
Czekam cierpliwie w jednej z sal lekcyjnych. Aparat stoi na pobliskim stoliku, notes w linie wraz z długopisem spoczywają na moich kolanach, okulary wdzięcznie ozdabiają nos. Wiem, że mój dzisiejszy rozmówca ma tendencje do spóźniania się, wszyscy ostrzegali mnie przed tym wywiadem.
Zobaczymy, co to będzie. Kolejna kartka notesu niknie pod moimi bazgrołami, kiedy w końcu drzwi się otwierają i w sali pojawia się Marcus. Przeczesuje włosy ręką z jawnym zawstydzeniem przepraszając. Zaraz rzuca plecak gdzieś pod ścianę i opada na krzesło naprzeciwko mnie. Stara się sprawiać wrażenie pewnego siebie, cały czas gra. Wolałby zamienić się ze mną miejscami, widzę to w jego oczach. W luzackiej postawie jest jakieś napięcie dostrzegalne dla wprawnego obserwatora. Wciąż pociera dłonie, przesuwa nimi po udach. Nie chce dać po sobie poznać skrępowania, ale jego ciało go zdradza. Nie panuje nad tym. Widzę, że woli zadawać pytania, które wcześniej sobie przygotował, niż udzielać spontanicznych odpowiedzi. Pewnie wszystko zawsze musi mieć pod linijkę.
Perfekcjonista. Sprawdzam listę i zadaję pierwsze z brzegu pytanie. Coś niezobowiązującego, mało ważnego, tak dla rozluźnienia. Mruga kilkukrotnie i prawie widzę trybiki obracające się w jego głowie. Zaraz dostaję czystą, klarowną odpowiedź ubarwioną lotną parafrazą jakiegoś znanego cytatu.
Poprawnie, szkolnie, dwója, siadaj - myślę szyderczo, patrząc na jego pełen zadowolenia uśmiech. Gdzie jest jego kreatywność? Podobno taki z niego artysta. Zahaczam o ten temat, zaraz ponownie się peszy. Duka coś niepewnie, ale w końcu przyznaje się, że zdarza mu się
coś tworzyć. Pewna, że więcej się nie dowiem, zaglądam w moją kartkę, kiedy on nagle macha mi przed oczami grubym zeszytem w twardej, granatowej okładce. Kiedy jakiś skrawek papieru ląduje na podłodze, kieruje mną po prostu savoir-vivre. Podnoszę kulturalnie zgubę i rzucam kątem oka na literki. Każdy porządny dziennikarz powinien umieć łączyć fakty. Z miłym uśmiechem pytam więc o właśnie podniesiony wycinek z gazety. Duma i miłość, która nagle pojawia się na jego twarzy aż mnie zaskakuje. Zaczyna czule mówić o swoim kochającym ojcu, który od sierocińca doszedł do willi z basenem. Opowiada żarliwie o jego interesach, genialnych pomysłach i śmiałych transakcjach, a ja zamiast notować po prostu słucham. Nieczęsto udaje się go zmusić do szczerej rozmowy. Zazwyczaj albo milczy, albo udziela lakonicznych wypowiedzi, ewentualnie zadowolony z siebie rzuci jakimś zmodyfikowanym cytatem. Kiedy w końcu milknie, uśmiecham się miło i pytam grzecznie o jego matkę. Przez jego twarz przebiega rozbawiony grymas. Mówi już rozluźniony o kobiecie z bogatej rodziny, która stała się najważniejszym interesem ojca. Sam z siebie przechodzi do tematu siostry, która jest miniaturką matki. Napomyka o miłości jego rodziny do zwierząt, więc uprzejmie pytam i o jego pupila.

