Rosalie "Rosie" Hamilton
Lat 24 | Praktykantka | Pomoc przy zajęciach z literatury
Córka porucznika Byrona Hamiltona i kwiaciarki Beatrice Hamilton, z domu Marriott. Młoda dziennikarka, chcąca nauczyć się grać na pianinie i brzydząca się zapachem papierosów i ostrą wonią mocnych trunków alkoholowych. Jednak nie pogardzi czerwonym winem i odgrzewaną pizzą z dużą ilością ketchupu i różnych sosów. Po mieście porusza się głównie na rowerze, gdyż po wypadku boi się wsiąść do samochodu. Codziennie rano biega, szukając natchnienia do nowych obrazów. Kiedy dostaje weny, potrafi przeżyć kilka dni, jedząc jedynie marchewkę i zagryzając ją zielonym jabłkiem. Nie rozstaje się ze swoim szkicownikiem, w którym można znaleźć wszystko. Od portretów, poprzez akty, na martwej naturze kończąc.Fanka komedii romantycznych, filmów animowanych Disneya, długich, nocnych rozmów przy zapalonej świecy i historii o wielkiej, wspaniałej miłości.Dobra duszyczka, której lepiej nie denerwować, bo potrafi pokazać pazurki. Nieśmiała w stosunku do nowo poznanych osób, a szczególnie mężczyzn. Wierzy w duchy i inne nadprzyrodzone istoty, oraz magiczną moc swojej kołdry, która obroni ją przed złymi stworzeniami.Często można ją spotkać zamyśloną, lecz zawsze uśmiechniętą. Głównie przesiaduje w różnych kawiarenkach, parku, lub schronisku dla zwierząt, gdzie pracuje jako wolontariuszka w wolnym czasie.Jej szkicownik jest pewnego rodzaju pamiętnikiem. Całkiem niedawno przygarnęła królika, którego zdjęcie widnieje na okładce zeszytu.
Lubię wątki. Mogę wymyślać, a także zaczynać. Zdarza mi się faworyzować, jednak nikogo nie pomijam! Na zdjęciu Kerti Pahk. Link do piosenki z tytułu kryje się w nazwisku postaci.

[Jaka sympatyczna pani! Życzę miłej zabawy, wąteczków mnóstwa, skomplikowanych powiązań i weny! No i w razie chęci zapraszam do siebie ;)]
OdpowiedzUsuńDanielle Gingers
[Nie polubi Constantina i jego tytoniowej woni.]
OdpowiedzUsuń[siema ziomeczku mój najdroższy, królowo złota. Cho na fb, pogadać chcę, i wątku konkrety omówimy c:]
OdpowiedzUsuńS.
[Kogo tu przywiało ;3 wiem, miałam myśleć przy chicago ale coś mi nie wyszło. Jak masz ochotę na wątek to pisz w ramach wynagrodzenia zgodzę się na wszystko i rozpocznę. Masz możliwość wymyślenia najbardziej pokręconej relacji która przeszła Ci kiedyś przez myśl ;)]
OdpowiedzUsuńMoore
[Dzień dobry :) Może jakiś wątek?]
OdpowiedzUsuńNie pamiętał, kiedy ostatnio miał tak okropny dzień. Był poniedziałek, w dodatku początek roku szkolnego; ledwo przyszedł do roboty, jak zwykle nie ogarnięty po porannej pobudce, tuż przed mocną kawą, a oni już mieli do niego pretensje. No Chryste Panie, gdzie podziała się wyrozumiałość? Gdzie jakieś miłosierdzie?
OdpowiedzUsuńKażdej innej odmówiłby spotkania; pieprzcie się w cholerę, chciał posiedzieć sam, z książką, może jakimś piwkiem, fajeczką, w ciszy i spokoju. I odmówiłby każdej, dosłownie każdej... No ale tej jednej nie mógł. Ni cholery, zrobiła się z niego miękka klucha, prawie że pantoflarz i nie pomagało tłumaczenie sobie, że to przecież jeden wielki syf.
Tak więc ogarnął tyłek, kilka razy policzył do dziesięciu, żeby się uspokoić i opuścił swoją cudowną samotnię. Był dżentelmenem - rzadko, bo rzadko, ale jednak - więc po drodze kupił kwiaty i wino, rzecz oczywista; ona przecież uwielbiała wino.
Wahał się jeszcze, czy może nie uciec, skłamać, że wyryto u niego stwardnienie rozsiane albo chociaż tocznia (całe wakacje oglądał House'a i zrobił się z niego lekarz od siedmiu boleści), ale kiedy otworzyła drzwi, gdzieś wyparował jego wisielczy nastrój.
- Cześć - jak zwykle przywitał ją buziakiem, a gdy zamknęła drzwi, wręczył jej kwiaty i wino. - Myślę, że materac nam wystarczy.
Posłał jej rozbawiony uśmiech. Zdjął buty i kurtkę i ruszył za nią wgłąb mieszkania.
- Jak idzie remont? - zapytał na wstępie, przyglądając się uważnie ścianom i podłogom. Pierwszy raz go do siebie zaprosiła.
Gabriel
Kiedy był na haju był spokojny, nie był agresywny, niczego się nie bał. Czasami nawet się uśmiechał, jednak to wciąż była jego droga ucieczki. Biegł przed siebie, zapominając o wszystkim tym co wydarzyło się kiedyś. Nie było przeszłości, była tylko teraźniejszość.
OdpowiedzUsuńSiedział przy barze, sam nie wiedział dlaczego. Trochę tak jakby coś go tam trzymało. Wysokie krzesło barowe, przywiązało jego nogi do siebie tak, by nie mógł stamtąd uciec. I nadszedł moment, na który nieświadomie oczekiwał. Do środka weszli nowi, jeszcze trzeźwi ludzie, od których było czuć woń perfum. Uśmiechnął się do siebie, odwracając głowę przez ramie aby spojrzeć na tych naiwnych ludzi, którzy co wieczór przychodzi w te samo miejsce z tymi samymi problemami, wciąż wierząc, że kiedyś uda im się stąd wyrwać. Nic nie zamawiał, nie potrzebował niczego więcej tego dnia. Wystarczyła mu świadomość, że nie jest sam z problemami, każdego dnia zawsze siadał koło niego ktoś, kto miał równie przejebane, lub gorzej. Nigdy nie rozmawiali o problemach, nikt nie chciał poruszać tego jakże delikatnego tematu. Rozmawiali o pogodzie, o piłce nożnej. Czasem ktoś się odezwał i narzekał na prezydenta, wówczas Ethan wyłączał się z rozmów, nie interesowała go polityka. Znów usiedli koło niego Ci sami mężczyźni, Moore znał na pamięć scenariusz rozmowy. Odchylił się na stołku i rozejrzał dookoła w poszukiwaniu nowych twarzy. I znalazł taką, nie do końca nową, jednak z pewnością świeżutką w tym miejscu. Była taka przygaszona, taka smutna. Nie wyglądała jak wszyscy inni, wyglądała gorzej. Było widać, że była przybita. Nie chciał pytać, nie chciał wiedzieć. Sam nie wiedział czy za nią przepada czy nie. W zasadzie była jak każdy inny w jego życiu. Współistniała.
