Ethan Moore
Czwarta klasa, prawo. Chociaż czasami wolałby lewo.
Kiedyś cholernie ambitny. Dziś...
Zamieszkuje 32 pokój.
Kiedyś cholernie ambitny. Dziś...
Zamieszkuje 32 pokój.
Sam dokładnie już nie pamięta w jaki sposób dowiedział się o swoim ojcu. Wspomnienia podpowiadają mu, że było to dawno, miał może z cztery, pięć lat? Nie jest dziś tego pewien. Usłyszał jedno słowo, które wypowiedziała jego mama w rozmowie przez telefon. Kiedy zapytał swojej rodzicielki o to słowo, na jej twarzy pojawił się grymas, a ona sama jakoś tak nagle posmutniała. Powiedziała coś, że to nic takiego i poprosiła małego Ethana by poszedł się dalej bawić, że wytłumaczy mu dokładnie kiedy indziej. Zapomniał o tym, po prostu mu wyleciało z głowy. Przecież był taki mały, a mama obiecała mu kiedyś wytłumaczyć. Matka nigdy mu nie wytłumaczyła tego słowa, nigdy nie zamierzała, a nawet jeżeli to nie miała już później do tego okazji. Zmarła, kiedy chłopiec miał osiem lat. Jak można się spodziewać, jego życie się zmieniło. Zamieszkał wraz z dziadkami, którzy należeli do śmietanki towarzyskiej. Nagle Ethan znalazł się w domu z basenem i pokojówką, a nawet dwiema. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Czuł, że coś jest nie tak, że dziadkowie nie są szczęśliwi, że wcale go nie kochają... Na początku wakacji podsłuchał pewnej rozmowy swoich dziadków, poznał prawdę o sobie, o swoim ojcu... O tym przez co musiała przejść jego matka, zrozumiał dlaczego popełniła samobójstwo. Pełne pogardy spojrzenie dziadka już go nie dziwiło. Przepełnione bólem oczy babki i jej ciągle zatroskana twarz nabrały sensu. On sam za każdym razem, gdy tylko spoglądał w lustro czuł się jak śmieć i nie jeden raz celował pięścią w swoje odbicie, kalecząc ją. Kawałki szkła rozsypywały się po łazience robiąc przy tym nie mały hałas. Kiedy wówczas do pomieszczenia wpadał dziadek, Ethan nie jeden raz czuł, że nie powinno go być na tym świecie.
- Chcesz znać o mnie prawdę? - zaśmiał się żałośnie sięgając po kieliszek wódki - jestem Ethan Moore i powinienem być martwy. Matka powinna zabić i mnie, i mojego... - nie był wstanie nazwać mężczyzny, który zgwałcił jego matkę ojcem. Nie mógł. Nie był w stanie przyznać się przed nikim kim jest, skąd się wziął. Wstał gwałtownie od baru i ruszył w stronę grupki nachalnych i pijanych mięśniaków. Wiedział, że nie ma szans. Jednak czuł do czego może dojść. Co może przeżyć dziewczyna, której się narzucali. Podszedł i bez żadnego słowa przywalił pięścią jednemu z nich. To co działo się następnie było jedynie chwilą. Ostry ból w okolicach brzucha, twarde uderzenie w głowę i ciemność przed oczami. To była jego ucieczka przed wielkim, psychicznym bólem z którym nie potrafił sobie poradzić.
Ethan nigdy nie był złym człowiekiem. Po prostu jego życie potoczyło się zupełnie inaczej i albo bóg ma według niego jakieś specjalne plany, albo po prostu mści się na nim od samego początku. Jednak osiemnastolatek znalazł sposób na radzenie sobie z ciągłym bólem. Narkotyki, alkohol, bójki... Dzięki temu czuje, że żyje chociaż nie jest pewien czy żyć powinien.
Dzięki bogu ma dzianych dziadków, może kariera prawnicza jest jeszcze do zdobycia.
Dzięki bogu ma dzianych dziadków, może kariera prawnicza jest jeszcze do zdobycia.

[Witam administracyjnie i życzę wielu ciekawych wątków i mile oraz produktywnie spędzonego czasu na blogu :)]
OdpowiedzUsuń[Również witam i bardzo dziękuję. Mam nadzieje, że blog nie padnie ;)]
Usuń[Dziękuję bardzo <3 Och oby i Tobie pomysłów nigdy nie brakło :D
OdpowiedzUsuńMało wiemy o Ethanie wiec niestety również nie widzę możliwości powiązania ich, inny kierunek, żadnych zajęć dodatkowych :/ Ale jak coś wymyślę dam znać :D
a jak Ty coś wymyślisz, też się odezwij :3]
Cori Evans
[Hmm, co prawda Agnes jest naprawdę dobrze wychowana, ale mogło jej po prostu coś odbić, więc mogła uciec :D
OdpowiedzUsuńSprawy się zmieniają Ethan się zmienia, Cori też się zmienia. Kiedyś w końcu trzeba znaleźć przyjaciół, więc czemu by nie? :D
Zaczniesz? Czy wolisz, żebym ja zaczęła? Jeśli opcja druga to już jutro, ok? :D]
Cori
[Ethan to pierwsza postać na blogu, więc musiałam zostawić u niego komentarz :3 Trzymam kciuki razem z Tobą, żeby blog nie upadł, więc wysyłam moc weny i pomysłów! :D Niewiele punktów zaczepienia mogłabym znaleźć między Rox i Ethanem, ale jeśli wpadłby ci jakiś pomysł do głowy to śmiało pisz! :D Jestem otwarta na wszystkie wątki - i mogę zaczynać od biedy :D]
OdpowiedzUsuńR.R.T.
[A ja mam. Skoro lubi miec obitą mordke, to mógłby w jakimś klubie skojarzyc Elizabeth. Zauważylby, ze ta jest kompletnie wstawiona i próbowałby przeszkodzić jakiemuś typowi w "odprowadzenia jej do domu". Co ty na to?]
OdpowiedzUsuńElizabeth Wallin
[mogłybyśmy, ale nie wiem, jak tu ich połączyć... Jack mógłby znaleźć nawalonego Ethana i być dobrym pedagogiem i zaprowadzić go do pokoju i chłopak mógłby mu się zwierzyć? sama na razie nie wiem...]
OdpowiedzUsuń[Wiem, nasze postacie są strasznie trudne do związania w jakikolwiek sposób xD ALE wydaje mi się, że pomysł sprzed przemiany jest bardzo dobry :3 Wiesz, w zasadzie to Roxie nie jest aż tak zakochana w sobie, by nie przejmować się innymi, tym bardziej, jeśli byliby w jakimś związku. Mogłaby być nawet jedną z nielicznych osób, które buntują się przeciw jego zmianie :D Jest natrętna, więc nie sprawiałoby jej kłopotu nachodzenie go. Nie boi się osób brutalnych. Myślę, że możemy to przenieść też na teraźniejszość, chyba że nie chcesz, by ktokolwiek "z dobrymi intencjami" zbliżał się do Ethana :D Wtedy możemy pokombinować z przeszłością. I rzecz kluczowa - kto zaczyna? :)]
OdpowiedzUsuńR.R.T.
[spokos, nie ma problemu xd ale Jack znajdzie go po raz pierwszy, ok?]
OdpowiedzUsuńRok szkolny się jeszcze nie zaczął, prawda. Ale całe szczęście, że oni, nauczyciele, mogli tu sobie siedzieć już wcześniej, jak i nie całe wakacje. Ciężko wynająć w końcu mieszkanie na dwa miesiące, nie? Jack nauczył aż trzech przedmiotów, co by się jakoś dorobić i w końcu zamieszkać "na swoim", ale wiadomo jak to jest. Tu alkohol, tam fajki do alkoholu, tu terapia psychoanalityczna, tu trzeba kotu coś kupić... I niby nie zarabia mało, w końcu uczy same bogate dzieciaki. A jednak pieniądze jakoś się go nie trzymały. Smutna życiowa prawda.
No nic, mówi się trudno i płynie się dalej.
Szedł właśnie do swojego pokoju, w siatce niósł zapas alkoholu na przyszły tydzień i żarcia dla Diablo. Chciał dzisiejszy wieczór spędził w miłej i przyjaznej atmosferze, sam ze sobą. Nie było mu to jednak dane. W oddali zauważył jednego z dzieciaków. Cholera, pomyślał. Właściwie mógłby go olać. Ale nie, musiała się odezwać w nim dobra strona, strona pedagoga (dyplom pobrany z internetu, to zadziwiające, ile rzeczy można tam znaleźć...).
Podszedł do niego i poczuł zapach procentów. Pięknie.
