WITAJ!

Wrzesień właśnie się rozpoczął. Uczniowie witają nowy rok szkolny, wciąż ciesząc się promieniami słońca. Wszyscy powoli wracają do swoich normalnych obowiązków, starając się zapomnieć o wakacjach oraz wdrożyć w coraz to nowe obowiązki.

kontakt: soxpointless@gmail.com

Serdecznie zapraszamy do zapisów!

środa, 27 sierpnia 2014

Cisza zabija nawet myśli.



  Pojawiła się Znikąd i Donikąd pewnie odejdzie. Splunie Ci w twarz, nadepnie na piętę i zapali papierosa, jakby to nie ona podpaliła przed chwilą Twoje włosy. Córka Swojej Matki- nazywa ją ojciec. Córka Swego Ojca- nazywa ja matka. A Ci, którzy uważają się za znajomych wołają za nią Lizzy, jak do taniej prostytutki lub bohaterki bajek dla dzieci.  
Jedynie Ona nazywała ją Kochaniem, jednakże Lizzy była dla niej Kochaniem jak każda inna kobieta, z którą kiedykolwiek się spotykała i Ona wiedziała; wiedziała dobrze, że Lizzy nie będzie jej Kochaniem na zawsze. Ona po trzech miesiącach napisała ołówkiem, na torbie po bułkach "Odchodzę" i odeszła, zapalając papierosa w drodze do metra.
  Następnych trzech miesięcy Lizzy nie pamięta i nie żałuje. Wie tylko, że kolczyk w nosie przeszkadzał we wciąganiu koki, dlatego go wyjęła. Teraz? Usilnie chce czuć się potrzebna, usilnie próbuje nie zjadać ludzi żywcem i usilnie stara się nie robić z siebie mdłej mimozy przez to, że nie wie co powiedzieć.
Chce zapalić papierosa na plaży Dawida, popatrzeć na nagie piersi opalających się kobiet oraz gołe torsy mężczyzn i znowu poczuć się jak część tego rozbieranego towarzystwa, szczającego po kątach.
   Kłamie dużo, bluźni pewnie jeszcze więcej. Mimo sukienek, spódniczek i wysokich obcasów które kocha, to mało dziewczęca z niej kobieta. Podobno udaje kogoś, kim nie jest- tak mówił jej terapeuta. Ale  goście, którzy każą Ci leżeć na kozetce i mówić o swoich wewnętrznych przeżyciach, zazwyczaj sami potrzebują pomocy. Może to dlatego, niemalże po każdej wizycie u niego wychodziła chwiejnym krokiem poprawiając koszulkę? 

    Chora na znieczulicę stąpa na krawędzi. Robi wszystko by uwolnić się spod klosza, w którym schowała się pozostawiona sama sobie. Absolutnie niedostosowana do przebywania z ludźmi; bardziej się ich boi, niż lubi. Na chwilę obecną wystarczyłby jej przyjaciel, bo o miłości nawet nie myśli. Nie wierzy, że coś tak magicznego mogłoby ją już dotyczyć. Zapatrzona w dal, albo w książkę będzie udawać, że Cie nie widzi. Ignorować Twoje spojrzenie wlepione w jej postać, w rzeczywistości rejestrując każdy detal Twojego wyglądu, ruchów które wykonujesz. Obserwatorka.


Elizabeth Wallin

18 lat
taneczny
jazda konna; gimnastyka artystyczna
pokój 23 
Wychowanka paryskich szkół, która wróciła do ojczyzny rodziców.



