nie ma. I teraz mogliby się gdzieś razem wybrać, jakoś miło spędzić czas czy coś xD]
OdpowiedzUsuń[Łeee, nic straconego. Gabriel nie jest tym dobrym panem profesorem, który po godzinach zajmuje się resocjalizacją. A przynajmniej nie tą, którą powinien...
OdpowiedzUsuńLubię ludzi, którzy są znani z tego, że są znani. Dzień dobry.]
Gabriel
Jeżeli chodziło o Sashę, to był tym środkowym synem. Swoich braci kochał i mógł na nich liczyć. I jakoś nie umiał sobie wyobrazić, że mógłby być jedynakiem. Chyba by zanudził się na śmierć. A tak to zawsze wesoło było i na nudę nikt nie narzekał. Nikt, poczynając od krewnym, poprzez rodziców, a na znajomych i nauczycielach kończąc. I pomyśleć, że jeszcze rok temu trzech Abramovichów okupowało tą szkołę. No, ale najstarszy już skończył. Dla Sashy pozostał ostatni rok, a najmłodszy zaczynał właśnie drugą klasę tutaj.
OdpowiedzUsuńPrzyszedł na tą imprezę, chyba tylko po to, aby być. Aby wszyscy wiedzieli, że Sasha prowadzi rozrywkowe życie. Ale ta impreza jakoś mu nie szła. Było zbyt dużo ćpania. Kto wie czy nie więcej niż na zakończeniu roku szkolnego.
Zauważył w oddali An. Chyba miała jakieś kłopoty. Typek nie wyglądał na zadowolonego z jej odpowiedzi. Podszedł do niej, nasłuchując się rozmowie.
- Czy ona mówi do ciebie po chińsku? - Zapytał Sasha. - Nie to znaczy nie.
Typek wyszczerzył się w jakimś nieprzyjemnym uśmiechu.
- A ty to kto? Może chłopak tej niuni? - Zapytał kpiąco.
- Gorzej. Jestem jej bratem. I jak zaraz nie przestaniesz, to ktoś tutaj zaraz będzie zbierał landrynki z podłogi. I bynajmniej nie będę to ja. - Powiedział stanowczo blondyn.
[Mam zamiar stworzyć nową postać, więc może tam uda Nam się wymyślić coś, co nie będzie opierało się na poznawaniu się.]/Constantin
OdpowiedzUsuń[Black to degenerat i byłby nią zainteresowany, aczkolwiek nie wkurzałoby go to, że z Anaya z nim pogrywa; sam chętnie by to ciągnął.
OdpowiedzUsuńTo jest niezły pomysł, ale skoro masz coś jeszcze w zanadrzu, to chętnie wysłucham.]
Gabriel
[nie obrazisz sie jak zaczne ten nasz watek gdzies w okolicach srody? ;)]
OdpowiedzUsuńGabi.
[Hm... Hmmm... W sumie oba pomysły mi się podobają; nie wiem, który bardziej, więc zostawiam tę decyzję Tobie.]
OdpowiedzUsuńGabriel
[A niech będzie, że flirt; skoro zaproponowałaś to jako pierwsze, to niech zostanie. Ale Ty zaczynasz (tak, wiem, jestem zua do szpiku).]
OdpowiedzUsuńGabriel
On czasami sobie pozwolił wypić. Czasami też zgarnął jakiegoś ćmika od kumpla. Jednak od narkotyków trzymał się jak najdalej. Nawet od trawki. Dlatego też trzeźwym wzrokiem obserwował co tutaj się działo. Pierwszaki odpadły jako pierwsze. Ot, po prostu nie były zaprawione w boju. Jeszcze się podciągną.
OdpowiedzUsuńCieszył się, że jego rodzice nie wiedzą o tym i o wym. Miałby wtedy ostro przerąbane. A najbardziej chyba bolałby go fakt, że zawiódł, nie mamę, nie tatę, tylko wujka. Tak, wujka! To wujek z nim rozmawiał na poważne tematy, nie traktując go jak smarkacza. Nie to co wiecznie nieobecny ojciec.
Gość był irytujący. Zaraz też zaczął z pięściami rzucać się na Sashę. Jednak plusem u Abramovicha było to, że był trzeźwy. W przeciwieństwie do naćpanego frajera, który właśnie stał przed nim i gibał się jak pajac. Jednak owe pięści były czymś w rodzaju "zapalnika". Sasha grzmotnął faceta w twarz, a ten się zatoczył i zaliczył glebę.