- Ej - zaczął. Tak, cóż. Internet. - Wstawaj, zaprowadzę cię do pokoju - mruknął, kładąc dłoń na jego ramieniu. - Mam nadzieję, że nie będziesz rzygać?
Jack.
To, że nie starał się zachowywać cicho, było widać na pierwszy rzut oka.
OdpowiedzUsuńI tak, czemu nie, przyjęcie łapóweczki w kopercie zawsze na propsie. Dodatkowa kasa zawsze się przyda. Zawsze można sobie coś kupić. Alkohol. na przykład, bo nie tylko te durne bachory się upijały, żeby poradzić sobie z problemami. Jack też je miał, również miewał koszmary. Taka była prawda; budził się w nocy, nawet po dziesięciu latach, cały zalany potem, przestraszony, z sercem, które chciało wyskoczyć z piersi.
Jack złapał chłopaka za tył koszulki przy karku i podciągnął, żeby się dzieciak nie wyrżnął i nie zrobił sobie krzywdy. Kojarzył go. Kiedyś go widywał w takim stanie, może nawet kiedyś miał z nim jakieś zastępstwo. Ale gdzie miał pokój? Za cholerę nie wiedział.
- Moore, tak? - zaryzykował, patrząc na niego. Nie wyglądał dobrze. Właściwie wyglądał tragicznie. - Gdzie masz pokój?
Im szybciej mu powie, tym szybciej skończy się to żałosne przedstawienie bez publiczności. Jasne, czasami chciał im pomóc, naprawdę! Ale częściej olewał problemy bogatej młodzieży, bo jakie oni mogą mieć problemy, prawda? Jack nic o tych dzieciakach nie wiedział.
Jack
[Okay, mam dreszcze, gratuluję! Historia tragiczna, strasznie współczuję biednemu Ethanowi ;c I jeszcze bardziej niż mu współczuję to chcę wątku, hah ;) Miło, że ktoś uważa, że Dannie jest ciekawa, starałam się, haha ^^ Wracając do wątku - Dan często lata po mieście, próbując gdzieś dorobić parę groszy (co wyjaśni się kiedyś gdzieś, chwilowo jest tylko w mojej głowie...), a skoro Ethan lubi sobie wypić mogliby na siebie wpaść gdzieś przy wejściu do jakiegoś pubu czy coś. Myślę, że przynajmniej Dannie kojarzy chłopaka - zazwyczaj zna się ludzi ze szkoły. Kombinujemy coś w ten deseń?]
OdpowiedzUsuńDannie Gingers
[Hmm....tak sobie myślę, że może zrobić między nimi relację typowo przyjacielską. Bez żadnych podtekstów, drugiego dna znajomości ;)]
OdpowiedzUsuńLea
[Ethan wygląda na świetnego kompana do picia. Będzie jeszcze lepiej, jeśli znajdzie przypadkiem Hannah w łazience pod umywalką albo w równie innym, dziwnym miejscu i się do niej przyłączy. A że w sumie dziewczyna złapie głębokiego doła, wypije więc za dużo i skończy się to standardowo sesyjką z panem klozetem.
OdpowiedzUsuńNie wiem, mógłby jej pomóc dojść do pokoju albo chociaż przytrzymać włosy. Bo Hann raczej sprawia wrażenie grzecznego dziecka i z pewnością nikt nie wie o jej małym problemie alkoholowym, a już na pewno jej organizm nie jest przyzwyczajony do przyjmowania trucizny w takich ilościach (;
Swoją drogą, bardzo dziękuje za miłą opinie!]
Hannah
[Byłabym wdzięczna za zaczęcie, dziś jestem jednym wielkim stresem, więc nie bardzo sie nadaje do zaczynania ;/]
OdpowiedzUsuńLea
Czasami jedyne, co można było robić, to po prostu położyć się na podłodze i zacząć się śmiać. Śmiać się ze swojego żałosnego życia i z tego, co się z nim robiło, bo nie potrafiliśmy odpuścić, bo cały czas tkwimy w jednym i tym samym, zamiast ruszyć dalej i żyć dalej. Albo chociaż spróbować.
OdpowiedzUsuńJackowi wydawało się, że próbował i miał wrażenie, że nieźle mu to idzie. Ale wspomniane wcześniej koszmary dawały o sobie znać co kilka nocy i wspomnienia nie pozwalały o sobie zapomnieć. Psychoanalityk nie pomagał, alkohol też nie, soczek też nie. Diablo wyciągał tylko choroby, szkoda, że nie może wyleczyć i Jacka.
Westchnął ciężko. Durne bachory. Upiją się, a potem weź człowieku spróbuj im pomóc.
- Świetnie, sprawdzimy wszystkie po kolei, póki któryś nie okaże się twój.
On miał czas. Tak, nagle znalazł czas (przecież siedział tu z nim, a mógł już dawno iść do domu i tak dla odmiany poużalać się nad sobą, a nie słuchać nawalonych nastolatków), aby odprowadzić go do pokoju, położyć grzecznie do łóżka i wrócić do siebie.
Zaczął go więc prowadzić w stronę schodów. Przytrzymywał go za koszulkę, ale wkrótce zrezygnował z tego pomysłu; to było niebezpieczne, chłopak chwał mu się, a wolał, żeby nie uderzył głową w ścianę. Objął go zatem jedną ręką w pasie, a jego zarzucił sobie na szyję. Wcześniej takie bliskie spotkania z uczniami miewał tylko na zajęciach z aktorstwa. No nic, może Moore nie zacznie krzyczeć, że Jack się do niego dobiera czy coś. No, wszystko jest możliwe.
Jack
[Powoli kończę kurs na prawko, no niekoniecznie kończę, bo w połowie jestem i jutro mam 4 godzinę jazd, będę jeździć po mieście i na pewno trafię na te przeklęte ronda, których w moim mieście od zarypania i ciut ciut ;/ Nienawidze rond i przez to ten stres ;/
OdpowiedzUsuńJestem gdzieś do 2, więc nie musisz sie spieszyć, jeśli jeszcze dziś chcesz zacząć :)]
[Słaba ze mnie wymyślaczka, mam nadzieję, że uda mi się to wszystko sensownie ujać, trzymaj kciuki ;)]
OdpowiedzUsuńKolejny raz udało jej się dorwać małą tymczasową posadkę w pobliskim teatrze. Nic wielkiego, ale trochę grosza mogło wpaść do przeraźliwie pustej kieszeni, a to już coś. Elegancko ubrana stawiła się na miejscu przed czasem. Robiła za kulturalną szatniarkę, chodziła więc z uśmiechem przyklejonym do twarzy przez bite dwie godziny. Kolejni goście schodzili się, drwiąco rzucając w jej stronę lekkie kurtki i nieprzyjemne docinki. Nawet w takim stroju nie mogła przypominać kogoś z wyższej półki. Przyzwyczajona do tego jednak odpowiadała jeszcze uprzejmiej - musiała, w końcu za to jej mieli płacić. Po zakończonej pracy otrzymała garść banknotów i dziarsko wymaszerowała z teatru. Praca nie była najgorsza, jednak dziewczyna była rozgoryczona i miała naprawdę podły nastrój. Nerwowym krokiem przemierzała kolejne ulice, chcąc się trochę przewietrzyć przed powrotem do internatu. Mijała kolejne szyldy, powoli się uspokajając. Było dość późno, z każdego mijanego pubu rozlewał się charakterystyczny alkoholowy zapach, który gryzł Danielle w nos. Prychnęla kolejny raz nerwowo, kiedy wprost na nią z kolejnych drzwi wytoczył się jakiś chłopak.
- Zostaw mnie - warknęła gdy ten oparł się o nią, próbując utrzymać równowagę.
Gin
Chyba jeszcze nigdy nie była na nikogo tak zła.
OdpowiedzUsuńCóż, raz jak była mała, jej kuzyn zrzucił jej loda na podłogę. Była wściekła. Rozpłakała się i jak na zawołanie otrzymała kolejnego, dwa razy większego. Ale w ciągu tych kilkunastu lat zdołała już nauczyć się, że nie wszystko da się zdobyć za pomocą płaczu. Ludzie kupują to do czasu, kiedy jesteś mały. Albo kupują, kiedy są od ciebie starsi. Niestety rówieśnicy z reguły ignorują wszelkiego rodzaju beksy, nie mające okazji zaistnieć. I trudno im się dziwić. Kto chciałby, żeby wizerunkiem szkoły stał się jakiś mazgaj? Niestety czasami nawet najlepszym i najtwardszym zawodnikom pękają nerwy.