[Joł. Ważne pod zdjęciem, resztę zapomnijmy]

26 komentarzy:

  1. [Witam na pokładzie! Życzę wielu godzin spędzonych na pisaniu wątków :)]

    Administracja

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dobry! Dobrej zabawy i paczki pomysłów :D
    A jak ochota na wątek z Cori to zapraszam pod kartę ^^ :D]
    Cori

    OdpowiedzUsuń
  3. [Halo, dzień dobry! :3 Chcę wątek. Nie widzę wielu punktów zaczepienia, ale na uparciucha by się coś znalazło :D Gdybyś też miała ochotę zapraszam do siebie <3 Udanego wątkowania!]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Świetny pomysł :D Jestem za :D Mam zacząć czy ty zaczniesz? :)]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witamy wśród autorów bloga! Miłej zabawy, dobrych wątków i pomysłów życzę! ;) Chwilowo ja pomysłu żadnego na wątek dla naszych postaci nie mam, więc się tylko przywitam. Może jutro coś mi do głowy wpadnie :)]

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  6. [cześć ^^
    dałaś jej wspaniałe zdjęcie :) i jeszcze jedno z moich ulubionych imion... jest super ;)]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  7. Od dwóch miesięcy nie zwracał uwagi na to, jak toczy się jego życie. W zasadzie to sam nie był pewien czy jest zadowolony z faktu, kiedy rano otwiera oczy i czuje, że wciąż jest wśród żywych. Nigdy wcześniej nie miał problemów z życiem, doskonale wiedział czego chce, miał zaplanowaną każdą minutę swojego dnia. Zawsze robił to co miał do zrobienia, nigdy niczego nie odkładał na później. Był pilnym, ambitnym uczniem, który doskonale wiedział, czego oczekuje od swojej przeszłości. Jak widać i takich dopadają niezależne od nich sytuacje, które później mają wpływ na ich dalsze życie, za ich przemianę o sto osiemdziesiąt stopni. Bo w końcu kto by się spodziewał, że ten grzeczny Moore zacznie pić na umór? Że nie wystarczy mu tylko wódka, że potrzebuje czegoś więcej, aby zapomnieć? Hektolitry alkoholu, wypalone jointy dodawały mu tylko odwagi, albo głupoty. A może jedynie go znieczulały? Dając mu jednocześnie pewnego rodzaju siłę. Nagle przestał się obawiać tego fizycznego bólu. Jak gdyby on w ogóle nie istniał.
    Siedział w jakimś mniej lub bardziej obskurnym pubie przy barze, zamawiając już trzecią kolejkę. Wszystkie wieczory były takie same, wszystkie miejsca tak bardzo do siebie podobne. Zdarzały się dni, kiedy nie pamiętał jakim cudem znalazł się z powrotem w swoim pokoju. Ten wieczór według planów Ethana nie miał się niczym różnić od tych poprzednich. W końcu nie planował niczego nadzwyczajnego. Co się miało dziać, to się działo. I pewnie piłby kolejne szoty wódki, gdyby gdzieś w rogu nie wypatrzył znajomej buzi. Znajomej, pijanej. Znajdującej się w pobliżu jakiegoś typka, który ewidentnie czegoś od niej chciał. Co z tego, że był od niego większy przynajmniej dwa razy? Ethan już nie czuł strachu. A na takie sytuacje był już przewrażliwiony. Jak gdyby chciał zbawić cały świat ode złego. Wstał z wysokiego krzesła i nieco chwiejnym krokiem ruszył w stronę wcześniej wspomnianej dwójki.
    - Siema - powiedział stając pomiędzy nimi i uśmiechając się głupkowato. Przyjrzał się uważnie chłopakowi, jak gdyby obliczał jak bardzo mocno dziś oberwie - nie wiem czy wiesz, ale ona przyszła ze mną - powiedział nagle, nie zastanawiając się nad niczym. Spojrzał ponownie na mężczyznę, uśmiechnął się i chwycił dziewczynę za ramię.
    - Jak to z Tobą? - szczerze powiedziawszy był w szoku, że nie dostał od razu w twarz.
    - Naprawdę mam Ci tłumaczyć jak to działa? - zapytał, a na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmieszek. Wiedział, że za niego oberwie. Po prostu to wiedział.