Żarliwie mówi o rudym persie, który całe dnie spędza w jego łóżku. Kiwam grzecznie głową, aparat i tak nagrywa całą rozmowę, nie muszę notować. Chłopak ma przyjemny głos, aż chce się go słuchać. Nadaje się na prezentera w wiadomościach, co według moich danych jest jego marzeniem. W końcu przestaje mówić i przygląda mi się w oczekiwaniu na kolejne pytanie. Wynajduję zaraz jakieś związane ze szkołą. Odpowiada bez wahania, pewnie. Widzę, że lubi tę placówkę. Ma wielu przyjaciół, o których zaraz sam wspomina. Rozkręcił się. Potok słów, który wylewa się z jego ust, otacza mnie szczelnie i czaruje. Już wiem, dlaczego tak wiele listów dostajemy z prośbą o wywiad właśnie z nim. Rzesza jego wiernych fanek rzuci się na kolejny numer naszej gazetki, tego jestem pewna. Sama nie wiem, dlaczego nagle pytam o jego związki. Patrzy na mnie chwilę, po czym podnosi się z krzesła.
- Myślę, że tyle wystarczy. Dziękuję za wywiad.
Dwa najchłodniejsze zdania, jakie kiedykolwiek usłyszałam. Zaraz trzasnęły drzwi, a po Monetcie został tylko lekki zapach jakiś drogich perfum.
Cóż, wygląda na to, że lubi być niedostępny...
[Dzień dobry! Witam się ładnie i zapraszam do wątku. Może... Hm. Marcus miałby pomóc Rosie z ogarnięciem wszystkich materiałów na zajęcia? W sensie jakiś spis książek, czy coś takiego :)]
OdpowiedzUsuńRosie Hamilton
[Co do relacji, to myślę, że najlepiej będzie jak wyjdzie ona w praniu :). Dopiero się poznają, bo nauczyciel prowadzący poprosi Marcusa, aby pokazał nowej pomocy, wszystkie niezbędne rzeczy. W sensie, gdzie znajduje się sala, jak przebiegają zajęcia, tak od deski, do deski. Poda jej też zakres obowiązków, listę książek, i tak dalej :) ]
OdpowiedzUsuńRosie
[Cześć, fajna postać, chcę wątek!]
OdpowiedzUsuńJillian Chamberlain
[Ja ogólnie jestem słaba w myśleniu. Co najwyżej mogę zaproponować, że będą się tak dosyć dobrze kumplować, a pewnego weekendu Jill dojdzie do wniosku, że chce się nauczyć grać na gitarze. I pójdzie o to spytać Marcusa. Na razie niczego lepszego nie wymyślę, przepraszam. :<]
OdpowiedzUsuńJill
[Huheuehueheue <3 Przybyłam <3 Oczywiście składam propozycję wątku! <3 Całe szczęście dużo zajęć ich łączy *O*
OdpowiedzUsuńNo to tak. Jakie być chciała relacje między nimi? ;>
a na pomysł zaraz mnie olśni, chyba, że Ty już jakiś masz <3
Boże jakaa cudna karta *O* *zjarana clar*]
Cori
[Cześć. Można spróbować go oswoić, on może spróbować oswoić ją :D
OdpowiedzUsuńPodoba mi się bardzo karta, jak i on sam. Chcę wątek!]
Aurelia
[Pomysł, pomysł... zaraz się coś skleci.
OdpowiedzUsuńJeśli mamy uznać, że jakoś specjalnie się nie znają, to mogą się poznać , kiedy przypuśćmy... ucieka jej kot z pokoju. W akademiku zwierząt trzymać nie wolno, a ona przechowuje dwa małe kociaki. Może spotkać ją, czołgającą się po korytarzu na ich piętrze albo w połowie tkwiącej niemal za kaloryferem. Wspólna łapanka kota, idący nauczyciel, kot w spodnie, jakieś dziwne tłumaczenie i wychodzi nam fajne poznanie.
Jeśli mają się znać... nie mam konkretniejszych pomysłów. Może ma do napisania jakiś artykuł na zaliczenie, chciałby żeby to było coś naprawdę wyrąbistego i decyduje się poprosić Aurelię by pomogła mu napisać artykuł o tytule np. "Czarno-biały świat" (a propos jej choroby). Podczas spotkania może narodzić się do jej histerii, kiedy znów przypomni sobie, że nie jest taka jak inni.