Roxanne nie lubiła płakać. Naprawdę nie robiła tego nigdy. Ostatni raz w jej oczach pojawiły się łzy, kiedy powiedział jej, że muszą się rozstać. A potem, kiedy zobaczyła jak ten debil stacza się coraz bardziej, przekreślając swoje wszystkie szanse na przyszłą karierę.
Podeszła do kiwającego się na schodach Ethana nie wyczuwając do końca czy jest pijany, czy może naćpany i pokręciła głową w karcącym geście.
- Spowiadaj się. Co ci znowu odbiło?
R.R.T.
[wybacz jakość, telefon nie radość. Laptop zabrany. Jutro będzie to w lepszym stanie]
Mógł liczyć, jakoś szczególnie mu to nie przeszkadzało. Przynajmniej wiedział, że chłopak żyje i nie zamierza mu w najbliższym czasie paść…
OdpowiedzUsuń- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale to chyba musi być fascynujące – mruknął, starając się brzmieć optymistycznie dla słowa „fascynujące”, ale mu nie wyszło. Jak zawsze.
Oczywiście, że nie mogli przejść drogi do pokoju w spokoju. Jack cieszył się, że zrezygnował ostatecznie z windy. Wtedy mieliby większy problem, aczkolwiek szybciej znaleźliby się na miejscu. On nie zamierzał po nim oczywiście sprzątać. Westchnął ciężko, kląć na swoje serce, któremu nagle zachciało się pomagać pijanemu uczniowi.
Wyjął z kieszeni paczkę chusteczek, wyjął z nich jedną i bez słowa podał ją chłopakowi.
- Chodź, im szybciej się położysz, tym lepiej – powiedział po kilku chwilach ciszy, kiedy stwierdził, że chłopak już jako tako się uspokoił.
Jack
Przez jej kręgosłup przeszedł nieprzyjemny dreszcz, gdy do jej nosa dotarły alkoholowe opary, tym razem pochodzące nie od jakiegoś marnego pubu, a od chłopaka, którego miała naprzeciwko. Westchnęła nerwowo, wzdrygając się ponownie. Zmierzyła go szybko wzrokiem i tylko to powstrzymało ją przed zwyczajowym daniem z liścia i jak najszybszą ucieczką. Znała go. Po chwili dopasowała do jego twarzy nazwisko. Ethan Moore. Widziała go wielokrotnie na korytarzach. Chwilę z lekkim niesmakiem patrzyła na to, jak chłopak usilnie walczy z grawitacją. Zaraz otrzepała się, kolejny raz wzdrygnęła, by wsadzić ręce do kieszeni.
OdpowiedzUsuń- Miło był cię zobaczyć, Moore. Miłego picia. Truj się - burknęła, zaraz przerzucając włosy przez ramię i robiąc krok, by go wyminąc i w świętym spokoju odejść.
Znała ten wzrok i ton głosu zbyt dobrze. Wystarczyło jej jedno spojrzenie, by przejrzeć go na wylot. Nie próbowała go unikać na korytarzach, jak robilaby większość "byłych". Nie starała się zachować pozorów, że jest on najgorszym idiotą na świecie i że od zawsze taki był, tylko ona była ślepa. Dla niej Ethan zawsze był kimś wspaniałym. I jedyną rzeczą, która uwierała ją w jej życiu, była właśnie nieświadomość przyczyny ich rozstania.
OdpowiedzUsuńNie naciskała na niego. Jasne, była natrętna i zawsze stawiała wszystko na jedną kartę. Robiła cokolwiek mogła, by wydobyć z kogoś prawdę i po prostu nie znosiła sprzeciwu. Dlaczego więc nie umiała przycisnąć Ethana do mówienia? To był jeden z tych cholernych przypadków, kiedy człowiek nie jest w stanie pomóc drugiemu człowiekowi, mimo że bardzo tego chce. I nieważne ile będzie modlił się do Boga i tak efekt będzie taki sam. Testowała to już z Moorem wiele razy.
Oparła dłoń na biodrze i pokręciła z politowaniem głową, widząc w jakim stanie się znajdował. Nie chciała wiedzieć co tym razem spalił, wciągnął, wziął lub wstrzyknął. Widok ranił ją i podburzał, dlatego tym bardziej nie miała zamiaru zostawić go tam samego.
- Spójrz na siebie. Wyglądasz jak ostatnie nieszczęście.
Prychnęła, rozglądając się po korytarzu.
- Co masz zamiar teraz zrobić? Jesteś tu sam. Zabijesz się w drodze do pokoju.
Burknęła, zaraz zajmując miejsce na schodach obok niego.
R.R.T.
[nienawidzę tego co piszę xd jutro będzie lepiej, przepraszam xd jestem juz zmęczona chyba xd]
[Męsko- męskie to dla mnie lekki problem, ale jak wpadnę na ciekawy pomysł od razu się zgłoszę :D]
OdpowiedzUsuńGareth.
[Witam się i zapraszam do wątku. Obecnie nie mam pomysłu, jak coś wymyślę to dam znać. :)]
OdpowiedzUsuńCristin de Von
[Wybacz, że wczoraj(dzisiaj) nie odpisałam, ale po prostu padłam ze zmęczenia i nie byłam w stanie się ruszyć. Jeśli masz ochotę zacząć, nie mam nic przeciwko. Będę bardzo wdzięczna. (;]
OdpowiedzUsuńHannah
Razem z Agnes siedziały w altance. Corinne nieustannie machała pędzlem na wszystkie strony kompletnie niczym się nie przejmując. Nic jej teraz nie obchodziło. Nie czuła nic oprócz emocji przelewanych na płótno. Co chwila maczała włosie pędzla w innym kolorze. Teraz nawet nie była pewna co maluje. Malowała dla siebie, dla relaksu nie na sprzedaż, więc co za różnica czy wyjdzie jej pejzaż czy abstrakcyjne dzieło?
OdpowiedzUsuńNie patrzyła na zegarek, jedynym sygnałem mijającego czasu, oprócz malejącego czystego miejsca na płótnie, były odległe dźwięki muzyki.
W pewnym momencie mrugnęła kilka razy i spojrzała na dzieło.
- Nie jest źle ale mogłoby być lepiej - mruknęła pod nosem. Wyjrzała przez okno altanki. Słońce powoli schodziło za horyzont, wcale mu się nie spieszyło. Po chwili jednak dostrzegła podobieństwo między swoim obrazem a sytuacją z zewnątrz. Chciała odnieść wszystkie rzeczy do pokoju a później może poszłaby na basen? Albo do ogrodu? Jeszcze nie wiedziała. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu kotki.
- Cholera, Agnes nie chowaj się, kicikici - zawołała kotkę już poddenerwowana. Zabrała swoje rzeczy i skierowała się do swojego pokoju licząc, że po drodze spotka swojego zwierzaka.
Po drodze pytała każdego czy widział małego, słodkiego, czarnego kota. Niestety, nikt nie widział.
Wchodząc do internatu Cori usłyszała znajome miauczenie, a raczej pomiaukiwanie. Czym prędzej ruszyła w stronę znajomego dźwięku.
- Agnes, kicia - zawołała.
Po chwili stała przed chłopakiem, który na rękach trzymał jej kotkę.
[Mam nadzieję, że pasuje :D]
Cori
[Jeśli mam być szczera, to i ja nie mam za dobrych wspomnień z wątkami męsko-męskimi - jakoś zawsze szybko robiło się to nudne i później pisałam już tak z przymusu i dla zasady. Gdybym chociaż miała jakiś naprawdę dobry pomysł... ale na chwilę obecną niestety nie mam. Oszczędzę nam więc niepotrzebnej męki i nie będę rzucać niczym banalnym, bo to bez sensu :D
OdpowiedzUsuńNiemniej jednak wątek z Ethanem bym chciała, bo go uwielbiam :D Planowałam zrobić kobietę, ale jest ich już tutaj sporo, więc może uda mi się ją powołać do życia, kiedy sytuacja się nieco unormuje i wtedy coś ciekawego razem zbudujemy :D
Wprost się nie mogę doczekać! :)]
Aidan
[Cześć. Cieszę się bardzo, że podoba ci się moja postać. Szczerze mówiąc trochę się bałam publikując kartę, ponieważ pierwszy raz opublikowałam swój tekst. Tak to pisałam do szuflady. ;)
OdpowiedzUsuńA masz może jakiś pomysł?]
[cos czulam, ze mnie obserwuja *rozglada sie na boki w poszukiwaniu innych* No milo mi to slyszec ;) No ja tez myśle (albo i nie - spac!!!! *_*) chec zawsze mam ale juz nie mysle... jakies propozycje?]
OdpowiedzUsuńGabi.