- Idziemy stąd. - Powiedział do An. - Nic tutaj po nas.
No, nikt nie czyta, bo po co? On sam tego nie zrobił do dzisiaj, chociaż wiele razy się do tego zabierał tylko dlatego, że się po prostu nudził i postanowił zrobić coś pożytecznego. Zazwyczaj odkładał kartki (tak, liczba mnoga) na bok tuż po przeczytaniu tytułu, myśląc przy tym „nope, nie tym razem” i… kładł się z powrotem do łóżka.
OdpowiedzUsuńOn wiedział, wszyscy nauczyciele wiedzieli, ale co mogli zrobić, skoro nie przyłapali ich na gorącym uczynku? Zresztą nie tylko uczniowie pili tutaj, czy tam. Chociaż Jack był dorosły, to i tak mógł dostać naganę czy coś takie za picie w akademiku. Niestety, takie było życie. Nie mógł się powstrzymać, tak jak i reszta świata.
- Nauczyciel-kochanek powiadasz… To chyba występuje wszędzie, co? Jak byłem w liceum, to mieliśmy taka nauczycielkę… czekaj… uczyła chyba fizyki o ile się nie mylę. No powiem ci, że chcieliśmy relacji nauczyciel-kochanek. Ale po co ja ci to mówię... – zmieszał się, ale tylko na chwilę. Chwilę później napił się alkoholu. Już właściwie kończył Trzeba będzie się zbierać, nim powie jeszcze coś głupszego niż do tej pory.
Frost uniósł brew, słysząc jej słowa o małżeństwie z korzyściami. Bogaci ludzie. Wspominał już, że uwielbia o nich słuchać?
- Przykro mi, Anaya.
O, powiedział jej po imieniu. Nie był przecież pijany, bez przesady. Czyżby naprawdę było mu przykro, że nie miała „normalnego” domu?
Jack
[Uuuu, czekaj! Możemy też zrobić że Anaya została wyciągnięta przez koleżanki na parkiet, potem poszły do baru, no i tak jej ktoś czegoś do drinka dosypał. Sophie będzie taką bohaterkom, i uratuje ją, widząc że jakiś facet ciągnie ją w stronę wyjścia, czy coś xD]
OdpowiedzUsuńSophie rozumiała, że nie każdemu może się podobać, to, jak potoczył się jej los. Ba, nawet jej samej nie odpowiadało to, iż została matką. Owszem, planowała mieć dzieci, ale nie w tak młodym wieku. Ale cóż, stało się, musiała jakoś pogodzić się z zaistniałą sytuacją, i wziąć, jak to mówią, byka za rogi. Zaprzeć się, i żyć dalej.
-Nie, raczej nie wierzę. Wiesz, wyrosłam już z tego-zaśmiała się, upijając łyk drinka. Po chwili spojrzała w stronę parkietu, przechylając głowę lekko w bok. Ona sama wychodziła do klubu jedynie za sprawą siostry. Bliźniaczka mogłaby tam spędzać całe noce, a Sophie szła jedynie jedynie za jej namową. No, może i wtedy też była jeszcze jedna przyczyna, ale cicho sza, o tym nikt nie mógł sie dowiedzieć.
Uśmiechnęła się, słysząc słowa Campbell. No tak, jej książę również gdzieś tam był, cholernie dobrze się ukrywając. Albo jeszcze się nie urodził, jak to ujęła Anaya.
-Kiedyś się pewnie odnajdzie. Trzeba być dobrej myśli-Blackwood zaśmiała się, odgarniajac rude kosmyki włosów.
Sophie
[wybacz za długość, jeszcze się nie obudziłam do końca]
UsuńNie przejmował się wypowiadanymi słowami, tym czy sprawia komuś w ten sposób przykrość. Obchodziło go to wszystko tyle co zeszłoroczny śnieg. Zdawał sobie sprawę z tego, że spokój i Katherine's High School zdecydowanie nie idą ze sobą w patrze, jednak wciąż miał nadzieje na znalezienie jakiegoś azylu, gdzie będzie mógł spędzać czas za każdym razem, kiedy poczuje, że ma już dość, że dookoła zrobiło się zbyt tłoczno.
OdpowiedzUsuńCzuł zapach jej perfum, a włosy dziewczyny delikatnie łaskotały go po twarzy. Kiedy poczuł ciepło jej ciała doznał ulgi. Jak gdyby właśnie tego mu brakowało, tego tak bardzo potrzebował. Czyjegoś ciepła.