    [Jak dla mnie może być.;)]

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  8. Nienawidzić to za dużo powiedziane.
    Nie można kogoś nienawidzić. To niehumanitarne i takie tam. Można kogoś nie lubić, nie znosić, nie cierpieć, mieć ochotę zabić, tak. Ale nie nienawidzić. Jednak chyba uczucie, które łączyło ją i Elisabeth nie było tym jednym z typowych "kto się czubi...". Obie doskonale wiedziały, że przy pierwszej lepszej okazji skoczyłyby sobie do gardeł. I obie unikały takich okazji jak ognia. Do czasu.
    - Proszę pana... Naprawdę nie dałoby rady zrobić tego inaczej? Mogłabym tańczyć sama! Proszę pana... Proszę..
    Zacisnęła dłonie w pieści, kiedy trener tańca opuścił salę treningową, trzaskając drzwiami, pozostawiając parkiet na ich pastwę. Odwróciła się niechętnie w stronę blondynki i zmierzyła ją wzrokiem, prychając cicho. Były na siebie skazane. Na siebie i na ten przeklęty duet na rozpoczęcie. Dlaczego też nie mogły ułożyć solówek?
    - Dobra. Miejmy to z głowy.
    Prychnęła schylajac się i wiążąc sobie włosy.

    [również na telefonie. Przepraszam za jakość :D]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Z taką fajną panią na pewno będzie chciał mieć coś do czynienia, mogą się nawet zaprzyjaźnić, choć czuję tu wiele wzlotów i upadków xD Jakiś konkretny pomysł zrodził się u ciebie? :D ]

    Logan

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Jeśli wątki nie są tutaj łączone to może i nawet coś do niej czuć ^^ A jeśli są to można zostawić relację na stopie przyjacielskiej, a on będzie robił za starszego brata i to co zaproponowałaś mi odpowiada :) Zaczniesz? *ładnie, bardzo prosi* ^.^ ]

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Jak najbardziej może być :D
    I dzięki za wyręczenie :) ]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wracam, bo mam już postać :D
    Może jakiś wątek między Aidanem i Elizabeth? Ostrzegam tylko, że jestem beznadziejna w wymyślaniu... :/]

    Aidan

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Oczywiście, że mogą! Może zróbmy, że panienka Wallin coś przeskrobała(przykładowo bez wiedzy Jamesa gdzieś pojechała) i teraz ten każe jej posprzątać stajnie? ;D]

    James.

    OdpowiedzUsuń
  15. Westchnęła ciężko, odwracając się w stronę dziewczyny. Naprawdę nie rozumiała dlaczego nauczyciel potraktował je tak okropnie. Dobra, w porządku... Były jednymi z najlepszych tancerek. Ale poza tym nie łączyło je kompletnie nic. Nie mogły na siebie patrzeć. Imię jednej z nich wypowiedziane przez kogoś innego, wywoływało u tej drugiej dreszcze. Były jak ogień i woda. Jakby ktoś zmieszał zupełnie dwa różne żywioły ze sobą i oczekiwał, że nie będą próbowały się wzajemnie zdominować. Jakby liczył, że będą napierać na siebie w takim stopniu aż któraś wybuchnie albo skapituluje, ustępując drugiej miejsca na scenie. Ale one obie doskonale wiedziały, że żadna z nich nie odpuści za żadne skarby świata. Były kompletnie różne. A może właśnie to miało być ich podłożem artystycznym?
    - No dobra. Niech ci będzie – burknęła, dając w końcu za wygraną i godząc się ze swoim jakże marnym losem – Ale widzę to w czerni i bieli.

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Drama jest potrzebna. Constantin kocha piękno, nierzadko z bliska. Można byłoby to wykorzystać. Twoja pani może mieć do niego słabość. A mój pan jest pod takimi względami słaby psychicznie, więc byłoby ciekawie, gdyby go tak delikatnie kusiła, chcąc sprawdzić jego reakcje.]