Lea nigdy nie przywiązywała się do ludzi, chyba głównie dlatego, że w jej krótkim życiu nikt na długo nie grzał miejsca. Przywykła, że ma tylko braci i to ich się zawsze trzymała, każda inna osoba była jak intruz w jej otoczeniu. Tak było do teraz, nie mniej, jedna osoba wkradła się w jej życie i została. Ethan, to doprawdy ewenement, że akurat on stał jej się tak bliski. Traktowała go jak przyjaciela, czasami jak brata. Lubiła go na poziomie całkiem bezpiecznym i coraz częściej szczerze martwiła się o chłopaka.
OdpowiedzUsuńWiedziała, że chłopak ma swoje tajemnice, ale to jak każdy. Wszyscy coś kryli przed światem, ona też nie była wyjątkiem w tym.
Dziś wstała, zaliczyła kilkukilometrowy bieg jak zwykle gdy było ciepło rano, wzięła prysznic i ubrana, odświeżona poszła do Ethana.
Zapukała mało delikatnie i zaraz zmrużyła lekko oczy, robiąc złą minkę kiedy zobaczyła przyjaciela. Widziała, że dopiero wstał, ale co bardziej denerwowało widać było po nim, że kac morderca trzyma się go blisko, wręcz tuli nie dając oddychać i myśleć.
- Ethan – westchnęła już spokojna i nieco zmartwiona. Wepchnęła go do pokoju i skrzywiła się na woń alkoholu w powietrzu. Dużo musiał tu wychuchać procentów. Zamknęła drzwi i poszła otworzyć okno by przewietrzyć pomieszczenie.- Miałeś nie pić tyle – odwróciła się do niego.
[Przeżyłam jazdę! :D Załapałam się tylko na 3 ronda, ale to łatwe było :) Ja bardziej lubie skrzyżowania nieoznakowane bo tam łatwa zasada prawej strony :p
a początek dobry jest :)]
Obróciła się gwałtownie w jego stronę, zaciskając pięści ukryte w kieszeniach kurtki. Zmierzyła go niedowierzającym wzrokiem, unosząc wysoko obie brwi. Prychnęła, nie wiedząc, co miałaby odpowiedzieć. Tupnęła, czując wzbierającą się w niej złość. Rzuciła mu jeszcze jedno nerwowe spojrzenie, po czym westchnęła głośno, próbując się uspokoić.
OdpowiedzUsuń- Moore, ledwie trzymasz się na nogach - warknęła. - Wywalili cię z pubu, co? A ja raczej stronię od alkoholu - stwierdziła dumnie.
Powinna zwyczajowo zarzucić włosami, jeszcze raz tupnąć i odejść, by o sensownej godzinie wrócić do internatu. Powinna uciec jak najszybciej, ukryć się w swoim łóżku z książką i pozwolić sobie na chwilę relaksu. Nie zrobiła tego i nie potrafiłaby wyjaśnić, dlaczego nie zachowała się jak zawsze. Stała, wpatrując się w niego wyczekująco.
- Poza tym nie lubię wódki - westchnęła w końcu, powoli się odwracając, jakby niepewnie.
[ Hej :) Nie przejmuj się, takie wątki też nie są moją najmocniejsza stroną, anie ma co pisac na siłę ;> ]
OdpowiedzUsuńLogan
[Może byliby gdzieś na jednej imprezie. Kojarzyli się ze szkoły, to oczywiste, może nawet znali się tak o, na cześć.I na tej imprezie kilku kolesi zaczęłoby coś się nachalnie przystawiać do Cruellki, a E. chciałby ją jakoś ratować?]
OdpowiedzUsuńCruella de Vill
Jack odwrócił na chwilę wzrok. Czy wyglądał tak samo? Dziesięć lat temu? Kiedy upijał się, a potem wracał do domu, wyglądając kompletnie żałośnie i źle? Kiedy nie przejmował się niczym, a jedyne czego chciał, to zmniejszyć ból?
OdpowiedzUsuńZacisnął pięści. Chciałby już wrócić do pokoju, ale to nie miało sensu. Jak już tu jest, jak już zaczął, to skończy.
Jack złapał klucze w dłoń, wyrywając mu je z jego. No i nie można było tak od razu, co? Najpierw trzeba powkurzać biednych ludzi, a potem pochwalić się swoimi zdobyczami.
- Bo mogę - odpowiedział na jego pytanie. - Chodź już, Moore. Noc nie będzie trwała wiecznie.
Chociaż, kogo to obchodzi, i tak mają wolne jutro.
Jack przeczytał numerek pokoju. Dobra, to niedaleko. Jeszcze trochę i się z nim pożegna. Na jakiś czas. A że już zwymiotował, istniała szansa, że już więcej tego nie zrobi. Ale kto wie.
Jack
[taa tylko ze jak teraz pojde to pewnie.. wstane w nocy xD moze cos prostego np. zauwazył ze niesie ciezkie tomiska z biblioteki i poza gorka nic nie widzi xD]]
OdpowiedzUsuńGabi.
Ból...
OdpowiedzUsuńWidziała go w jego oczach. Czuła go w ramionach, kiedy ściskał je, próbując wycisnąć z niej coś, co mogłoby mu pomóc. Ale ona najzwyczajniej nie potrafiła tego zrobić. Nie umiała go wesprzeć, nie potrafiła zapalić lampki na końcu tunelu, po którym kroczył samotnie, obijając się o lodowate ściany, zamroczony jakimś świństwem niezidentyfikowanego pochodzenia. Nie wiedziała jak wyciągnąć do niego dłoń, by mógł ją chwycić, jednocześnie nie spadając z klifu lub nie ciągnąc jej w dół ze sobą. Nie potrafiła pomóc mu, jak on pomagał jej wiele razy. Nigdy jej nie zawiódł. A teraz ona odpłacała się głupim uśmiechem i paczką fajek, kiedy jemu kończyły się wszystkie zapasy. A teraz drżał, opierając się o ścianę, nieświadomy nawet tego, co dzieje się z jego ciałem, niepojmujący jak ważne rzeczy rozgrywają się właśnie w jej umyśle, w jej sercu, gdzieś, gdzie głęboko żywiła jeszcze nadzieję, że dawny Ethan powróci. Że znowu uśmiechnie się do niej na szkolnym korytarzu, z czułością odgarnie jej włosy bądź też po prostu uraczy ją swoją obecnością.
- Nie potrafię.
Wyszeptała, zaciskając powieki, ponownie opadając na zimne schodki i wplątując palce w swoje włosy. Szarpnęła za nie, próbując się uspokoić. Zalewała ją fala nieznajomych emocji. Nie wiedziała co ma zrobić. Była... Bezradna.
Podniosła się z podłogi i pokręciła gwałtownie głową. Wyciągnęła dłoń i złapała go za rękę, usilnie ciągnąc w górę schodów.
- Nie zostawię cię tu. Musisz wrócić do siebie.
[Popieram. Dziś również jestem w lepszej formie :D]
R.R.T.
Sama nie wiedziała, po co to wszystko robi. Po co pije, po co wychodzi do klubów, choć nie ma nastroju na zabawę. Po co kolejny dzień z rzędu wciąga kokę w kiblu, by później chodzić chwiejnie i przyciągać spojrzenia napalonych facetów, którym i tak się odda, za co kolejnego dnia będzie się z całego serca nienawidzić? Robiła to już chyba z przyzwyczajenia, dlatego, że nie potrafiła z tym wszystkim skończyć i po prostu wrócić do normalności, która zgubiła dawno temu.
OdpowiedzUsuńNie miała ochoty rozmawiać z tymi facetami. Przyszła z koleżanką, ale tamta najwidoczniej się już z kimś ulotniła, albo rzygała w toalecie. Cruella siedziała spokojnie w kącie baru, który swoją drogą krzyczał "Zbadajcie mnie, przenoszę choroby!", i obserwowała ludzi. Ale ludzie też obserwowali ją. Zachowywała się dziwnie? A może to włosy przyciągały ich uwagę? Koleś który do niej podszedł śmierdział przetrawionym piwem, jak ktoś, kto pije od kilku dni. Był obrzydliwy, przy tym ogromny, nie miałaby z nim szans. Nogi były na tyle wiotkie, że nie mogła po prostu odejść. Pozostawało jej tylko patrzyć, jak zbliża się kolejny facet. Sama nie wiedziała, czy jeżeli teraz dla świętego spokoju da im się przelecieć, to będzie to gwałt?