Trochę go to jednak przeraziło, nie miał zamiaru się rozklejać o opowiadać jej o wszystkim. Zrobił krok do tyłu, w tym samym momencie kiedy dziewczyna go puściła.
- Słuchaj nie mam zamiaru o tym gadać - powiedział szczerze, uważnie jej się przyglądając - po prostu to wszystko Cię nie dotyczy. To nie jest Twoja sprawa - nie chciał już na nią krzyczeć, nie miał zamiaru.
- Nic nie zrobiłaś - mruknął, delikatnie wzruszając ramionami - po prostu mam słaby dzień - oznajmił tak, jak gdyby chciał przekonać samego siebie tym zdaniem.
Moore
Bogaci ludzie nie mają przyjaciół.
OdpowiedzUsuńNo cóż... Fakt, rzadko zdarza się, żeby mieli kogoś bliższego, komu nie zależy na kasie. Albo żeby mieli kogoś bliższego, kto nie chce się z nimi ścigać pod względem kasy. W świecie bogatych ludzi rządzi... kasa. Forsa, pieniądze, jak zwał tak zwał. Ale prawdą jest, że w wielu przypadkach jest ona dominującą wartością.
Każda mała dziewczynka marzy o herbatkowym przyjęciu dla lalek. Dla dzieci zamożnych dorosłych nie jest to żadne „marzenie”. Roxanne doskonale pamięta swoją pierwszą imprezę, kiedy to razem z rodzicami pojechała do państwa Campbell na kolację. Pamięta duży pokój i wielki domek z licznymi wiernymi klonami Barbie. Wtedy właśnie zaprzyjaźniła się z Anayą.
Wakacje? Z państwem Campbell. Ferie? Z państwem Campbell. Przyjęcia? Z państwem Campbell. Stały się nierozłączne. I wcale nie kolegowały się ze sobą dla pieniędzy. Trenor szybko pojęła, że musi trzymać się tej dziewczyny. Była chyba jednak bardziej rozsądna i mniej lekkoduszna niż ona, mimo że do najgrzeczniejszych i najbardziej ułożonych osób nie można było jej zaliczać. Były bardzo podobne, więc bywało, że często się o coś spierały. Jednak Roxanne jak nikt inny rozumiała problemy Anayi, a Anaya jak nikt inny rozumiała problemy Roxanne. Chyba właśnie to połączyło je na dobre.
Były w tym samym wieku, w innych klasach. Rox często śmiała się, że Anaya z tęsknoty za nią przywlekła się do Katherine's High School. Że nie mogła bez niej wytrzymać. Nie wiedziała ile w tym jest prawdy, ale strasznie cieszyła się z takiego obrotu sprawy. W ciężkich dniach, kiedy musiała z kimś pogadać, wlekła się pod jej pokój i pukała cztery razy (trzy to takie oklepane...), opierając się ze znużeniem o framugę. Pospiesz się! To tylko ja, nie musisz się malować i tak ci to nic nieee daaa!
To był chyba jeden z takich dni. An śmiała się jak nikt z jej pasji do koszykówki, więc z reguły nie lubiła z nią o tym rozmawiać, ale wszyscy inni akurat byli zajęci. Stała pod jej drzwiami od kilku już minut i wsłuchiwała się w krzątaninę dochodzącą z pokoju. Będzie musiała wysłuchiwać kpin za 3...2...1...
Poszło.
Teraz trzeba będzie jakoś to znieść i dać sobie poprawić humor.
R.R.T.
[Tak, też tak sądzę, że w końcu coś z tego wyniknie.]
OdpowiedzUsuńOdkąd pamiętał, matka przepowiadała mu smutny koniec. A to miał wpaść pod samochód, ale stracić miłość swojego życia, a to mieli go wylać z dobrze opłacalnej pracy. Oczywiście mógł temu zaradzić, wracając na drogę prawości, znów stając się owieczką dobrego, miłosiernego pana. Innego wyjścia nie było.
No cóż... Mamusia chyba się trochę przeliczyła, bo Gabriel już 35 rok demoralizował wszystkich w koło, a wciąż miewał się cholernie dobrze. Zero problemów, zero zmartwień i jedynie jego kręgosłup moralny wciąż był w opłakanym stanie. No, mógł narzekać jeszcze na swoją pracę - nauczanie w liceum nigdy nie figurowało na liście jego najskrytszych marzeń - ale była rzecz, która tę instytucję ratowała. Flirt, mili państwo. Flirtowanie ze wszystkim, co miało ręce, nogi i twarz na poziomie przynajmniej dobry plus, sprawiało, że życie było bardziej znośne.