    OdpowiedzUsuń
  17. Przymyka oczy, słysząc muzykę. W głowie odgrywa utwory na własnym pianinie, palcami powoli przesuwając po klawiszach. Dźwięki są czyste, niezmącone nawet oddechem. W tym momencie jednak w melodię wkrada się nieczystość i zmuszony jest unieść powieki, niezadowolony niekompetencją, której jest świadkiem. Wzdycha znudzony, sącząc leniwie swojego drinka. Alkohol płynnie przelewa się po ściankach grubego naczynia, a on wpatrzony w jeden, bliżej nieokreślony punkt przetapia kolejne dźwięki na własne potrzeby: raz szybciej, raz wolnej, w rytmie serca, w kształcie żarzącego się papierosa. Wydmuchuje dym i teraz to on jest główną rozrywką. W głowie Fritze'a malują się bowiem przeróżne kształtny, każdy kolejny dziwaczniejszy od poprzedniego. Uderzający artyzm zakrada mu się do głowy i wie, że powodem jest whiskey. Traci zainteresowanie tytoniową chmurą i przesuwa wzrokiem po sali. Napotyka znajomą twarz i w pierwszym momencie pragnie jedynie uśmiechnąć się uprzejmie i powrócić do bardziej przyziemnych zajęć: wystukiwania nieznanych rytmów o barowy blat bądź też kurczenia palców w bliżej nieokreślonych momentach. A mimo to, skina głową do dziewczyny, po czym wstaje z miejsca. Nie rozmyśla nad tym długo: po prostu zbiera się i dosiada do niej, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Kładzie szklankę na stole, zaciąga się papierosem i opiera jeden łokieć tuż obok popielniczki.
    - Nie jestem adwokatem Twoich płuc, ale palenie zabija - stwierdza na powitanie, po czym wydmuchuje obłok dymu, podchodząc do sytuacji z niezwykłą hipokryzją.
    /Constantin

    OdpowiedzUsuń
  18. [Wyłącznie z dramą. lubiekrokusy@gmail.com]

    OdpowiedzUsuń
  19. Rzadko bywa w tym miejscu, ale nawet i jemu udaje się zauważyć zmianę pianisty. Ten jest do niczego. Nie czuje rytmu swoich melodii i kaleczy znane utwory bez choćby skazy za wysokim czole. To chyba najbardziej rzuca się w oczy Constantinowi – mężczyzna nie zdaje sobie sprawy ze swoich błędów i prawdopodobnie jest nawet z siebie dumny. Fritze ma pewność, że jeśli wypije jeszcze trochę, nie będzie miał oporów przed wypomnieniem mu katastrofy na klawiszach.
    Przysłuchuje się z uwagą każdemu słowu, które pada z ust uczennicy i bez względu na to czy się z nimi zgadza, czy też nie, potakuje delikatnie głową, prawie jak gdyby miał podobny tik nerwowy. Zwyczajnie jednak nie czuje potrzeby przerywania jej w wypowiedzi. Milczy przez dłuższy czas, wypala do końca papierosa, pozostawiając nad sobą chmurę dymu, po czym dopija drinka. Przez jakiś czas wpatruje się w pustką szklankę, by w końcu odsunąć ją od siebie na bezpieczną odległość, co by nie kusiła ponownym napełnieniem.
    Odwzajemnia spojrzenie. Nie odwraca go, mimo że wpatrują się w siebie jak para zakochanych nastolatków. Zna swoje oczy. Wie, że można w nich odnaleźć wszystko to, czego się pragnie. Że są tajemnicze. Że przyciągają. Że są zmęczone, a przez to i bardziej zabiegają o uwagę. Obecnie jednak skupiony jest na dziewczynie. Zatapia się w tęczówkach, pozwala pływać sobie po czarnej jak noc źrenicy i myśleć o gwiazdach, które nagle zachciewa mu się oglądać.
    Nie zwraca większej uwagi na całą resztę, zaczesanie włosów za ucho ignoruje całkowicie, jakby ten gest zupełnie nie miał miejsca. Rozluźnia palce u stóp, które do tej pory były nerwowo podkurczone bez szczególnego powodu. Czuje jak alkohol powoli rozbraja wszystkie jego systemy i pozostaje ta pijacka szczerość.
    - O czym teraz myślisz? – pyta, jak gdyby nigdy nic. I choć łatwiej byłoby zapytać o nastrój, chce wiedzieć, co kryje się za tymi oczami, a jedyną drogą do tego są właśnie refleksje i przemyślenia. Reszta nie ma większego znaczenia.
    /Constantin