Było mu żal, strasznie żal i właśnie dlatego, gdy tylko odeszła do toalety podszedł do jej miejsca, i do pozostałego w kieliszku wina dosypał odrobinę swojego proszku szczęścia o ile można było w ten sposób nazwać to co brał. To był raczej proszek ukojenia, spokoju. Mniejsza. I wrócił na swoje miejsce i usiadł i rozmawiał z tymi mężczyznami o tym samym co zawsze.
Moore
[Pomocny Marcus stawia się na pozycji ;) Z miłą chęcią pomoże praktykantce, tylko nie wiem jak miałoby to dokładnie wyglądać...? No i relacja...?]
OdpowiedzUsuńMarco M.
Wziął od niej pilota, by wyciszyć trochę telewizor i znów jej go oddał. Nie musiał szukać pretekstów do tego, by dotknąć jej delikatnej dłoni, ale nie zwykł tak po prostu trzymać kogoś za rękę.
OdpowiedzUsuń- Chętnie pomogę Ci w przeprowadzce - zaoferował się, spoglądając na nią z uśmiechem. - Szkoda tylko, że malowanie też zostawiłaś fachowcom...
Rosie znała go na tyle dobrze, by wiedzieć, co chodziło Gabrielowi po głowie. Zresztą... Chyba nie było osoby, która miałaby jakiekolwiek wątpliwości w tej kwestii. On myślał o seksie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Wyjątek stanowiły te chwile, kiedy akurat był głodny, choć i tak coraz częściej udawało mu się to godzić.
Na jej pytanie skinął lekko głową.
- Pizza? - bardziej stwierdził niż zapytał.
Zdążył się już przyzwyczaić do tego, że wybór dziewczyny praktycznie zawsze padał na pizzę.
Gabriel
[No dobra, to coś kombinuję... ;>]
OdpowiedzUsuńZajęcia z literatury zawsze należały ulubionych Marcusa. Jedyne, na które naprawdę starał się nie spóźniać. Inna sprawa, że rzadko mu to wychodziło, zawsze miał coś do zrobienia. Wiecznie wpadał spóźniony, trzaskając drzwiami i szczerząc się przepraszająco, opadał na swoje miejsce. Nauczyciel tak czy siak nie miał z nim żadnych większych problemów. Monet żonglował cytatami, kiedy było trzeba, zawsze jakimś cudem był w temacie i potrafił udzielić w miarę poprawnej odpowiedzi.
Tego dnia Marcus spóźnił się jak zawsze, opadł na swoje miejsce, wciąż się szczerząc, przywitał się z kumplami i już miał zabrać się za przepisanie tematu, wciąż widocznego na tablicy, kiedy tuż nad nim stanął nauczyciel.
- Panie Monet, ja rozumiem, że pan nie ma czasu na punktualne stawianie się w klasie, ale byłbym wdzięczny, gdyby przynajmniej nie trzaskał pan drzwiami w mojej sali. Zostanie pan po zajęciach.
Całą literaturę przesiedział w ciężkim szoku. Nie był w stanie zarejestrować niczego wokół, grezmolił coś tylko na marginesie zeszytu. Nie widział zaczepek kolegów, nie czuł trącania w żebra ani ich śmiechów. Miał juz przecież plany!
Po zajęciach mimo woli grzecznie został w ławce. Ze skwaszoną miną chował zeszyty do plecaka, ignorując słowa, które akurat kierował do niego nauczyciel. Dopiero po chwili uniósł głowę i wytrzeszczył oczy, mierząc przedstawioną mu właśnie praktykantkę wzrokiem.
- Dzień dobry - odparł tylko niepewnie, nieco burkliwie.
[Hm, takie coś mi wyszło ;P Ujdzie?]
Marco M.
Początkowo obserwował ją ze swojego miejsca, niby od niechcenia odwracał głowę raz na jakiś czas, przerywając tym samym poważną dyskusję na temat tego, czy w ostatnim meczu faul bramkarza był słusznie uznany. Przecież on tylko bronił bramki, przecież wyszedł ze swojego pola, ale wcale nie dotknął dłońmi piłki. Przecież to był taki dobry bramkarz, przecież nie popełniłby takiego błędu. Bla, bla, bla... Ileż można o tym samym, co wieczór. Co noc. Ciągle to samo... Już ich nie słuchał, uważnie obserwował jej gesty, niezdarne podtrzymywanie głowy, obserwował rozbiegane oczy. Kącik ust uniósł mu się delikatnie w pół uśmiechu. Sytuacja przestała mu się podobać w momencie, kiedy jakiś mężczyzna się do niej dosiadł. Patrzył jak mu na wszystko pozwala nie mówiąc słowa, nawet nie próbowała go odepchnąć. Był zły na siebie, na nią... Bardziej na siebie, dosypał za dużo. Pozwolił sobie na za dużo, popełnił błąd i był tego świadom. Nie mógł dłużej pozwolić na to co się działo przy stoliku, szczególnie wtedy, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Wstał i ruszył.
OdpowiedzUsuń- Zostaw już ją - warknął oschle do pijanego mężczyzny. Spoglądał na niego z obrzydzeniem. Chwycił go z tyłu za koszulkę i zdjął z dziewczyny. Był totalnie pijany, tak bardzo, że Moore nie miał większego problemu z pozbyciem się go. Spojrzał na uroczą blondynkę, miał do siebie żal.
- Chodź - wyciągnął do niej rękę by pomóc jej wstać, kiedy stała już na nogach, objął ją delikatnie ramieniem i zarzucił jej rękę sobie na kark, by było mu łatwiej - zostaw te wino, do góry dostaniesz coś lepszego - mruknął, próbując ją w ten sposób zachęcić do pójścia z nim na piętro, gdzie znajdował się mały, przytulny pokoik dla gości "baru".
Moore
Uniósł brew w zadziornym geście i korzystając z tego, od odwróciła głowę w jego stronę, musnął jej usta w delikatnym pocałunku, zaraz jednak pogłębiając pieszczotę, przeciągając ją jak najdłużej; uwielbiał smak jej ust.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że deser nam nie ucieknie - mruknął, uśmiechając się półgębkiem. - Jak ci minął pierwszy dzień praktyk? - zapytał wstając, by przysunąć bliżej nich pizzę i sosy. Otworzył także wino i rozlał je do kieliszków, które postawił tuż obok ich kolacji.
Gabriel
Przelotnie spojrzał na nią przez ramię, marszcząc brwi.
OdpowiedzUsuń- Jaką tamt... - zaczął, w pierwszej chwili nie wiedząc, o co jej chodzi. Zaraz jednak przypomniał sobie, rozmawiał tego dnia z Gabrielle... No, można tak to ująć.
- Rose, proszę cię, rozmawialiśmy już o tym - powiedział, wyraźnie znużony tym tematem. - Nie zaczynaj od nowa.
Tyle razy już o tym rozmawiali. Rosalie wiedziała przecież, jaki on jest i zapewniała, że jej to nie przeszkadza. Co się zmieniło, że nagle zaczęło ją drażnić to, że nie była jedyną kobietą w jego życiu?
Oparł się znów o ścianę, wciągając pudełko z pizzą na kolana, by nie musieli po nią daleko sięgać i związał włosy ściągniętą z nadgarstka gumką, by nie leciały mu do jedzenia. Zupełnie zapomniał o tej wyraźnej malince, o którą był tego dnia bogatszy.