Nic więc dziwnego, że co i rusz wdawał się w nowe relacje z coraz to młodszymi uczennicami i uczniami. Tatuś się zapewne w grobie przewracał, gdy na lekcji, w sali pełnej uczniów, o których prawidłowy rozwój powinien dbać, odpowiadał na kokieteryjne spojrzenia panny Campbell czarującym uśmiechem. Była chyba jedną z jego ulubionych dziewczyn; wydawała się pewna siebie, prowokowała go niemal na każdym kroku, a jednak nigdy nie dopuściła, by pojawiło się między nimi coś więcej. Gabrielowi jednak wcale to nie przeszkadzało; co więcej, nawet lubił tę uroczą niewinność tej relacji.
Anaya nie dała mu się lepiej poznać, więc gdy spotkał ją w mieście późną nocą, nieco wstawioną w kiecce, której daleko do szkolnego, skromnego mundurka, wydawał się być nieco zaskoczony. Szybko się jednak zreflektował i posłał jej swój standardowy, olśniewający uśmiech.
- Ty z kolei wyglądasz na pannicę, która nie bardzo wie, jak bezpiecznie dostać się z powrotem do akademika - zauważył. - Kto to widział, żeby o tej porze szlajać się po mieście samotnie i to jeszcze w takim stroju? - posłał jej wymowne spojrzenie.
Gabriel
[O, świetny pomysł! Mam tylko pytanie, czy zaczynamy wątek jeszcze na tym koncercie, czy już podczas powrotu. Jakby co, mogę zacząć, tylko trochę później. :D
OdpowiedzUsuńA ja tam wolę Michelangelo!]
Jill
[Nie taki trudny, łatwiejszy niż Dannie ;) Z Marcusem łatwiej mi się dogadać, więc chyba z nim zostaniemy tu na dłużej ^^ Hm, a może masz jakiś pomysł na wspólny wątek...?]
OdpowiedzUsuńMarco M.
No, i o co chodzi? Miała pieniądze, czego chcieć więcej w życiu, prawda? Dobre podejście, podobało mu się to, aż się zaśmiał cicho. No, fajnie jest, bawimy się.
OdpowiedzUsuń- Słucham? – spojrzał na nią, unosząc jedną brew wyżej. – Nie pamiętam, to było dawno temu. Bardzo dawno temu.
Już nie chciał dodawać czegoś w stylu „to było, jak ciebie jeszcze na świecie nie było”, ponieważ poczułby się jeszcze gorzej. To naprawdę było smutne.
- Nie ma o czym opowiadać. Ona była młoda i seksowna, a my… młodzi i napaleni. Niektórzy twierdzili, że udało im się ja zaciągnąć do łóżka, ale nigdy im nie wierzyłem. Powiedz mi, dlaczego ja z tobą o tym rozmawiam? Jesteś nieletnie, a w dodatku moją uczennicą. Bardzo się pogrążam? – zapytał, uśmiechając się kącikiem ust.
Frytki im się skończyły. W dobrym towarzystwie i tak dalej.
A co do picia z uczniami… tak, cóż, czy to nie raz zdarzyło się Frostowi? Ba, zdarzyło mu się odprowadzić uczniów do pokoju, kiedy przypadkowo gdzieś ich spotkał. A tam, w pokoju, uczeń proponował coś jeszcze, więc czemu się nie zgodzić? Przynajmniej nie musiał wydawać na to swojej kasy. No i nie pił sam. Same plusy. Może dlatego go lubili…
Jack
Zanim otworzyły się przed nim drzwi, był ciągle w bojowym nastroju. Przekonany o swojej racji i gotowy, aby przedstawić swoje argumenty w najmniej oczekiwany przez Anayę sposób. Sądził nawet, że to żałosne. Ilekroć przekonywano się, jak łatwo nim manipulować, skrzętnie to wykorzystywano. A on przecież nie potrafił krzyknąć, nie potrafił się postawić. Bo i wiedział, że to nie ma sensu. Kobiety nie był w stanie przegadać żaden mężczyzna, a już tym bardziej Rafael. Nie wiedzący nawet, w jakim języku powinien starać się porozumieć.