Nie musiała z nimi nigdzie iść, bo pojawił się Moore, chłopak ze szkoły. Też był już widocznie wstawiony, bo próbował ją ratować przed kolesiami, którzy byli od niego z połowę więksi. Nie mniej jednak, okazał się być jej obrońcą. Przysunęła się do niego i oparła blady, chłodny policzek o jego ramię. Uśmiechnęła się. Objęła go wątłymi ramionami.
-Już myślałam, że po mnie nie przyjdziesz - powiedziała lekko się jąkając
Może uda im się wyjść bez szwanku?
Cruella de Vill
[nic nie przeszkadza, fajnie że nie musiałam zaczynać :D]
[Cześć! :)
OdpowiedzUsuńPatrzę na zdjęcie tego pana, patrzę i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ma lekkiego zeza :D No, mniejsza.
Jest może chęć na jakiś wątek z powiązaniem? Szczerze mówiąc średnio idą mi wątki, w których bohaterowie pierwszy raz się spotykają...
W każdym razie ślicznie dziękuję za powitanie.]
Anaya
Świetnie nauczać młodzież? Ha, do tego trzeba było mieć nerwy i powołanie. On nie miał tych rzeczy. Sam nie wiedział, po co się w to bawił. Bo lubił ich dręczyć, tak chyba tak. No i był taki okres w jego życiu, że musiał zdecydować się na coś innego niż podróżowanie po świecie i zdobywanie pucharów w swojej ulubionej drużynie koszykarskiej.
OdpowiedzUsuńDzieciaki. Takie bezmyślne. Tak, chętnie wróciłby do czasów, kiedy nie musiał się o nic martwić. Idealnie wręcz.
- Wątrobę sobie zepsujesz do dwudziestki, Moore - zauważył, podchodząc z nim do odpowiednich drzwi. Przekluczył je i otworzył.
Zapalił światło, odnajdując wzrokiem jego łóżko. Posadził go na materacu i uchylił mu okno na noc, żeby miał trochę świeżego powietrza. Ba, nawet udało mu się znaleźć w łazience miskę i położył mu ją przy łóżku, wiadomo po co i dlaczego.
Nim wyszedł spojrzał na niego raz jeszcze.
- Potrzebujesz jeszcze czegoś? Czego, co ewentualnie mogę ci dać?
Jak mu teraz wyskoczy z alkoholem, go nie zawaha się i strzeli mu w łeb.
Jack
[Pomysł mam, aczkolwiek nie wiem, czy przypadnie Ci do gustu ;)
OdpowiedzUsuńRok wcześniej, kiedy Anaya dowiedziała się, że Noah ją zdradza, zaczęła sobie szukać kogoś "do zdrady". No i początkowo upatrzyłaby sobie Ethana na jakiejś imprezie, ale tak trochę z nim posiedziała, trochę posłuchała, jak gada zapijaczony i odkryła, że to w sumie bardzo smutny człowiek jest i tak jakoś go sobie odpuściła i od tego czasu trochę go stalkuje, bo martwi się tym, co jej tam nagadał tego wieczora i tym, że trochę przesadza z używkami. Nie wiem tylko, czy mogę sobie tak pozwalać na włażenie w Twoją historię, możemy to minimalnie zmodyfikować jeśli będzie taka potrzeba. Może jakoś rozwiniesz wątek ;)]
Anaya
[Jest okay :D]
OdpowiedzUsuńKamień spadł jej z serca. Bała się, że zgubiła kotkę. Tylko co jej odwaliło, żeby uciekać?! Nigdy nie miała takiego zwyczaju! Dziewczyna bardzo się martwiła. Całe szczęście, że znalazła ją tak szybko.
- Przepraszam, która godzina? - zapytała niepewna tego ile czasu poświęciła na obraz. Mogła minąć godzina albo pięć...
- Tak w ogóle to jestem Cori, a to cudowne stworzenie to Agnes, moja kotka - przedstawiła się. - Wyciągnęłabym dłoń, ale jak widzisz nie mam żadnej wolnej. Skoro już ją trzymasz mógłbyś mnie odprowadzić do pokoju, żebym zostawiła swoje rzeczy - gadała jak katarynka. Skąd u niej ten nagły słowotok?
Chłopaka wyraźnie coś trapiło,a ona głupia nawet nie spytała co mu jest i czy może mu jakoś pomóc. Ale może nie chciał o tym mówić?
OdpowiedzUsuń- Dziewiąta?! -krzyknęła zdumiona. Gdy poszła malować była 15. Spędziła na malowaniu 6 godzin! Że też nie burczy jej w brzuchu... Cori lubiła jeść, pomimo, że niekoniecznie to po niej widać. Już dawno powinna zatopić zęby w jakimkolwiek posiłku. Gdy dotarli pod jej pokój weszła do środka i odstawiła rzeczy na swoje miejsce po drodze zgarniając bluzę. Odwróciła się twarzą do chłopaka.
- Myślisz, że kawiarenka jest dalej czynna? Ostatnie sześć godzin malowałam i jestem cholernie głodna - wyznała z błyskiem głodomora w oku.
Popatrzyła na Agnes która zeskoczyła z rąk chłopaka i ułożyła się wygodnie na łóżku dziewczyny.
Zacisnęła zęby, patrząc jak osuwa się po ścianie. Oczy zaszły jej łzami. Obraz, który widziała był rozmazany. Westchnęła ciężko, chowając twarz w dłoniach. Nie może się rozpłakać.. Nie rozpłacze się...
OdpowiedzUsuńSerce waliło jej niemiłosiernie, jakby chciało krzyknąć za nią: Halo! Ethan! Obudź się! Gdzie się podziałeś?!
Pokręciła głową, powoli unosząc na niego wzrok. Czuła się koszmarnie. Wyciągnęła rękę i niepewnie musnęła palcami wierzch jego dłoni. Za dobrze znała go wcześniej, żeby nie znać go choć trochę teraz. Chciał i nie chciał, żeby go zostawiła. Liczył, że jeśli odejdzie, będzie mu łatwiej. Że znikną głupie myśli, które uciskały jego czaszkę, doprowadzając do stanu, w jakim się właśnie znajdował. Ethan był uzależniony. Roxanne nigdy nie chciała wiedzieć od czego i teraz też nie zamierzała tego sprawdzać. Nie chciała nigdy zobaczyć kogoś na głodzie, tym bardziej jeśli w przyszłości miałby to być Moore. Chciała go uwolnić z tego narkotykowego amoku.
Nie przyjęła do serca jego obietnicy - przynajmniej miała taką nadzieję. Niepotrzebne były jej kolejne powody do rozmyślań.
- Doskonale wiesz, że nigdzie nie pójdę. A jeśli ty nie chcesz iść ze mną, to będziesz zmuszony tu ze mną nocować.
Mimo wszystko uśmiechnęła się, starając zachować w sobie resztki pogody ducha. Sytuacja była koszmarna. Chłopak mógł być marudny, ale przecież nie mógł opierać się jej przez wieczność. No po prostu nie mógł. Prawda?
R.R.T.
[iwufvnguerdsjndicjk ZMIENIONE ZDJĘCIE *W*]
Była wdzięczna losowi za to, że nikt nikogo nie uderzył i że ktoś ją wybawił.
OdpowiedzUsuń-Zost zostaniesz więc gołym ryc rycerzem, bo złotą zbroję od oddam za kokainę - powiedziała lekko się jąkając i wymawiając każde słowo bardzo powoli. Próbowała sobie przy tym przypomnieć jak on miał na imię. Moore, to na pewno ale imię? Eric? Nathan? Ethan! A może jednak nie? Lepiej będzie, jak zwracać się dzisiaj do niego będzie po nazwisku.
Nie sądziła by kolejny drink był dla niej dobry. Ledwo już siedziała. Mieszanie narkotyków i alkoholu nigdy dobrze jej nie wychodziły. Miała w sobie tyle energii, którą wywołała działka, a z drugiej strony wódka przytępiła możliwość ruchów, ograniczała ją totalnie. Nienawidziła tego stanu. W tych chwilach żałowała wszystkich swoich decyzji oraz pragnęła obudzić się już trzeźwa kolejnego dnia, z ogromnym kacem, który nauczy ją pokory i oduczy picia.
Cruella de Vill
- Świetnie! Idziemy? Aguś idziesz z nami - zawołała do kotki a gdy ta tylko wyciągnęła się i po chwili wróciła do bycia kłębkiem futra w odpowiedzi zamknęła drzwi i wyszła z chłopakiem z internatu.
OdpowiedzUsuń- Daleko to? - zapytała czując narastający głód. - Jesteś nowy? Jakoś cię nie kojarzę - przyznała szczerze. Szczerość to podstawa, po co zaczynać od kłamstwa?