No nie wiem, co myślisz?]
Aurelia
[A i zapomniałabym... dziękuję bardzo :)]
Usuń[Poporoszę.]
OdpowiedzUsuńCorinne właśnie szła na zajęcia kółka teatralnego, które miały się zacząć za 15 minut. Uwielbiała odgrywać postacie na scenie. Trema powiadasz? Cori nie wiedziała co to znaczy. Równie dobrze mogła urodzić się na scenie! Zresztą po parunastu spotkaniach kółka zauważyła, że nie jest jakimś ewenementem. Zresztą czy ktoś nieśmiały chodziłby na kółko teatralne? Chyba nie. Więc owe zajęcia były fantastyczne! Zawsze dużo się na nich śmiała, towarzystwo też bardzo jej odpowiadało. To nie były te zadufane w sobie dzieciaki, których rodzice płacili za dobre oceny. Jednak nic nie może być idealne, nawet kółko teatralne! A minusem owych zajęć był Marcus. Były chłopak Corinne. Pewnie nie biadoliłaby jakoś specjalnie z tego powodu, gdyby nie to, że ich rozstanie było takie nieciekawe i bolesne
OdpowiedzUsuńByła współlokatorka dziewczyny - Angelique ( choć Cori wolała nazywać ją najgorszym diabłem na świecie, największym złem albo jakoś tak), która o dziwo była jej przyjaciółką zamyśliła sobie zburzenie związku Cori i Marco. Codziennie szeptała złe słowa na jego temat, że ją zdradza na lewo i prawo, że był z nią dla zakładu. Na początku dziewczyna nic sobie z tego nie robiła, aż do czasu gdy wchodząc do chłopaka do pokoju zobaczyła jakąś lafiryndę, która była wczepiona w jego usta. Równie szybko jak otworzyła drzwi, Cori trzasnęła nimi na cały korytarz. Unikała Marcusa dzień w dzień coraz bardziej odcinając się od wszystkich wokół. Poprosiła o zmianę współlokatorki, choć miesiąc później dziewczyna i tak została wywalona. Chłopak chciał jej wytłumaczyć, że ta dziewczyna się na niego rzuciła kiedy otworzył drzwi żeby do niej pójść. A ona głupia nie wierzyła. Pewnie gdyby nie Angie i jej kłamstwa potoczyłoby się to jeszcze inaczej. Oczywiście później okazało się, że dziewczyna była również podstawiona przez byłą współlokatorkę Cori co dodatkowo ją rozwścieczyło. Niestety było już za późno. Cori straciła Marco na zawsze. Pomimo, że tak strasznie go kochała.
Chciała go przeprosić, ale nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, toteż dalej go unikała. I nawet dzisiaj. Po wakacjach, po pół roku od zerwania. Nawet jeśli sama przed sobą nie chciała tego przyznać to dalej coś do niego czuła. Dalej tkwiło w niej to uczucie, nieważne jak bardzo chciała się go pozbyć.
Teraz tak po prostu siedziała -poskromiona wyrzutami sumienia, które zawsze nękały ją na kółku teatralnym aż cudzy śmiech ich nie zagłuszył - zerkając od czasu do czasu na swojego ex aż usłyszała obsadę sztuki, które mieli wystawić w niedalekiej przyszłości. Romeo i Julia chyba nigdy się nie znudzą ich opiekunowi.
- I tak oto w tym roku Romea zagra Marcus Monet a Julię Corinne Evans! - wykrzyknął uradowany jakby właśnie oznajmiał im, że wynalazł szczepionkę na raka, albo poskromił głód i pragnienie na całym świecie. Za to Cori poczuła jak serce spowalnia jej coraz bardziej wydając coraz głośniejsze uderzenia. Tylko nie to
Cori
[Ojej. Trudny chopiec ;D
OdpowiedzUsuńWitamy ponownie wśród autorów. Może ta postać bardziej przypadnie Ci do gustu ;)]
Anaya
[Witam nową postać. Jako, że nam nie wyszło z Dan to może tutaj coś powątkujemy?]