OdpowiedzUsuńStracił swoją pewność siebie równie szybko, jak się w nim pojawiła. Wiele czynników wpłynęło na taki stan rzeczy i trudno było ocenić, który z nich miał dominujące znaczenie. To, że An się go nie spodziewała i przeszkodził jej w codziennych czynnościach, to że sprawiała wrażenie nieświadomej powodu jego zdenerwowania, czy to, że otworzyła mu drzwi w szlafroku i z ręcznikiem na głowie. Co z resztą czyniło jego wzrok nieco zbłąkany, bo nagle nie mógł znaleźć dla niego żadnego punktu zaczepienia. Po prostu wszedł do środka. Ukrycie dłoni w kieszeniach spodni dało mu pewnie poczucie bezpieczeństwa. Stanął przy oknie, mając An za swoimi plecami. W ten sposób nic go nie dekoncentrowało, przynajmniej na razie.
Przez chwilę śledził opuszką palca kroplę deszczu spływającą po szybie krętą strużką. Musiał także przyznać sam przed sobą, że to wyjątkowo głupi sposób na odwlekanie w czasie tego, co miał do powiedzenia. A i nagle ułożone w myślach przemówienie czmychnęło gdzieś w niepamięć. Był beznadziejnym, niereformowalnym z resztą przypadkiem ofiary wojny płci.
- Wiesz, te uderzenia w twarz i krzyki nawet są mi czasami na rękę. Patrzą na to inne dziewczyny i myślą aha, ten to chyba ma powodzenie. Ale z drugiej strony wiem, że za chwilę poczęstujesz mnie ciastkami i będziesz zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. A że jestem słaby i będę wolał zająć się ciastkami niż rozmową, ciągle sobie tego nie wyjaśnimy. A ja naprawdę chciałbym tylko wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi – nie mógł mieć pewności, że An znów nie popatrz na niego jak na kosmitę i zignoruje wszystko to, co do niej powiedział. Uśmiechnie się pobłażliwie, jakby miała do czynienia z człowiekiem niespełna rozumu. W takich chwilach nie mógł oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak z jego świadomością. Jakby sam wyobrażał sobie niestworzone wizje i wmawiał je sobie tak długo, aż nie stały się dla niego prawdą. Spojrzał na dziewczynę, a na jego usta wkradł się głupkowaty uśmiech. Nie do końca pewny, jak powinien się zachować, podrapał się po głowie. Czuł się niezręcznie.
Rafael
Jej wyżalenie się, potrójną zmianę nastrojów podsumował cichym westchnieniem. W sumie to już do tego całkowicie przywykł i nie robiło to na nim specjalnego wrażenia. Może i nadal było to męczące, ale nie chodzi o jej monolog, a raczej o skupienie się na jej słowach, bo w tym przypadku trzeba się naprawdę na długo skupić, ale z drugiej strony czuł się „zaszczycony” tym, że to właśnie do niego przychodzi z wygadaniem się, choć pewnie gdyby nie mieszkanie pewnie by się do niego nie odzywała. Nie czuł się przez to wykorzystywany. Czasem też zastanawiał się jak ona to wszystko znosi, to co jej się przytrafia, albo to on po prostu jest takim neandertalczykiem w kwestii sfery uczuciowej i kobiecej. Ale nawet się cieszy, że nie ma takich problemów jak Anaya.
OdpowiedzUsuń-Nie wiem, czy po tym wszystkim stać cie na taką kolację.- Rzucił uśmiechając się.- I już tak nie narzekaj. Mogę chwilę nie grać jak tak ci na tym zależy.- Dodał z rozbawieniem i z udawanym grymasem cierpienia rozmasował ramię, które przyjęło jej cios.
Logan
Prawdopodobnie pomyśleli o tej samej osobie w tym samym czasie, ponieważ oboje się wzdrygnęli.
OdpowiedzUsuń- Wierz mi, panna Matters była o wiele, wiele, wręcz nieporównywalnie ładniejsza od tej waszej nauczycielki. I nie, mnie też się nie udało jej poderwać. Chociaż wydawało mi się, że byłem blisko, ale wtedy przyszła po nią jej dziewczyna. I nie, nie szukały trzeciego.
Och, cóż, Jack wiele zrobił, kiedy był młody, dlatego jakoś nie dziwiły go te akcje, które organizowały te dzieciaki, które uczył. Aczkolwiek wolał o nich nie wspominać swojej uczennicy, nawet, jeśli bardzo ją lubił i będzie za nią tęsknić.