Gabriel
Dłoń z kawałkiem pizzy zatrzymała się w połowie drogi, by po chwili na powrót odłożyć go do pudełka. Sięgnął po butelkę wina na wypadek, gdyby chciała sobie dolać - awantury z Rose były ostre i bez nadmiaru alkoholu.
OdpowiedzUsuń- O co ci chodzi? - zapytał, marszcząc gniewnie brwi. - Sama mi przecież powiedziałaś, że nie przeszkadza ci to, że nie jesteś jedyna. Uprzedzałem cię, jak to będzie wyglądać i zgodziłaś się na taki układ. Więc, do kurwy nędzy, dlaczego robisz mi teraz wyrzuty?
Odłożył pudełko z pizzą na podłogę, wstał i podszedł do okna. Otworzył je szeroko, jednocześnie wyciągając z kieszeni ciemnych spodni paczkę fajek. Miało być tak przyjemnie, tak beznałogowo. Nawet jej, cholera, kwiaty przyniósł, żeby zrobić jej przyjemność, choć dobrze wiedziała, że romantyczne gesty nigdy nie były jego mocną stroną.
Opierając się o parapet łokciami, odpalił papierosa i zaciągnął się nim mocno.
Gabriel
Prychnął pod nosem, ale nie wyciągnął kolejnej fajki. Jeszcze tego brakowało, żeby wyrzucała jego zarobiony w pocie czoła hajs.
OdpowiedzUsuńOdwrócił się do niej przodem i oparł tyłkiem o parapet, krzyżując ręce na piersi.
- Bo to ty masz do mnie pretensje, nie odwrotnie - oparł prostolinijnie. - Nie bronię sypiać ci z kim innym, a to, że tego nie robisz, to już twoja sprawa. Nie rozumiem tylko, dlaczego ja za to obrywam, skoro od początku taka była umowa.
Zmarszczył brwi, widząc, że sięga po wino. Niewiele myśląc podszedł do niej i odebrał jej butelkę.
- Ja nie palę, ty nie pijesz - powiedział stanowczo, powstrzymując chęć wyrzucenia wina przez okno. - A skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, to owszem, fajnie się je posuwa. Rewelacyjnie wręcz. One przynajmniej nie robią mi wojny o to, że rozmawiam z innymi.
Gabriel
Tylko najbliższa rodzina wiedziała o tym, że Sophie ma dziecko. No i prawie cała szkoła, choć Blackwood nie wiedziała, skąd o tym dowiedzieli się uczniowie St. Katherine's High School. Zapewne jej nagły wyjazd, zniknięcie dało im do myślenia. Jednakże, Sophie jakoś za bardzo to nie obchodziło, czy ludzie mówią na jej temat, szepczą za plecami, czy też wytykają palcami. Cała ta sytuacja była daleko od niej, sama Sophie jakoś nie pragnęła niczego wyjaśniać, tłumaczyć. Żyła własnym życiem, i to chyba było najważniejsze, prawda?
OdpowiedzUsuńBolało ją jednak, że rodzice potraktowali ją w taki, anie inny sposób. Że wyparli się jej w momencie, kiedy okazało się że jest w ciąży.
Niemniej jednak, poradziła sobie przez ten cały rok. Pogodziła się z zaistniałą sytuacją, orz podjęła walkę pod tytułem Wychować samotnie Meredith. I nie szło jej źle, choć było ciężko. Na przykład w taki dzień jak dzisiaj. Kiedy była niewyspana, nie ogarniała rzeczywistości, i jedyne, o czym marzyła to przespać spokojnie kilka godzin. Nie było to jednak możliwe, bo trzymiesięczna dziewczynka nie pozwalała jej ani na chwilę zmrużyć oka. Meredith była marudna cały dzień, a Sophie już powoli nie wiedziała, co też ma zrobić, żeby jakoś córkę zadowolić.
-Jesteś okropną, małą bestią, wiesz?-zapytała, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Nie spodziewała się nikogo, więc nic dziwnego, że była zaskoczona ów przybyciem. Biorąc córkę na ręce, podeszła do drzwi, które to otworzyła, i uśmiechnęła się delikatnie, widząc przed sobą Rosalie. Kogo, jak kogo, ale ją spodziewała się ujrzeć ostatnią przed swoim mieszkaniem.
-Wejdź-powiedziała, odsuwając się na bok, by kuzynka mogła wejść do mieszkania, a nie stać ciągle na korytarzu.
-Remont trwa w najlepsze, słyszę, hm ? -zapytała po chwili, wyplątując swoje włosy z rączek Meredith. Oczywiście, nie było lepszej zabawy, niż ciągnięcie za włosy. Spojrzała na Rose, uśmiechając się delikatnie, po czym skinęła głową w stronę dużego pokoju. Oczywiście, przemilczała kwestię dziecka. Bo przecież Rosalie nic nie wiedziała. Nie mogła
Puścił ją dopiero, kiedy usiadła bezpiecznie na wielkim łóżku. Miał nadzieje, że nie będzie pamiętać czym ją przyciągnął, nie chciał jej już niczego podawać, nie miał takiego zamiaru.
OdpowiedzUsuń- Na razie nic - powiedział siadając obok niej. Niczego od niej nie oczekiwał, niczego nie wymagał, nie chciał niczego poza udzieleniem jej pomocy. Co prawda pierwotny plan okazał się dość słaby, teraz nie bardzo wiedział co powinien zrobić.
Obserwował jak jej stan się pogarsza. Doskonale pamiętał co się działo z nim, kiedy wziął po raz pierwszy, z tym że Moore poszedł na całość i wpakował sobie prosto do krwiobiegu.
- Musisz rzygać - mruknął wstając z łóżka i klękając tuż przed nią - rozumiesz, musisz wszystko zwrócić. Wiedział, że minęło zbyt dużo czasu aby to wystarczyło, jednak zawsze była nadzieja, chociażby na minimalną poprawę - jak nie możesz, to ja się tym zajmę - mruknął, kładąc dłonie na jej kolanach, chcąc dodać jej w ten sposób otuchy. Chociaż jego mina mówiła sama za siebie, że wcale nie miał ochoty na zabawę w rzygowinach.
Moore
[Też z telefonu piszę więc z góry przepraszam za wszelkie literówki :)]
OdpowiedzUsuńKiedyś może i dotrzymywał danego słowa, jednak od jakiegoś czasu przestało go to obchodzić, słowa były tylko słowami, wypowiadane znikały w przestworzach i tego się właśnie trzymał Ethan
- Słuchaj mam coś, ale jutro będziesz tego żałowała - mruknął, zerkając w jej oczy. Żałował swojego drobnego "żarciku". Teraz miał ją na głowie, nie mógł jej pozostawić samej sobie ponieważ czuł się winny. Westchnął słysząc jej zaprzeczenie, jednak w głowie zaswieciła mu się lampka - mam narkotyk, mocny i dobry. Ale przeciez jestes praktykantka. Nie mozesz cpac z uczniami - mruknal posylajac jej slaby usmiech - moglibysmy sie swietnie zabawic, ale mogliby Cie wylac. Nie wierze bys chciala stracic prace - dodal wstajac i ponownie siadajac obok niej. Objal ja ramieniem, delikatnie gladzac opuszkami palcy jej rozgrzana dkore. Cieplo, ktore od niej bilo dzialalo na chlopaka uspakajaco, zauwazyl to juz jakis czas temu. Dotyk drugien osoby, jej cieplo dzialalo na niego lagodzaco.