OdpowiedzUsuńPopatrzyła tylko za znikającym chłopakiem. Teraz już za nim nie pobiegnie.
OdpowiedzUsuń- A temu co znowu. Ach ta dzisiejsza młodzież - pokręcił tylko głową z politowaniem a kilka osób się zaśmiało. Mężczyzna często tak mówił. Kiedy większość uczniów miała wyjść z sali a Cori jeszcze zbierała swoją torbę. Nauczyciel dodał:
- Tym razem zrobimy zmienioną wersję. Wszystko macie w skryptach. Chyba nie myśleliście, że znowu będę chciał odgrzewać tan sam numer - przyznał i zaśmiał się gorzko. A to niespodzianka! Tak właśnie wszyscy myśleli. Uczniowie wydali pomruki zadowolenia i ostatecznie wyszli z sali. Tak jak chciała Cori, niestety nauczyciel jej to uniemożliwił.
- Wiem, że nie jesteście ze sobą blisko, a będziecie naprawdę blisko podczas spektaklu - zrobił przerwę na znaczący uśmiech - ale musiałem właśnie was wybrać do tych ról. Nie mogłem lepiej trafić. - Nauczyciel zostawił osłupiałą Cori przy drzwiach krzycząc tylko na odchodnym - Jeszcze mi za to podziękujecie!
Żeby się pan tylko nie pomylił Pomyślała i wyszła z sali. Poszła do swojego pokoju i zgarnęła Agnes. Teraz razem z kotką poszła do altanki by tam zagłębić się w wiersze skryptu.
- Dam radę, prawda? - zapytała kotki. Na szczęście jej nie odpowiedziała.
[Hej, witam wśród autorów, życzę masy weny i ciekawych wątków. Jeśli jest ochota, zapraszam do Sophie, może uda nam się coś ciekawego wymyślić c:]
OdpowiedzUsuńSophie
[Czy ja wiem? Moja Anaya jest trudna, Marcus jest trudny (brr... paskudne imię ;(). Może wyjść z tego niezły bigos jak na siebie wpadną.
OdpowiedzUsuńMam pomysł na wredną relację, z tym, że tym wrednym byłby Twój pan ;D
Powiedzmy, że jakoś tam już się znali wcześniej, ale mniej niż bardziej.
A, że moja An ma lekkie problemy z używkami, to na imprezie inauguracyjnej spiłaby się tak bardzo, że zawędrowałaby nie do tego pokoju co trzeba. Marcus by jej co prawda nie wyrzucił, ale też nic dziwnego nie zrobił, ale rano, jak dziewczyna się obudziła, zasugerowałby, że do czegoś między nimi doszło, ot tak, dla zabawy, żeby się z nią podroczyć.
Pomysły mi się kończą, ale początek to zawsze jest. Jak już odkryłaby prawdę, to pewnie by się na nim zemścić i tak to możemy potem ciągnąć.
Co sądzisz?]
Anaya
[uuuuh, myślę, i myślę, i nic konkretnego mi do głowy nie wpada :C Mogą się znać, ale wtedy trzeba by wymyślić jakieś konkretne powiązanie, hum ? Koło ratunkowe poproszę, burzę mózgów róbmy xD]
OdpowiedzUsuńSophie
[Dziękuję za miłe powitanie. ;D Powiem Ci, że cudem uniknęłaś mojego Lucasa, bo zastanawiałam się, czy nie wrzucić go Marcusowi do pokoju. ;D Ale pomyślałam, że tak bez pytania to niegrzecznie by było. I wtedy pewnie skazałabym Cię na przymusowy wątek z Lucasem, a z autopsji wiem, że takie wątki męsko-męskie nie zawsze wychodzą. Gdybyś jednak miała ochotę na wątek (tylko nie taki z uprzejmości), to możemy pomyśleć nad zrobieniem z nich współlokatorów, czy coś w tym stylu. No! To tyle ode mnie, kończę litanię. ;D]
OdpowiedzUsuńLucas
Nie myślała o tym jak właśnie wygląda. Chciała tylko jak najszybciej złapać tego małego bandytę, by nie przyłapał ją żaden nauczyciel. Mieliby przerąbane- i ona, i kot.