    OdpowiedzUsuń
  20. [Nie jest gejem, jestem beznadziejną romantyczką, nie mogłabym stworzyć geja :( Wybieram romantyczną dramę, jak zawsze!]

    Boyd

    OdpowiedzUsuń
  21. [Wszystko pasuje. Zakładam, że byłoby to ich pierwsze spotkanie po wakacjach, hm? Skomplikujmy im potem życie, ale to już na mailu i nie dzisiaj.
    Załadowanie strony zajęło mi dłużej niż odpis :'|]

    Boyd

    OdpowiedzUsuń
  22. [Pisane dwukrotnie, ale w porę zorientowałam się, że poprzedni odpis zniknął wraz z moim łączem.]

    Próby odrzucenia zaproszenia na tą imprezę powinny być ciężkie. Postawił swoje stopy w Brighton dopiero trzy dni temu, a każdy z wieczorów przypominał ten poprzedni. Próby odrzucenia zaproszenia na tą imprezę nie powinny w ogóle istnieć. Najlepszy kumpel z klasy, który co roku dzielnie znosi urlop od bycia najlepszym kumplem Kaydena, w składającej się z trzech słów wiadomości zawarł wystarczającą ilość argumentów, aby przekonać go, że próby odrzucenia zaproszenia na tą cholerną imprezę nie mają żadnego sensu. Kay zignorował więc fizyczny dyskomfort, przeczesał palcami włosy, powierzchownie doprowadzając się do porządku.
    Śródziemnomorska opalenizna ginęła w rażących kolorach klubu. Wewnątrz było parno, brakowało świeżego powietrza, wszędzie roztaczała się dziwna, sztuczna i mglista aura, do której powinien już chyba przywyknąć. Na nadgarstkach i szyjach tańczących wisiały neonowe obręcze. To połączenie wywoływało momentalne otępienie zmysłów trzeźwego człowieka. Nie, Kayden wcale nie był skacowany. Zapytany o samopoczucie, w ciągu trzech czwartych sekundy wymyśliłby bardziej racjonalne usprawiedliwienie bólu głowy. Choćby lot z zachodniego wybrzeża. W klubie było jednak coś uspokajającego – stanowił zapowiedź odejścia w zapomnienie słabości zdradzieckiego ciała. Był jego naturalnym środowiskiem, począwszy od parkietu, przez bar, po korytarz prowadzący do toalet. Nie mogło zdarzyć się nic zaskakującego. Kayden gładko wplótł się w tłum spoconych ciał poruszających się w tylko sobie znanym rytmie, podświadomie szukając wśród nich znajomych twarzy. Wreszcie na ułamek sekundy przygryzł wargę w nieładnym nawyku i przepchnął się na tyle blisko, aby być na wyciągnięcie palca. Jej palca. Drażniąco blisko.
    - Powinnaś się cieszyć na mój widok – gra urażonego, bezskutecznie powstrzymując uśmiech. – O ile nie udajesz, że nie wcale nie chcesz rzucić mi się na szyję z tęsknoty.