- Ja tak. A ty? – uniósł brew wyżej, jakby naprawdę go interesowało to, czy najadła się jego frytkami. - A, zapomniałem, że nie byłaś głodna – uśmiechnął się kącikiem ust. Potem spojrzał jednak na kartę dań, której jeszcze mu nie zabrali. Otworzył ją i zaczął przerzucać strony, opierając głowę o wolną rękę. – To co teraz jemy? Przy czym chcesz mi opowiedzieć o swojej historii życia, mając zaledwie siedemnaście lat?
Bankowo w jej życiu stało się już coś wielkiego, skandalicznego. Przecież, hej, uczęszczała do tej szkoły, prawda? W pokoju nauczycielskim pojawiało się jej nazwisko nie raz.
Jack
[Strasznie przepraszam za zapłon. ;-;
OdpowiedzUsuńA nie, akurat rangera wolałam czerwonego. xD]
Jill lubiła koncerty, nawet jeżeli bandu nie znała i w zasadzie szła w ciemno. Zawsze jakaś zabawa, w końcu czasem trzeba się oderwać od nudnej codzienności, a ta jej z pewnością taka była. Zajęcia, komputer, książki, spać, jeść, znajomi... I tak w kółku. Niby nie aż tak źle, dosyć zróżnicowanie nawet, ale jakoś po jakimś czasie nawet to przestało jej odpowiadać. W końcu ile czasu można robić to samo?
W sumie to dosyć ucieszyła na propozycję wyjazdu do klubu, bo czemu nie. Oczywiście przygotowania średnio jej wyszły; ogólnie kolejny raz objawiła się jej totalna niebabskość, bo nie wzięła torebki. I nie dlatego, że było jej niewygodnie (chociaż było, ale ostatnio znalazła nawet taką, która jej nawet nie przeszkadzała, cud!), raczej o to, że po prostu zapomniała. Normalne. Tak więc wszystkie klucze, telefon, słuchawki, portfel i inne tego typu bzdury musiała upychać po kieszeniach, fajnie.
Na koncercie w zasadzie było okej, szkoda tylko, że z Anayą nie za bardzo dało się dogadać. Chyba była zajęta czymś jeszcze poza tylko słuchaniem brzmienia zespołu, cóż.
Występ skończył się szybko. Dla Jill trochę za szybko; było fajnie, a powrót do szkoły nie za bardzo ją nęcił. W sumie to była trochę zawiedziona, że dzisiejsza zabawa miała się rychło skończyć.
— Robimy coś jeszcze?
Musiała chyba trochę wrzasnąć, bo było dosyć głośno. Nie umiała wrzeszczeć, jutro będzie chrypa.
[Przepraszam za jakość i ilość. ;-; ]
Jill
On był trzeźwy. I o dziwo tym razem go to nie wkurzyło. Zawsze się wkurzał, kiedy chciał się upić, a nie mógł. Tym razem jednak wolał pozostawić siebie w stanie trzeźwym. Później tym, którym urwał się film będzie robił z nich bekę.
OdpowiedzUsuń- Nie martw się mała. Nic mu takiego nie będzie. - Odpowiedział chłopak, śmiejąc się. - Jutro co najwyżej będzie miał obolałą szczękę. No i jakiegoś siniaka. Ale nic poza tym. - Powiedział to tak spokojnym tonem głosu, jakby to była dla niego oczywistość. A no bo i było oczywistością. Nie pierwszy i nie ostatni raz tak w taki sposób "uspokoił". Ale on sam dzięki temu miał spokój od różnej maści natrętów. Przynajmniej wiedzieli, że Abramovicha nie należy zaczepiać. A co gorsza- denerwować.
- Jakby nie pobrudził ci krwią, to pobrudziłby ci go czymś innym. - Stwierdził.
Spojrzał na nią unosząc wysoko brwi. Nie miał ochoty na żadne pogawędki, nawet te jakże banalne o pogodzie czy początku roku szkolnego. Miał ochotę posiedzieć w samotności, uśmiechając się do pełnego kieliszka. Wiedział jednak, że nie uda mu się szybko pozbyć się dziewczyny. Poza tym miała w sobie te coś co go uspokajało, co powodowało, że w głębi duszy wcale nie chciał się jej pozbywać.
OdpowiedzUsuń- Oh, OK. Chodźmy - mruknął po chwili zastanowienia. Posłał jej blady uśmiech i ruszył powolnie w stronę kawiarenki. Kiedy dotarli na miejsce zajął bez słowa jeden ze stolików i przypatrywał się dziewczynie uważnie, jak gdyby czekał, aż ta zacznie udzielać mu cennych wskazówek dotyczących jego życia.