OdpowiedzUsuńAż podskoczyła. Skupiona na kocie tkwiącym za kaloryferem, nie zwracała uwagi na otoczenie, a więc naprawdę wystraszyła się słysząc kogoś tak blisko.
Zerknęła na chłopaka. Podniosła się do klęku. Wskazała na kaloryfer lekko cmokając,
-Tak... kot mi uciekł.- uśmiechnęła się do niego subtelnie- Nie mam ochoty wylądować z nim w gabinecie śmierci.- z takim określeniem można było spotkać się, kiedy mowa była o nauczycielu koordynującym działanie akademika, odpowiedzialnym za uczniów itd. Była to starsza kobieta, kompletnie niemiła. Nic dziwnego, że mąż od niej odszedł (co powtarzała wszystkim na okrągło).- Nie wiem już co zrobić.- wzruszyła ramionami. Spojrzała znów na niego.
Aurelia
[W sumie można postawić na jakąś przyjaźń. Co Ty na to, żeby np poznali się na początku pierwszej klasy, kiedy to wpakowali te wszystkie biedne dzieciaki do auli, i rozpoczęli rok szkolny w nowej szkole? Stanęli wtedy obok siebie, zaczęli rozmawiać, i tak się zaczęło. Teraz mogli się spotkać po przyjeździe Sophie, i wyskoczyć gdzieś. Myślenie rano mi nie wychodzi...]
OdpowiedzUsuńSophie
[ Ja jestem niedobrą kobietą? Wczoraj nagrałam Ci filmik jak połykam łyżkę kakao! Dalej jestem niedobrą kobietą? ]
OdpowiedzUsuńSiedziała w altance już jakiś czas. Z czytaniem kolejnych linijek miała coraz większe problemy. Z linijki na linijkę było gorzej. I gdyby nie znała nauczyciela teatru pewnie nalegałaby na zmianę aktorki. Przy TAKIM skrypcie wcale jej nie zależało! A wiedziała, że dziewczyna, która miałaby grać u boku Marcusa znalazłaby się szybciej niż opiekun mrugnąłby okiem! Co jak co, ale Marco był ideałem, nawet jeśli Cori ie chciała tego przyznać, i szalało za nim 3/4 dziewczyn ze szkoły. Nagle przez drzwi altanki wszedł chłopak. Cori bardzo korciło, żeby powiedzieć "O wilku mowa", tyle że tylko o nim myślała a przecież nie powie O wilku myśli. To by było bez sensu.
- Czytałeś? - zamachała przerażona scenariuszem. - Jeśli nie, nie radzę. Lepiej żyć w nieświadomości. To ja em, pójdę już. Na pewno chcesz zostać sam - zająknęła się trochę i zebrała swoje rzeczy kierując się w stronę wyjścia.
Cori
[ Masz krótkie! Bo mi nie chcesz odpisać :c]
[Dobra. jerroh,vluiwesdfhvie,uasd Ja się witam bardziej oficjalnie po nieobecności i ... *O* Chcę wątek. No. Życzę ci tego, co wszystkim i żebyś mi się jak najdłużej utrzymała i chcę wątek i chcę wątek.. No. <3 Dobra.
OdpowiedzUsuńTo ja idę do siebie i myślę, o szczegółach poinformuję na GG :D huehue.]
R.R.T.
Dlaczego tak właściwie rodzice bawią się w swatanie?