Moore
Lucas dopiero co zdążył wrócić z Francji, a cała rodzina już trąbiła o weselu Carmen, jego kuzynki, które miało odbyć się za niecałe dwa miesiące. Nic tylko: ślub, wesele, ślub, wesele. Nie do pomyślenia, jak ludzie czasem potrafią być monotematyczni. Dodatkowo on miał jeszcze zdawaną relację praktycznie na bieżąco, bo matka będąc organizatorką ślubów, wesel i tego typu imprez, zaoferowała się do pomocy. Dla Lucasa istny koszmar, ale Lily była wprost wniebowzięta. Czasem po prostu jej nie rozumiał i zastanawiał się jak oni w ogóle mogą być rodzeństwem, no ale zostawmy ten temat. Owe panie wymyśliły sobie, że chłopak podczas wesela będzie tańczył z matką panny młodej. Chyba kiedy wpadł im ten genialny pomysł do głowy musiały być nieźle wstawione, albo coś w tym stylu, bo on przecież miał dwie lewe nogi do tańca. I można powiedzieć, że w tym momencie zaczyna się nasza historia. Lily podsunęła matce pomysł o wysłanie brata na lekcje tańca, bo w końcu dlaczego nie. Chłopak się rozwinie, nabędzie nowych umiejętności, aż dziwne, że nie przyszło im to wcześniej do głowy, w końcu w szkole jest nawet profil taneczny. Trzeba wiedzieć, że gdy pani Redford się na coś uprze to nie ma na tym świecie nikogo, kto byłby w stanie odwieźć ją od tego. Dlatego chcąc, nie chcą Lucas został wysłany na lekcje tańca dla początkujących. I dla świętego spokoju się na to zgodził Mimo tego trzeba było przyznać, że był dość sceptycznie do tego nastawiony, żeby nie powiedzieć pałał niechęcią, ale mówiąc szczerze niewiele miał do gadania. Ale co tam, najwyżej odbębni parę lekcji nauczy się podstawowych koków i będzie miał spokój, w końcu i tak miał iść sam na to wesele, więc za dużo wywijał nie będzie.
OdpowiedzUsuńUpewnił się wcześniej, o której zaczynają się zajęcia i zjawił się o umówionej porze w sali tanecznej. Widział jak niektórzy już zaczęli się rozciągać i podskakiwać, pewnie niepostrzeżenie nawet by do nich dołączył gdyby wcześniej nie dopadła go pani Goldberg.
-Kochaniutki! Nie widziałam Cię tu wcześniej. Pierwszy raz, prawda? –Podbiegła do niego na paluszkach niczym baletnica. Lucas nie zdążył wydusić z siebie ani słowa, a jedynie kiwnąć głową. Już otwierał usta do odpowiedzi, ale kobieta uprzedziła go. - Ach.. I pewnie nie masz pary.. Zaraz Ci kogoś znajdziemy -rzuciła rozanielona rozglądając się po sali spod osuniętych na czubek nosa okularów.
[Przepraszam jeśli za długo, zwykle jest krócej. ;P]
Lucas
Skinął lekko głową w odpowiedzi na jej uśmiech. Nie miał pojęcia co powinien z nią zrobić. Jednego był pewien, nie mógł jej teraz pozwolić odejść, za bardzo się bał by była teraz sama. Kiedy poczuł na swojej szyi jej ciepłe wargi, uśmiechnął się lekko, chociaż w ogóle się tego nie spodziewał. Spojrzał się na nią i uśmiechnął. Podobała mu się ta chwila, niestety szybko minęła.
OdpowiedzUsuń- W takim razie przepraszam, skłamałem - powiedział, zaciskając kciuki i kładąc tak dłonie na swoje wychudzone uda. Spoglądał na nią, czuł się paskudnie, naprawdę czuł się źle tkwiąc w tej sytuacji, w tym pokoju z nią w takim stanie z jego winy.
Szybko wstał i podszedł do niej widząc jak upada. Chwycił ją delikatnie i podniósł.
- Dobrze - szepnął, biorąc ją pod ramię i kierując w stronę małej łazienki, gdzie znajdowała się toaleta - musisz to zwrócić - szepnął, odgarniając z jej twarzy kosmyki włosów.
Moore
- Chciałem abyś ze mną poszła - przyznał zgodnie z prawdą. Uważnie jej się przyglądał, przygryzając przy tym dolną wargę - przepraszam - dodał widząc jak jej oczy zapełniły się łzami. Chciał jej jakoś pomóc, chciał aby poczuła się lepiej jednak nie miał pojęcia co powinien zrobić. Mógłby zadzwonić po pogotowie, mógłby powiedzieć co jej dosypał ale wtedy, miałby problemy. Wolał zaszyć się z nią tutaj i przeczekać, aż poczuje się lepiej.
OdpowiedzUsuń- Musisz - szepnął, kucając przy niej, odsuwając z jej twarzy sklejone pasemka włosów. Widział jak się męczy, jak nie może sobie poradzić z własnym stanem, który spowodował Moore.
Słuchał jej i obserwował. Mocno ją do siebie przytulił, kiedy tylko się do niego zbliżyła. Powolnie gładził jej włosy, cały czas mocno ją obejmując. Próbując dać jej poczucie bezpieczeństwa, chociaż nie miał pojęcia co w tej chwili odczuwała blondynka.
- Nie mam pojęcia co Ci - odpowiedział po chwili ciszy- ale nie zostawię Cię tu samej. Zajmę się Tobą - dodał, cały czas szepcząc wprost do jej ucha, tym samym delikatnie muskając je wargami.
Moore
Zignorował już jej słowa, pomimo tego, iż czuł się winny nie miał zamiaru jej w nieskończoność przepraszać. Spojrzał tylko na nią i westchnął cicho.
OdpowiedzUsuń- A poszła byś ze mną od tak, nie wiedząc gdzie Cię prowadzę? - zapytał, starając się panować nad swoim tonem. Zaczynał się irytować, jednak wiedział, że nie może jej winić. W końcu tym razem cała wina leżała po jego stronie. Nawet gdyby chciał ją mocniej przytulić to nie mógł, obawiając się że zdusi jej żebra, poza tym nie był na tyle silny.
- Zaraz będzie lepiej - pamiętał swój pierwszy raz. Leżał na ziemi drżąc i rzygając żółcią. Pomimo męczarni i tak wziął kolejny raz, chociaż jego organizm się dzielnie bronił. Jednak nie spodziewał się, że dziewczyna zareaguje równie mocno, przecież dosypał tylko odrobinę. Odsunął się od niej na chwilę, ściągnął swoją koszulkę i narzucił ej na ramiona. Objął ją, przyciskając do swojego nagiego, rozgrzanego torsu. Z nadzieją, że marna koszulka chociaż trochę jej pomoże.