No, spodziewał się takiej odpowiedzi. Pogładził dłonią kieszenie spodni. Wyjął z niej paczkę papierosów i otworzył ją, podsuwając ją pod nos ucznia. Boże, tak bardzo lamił, będąc nauczycielem… I don’t care, jak to śpiewali.
OdpowiedzUsuńRobił to wszystko w milczeniu, te fajki, ta zapalniczka, którą podpalił i sobie, i jemu. Usiadł obok niego, przecierając oczy dłonią.
Nagle się roześmiał. Śmiech przez łzy, nadal jest śmiechem, co nie?
Ale przestał. Boże, co on tu w ogóle robił, z nim, z uczniem, pijanym uczniem. Któremu na dodatek dał fajkę. No, nauczycielem roku to on nie zostanie.
Spojrzał na niego dopiero po chwili. Widział jego minę, znał ten wyraz twarzy doskonale.
- Co jest, Ethan? Co się dzieje? – zapytał.
Już nie myślał o tym, że nie powinien tego robić, że to nie w jego stylu i tak dalej. Jack się o niego martwił. Naprawdę zaczynał się bać o tego dzieciaka. Nie sądził, że to wszystko przez manipulację alkoholu i czegoś więcej.
Jack
heroina nigdy jej nie ciekawiła. Lubiła swoją kokę i to co się po niej działo. Nie przejmowała się tym, że coś jej się stanie z nosem -a miewała już takie koszmary, że wypadał jej kolczyk wraz z przegrodą nosową, że od palenia kraku zniszczą jej się zęby, że uzależni się i trafi na odwyk. To nie było ważne. Ważny był ten stan i ta błogość która ją ogarniała, kiedy była pod wpływem. Sączyła swojego drinka na prawdę powoli.
OdpowiedzUsuń-Jak to wy wypiję do końca, to pa padnę zgo zgonem i prócz fuchy ryc rycerza dostaniesz jeszcze fuchę taksówkarza. -uśmiechnęła się lekko, a jej oczy były już zupełnie nieobecne. Nie wiedziała czy to już koniec czy to dopiero początek wieczoru. Czasami bywało tak, że przespała się godzinkę i wracała do zabawy, po takiej godzince snu mogła pić dalej ile chciała i czuć się coraz lepiej, zamiast coraz gorzej.
Cruella de Vill
[Jeeeezu, ja tak czytam już kartę z trzeci raz, i nadal nic mi nie wpada do głowy oprócz imprezy, co jest już tak pospolite i nudne:C]
OdpowiedzUsuńSophie
- Pewnie tak. Na jaki chodzisz? Ja chodzę na informatykę - powiedziała entuzjastycznie. Widziała, że chłopak nie ma humoru więc miała nadzieję, że jej optymizm i mu się udzieli. Już powoli zaczynał się uśmiechać.
OdpowiedzUsuńŻwawo szła za chłopakiem, w końcu chciała zjeść coś ciepłego jak najszybciej to możliwe!
- Może opowiedz mi o sobie, jeśli chcesz! Chętnie wysłucham - zaśmiała się i dodała - tak, potrafię słuchać, nie zawsze tyle gadam, po prostu czasami jest tak, że włącza mi się niekontrolowany słowotok, po prostu to ignoruj - uśmiechnęła się ciepło podążając za nim. - Daleko jeszcze?
[Chyba, że zrobimy coś takiego: Isabelle zostaje zaciągnięta na imprezę przez entuzjastycznie nastawione nowe znajome, którym za nic w świecie nie chce powiedzieć co się jej wydarzyło i że ma złe wspomnienia itp. Ethan jeszcze trzeźwy ją zauważa jak Isabelle przestraszona siedzi w kącie i wtedy mógłby się zainteresować i zagadać. Co ty na to?]
OdpowiedzUsuńNie marnujmy? Ha, dobre sobie. Już ją sobie marnowali.
OdpowiedzUsuńAle jeszcze nie było za późno, jeszcze mógł wyjść i zapomnieć o tym wszystkim.
Jack patrzył na niego uważnie i zrobiło mu się przykro.
- Mów, Ethan – powiedział spokojnie, cicho, żeby go nie wystraszyć, a zachęcić do rozmowy. Niektórzy mówili, że jego głos sprawiał, że ludzie się otwierali, a jak coś ich bolało, to choćby przed samymi sobie czy też przy innych przyjaciołach nie płakali, tak przy nim łzy leciały. Może jednak aż tak nie minął się z powołaniem.
Pozwolił sobie nawet na położenie dłoni na jego drżących. Patrzył na niego spokojnie, z uwagą. Nie zamierzał go teraz zignorować czy wyśmiać. Jeśli jednak się okaże, że to jakaś błahostka i dzieciak sobie z nim pogrywa… Nie będzie miło, zdecydowanie nie będzie miło.
Jack
[Uzbroję się w cierpliwość :D]
OdpowiedzUsuńSophie
- Okay! Skoro tak twierdzisz to nie będę naciskać - uśmiechnęła się przepraszająco. Prawo, no tak. Raczej nie mieliśmy okazji się poznać. Dziękuję ci za znalezienie Agnes, nie wiem co bym zrobiła gdybym jej nie znalazła - nagle ton dziewczyny zrobił się smutnawy. - Dobrze, że już niedaleko! Co tam podają? Chociaż nie, może nie rozmawiajmy o jedzeniu jeszcze zjem własną bluzę zanim dojdziemy do tego twojego tajnego miejsca - zaśmiała się mimo, że jej żart wcale nie był śmieszny. Chciała po prostu rozweselić chłopaka. - O czym chciałbyś porozmawiać?
OdpowiedzUsuń[Pewnie, Twoja wersja mi pasuje ;) Może być taki wątek?]
OdpowiedzUsuńAnaya Campbell była ze stali. Zapatrzona w siebie, złośliwa, pyskata, patrząca z góry na innych zołza, która zawsze robi wszystko po swojemu nie bacząc na konsekwencje. Tak, taki wizerunek wśród innych uczniów całkowicie jej odpowiadał. Serce z kamienia, królowa śniegu. Lubiła to, że inni czuli przed nią respekt, dlatego nikt, absolutnie nikt nigdy nie mógł dowiedzieć się, że ta właśnie Anaya się o kogoś martwi. I przejmuje losem innym, niż jej własny.
Ethana poznała, gdy była na pierwszym roku. Na jakiejś imprezie. Lubiła przebywać ze starszymi chłopakami, bo oni zawsze mieli alkohol i papierosy. Nic nadzwyczajnego w jej przypadku.
Szczerze powiedziawszy z początku chciała go tylko zaciągnąć do łóżka, ze swoich własnych, egoistycznych pobudek, żeby wkurzyć Noaha.
nadawał się idealnie, ale jeden wieczór spędzony w jego towarzystwie zrujnował jej wszystkie plany. Początkowo była na niego zła. Jak rozkapryszone dziecko wściekała się, że Ethan nie był takim człowiekiem, jakiego wyobrażała sobie Campbell. Był jakiś taki... przybity. Smutny. Jakby był przerażony faktem, że w ogóle żyje. Było jej go szkoda.
Od czasu do czasu widywała się z nim, niby przypadkiem, na różnych imprezach, starając się zmusić go do mówienia o tym, co zaczął tamtego wieczora, ale nigdy jej się to nie udało.
Do kolejnego roku.
Wiadomo, że pierwszy dzień szkoły, to jedna wielka impreza. Trzeba zintegrować młodych, a przy okazji powiać starych przyjaciół. W każdym pokoju w akademiku piło się tego wieczora na umór, a rotacja wśród uczniów była niesamowita. W niecałe dwie godziny przez jej pokój przewaliło się kilkudziesięciu znajomych, chcących się przywitać, niezależnie od tego, czy się znali, czy nie. Ale nie było Ethana.
Sama nie próżnowała w tym krótkim czasie, dlatego z początku chodzenie sprawiało jej lekkie trudności, szybko jednak się ogarnęła i zaczęła zaglądać do wszystkich pokoi, szukając swojego znajomego. Nie znalazła go w internacie, więc jedyne co jej przyszło do głowy to wyjść na zewnątrz.
Czasem zapijaczona głowa jednak myśli.
Zobaczyła oddalającą się sylwetkę, która z całą pewnością należała do chłopaka.
- Ethan! - krzyknęła za nim, żeby się zatrzymał, jednak chyba nie usłyszał jej głosu, bo nawet nie zwolnił kroku. - Ethan!! - wrzasnęła tym razem głośniej, ruszając w jego stronę. Nie, nie lubiła być ignorowana, szczególnie przez mężczyzn.