    Boyd

    OdpowiedzUsuń
  23. Najpierw nie rusza się z miejsca, wpychając ręce do kieszeni. Pozwala drgającemu kącikowi ust wygiąć wargi w powstrzymywanym dotąd uśmiechu, plecami opiera się o bar i patrzy, jak ona znika w tłumie.
    To był test, dobrze o tym wiedział. Test, który obleje, jeśli za chwilę nie odwróci wzroku i nie obierze nowego celu. Wiedział też, że Elizabeth właśnie tego chciała – jego przegranej. Poddania się. Podporządkowania. Znów zagryzł wargi, przenosząc wzrok z brunetki i towarzyszącej jej różowowłosej na nieokreślony punkt z lewej strony. Po ułamku sekundy zamówił dwa szoty, które od razu wypił, a potem jeszcze dwa – dla siebie i potencjalnej ofiary tej gry.
    Ciemne włosy, bluzka odsłaniająca plecy, mocny makijaż i buty, w których nie będzie w stanie wrócić do domu. Parę słów niby szeptanych, lecz faktycznie krzyczanych do ucha, palce subtelnie układane w okolicy talii, głośny śmiech i kiwanie głową, gdy pantomimicznie zaproponował drinka. Kayden od zawsze wolał brunetki. Imię tej, która właśnie siedziała przed nim na wysokim stołku, zginęło w chaosie innych głosów. Jego wzrok skakał z jej twarzy na parkiet, w poszukiwaniu sylwetki Elizabeth. Właściwie miał gdzieś, że z pewnością pomyśli, że jego towarzyszka jest tania lub po prostu niewystarczająco dobra. Miał gdzieś, że ta próba wzbudzenia zazdrości jest niezbyt wyszukanym pomysłem. I miał gdzieś to, że od początku miała rację. Nie chciał szukać nikogo innego. Gdy wreszcie odnajduje jej wzrok, uśmiecha się odrobinę triumfalnie, a potem ciągnie nową znajomą na parkiet, aby zatrzymać się tuż pod nosem Elizabeth.

    Boyd

    OdpowiedzUsuń
  24. Nieznajoma oplatała rękami jego szyję, przyciągając go do siebie, ale Kayden postawił opór, pozostając lekko nachylonym. Był pewien, że pozwoliłaby mu na wszystko, włącznie ze spacerem do toalet, ale ani myślał wyprowadzać ją z tego miejsca. Gdyby był chociaż trochę mniej trzeźwy, uznałby ją za względnie ładną dziewczynę, ale to ona była pijana, na czym on tylko korzystał. Bez słowa przyciągnął ją bliżej, aby zapobiec przyłapaniu na subtelnej, ale wciąż zdradzie. Bo patrzył na inną i chciał innej.
    Nigdy nie przyznałby się jawnie do zazdrości, szczególnie w przypadku tak otwartej relacji, jaka łączyła go z Wallin, ale gdy Elizabeth pocałowała różowowłosą, coś przewróciło mu się w brzuchu i podświadomie pokręcił głową, strącając z ust resztki upadającego triumfu. Jego towarzyszka mamrotała mu coś do ucha, zjeżdżając dłońmi po jego torsie i odsuwając się odrobinę, jednocześnie dając mu okazję do zbliżenia się do Lizzy, ale wtedy potknęła się niezdarnie, pozwalając Kaydenowi zbiec z miejsca.
    Półtorej kroku do odwróconej tyłem Elizabeth. Jak bardzo musi być przewidywalny – albo jak bardzo przewidywalna jest ona, skoro Kay działa tak, jak tego chciała? Zaciska palce na jej biodrach, przyciąga do siebie, wargi przystawia do ucha.
    - Co ty, do cholery, próbujesz osiągnąć, Wallin? - pyta, gładko dopasowując się do jej rytmu.

    Boyd

    OdpowiedzUsuń
  25. [Hej, sorki za zwłokę - parę dni bez internetu i już straciłam zapał do tego bloga, chyba mu się powoli umiera. Jesteś gdzieś jeszcze lub planujesz gdzieś dołączyć?]

    OdpowiedzUsuń