- Nie umrzesz - kącik ust delikatnie mu drgnął. Przesunął się bliżej ściany, tak aby plecami mógł się swobodnie o nią oprzeć. Przechylił głowę w bok, opierając nią o jej. Musnął wargami jej czoło i przygładził podwiniętą koszulkę - będzie dobrze, zobaczysz, zaraz Ci przejdzie, musi - mówił, siląc się na optymizm.
Moore
- No właśnie, a ja nie chciałem Cię nigdzie ciągnąć bez Twojej zgody. Poza tym, nawet gdybym miał coś lepszego, nie chciała byś tego teraz. Więc zapomnijmy o tej sprawie dobrze? - spojrzał na nią smutnym spojrzeniem. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się martwił o kogoś zupełnie obcego sobie o kogoś, za kim normalnie nie przepadał. Nie miał nic do niej, po prostu wcześniej mu przeszkadzała. Pewnie w normalnych okolicznościach nie wytrzymałby z nią w jednym pomieszczeniu. Teraz było inaczej z oczywistych względów.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia - przełknął ślinę, chociaż w ustach już mu zaschło. Kiedy usiadła na nim spojrzał jej prosto w oczy, jednak nic w nich nie dostrzegł poza strachem. Przejechał dłonią delikatnie po jej ramieniu, drugą kładąc na jej talię. Już chciał coś powiedzieć, kiedy Rosie się odezwała. Widząc jej reakcję, przestraszył się.
- Mam tylko dwoje oczu - starał się mówić spokojnie, chociaż głos lekko mu drżał. Gdy brał z innymi zawsze sam był na haju, pierwszy raz znajdował się w sytuacji, gdzie ktoś miał zwidy a on trzeźwo patrzył na świat - Nie bój się, nic Ci nie zrobię - mówił nie ruszając się. Obawiał się, że gdyby próbował do niej podejść, wystraszyła by się jeszcze bardziej i postanowiłaby uciec. Wówczas miałby prawdziwy problem - Zamknij oczy, policz do dziesięciu - już wiedział jak czuli się wszyscy ci ludzie, którzy tak bardzo się o niego martwili.
Moore
[Niestety nie oglądałam... Ale Pottera oglądałam! Aczkolwiek nie wiem czy Aragog był podobnym pająkiem do tego z władcy pierścieni ;)]
OdpowiedzUsuńKiedy wstała i ruszyła do wyjścia wystraszył się, że zaraz postanowi zwiać dalej z pokoju. Domyślał się, że jeżeli teraz ruszy za nią ta się wystraszy jeszcze bardziej, jednak musiał jakoś zabarykadować drzwi, aby ich nie otworzyła i nie wyszła.
- Nie dotknę Cię! - krzyknął wstając na równe nogi i wychodząc z łazienki. Nie zbliżał się do niej. Stanął przy drzwiach, na jego szczęście w zamku tkwił klucz. Przekręcił i kiedy usłyszał charakterystyczny dźwięk, upewnił się, że drzwi są zamknięte i schował klucz do kieszeni jeansów. Spoglądał w jej stronę, a raczej na koc. Nie miał pojęcia co robić, w jaki sposób jej pomóc wrócić do normalnego stanu.
- Chciałbym Ci pomóc - mruknął cicho, bardziej do siebie niż do niej. Główkując co powinien zrobić. Oblizał spierzchnięte wargi i sięgnął po paczkę fajek, wyjął jedną i wsadził sobie pomiędzy wargi, już po chwili odpalając ją i zaciągając się nikotyną. Ułatwiała mu myślenie, a raczej skupienie.
- Będziemy tu siedzieć tak długo, aż nie przestaniesz się mnie bać - powiedział, nie ruszając się z miejsca. Podciągnął nogi do klatki piersiowej i tak siedział, paląc papierosa.
Moore
[Tak, dokładnie ten pająk ;d]
OdpowiedzUsuńIdź stąd, odejdź, nic mi nie rób, nie pal, kłamco, odejdź, idź, potworze... Wysłuchiwał jej, lecz z każdym kolejnym wypowiadanym przez nią zdaniem miał już dość, tak po prostu. Miał ochotę wyjść i zostawić ją tam, jednak sumienie nie dawało by mu spokoju. Przewrócił dookoła oczami i zrzucił papierosa na podłogę, przydeptując go ciężkim butem.
- Nic Ci nie zrobiłem - powiedział, biorąc głęboki wdech. Patrząc na nią, aż sam miał ochotę załadować sobie w żyłę i mieć odlot. Wówczas było mu łatwiej, nie przejmował by się tak bardzo tym co zrobi dziewczyna i przede wszystkim przestał by się o nią martwić, już by się o nic nie obwiniał. Odruchowo wstał i sięgnął ręką do tylnej kieszeni, upewniając się czy nigdzie nie zagubił towaru. Był świadom, że noszenie go wciąż przy sobie było niebezpieczne, szczególnie gdyby złapała go policja, jednak nie przejmował się tym.
- Słuchaj, nie mam pojęcia co mam zrobić byś poczuła się lepiej. Ale nie odejdę, nie zostawię Cię tutaj samej - powiedział, walcząc sam ze sobą - rozumiesz? Będę tutaj siedział i czekał na Ciebie - dodał po chwili, rozglądając się po pomieszczeniu, chcąc znaleźć dla siebie jakieś zajęcie. Niestety, pokój ten służył do jednego, a wielkie łóżko na jego środku dobrze to przedstawiało. Wstał z krzesła i ruszył w stronę dziewczyny. Chwycił delikatnie koc i uniósł go w górę.
- Rosalie to ja, Ethan - mruknął wyciągając do niej rękę - nie musisz się mnie bać - dodał, włażąc pod koc do niej. Usiadł obok i mocno ją do siebie przytulił.
Moore
[Nic mi nie mów. Czekam na czwartek i lecę kupić czwórkę ;3 dopiero się odmóżdżę :D]
OdpowiedzUsuńUlżyło mu, kiedy w końcu się uspokoiła i zaczęła dostrzegać w nim człowieka. Przytulił ją mocno do siebie i, aż ucałował mocno w czoło z radości.
- Już wszystko w porządku - powiedział, wciąż ją do siebie przytulając. Spojrzał jej prosto w oczy i uśmiechnął się delikatnie. Ulżyło mu. Miał jedynie nadzieje, że nienawidzą jej ponownie chore zjawy - już dobrze - powtórzył, zerkając na nią. Kiedy tak przytulał ją i wpatrywał się w jej oczy miał ochotę ją pocałować. I przez chwilę nawet powolnie się do niej zbliżył, jednak w ostatnim momencie się opanował. Przecież pracowała w szkole. Nie mógł pakować się w większe kłopoty. Poza tym, przecież wcale za nią nie przepadał. To tylko teraz, głupi moment.
Moore
[Ja się wciąż waham czy kupię, ale wychodzę z założenie, że całe wakacje pracuję to sobie mogę pozwolić chociaż na coś dla rozrywki :D]
OdpowiedzUsuńJuż miał się odsunąć, zrezygnować. Odejść, oddalić się. Uciec jak najdalej. Jednak kiedy poczuł jej dłonie na swoim ciele uspokoił się. Odetchnął. Mimowolnie rozchylił delikatnie wargi, chociaż nie miał pewności, czy do tego dojdzie. Kącik ust delikatnie drgnął, a on sam poczuł się jakoś tak inaczej. Lepiej. Chociaż sam nie był pewien dlaczego. Przecież to tylko delikatny pocałunek. Jeden, nic szczególnego nie znaczący. Nawet jej nie znał, wiedział tylko, że nie przepada za nią chociaż tak naprawdę nie miał pojęcia dlaczego.