Anaya
W tym momencie Jack był cierpliwy. Czekał ze spokojem na jego słowa. Może nic nie powie, może tylko będzie płakał, ale to mu pomoże. Jakoś. Na chwilę, bo na chwilę, ale zawsze, nie?
OdpowiedzUsuńZaciągnął się dymem. Siedzieli po ciemku i w ciszy, ale było okej. Znaczy nie okej-okej, ponieważ nie było. Stan, w jakim był Ethan…
Jack potrząsnął głową. Nie o niego chodzi, tylko o ucznia, który tak bardzo starał się tłumić wszystko w sobie, że teraz nie dawał już rady. Może i dobrze, że go dzisiaj znalazł. Kto wie, czy inny nauczyciel nie powiedziałby mu, ze ma kozę, odprawiły go do pokoju i dodatkowo opieprzył za alkohol. Jack opieprzał go jedynie o to, że wszedł mu w drogę w nie ten czas.
Teraz już tego nie czuł. Teraz czuł jedynie to, że musi wysłuchać dzieciaka. Od tego był, nie? Zobaczymy, co będzie dalej.
Ethan w końcu zaczął mówić. Jack zmarszczył czoło, słuchając tematu, omawianego na etyce. A potem go zmroziło.
Wszystko jasne. Gryzło go coś, czego Jack nie potrafił sobie wyobrazić. Nie wiedział, co ma mu powiedzieć. „Wszystko będzie dobrze” pasowało tu jak pięść do nosa. Jedyne, na co było go stać to „kurwa” i „ja pierdolę”, ale to też nie było to.
W końcu jednak odłożył niedopalonego papierosa i po prostu go przytulił. Widział, że Ethan tego potrzebuje; bliskości i świadomości, że nie jest sam, że dobrze, że się wygadał. I ramienia, w które może się wypłakać. Może i Frost nie był dobrym materiałem na to wszystko, ale… Starał się i b y ł.
Milczał. Nie powiedział nic. Pozwalał mu na płacz, na bezsilność i na wyzbycie się emocji. Pomoże mu chociaż przez chwilę.
Jack
Isabelle nienawidziła entuzjastycznych dziewczyn, które pierwszą lepszą osobę chcą zaciągnąć na imprezę. Tak było i w jej przypadku. Wzbraniała się od tego jak tylko mogła. Tłumaczyła, że nie może, że nie ma czasu. Mówiła, że nie lubi tłoku i głośnej muzyki. Mówiła o wszystkim, nie wspominała jednak o swoim przeżyciu. O tym poniżeniu, bólu i uczuciu zeszmacenia.
OdpowiedzUsuńOne się uparły i jej słowa skwitowały śmiechem i słowami, że przed szkołą trzeba trochę poszaleć.
Kiedy usłyszały, że chce iść w dresie, przeraziły się nie na żarty i przejrzały wszystkie ubrania. I swoje i jej byleby tylko ładnie wyglądała. Wybrały czarną, krótką sukienkę na to jednak Isabelle się nie zgodziła. Najchętniej kazałaby się im wynosić wiedziała, że i tak to nie pomoże. Sukienki ani spódnicy nie włoży. Do końca życia ich nie tknie.
Wreszcie dziewczyny zdecydowały się na czarne rurki i czerwoną, lekko świecącą bluzkę. Nie chciały słyszeć słowa sprzeciwu. Isabelle założyła to i poszła razem z nimi. Już gdy usłyszała głośny ton muzyki zaczęła się wycofywać została jednak wepchnięta na salę imprezy. Nowe znajome rozbiegły się po sali do przyjaciół, a ona usiadła w najciemniejszym kącie jak najdalej od innych.
Czuła się źle, robiło się jej słabo, na samą myśl, że miałaby wstać i przepchnąć się przez grupy chłopaków i dziewczyn w stronę drzwi. Jeszcze bardziej odsunęła się w cień.
Trzymał go więc w swoich ramionach przez cały czas, póki ten go od siebie nie odepchnął. Jack nie był nawet blisko tego, żeby wyobrazić sobie, jak dzieciak musi się teraz czuć. Być dzieckiem z gwałtu? I dowiedzieć się o tym? Nie wyobrażał sobie, co musi się dziać teraz z jego psychiką. Zniszczoną, sponiewieraną psychiką. Ethan nie trzymał się dobrze i to było widać na pierwszy rzut oka.
OdpowiedzUsuńNie był zaskoczony tym, że Moore go od siebie odpycha. Chłopak zaczął krzyczeć i naprawdę nie wyglądał na kogoś, kto miałby się zaraz uspokoić. Dlatego Jack go spoliczkował. Nie za mocno jednak, ale wystarczyło, żeby głowa Ethana odchyliła się lekko w bok.
- Uspokój się! – zawołał, może za głośno; nie chcieli przecież nieproszonych gości. Ale znając życie, są zajęci sobą i nie interesuje ich to, co się dzieje za ścianą. – Przestań tak mówić – dodał już ciszej, ale jego głos pozostawał twardy i poważny. – Nie jesteś śmieciem, rozumiesz? – ujął jego brodę między palce i zmusił go, aby spojrzeli sobie w oczy. - Nigdy nie byłeś i nie będziesz – dodał.
Jack doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że każdy ma swoje demony, ale demony Ethana…
- Jesteś wartościowym człowiekiem, Ethan. Nic nie zjebałeś i masz prawo, takie samo, jak każdy inny człowiek, jak każda inna istota, stąpać po tej ziemi.
Jack
Jak tak dalej pójdzie, Ethan będzie potrzebował pomocy specjalisty, a nie zwykłego nauczyciela, którego nic jak dotąd nie obchodziło.
OdpowiedzUsuńDługim, ale cienkim rękawem otarł mu łzy. Palcami odgarnął mu włosy z czoła. Nie uśmiechnął się jednak pocieszająco. Nie potrafił. Chciał mu pomóc, naprawdę.
- Mówię tak, ponieważ tak myślę. Powinieneś wiedzieć, że mówię, co myślę – prychnął, zabierając z niego ręce. W końcu bycie obok, przytulanie i tak dalej miało też swoje granice, chciał, że Moore czuł się również komfortowo. - To nie twoja wina, wiesz o tym. To cię nie definiuje w żaden sposób – mówił miękkim głosem, żeby chociaż trochę go uspokoić. Drżał mu tu cały, w pokoju było jednak gorąco, czas przytulanek już minął. – Zimno ci? – zapytał mimo wszystko. Czasami ciało lubiło płatać figle; może i drżał z emocji, przechodziły go dreszcze. Zimno czasami też się odczuwało w takich sytuacjach. Jack wolał się upewnić.
Jack
- W każdym razie dziękuje! - uśmiechnęła się szeroko. - Mam na imię Cori i jestem na drugim roku informatyki, ale to już wiesz. Jestem opiekunką Agnes od pół roku, ale to też już wiesz. W sumie nie ma co opowiadać. Po prostu sobie jestem. Z dala od podrózującch rodziców, blisko kochającego brata. Naprawdę nie wiem co jeszcze o sobie powiedzieć. Myślę, że jak mi będziesz zadawał pytania będzie łatwiej. - Nagle jej oczom ukazała się knajpka. Nie do końca zwracała uwagę gdzie dokładnie prowadzi ją chłopak, ale nie powinna mieć problemów z powrotem. - To ta knajpka? - zapytała z radością godną małego dziecka. I jak na zawołanie zaburczało jej w brzuchu.
OdpowiedzUsuńMogli też otworzyć szerzej okno. Świeże powietrze również by mu pomogło. W jakiś sposób.
OdpowiedzUsuń- Kiedyś będzie lepiej, zobaczysz.
Nie wybitnie lepiej, ale nauczy się z tym żyć. Jack się nauczył. Jakoś. Miewał koszmary, jasne, cały czas, przez ten cały cholerny czas. Poczucie winy nie zniknęło. I już nie zniknie. Z Ethanem nie powinno tak być. Będzie go to prześladowało do końca, tak jak prześladuje Jacka jego przeszłość. Chciałby tylko, żeby Ethan zrozumiał, że niszczenia siebie fizycznie, nie pomaga mu w leczeniu siebie psychicznie. Jack próbował, nie wyszło.
- Po prostu nie pij już, a może porozmawiaj z kimś, kto naprawdę może ci pomóc. To ci nic nie zaszkodzi, a może będziesz mógł zasypiać w spokoju.
Bez bolesnych wspomnień, bez ściskającego serca i żołądka. W pewien sposób się z tym pogodzi. Nie do końca, bo nie do końca, ale jakoś zawsze będzie lepiej. A jeśli nic z tym nie zrobi, będzie jedynie gorzej.