Moore
- Jakoś się nim nie przejmuje. - Stwierdził blondyn. - Bo skoro nie umie przyjąć do wiadomości, po dobroci, że nie to znaczy nie... To trzeba w taki sposób sobie radzić. - Wzruszył ramionami. - Jutro pewnie nie będzie pamiętał, kto go tak załatwił. A jeżeli nawet to i tak nie odważy się donieść dla dyry. Przynajmniej wtedy, kiedy mam na niego haka. - Pstryknął chłopakowi zdjęcie, na którym widoczna była torebeczka z ziolem. - Nawet jeżeli by naskarżył to i miałby Sasha wylecieć stąd to wystarczyłoby jedno słowo szepniete dla wujka i szybko by wrócił. Roman jakoś nigdy niczego mu nie odmówił. Młody Abramovich miał zawsze u niego chody. Większe niż jego bracia. Może to dlatego, że był jego jedynym chrześniakiem? Możliwe.
OdpowiedzUsuń- Sądzę, że większość robi stereotyp o ruskiej mafii. Że każdy rusek to mafia. Ale powiem ci, że to czasem się przydaje. I możesz dzisiaj u mnie kimać. Od Mishy wezmę jakiś materac. On zawsze ma u siebie takie pierdółki.
[Ależ ona ma uroczą buźkę :D Witam, witam i o wątek pytam]
OdpowiedzUsuń[A później jak ona zobaczy Francisa, że ten pracuje w ksero to mogłaby mu trochę posuszyć głowę. Co ty na to? Bo mi pomysł się podoba :)]
OdpowiedzUsuń[Jeżeli możesz to zacznij :)]
OdpowiedzUsuńTego dnia nie miałem zbyt dużo roboty. Tylko skserowałem parę ściąg. No i jeszcze jakieś notatki dla nauczycielki. A tak to przez większość czasu miałem zamiar obejrzeć jakiś film. Nawet laptopa przyciągnąłem ze sobą z pokoju. W końcu go nie zapomniałem. Tyle wygrać! Już miałem włączać "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął", kiedy poczułem znajomy smród. Ktoś gdzieś palił jakieś zioło. W sumie to nie był mój interes... Ale to było gdzieś niedaleko. Ktoś mógłby sobie pomyśleć, że to ja sobie tak umilam czas.
OdpowiedzUsuńWyszedłem z ksero i skierowałem się w stronę skąd dobiegała woń. Że też komuś chciało się tak niszczyć sobie zdrowie? Dzieciakom we łbach już się poprzewracało. Serio chyba nie wiedzieli co mają i z kasą i ze sobą zrobić. Otworzyłem drzwi do schowka a tam jakaś małolata kończyła to jarac.
- A co ty tutaj robisz?- zapaliłem światło. Była kompletnie zjarana. Ciekawe czy cokolwiek kontaktowała- Po co to robisz?
[ To super! :) Mogę już sobie dopisać numer pokoju? :D
OdpowiedzUsuńNo i uprzejmie pytam o wątek. ]
Lisa Lennon
Co się tak naprawdę wydarzyło, wiedział tylko on i tak też zostanie. Seksowna nauczycielka na zawsze pozostanie w jego pamięci. Znając życie, teraz już nie jest taka seksowna, chociaż kto wie, może właśnie wiedziała, jak o siebie zadbać i nadal uczniowie chcą ją przelecieć. Cóż, nie jemu o tym rozmyślać, miał swoje problemy i rozterki oraz zainteresowania, na których chciał się skupić.
OdpowiedzUsuńCóż, może nauczycielki nie chciały tu pracować? Może nie były takie jak nauczyciele, którzy chętnie nawiązywali romanse z uczennicami/uczniami? No cóż, różni ludzie chodzą po tym świecie, nie im to oceniać.
- Świetnie, weźmiemy sobie pizzę – zarządził. – Jesz mięso czy jesteś wegetarianką czym kim tam jeszcze zostają młodzi ludzie? – spojrzał na nią, a potem znów w kartę, szukając jakiejś ciekawej propozycji pizzy. Pizza zawsze spoko.
Prychnął, lekko rozbawiony. No tak, ale zawsze mogła mu pokłamać. Wolał słuchać innych niż rozmawiać o sobie i o swoich problemach. Tak było prościej, nie musiał myśleć o sobie i o swojej przeszłości. Po prostu żyć, nie umierać.