Ułożył dłonie na jej plecach i mocno do siebie przyciągnął, odwzajemnił pocałunek, delikatnie wpychając koniuszek swojego języka pomiędzy jej wargi. Wiedział, że pakuje się w wielkie kłopoty, jednak te uczucie było silniejsze. Byłoby mu dużo łatwiej gdyby się broniła, gdyby była trzeźwa.
Sunął dłońmi po jej plecach, wciąż mocno tuląc.
Moore
Obawiał się tylko jednego. Ona jutro nie będzie niczego pamiętała, a Ethan... Był wystarczająco trzeźwy, aby zapamiętać każdy oddech, każdy dotyk, nawet najdelikatniejsze muśnięcie opuszkami palców. Będzie pamiętał za każdym razem kiedy będzie ją widział na szkolnym korytarzu, a ona? Zapewne nie będzie niczego świadoma, a on będzie znów prowadził woje z samym sobą. Tak jak teraz. Jednak pierwotny instynkt był silniejszy; nie był w stanie się teraz od niej oderwać. Przejechał dłonią po jej ramieniu,dotykając powolnie jej gładkiej szyi, kciukiem muskając brodę. Słysząc jej mruczenie, przeszły przez jego ciało zimne dreszcze. Oderwał się na chwilę od niej aby nabrać powietrza do płuc. Spojrzał na nią uważnie wsłuchując się w jej słowa. Może to i lepiej gdy nie dojdzie do niczego więcej, gdy będą łączyć ich jedynie niewinne pocałunki, chociaż wcale nie są one tak niewinne jak mogłoby się zdawać.
OdpowiedzUsuń- OK - odpowiedział jedynie i wpił się mocno w jej usta, ssąc delikatnie jedną z warg. Zacisnął dłoń na jej plecach, przysuwając ją bliżej siebie. Pragnął czuć jej ciepło na sobie.
Moore
[niby tak, ale jak tak myślę to w sumie wydać niecałe 2 stówy na grę to przesada xd mam czas do czwartego, może jeszcze się rozmyślę :D]
[pomysł też dobry, ale pytanie... kiedy simsy stanieją xd jak już przestanę w nie grać :D]
OdpowiedzUsuńW chwili obecnej nie obchodziło go to, jaka jest, jak się zachowuje. Czy rzeczywiście jest taką, jaką widuje ją na szkolnym korytarzu. To nie było teraz ważne. Najważniejsza była obecna chwila, którą Ethan chciał zatrzymać, by trwała wiecznie i nigdy nie minęła. By nie musiał się obudzić jutrzejszego ranka z lękiem, że to nigdy już nie wróci.
Nie opierał się przed jej gestami. Podparł się dłońmi po obu stronach jej głowy, a przez jego ciało przeszedł kolejny dreszcz. Uśmiechał się do siebie w myślach. Do niczego nie miało dojść, chociaż sytuacja wyglądała inaczej. Złożył na jej ustach namiętny pocałunek po czym jedną ręką delikatnie musnął jej biodra, zahaczając specjalnie o podwiniętą bluzkę. Sunął palcem po odkrytym kawałku brzucha, dotykając wystającej miednicy. Odsunął się od niej po czym powolnie zsunął się w dół i delikatnie pocałował napiętą na kości skórę, dłoń wsunął pod bluzkę i powolnie gładził jej bok, palcami ostrożnie "rysując" wzroki.
Moore
[haha no spoko, to dajesz ;d ja sobie idę w tym czasie zrobić herbatkę :P]
OdpowiedzUsuń[Miałam iść po herbatę, wróciłam z ciastkami. Będę gruba ;c]
OdpowiedzUsuńPołożył się wygodnie na plecach i wpatrywał się w wybrudzony sufit, na którym było pełno śladów po zabitych pająkach i innym robactwie. Uśmiechnął się do siebie i odwrócił głowę w bok, aby spojrzeć na leżącą tuż obok dziewczynę. Nie miał pojęcia jak do tego doszło, przecież na samym początku zastrzegła... Jednak mniejsza, podobało mu się, a teraz był w siódmym niebie. Wyciągnął rękę i delikatnie pogładził blondynkę po plecach.
Nie odpowiedział jej, jedynie uśmiechnął się szeroko, a jego oczy wręcz błyszczały ze szczęścia. Nie chciał teraz myśleć o tym co będzie działo się jutro.
- Było świetnie - powiedział, posyłając jej kolejny uśmiech - ale teraz, naprawdę muszę zapalić - dodał, sięgając po paczkę papierosów. Nie był przyzwyczajony do czułych słówek i gestów.
Moore
[Już nie mam. Zjadłam całą paczkę. Czuję już jak mnie obrasta tłuszcz :D]
OdpowiedzUsuńBył pewien, że słyszała to za każdym razem od każdego swojego faceta. Chociaż nie miał pojęcia ile ich było przed nim, jak wielu przewinęło się w jej życiu. Nie chciał tego wiedzieć. To wszystko było nieważne. Uśmiechnął się czując jej dłoń, sam zacisnął ją delikatnie. Posłuchał jej, chciał aby była szczęśliwa. By odrobina radości szybko nie zamieniła się w kolejny dramat. Słysząc kolejne jej słowa, aż podniósł się, podpierając się na łokciach i spojrzał na nią unosząc wysoko brwi do góry, był zaskoczony. Nie spodziewał się takiego zaproszenia.
- Jeżeli tego właśnie chcesz - odpowiedział posyłając jej uśmiech. Nie mógł się powstrzymać i nachylił się nad nią, składając na jej ustach krótki pocałunek - w takim razie wstawaj - powiedział i sam właśnie to zrobił. Podniósł z ziemi ich porozrzucane ubrania i podał jej i szybko się ubrał. Chciał przenieść się do niej jak najszybciej, dopóki nie zmieni nagle zdania, zdając sobie sprawę z tego co się działo.
Moore
[maślane, ale w ogóle nie było czuć że takie właśnie są ;d a Ty jakimi się zajadasz? ;d]
OdpowiedzUsuńKompletnie nie miał pojęcia czego powinien się spodziewać po jej miejscu zamieszkania. Czy to wielki dom z basenem czy elegancki apartament z wielkim balkonem. Uśmiechnął się, kiedy powiedziała o materacu i poduszkach. Niczego więcej nie potrzebowali, no może jeszcze sprawną toaletę i prysznic, ewentualnie wannę.
- Masz tu znacznie lepiej niż ja w internacie - uśmiechnął się do niej. Jego pokój wyglądał paskudnie, zdecydowanie przydałby się tam remont i częstsze porządki ze strony lokatorów, jednak kiedy w pokoju mieszkają chłopacy i żaden z nich nie jest pedantem nie ma co oczekiwać porządku.