OdpowiedzUsuńCóż, odpowiedzi może być wiele. Boją się, że brzydka córka (tudzież syn) nie znajdzie partnera życiowego i będzie musiał/a gnić w samotności przez wieki za towarzystwo mając jedynie 40 psów (koty są be!). Wolą więc, żeby dziecko było nieszczęśliwe i przymuszane do miłości niż bezdzietne. Drugim arcyważnym powodem są sprawy majątkowe. Znajome rodziny ugadują się i w celu podwojenia kwoty zalegającej w kontach bankowych, łączą w pary swoje dzieci, chcąc choć o krok przybliżyć się do starannie zbieranej fortuny. Jednak chyba oba te przypadki kompletnie nie pasowały do Trenorów i Monetów.
Nie. Tutaj jawnie widoczny był syndrom nadopiekuńczego ojca. Przedstawmy to w sposób naukowy. Jest córka i jest tata. Tata kocha córkę. Znajduje książkowego księcia z bajki. Liczy, że księżniczka nadal ubóstwia rycerzy na białych koniach. Chce, żeby była szczęśliwa. Ona udaje szczęśliwą. Rodzice się cieszą. I bum! Nagle planują wesele.
To nie chodzi o to, że Marcus był brzydki odrażający, okropny, ponury czy zgorzkniały. Był dokładnym przeciwieństwem. Był niemalże idealny. A może właśnie o to chodziło?
Kiedy ktoś komuś coś karze, to z reguły dana osoba robi wszystko na przekór tej drugiej. Trudno się dziwić. Grzeczne dziewczynki kochają bad boyów. Niegrzeczne żądają kogoś potulnego. A kłamliwe księżniczki? Błądzą i szukają, aż w końcu znajdą. Z reguły gdzieś w tłumie. Niby nikt, a jednak ktoś. Taki katalogowy przykład par.
No więc jak to było z nią i Marco? Nijak. Nic nigdy między nimi nie było i chyba być nie miało. Co więc skłoniło ich do gry? Czy za mało mieli kłopotów? Potrzebowali większej ilości wyzwań? Nie. Najzwyczajniej w świecie mieli dość trucia i marudzenia. Więc postanowili poudawać idealną parę. Szkoda tylko, że nie wiedzieli dokąd ich to zaprowadzi.
Monet wychylił się zza rogu jak zjawa. Uśmiechnął się uroczo, na co tylko przewróciła oczami i przystanęła z westchnięciem.
Obiad.
Jak mieli udawać parę, skoro wiedzieli o sobie tyle, co nic? Jak mogli grać zakochanych przed rodzicami, jeśli tak naprawdę nigdy nie zbliżali się do siebie choćby na odległość pięciu centymetrów?
Odpowiedziała na jego uśmiech i wyciągnęła dłoń, zgarniając z jego twarzy błąkające się kosmyki włosów.
- No więc, skarbie, chyba czeka nas mała próba. Musimy to elegancko odegrać. Park? Punkt piąta?
Uniosła brew i zabrała dłoń, krzyżując dłonie na piersiach. Przedstawienie czas zacząć.
R.R.T.
[Huehue. Chaotyczne. Huehue. Kocham ten wątek xospocjospodvjdio *O*]
Nie znosiła randek.
OdpowiedzUsuńKoniec sprawy, do widzenia, kropka. Tyle w tym temacie.
Nie znosiła randek, które miały się odbywać w miejscach publicznych. Na takich zawsze miało się wrażenie, że ludzie was obserwują, przeszywają spojrzeniami niczym laserami i próbują wypatroszyć z was wszelką pewność siebie, jakby spodziewali się, że rzucicie się na siebie z językami na ich oczach. Tylko na to czekali. A przynajmniej takie wrażenie miała osoba na tą randkę idąca.
Zdecydowanie bardziej od kina, restauracji i dyskotek wolała parki, ustronne pola i lasy. Spacerowanie napawało ją jakąś taką radością i wypleniało z niej całą tą okropną niepewność. Wtedy można było naprawdę poznać chłopaka, nie będąc ocenianym przez te „bardziej doświadczone dziunie z facetami”.