- Jak chcesz – wzruszył w końcu ramionami. – Przez ciebie i twoje „nie zrozumiesz problemów nastolatków” skończyły nam się dobre tematy do rozmowy. Chyba, że zaproponujesz coś ciekawego. Ale serio ciekawego, a nie pogoda lub zmiany polityczne i dziura ozonowa.
Jack
Spojrzałem na nią uważnie. Kolejny bogaty dzieciak, który się marnuje przez to świństwo. Ja jeszcze mogłem wypić, czy też zapalić papierosa. Ale nie to coś co ryje banię.
OdpowiedzUsuń- Skoro tak bardzo ci wszystko jedno, to dlaczego nie wyjdziesz na zewnątrz?- spytałem- Ach, no tak... Wszyscy zauważą. Powinnaś być teraz na lekcji, czyż nie tak?- zerkałem na nią. Wtem usłyszałem odgłos stukających o podłogę obcasów. No jeszcze tego brakowało. Jakiejś nauczycielki, albo kogoś z dyrekcji. Co robić?
- Masz jakiś problem?- zapytała, a ja nagle zamknąłem drzwi.
- Nie, skądże znowu. Kredy szukałem, bo potrzebuję. Chyba tutaj powinna być, ale chyba nie ma. Więc zaraz mykam do siebie- uśmiechnałem się lekko. Kobieta tylko skinęła głową i odeszła. Mi ulżyło i spadły tony kamieni z serca.
- Jestem pewny siebie tylko wtedy, kiedy jestem stuprocentowo pewien tego, że uda mi się to, albo się z czegoś wykaraskam. A to pozwala mi iść dalej i brać garściami to czego chcę. No, ale czasami zdarza mi się, że potykam i upadam. Wtedy znowu wstaję i dążę do swojego celu. - Powiedział, uśmiechając się przy tym szeroko. Jeżeli chodziło o jego język ojczysty to wiele razy słyszał, że jest dźwięczny i śpiewny. Nigdy też nie pomyślał, że brzmi szorstko. A może nie wolno mu było myśleć w tej kategorii? Tego sam nie wiedział.
OdpowiedzUsuń- No toć pewnie, że ja. - Odpowiedział chłopak. - Ciebie, jako mojego gościa i kobiety za razem, nie umieściłbym na podłodze. Zawsze mógłbym zaproponować wspólne spanie, ale to mogłoby zabrzmieć dwuznacznie. A jeżeli ktokolwiek by to zobaczył to mógłby rozsiać jakieś plotki. A tego mi nie potrzeba. - Dodał po krótkiej chwili. Co jak co, Sasha był jaki był, ale zawsze szanował kobiety. Tego nauczyli go w domu. I tego się trzymał.
Biedny Jack, gdyby tylko wiedział, co tez ona o nim myśli… Nie, w sumie to by się nie przejął. Raczej pocieszyłby się, że dziewczyna niedługo zniknie ze szkoły i pójdzie dalej w świat i zostawi go w spokoju. Nie, tak chyba też by nie było. Lubił ją, czasami go wkurzała, ale to jak każdy chyba, więc czym tu się przejmować?
OdpowiedzUsuńJack zmarszczył brwi, przyglądając jej się. Serio? Może żartowała, a może nie… Bogaci zawsze będą już stanowić dla niego zagadkę życia.
- A lasy deszczowe? – zapytał, odwracając od niej wzrok i przerzucając kolejną kartę w menu. Dobra, to już wiedział, co zamówi w takim razie. Zawołał kelnera i poprosił o dużą pizzę z szynką i pieczarkami. Z podwójnym serem.
W politykę się nie mieszał. Istniały na tym świecie rzeczy, w które nie chciał się angażować. Po co się denerwować i załamywać ręce? To już wolał się załamywać nad swoimi problemami, które dotyczyło bezpośrednio jego osoby. Jak coś zacznie się dziać właśnie mu, to wtedy zacznie się przejmować, ot co.
Frost roześmiał się. On zakochany w sobie? Hm… tak, coś w tym było. Na kimś się w końcu trzeba skupiać, nie?
- Tak, coś na ten temat widocznie wiemy oboje – uśmiechnął się. – A masz takie dni, w których obchodzą cię inni, oprócz ciebie samej? – zapytał retorycznie. Pewnie nie było. Ale on takie dni posiadał i to były dni straszne, bo potem szybko żałował. Chcesz być miły, wychodzi jak zawsze.
Jack