Nim zdążył je zamknąć, poczuł na swoich ustach jej usta. Uśmiechnął się mimowolnie i objął ją mocno w pasie. Pierwszy raz, odkąd dowiedział się o swoim ojcu był szczęśliwy. Co z tego, że nie miał pojęcia co i jak będzie jutro. Ważna była chwila, która trwała, która była cudowna.
- Co, masz dla mnie jakąś super niespodziankę, że mam oczy zamykać? - zapytał, wciąż z uśmiechem jednak nie zamykał oczu. Bał się, że gdyby to zrobił i otworzył je, jej by już nie było.
Moore
[O matko, uwielbiam oreo ;3 ale zawsze mi żal kasy na nie ;d
OdpowiedzUsuńogólnie to uprzedzam, że jeżeli chodzi o opisywanie scen seksu to wciąż nad tym pracuję, że tak powiem xd]
Nie spodziewał się, że druga runda nadejdzie tak szybko. Jednak nie miał z tym żadnego problemu. Był gotów na wszystko, na co tylko miała ona ochotę.
Chciał aby była przy nim szczęśliwa, by czuła się dobrze. Chciał podarować jej taką rozkosz by już zawsze o nim pamiętała, by wspominała tę noc jako najlepszą w swoim życiu. Bo nigdy nie wiadomo co przyniesie nam jutro, czy w ogóle ono będzie.
Był nieco niezdarny, trochę tak jak gdyby robił wszystko po raz pierwszy, chociaż wcale tak nie było. Chciał dać z siebie wszystko, wierzył, iż z racji tego, że była od niego starsza była znacznie lepszą kochanką.
Skinął lekko głową na jej pytanie. Błądził dłońmi po jej nagich ramionach, zsuwając delikatnie z nich ramiączka stanika.
- Masz na nią ochotę? - zapytał z lekkim uśmiechem, kiedy oderwał się od jej słodkich ust. Nie czekając na odpowiedź, rozpiął jej stanik i rzucił go gdzieś za siebie, składając gorące pocałunki na jej szyi, dłońmi chwycił piersi i delikatnie je pieścił, kciukami drażniąc sterczące sutki.
Moore
[Ooo, jak sobie przypomnisz daj znać, będę na nie polować! ;d
OdpowiedzUsuńZróbmy tak, że spróbujemy, jak wyjdzie tragicznie to będziemy je omijać jeżeli miałby się kiedyś powtórzyć(chyba, że wolisz je omijać?); w ogóle to masz jakiś pomysł jak dalej potoczy się ta znajomość czy lecimy raczej na żywioł? ;d]
Kiedy był pijany czy na haju tak naprawdę niczym się nie przejmował, wszystko spływało po nim jak woda. Starał się też udawać takiego podczas dni swojej trzeźwości, jednak wówczas nie szło mu to tak łatwo. Tak naprawdę był dobrym człowiekiem, bardzo emocjonalnym. Szybko przywiązywał się do ludzi, jeżeli złapał z nimi dobry kontakt. Później rozpaczał, kiedy coś nie szło po jego myśli. Teraz był już trzeźwy, a przynajmniej tak mu się wydawało. I czuł się wprost cudownie. Był szczęśliwy i po raz pierwszy od dłuższego czasu czuł się dobrze sam z sobą, będąc tym kim jest.
Uśmiechnął się słysząc jej słowa, już nie przejmował się tym, że pracowała w szkole, że mogli się spotkać na zajęciach czy na szkolnym korytarzu. Nic nie było ważne poza trwającą, cudowną chwilą. Ethan i tak był już zdemoralizowany, a wszelkie potencjalne autorytety ignorował. Dał się jej prowadzić, kiedy usiadła na materacu na jego ustach pojawił się uśmiech. Wpatrywał się w jej oczy, nie mogąc się od nich oderwać. Były hipnotyzujące. Uklęknął w końcu przed nią, obejmując ją w pasie, składając delikatne pocałunki na jej nagim ciele, rękoma zajął się rozpięciem paska i rozporku jej spodni, językiem natomiast pieścił nabrzmiałe sutki. Pragnął jej jeszcze bardziej niż w obskurnym, barowym pokoju.
Pchnął ją delikatnie, aby się położyła, uniósł jej nogi i powolnie ściągał z niej spodnie wraz z koronkową bielizną. Gdy ubrania znalazły się na podłodze Moore zarzucił jej nogi na swoje barki i zaczął składać delikatne pocałunki na wewnętrznej stronie jej ud i w pachwinach. Rękoma gładził po jej nagim ciele, czując rozpierające go szczęście. Rozszerzył jej nogi i lizał powolnie wzgórek łonowy. Nie chciał przechodzić od razu do sedna, czekał na jakiś znak od niej. Przerwał na chwilę pieszczoty, aby podnieść głowę i spojrzeć wprost w jej oczy.
Moore
[prawda, kiedyś nauczyć się trzeba ;d]
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się lekko do niej i ponownie pochylił się nad jej kroczem. Powolnie składał pocałunki w jej pachwinach, rękoma chwycił jej pośladki i delikatnie zaciskał na nich dłonie i trochę unosił dziewczynę w górę, aby było im obojgu wygodnie. Czuł jak rozpiera go szczęście, ciasne i tak jeansy powoli robiły się ciaśniejsze, sprawiało mu przyjemność, sprawienie przyjemności jej. Chciał się jeszcze trochę podroczyć z nią, ewidentnie omijając najwrażliwsze z miejsc, jednak sam nie mógł dłużej dręczyć samego siebie. Zacisnął mocno dłonie na jej nagim ciele i pocałował jej najintymniejsze miejsce, najdelikatniej jak potrafił. Jednak szybko przestał być delikatny. Wepchnął w nią swój język, starając się z całych sił, dać jej spełnienie. Czuł jak przez jej ciało przechodzą dreszcze. Nie przestawał, jego pocałunki stawały się co raz bardziej namiętne i głębsze. Starał się jak mógł, językiem powolnie badał jej wnętrze, momentami przerywając aby delikatnie ją pocałować, wyssać i ponownie wrócić do zabawy. Rękoma błądził po jej nagim ciele, zaciskając dłonie raz na pośladkach, raz na biodrach. Poruszał językiem zgodnie z ruchem jej bioder, próbując wyczuć moment, w którym ją spełni.
Moore
Chciał ją objąć i pocałować, jednak wiedział, że jeżeli teraz by przerwał, znienawidziłaby go. Jej pojękiwanie i krzyki lekko go rozpraszały jednak był twardy i nie przestawał nawet wtedy, kiedy jej ciało już się wygięło i kiedy bezwładnie opadła na łóżko. Dopiero po chwili uniósł głowę i oblizał wargi. Przeczesał dłonią rozczochrane włosy i wstał na nogi, aby już po chwili leżeć tuż obok niej, uważnie obserwując jej rumiane policzki.
OdpowiedzUsuńNic nie mówił, tylko spoglądał na nią i uśmiechał się, delikatnie sunąc palcem po wciąż nagich piersiach. Chciał rewanżu, był rozpalony do granic możliwości, a w spodniach wciąż miał ciasno. Jednak widział jej zmęczenie, nie chciał do niczego jej zmuszać. Nie był takim typem faceta.
Położył się koło niej i delikatnie pocałował rozpalonego wargi.