Wybrała park właśnie po to, żeby móc z łatwością przyjrzeć się Marcusowi i zobaczyć go od tej swobodnej, luźnej, naturalnej strony. Chciała żeby zdjął maskę, pokazał jaki jest naprawdę, chciała go wyczuć, rozszyfrować jego wady, żeby móc później z łatwością odgrywać rolę zakochanej do szaleństwa. A on oczywiście musiał przyjść przed czasem.
Mogła się tego spodziewać. Ubrała się jak na zauroczoną przystało. Starannie dobrała sukienkę i buty, ułożyła włosy, ba, nawet użyła czegoś więcej niż błyszczyka! Stanęła w bramie punkt piąta, kręcąc z wyraźnym rozczarowaniem głową.
- I co ty tu robisz? - burknęła, wzdychając ciężko i mierząc go wprawnym spojrzeniem. - Dobra. Masz plus za koszulę.
Podeszła do niego i przelotnie musnęła wargami jego policzek, uśmiechając się uroczo. Ładnie pachniał. Perfumy były czymś, co zawsze przykuwało jej uwagę, a Marco najwidoczniej miał bardzo dobry gust. Odsunęła się i swoim zwyczajem odrzuciła włosy, przyglądając mu się uważnie.
- Dobrze, kochanie, to teraz musimy albo nauczyć cię sztuki flirtowania, albo przetestować twoje cudowne umiejętności. Jedno z dwóch. Ty wybierasz.
R.R.T.
[Ja też olewam kolejkę... Jestem zua. Sławek kroczy gdzieś tam w tym deszczu, boję się, że zgarną mi laptopa xD :'))]
- Tak, myślę, że to najwyższa pora - mruknęła i wróciła na własne miejsce. Wewnątrz jednak cieszyła się, że ją zatrzymał. Prawie zatonęła w jego pięknych oczach. Tak bardzo je kochała. Nie, ona dalej je kocha.
OdpowiedzUsuń- Tak szczerze? Nie wiem od czego zacząć. Przepraszam? Tak, przepraszam chyba będzie najlepsze. Nawet nie wiesz jak później żałowałam tego jak postąpiłam. Tak strasznie cię przepraszam - mimo wszystko dalej nie potrafiła spojrzeć w te jego piękne oczy. Mówiła z serca i wiedziała, że chłopak wiedział [Kill me x.x] że to prawda. Nawet jeśli jej oczy nie były zwrócone w jego stronę to miała je przymknięte, żeby nie pozwolić wypłynąć napływającym łzom. Kiedy usłyszała słowa chłopaka jedna przedarła się przez jej mury spływając po policzku dziewczyny.
- To aż taka męka dla ciebie? Granie ze mną? - zapytała dalej odwrócona. Tym razem miała pewność, że chłopak usłyszy wielki ból w jej głosie.
[Czuje się, jakbym właśnie napisała kawałek telenoweli .-.]
Cori
[Hmm, wprawdzie już mam podobny wątek, ale myślę, że nie obrazisz się, jeśli rzucę małym gotowcem? :)
OdpowiedzUsuńAdalyn pewnego piątku wpadła na jakże genialny pomysł, żeby wybrać się ze znajomymi wieczorem do jakiegoś klubu. Stawianie czoła swoim lękom i inne pierdoły. Niestety, zadanie ją przerosło i chcąc uniknąć kolejnego ataku, powiedziała wszystkim, że woli wrócić do St. Katherine's. Nie przewidziała oczywiście, że jest już ciemno, bo była zbyt przejęta tym, że wokół niej tyle ludzi, w dodatku pijanych. A muzyka jaka głośna. No straszne. W sumie początkowo idzie jej całkiem nieźle, ale gdzieś tak w połowie drogi jest na tyle znerwicowana, że boi się każdego szelestu i odbija jej, kiedy dostrzega jakiś cień mężczyzny (którym jest np. Marcus - swoją drogą, podoba mi się to imię :D).
Co ty na to? Jeśli ci nie odpowiada, wal śmiało, pójdę w innym kierunku :)]
Adalyn/Aidan
[Może wątek z Sashą?]
OdpowiedzUsuń