Moore
[jezu, gdzie moja wena...]
[Też ich lubię :)
OdpowiedzUsuńA może by tak Rosie od czasu do czasu przysiadywałaby w pomieszczeniu ksero i rozmawiałaby z Francisem o różnych rzeczach. O tych ważnych i mniej ważnych. No i miałaby tam zawsze darmową filiżankę kawy z paczki xD]
Ucieszyła się cała drużyna, kiedy okazało się, że gramy w zawodach. Ucieszył się także i Sasha, bo to mogłoby mieć wpływ na jego przyszłość. Tym bardziej, że w tym roku szkolnym kończyl szkołę. No i zamierzał grać w przyszłości w gałę. Najlepiej w jakimś europejskim klubie sportowym.
OdpowiedzUsuńZaczęli grać razem z kolegami. Jednak niestety jeden z jego towarzyszy oberwał zbyt mocno piłką. Rozwalił mu się nos. "Auć." - Przemknęło przez myśl Rosjaninowi. Sam nie chciałby tak dostać. Kolega w asyście trenera opuścił boisko. Pogrzali do Piguły.
Trener coś długo nie wracał. A i zawodnicy zaczęli się niecierpliwić. A kto ma najwięcej do powiedzenia, gdy trenera nie ma? Kapitan. A Sasha był kapitanem. Powiedział więc: "Jak chcecie to idźcie. Jutro dokończymy." I chłopaków w try miga nie było widać.
Na sali został tylko on i ta blondyna, która miała ich pilnować. Uśmiechnął się lekko do niej.
- Grasz czasami? - Zapytał tak z czystej ciekawości.
[Jeśli możesz to zacznij.]
OdpowiedzUsuńNie miał zamiaru się przyznawać, jeżeli chodziło o postępek który wykonał w stosunku do blondynki. Żałował tego strasznie, jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby nic jej nie dosypał nie byłoby ich tu teraz, razem, we dwoje. Nie czuł do niej niczego nadzwyczajnego, po prostu pociągała go fizycznie. Spoglądał na nią i czuł jak zasycha mu w gardle.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się do niej, wyciągnął dłoń i ułożył na tali dziewczyny. Podobało mu się bijące od niej ciepło, dotyk jej ust był swoistą przyjemnością.
Słysząc jej słowa uśmiechnął się do niej, chociaż zdawał sobie sprawę, że gdyby tylko się dowiedziała... Powiedziałaby, że jest najgorszy.
Chwycił ją mocno i odwrócił się, tak aby dziewczyna znalazła się na nim. Zatopił się w jej ustach, błądząc dłońmi po jej rozgrzanym, nagim ciele.
Moore
Był zdemoralizowany. W zasadzie można było tutaj użyć określenia do szpiku kości jednak nigdy sam siebie nie podejrzewałby o to, że wyląduje w łóżku ze starszą od siebie, młodą kobietą, będącą tak jakby nauczycielką. OK był świadom tego, że jest tylko praktykantką jednak dla niego był to jeden pies. Spodziewał się tego, że kiedyś obudzi się zaćpany i nagi obok kogoś, kogo w ogóle nie znał, z kim nigdy nie zamienił słowa... Sytuacja wyglądała tutaj nieco inaczej, bo ją znał i był trzeźwy jednak, pozostawało pewne ale.
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o różnego rodzaje artykuły znajdujące się głównie w mądrych, kolorowych gazetach przeznaczonych dla młodych kobiet, to autorka Ethana jak i sam Ethan w takie rzeczy nie wierzą. Chłopak nikogo nie miał, kiedyś a i owszem, jednak wszystko się zmieniało wraz z biegiem czasu.
Uśmiechnął się, kiedy poczuł jej rękę na swoim ciele, był zadowolony, że zbliża się jego czas rozkoszy. Leżał grzecznie tak jak chciała dziewczyna i czerpał przyjemność z owej chwili. Odwzajemniał pocałunki, delikatnie przygryzając wargi dziewczyny, czasem delikatnie je ssąc. Mimowolnie ruszał biodrami zgodnie z ruchami dłoni dziewczyny. Czuł, że szybko dojdzie, już było mu trochę wstyd, jednak dawno z nikim się nie kochał, chodził napięty od jakiegoś czasu, a dzisiejszy dzień był dla niego niczym cud.
Moore
[nic mi nie mów, chwilowo cierpię na zanik wszelkiej kreatywności, nie wiem co pisać, nie wiem co mówić - tak mi dziś słów brakuje! Nie mogłam się wysłowić jak z mamą dziś rozmawiałam ;o]
Zakończenie w ustach partnerki było czymś niezwykłym, budowało pewnego rodzaju więź pomiędzy kochankami, sprawiało, że łączyło ich coś więcej. Albo po prostu trafiało się na tanią dziwkę, która zrobiłaby wszystko dla hajsu, albo była już tak naćpana, że nie wiedziała gdzie jest co. Miał zamiar uszanować jej prośbę.
OdpowiedzUsuńJęknął cicho, odchylając głowę do tyłu. Biodrami wciąż, mimowolnie ruszał, nie potrafiąc nad tym zapanować. Odruchowo chwycił głowę dziewczyny w swoje dłonie i przycisnął do siebie. Poczuł jak przez jego ciało przechodzi dreszcz rozkoszy. Przygryzł wargę, czując jak napinają mu się wszystkie mięśnie.
- Odsuń się... - mruknął, dodatkowo delikatnie ją odpychając, aby zdążyła wyjąć jego przyrodzenie ze swoich ust. Ledwo to zrobiła, a Ethan doszedł. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a on sam wpatrywał się w biały sufit.
Moore
[jeżeli zniknę dziś bez słowa, znaczy że mam simsy ;d]
Chcial sie zabawic, dosypujac odrobine swojego szczescia do jej kieliszka z winem. Nie zrobil tego zakladajac ze skoncza razem w lozku. Spodziewal sie raczej szalonych plasow na parkiecie lud dlugich, odwaznych rozmow, jednak przez mysl mu nie przeszlo aby wykorzystac ja w ten sposob. Kiedy juz doszlo do seksu byl mile zaskoczony, chocioz poczatkowo czul sie dpsc nieswojo. Usmiechnal sie lekko, szybko calujac jej usta, objal dziewczyne w tali i mocno do siebie przyciagnal aby moc wtulic sie w nia. Zamknal oczy iszybko zasnal. Obudzil sie czujac napierajacy na jego klatke piersiowa ciezar. Otworzyl oczy probujac sie szybko podniesc, lecz lezaca na nim dziewczyna skutecznie mu to uniemozliwiala. Rozejrzal sie nieco zmieszany po pomieszczwniu w ktorym soe znajdowal. Dopiero po chwili zorientowal sie gdzie i z kim jest. Usmiechnal sie zadowolony do siebie poczym delikatnie musnal palcami policzek jeszcze spiacej dziewczyny.
OdpowiedzUsuń[pisze z telefonu wiec wybacz brak polskich znakow :) simy mam ale powiem Ci ze sa... inne. Troche za bardzo cofneli sie do 2 w niektorych sprawach. Ale mozna niemowlaka karmic piersia! :D ogolnie sa spoko ale moglyby byc tansze biorac pod uwage sporo usunietych rzeczy]
Moore