Jack
[Bardzo mi miło, że się podoba. Doszukałam się w karcie drobnych błędów, które jednak nie przeszkadzają w czytaniu. Jeżeli byłaby ochota (a raczej pomysł) na wątek to zapraszam.]/Constantine
OdpowiedzUsuń[Kawałki szkła rozsypywały się po łazience, robiąc przy tym nie mały hałas.
OdpowiedzUsuń(...)nie był wstanie nazwać mężczyzny, który zgwałcił jego matkę ojcem - trochę to brzmi jakby ojciec był przedmiotem, którym zgwałcono jego matkę.
Co do wątku: skoro Ethan ma problemy z alkoholem i narkotykami, mógłby przyjść kiedyś na zajęcia w stanie co najmniej nietrzeźwym. Constantin wyrzuciłby go wtedy z zajęć, a później starałby się dociec czy to jednorazowa sytuacja czy coś więcej. Generalnie wątek mógłby się zacząć w momencie, w którym Constantin widzi jak Ethan celowo pakuje się w jakieś kłopoty - zostałby jego nieznośnym aniołem stróżem. Nie musieliby się wcale lubić. Twojego chłopca denerwowałaby opieka, a Constantin miałby mu za złe, że w ogóle poczuwa się do takiej roli. No i drama: mój pan pojawia się za późno i znajduje Ethana nieprzytomnego pod jakimś barem. Ten budzi się u niego w mieszkaniu, opatrzony i zdezorientowany.]
[Zaniepokoił mnie początek zdania ale cieszę się, że wszystko jednak współgra ze sobą jak należy. Mimo że Rafael mógłby być na tyle upierdliwy, że koniec końców mógłby zarobić od Ethana potężny cios w twarz tak dla zasady, nie czuję się pewnie w wątkach męsko męskich. Zatem dziękuję za powitanie i również życzę mnóstwa, mnóstwa weny i ciekawych, niezapomnianych wątków ;>]
OdpowiedzUsuńRafael
[Nie, jest dobrze.]
OdpowiedzUsuńIsabelle drgnęła słysząc słowo nadchodzącego chłopaka.Wstała szybko, niepewna co ma robić. Jakiś głos w jej głowie usilnie nawoływał, by uciekła, skryła się w swoim pokoju. W swoim azylu, bez muzyki, bez osób, którym przyglądała się badawczo, doszukując się odpowiedzi, czy jest przy nich bezpieczna.
Skuliła się, widząc, że chłopak się jej przygląda. Nie był to wzrok taki jak chłopaków z sierocińca, raczej ciekawski. Objęła się rękoma, jakby w ten sposób chciałaby się odciąć od tego słowa. Opuściła lekko głowę. W tej chwili wyglądała jak małe, przerażone zwierzątko otoczone z każdej strony myśliwymi. Zwierzątko, które usilnie szuka przyjaciela, opiekuna chociaż samo o tym nie wie.
Może i wolał być sam, jednakże Anaya nie zamierzała zostawiać go samego. Co prawda Ethan miał się nigdy o tym nie dowiedzieć, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. To, co powiedział jej tamtej nocy niemal zmroziło jej krew w żyłach. I tak cieszyła się, że dotarł tu i znów był w szkole. przecież równie dobrze mógł nie wrócić. Mógł być... gdzie indziej.
OdpowiedzUsuńCampbell nigdy nie była osobą przesadnie wścibską. Nie chciała z niego wyciągać tego, dlaczego się izoluje, dlaczego tak agresywnie na nią krzyczy, kiedy ona tylko próbuje zwrócić na siebie jego uwagę. Bo to już samo w sobie było podejrzane.
Z jakiegoś powodu chciała z nim być, jakby to miało uspokoić jej nerwy. Żeby potem nie musiała się obwiniać o to, że mogła coś zrobić. Egoistyczne? Troszeczkę, ale taka przecież była rozpuszczona panienka Campbell.
Początkowo stanęła w półkroku, gdy tak na nią naskoczył, zaskoczona gwałtownością reakcji Moore'a. Trochę się bała, bała się agresywnych mężczyzn bo była wobec nich kompletnie bezradna. Przemogła jednak to irracjonalne poczucie strachu i wznowiła swój marsz w jego kierunku, sama też dostosowując się do bojowego trybu rozmowy, w razie, jakby nadal miał zamiar na nią warczeć. Najlepszą obroną jest przecież atak.
- Nie krzycz na mnie! - odpowiedziała rozzłoszczona w podobnym stopniu, co on i założyła ręce na piersi. - chciałam się tylko z Tobą przywitać i zaprosić na piwo, a Ty się zachowujesz, jakbym była jakimś złem koniecznym. - wyrzuciła z siebie wojowniczo, mierząc go wzrokiem od stóp do głów. Coś się zmieniło, coś pękło.
Po chwili milczenia, podeszła bliżej niego i delikatnie go objęła w taki sposób, żeby mógł ją odsunąć od siebie, gdyby tylko chciał.
- Cieszę się, że Cię widzę.
Anaya
Znów obróciła się gwałtownie w jego stronę. Zamrugała zaskoczona, przyglądając mu się niepewnie. Nie lubiła rozmawiać z pijanymi ludźmi, unikała ich jak ognia. Sama piła tylko okazyjnie i raczej z umiarem. Nigdy dotąd nie doprowadziła się do stanu chociaż trochę podobnego do tego, w którym znajdował się chłopak. Zagryzła wargę i zaraz obrzuciła go nieco kpiącym spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń– A niby z tobą będę bezpieczniejsza? – prychnęła, wsuwając dłonie głębiej w kieszenie. – Dzięki za troskę, ale naprawdę poradzę sobie świetnie sama. Nie mam ochoty ciągnąć cię za sobą – westchnęła, przerzucając włosy przez ramię. – A skoro noc się jeszcze nie skończyła, co planujesz robić? – Sama zdziwiła się, że zadała te pytanie.
Była zmęczona po ciężkich godzinach w pracy i ciętych docinkach bogatych ludzi. Powinna wrócić do pokoju, a zamiast tego stała w cienkiej kurtce przed pijanym chłopakiem, lekko drżąc pod kolejnymi podmuchami przenikliwego wiatru. Przesunęła językiem po zębach, pokręciła zaraz głową.
– Nieważne. Miłego wieczoru – fuknęła i energicznie obróciła się, kiedy w końcu obudził się w niej jej zwykły rozsądek. Ruszyła jak najszybciej przed siebie, chcąc uciec od drażniącego ją zapachu alkoholu.
Gingers
Dawno nie spotkała chłopaka, który zachowywałby się tak porządnie wobec dziewczyny. I było to miłe zaskoczenie.
OdpowiedzUsuń- Można to tak ująć. Chociaż ja wole stwierdzenie, że jestem tu po to, żeby wreszcie zostać gdzieś na stałe. Mam dość przeprowadzek i ciągłego życia na walizkach - wzruszyła ramionami siląc się na jak najbardziej obojętny ton. Cały czas się uśmiechała mimo, że teraz ten uśmiech był inny. Bardziej smutny? Przepełniony żalem? Na pewno nie był to już ten uśmiech, szeroki i szczęśliwy.
- Co jest najlepsze? - zapytała z błyskiem w oku zmieniając temat.
Cori
Jack siedział niewzruszony jego słowami. A to pierwszy raz ktoś tak do niego mówi? Nie. Gdyby miał się przejmować… już dawno by tu nie pracował.
OdpowiedzUsuńObserwował go cały czas i zamarł na chwilę, słysząc jego kolejne słowa. Domyślał się, dlaczego jego matka zrobiła, co zrobiła.
Kiedy Ethan uderzył pięścią w ścianę, wstał. Nie zdążył jednak podejść do niego, kiedy Moore zdecydował się dodatkowo przywalić głową.
- Przestań.
Może Ethan powinien zapisać się na jakiś boks albo coś innego takiego, żeby wyzbyć się drzemiącego w nim gniewu. Lepiej niech zrobi krzywdę workowi treningowemu niż samemu sobie.
- Mówiłem ci, że to nie twoja wina. Ty nic nie zawiniłeś. Musisz to w końcu zrozumieć.
Jack
[to moze zrobimy z nich.. byla pare/bliskich znajomych, ktorzy sie poklocili o jakas bzdete i tym sposobem sie rozeszli? ]
OdpowiedzUsuńNie wiedziała co ja podkusilo, by wyjsc z pokoju i udac sie do biblioteki. Moze to była wina pogody, bo jej nastroj dzisiaj był nijaki. Do tego nie mogla sie dodzwonic do ojca a mial pilna sprawe. Niech go! Pewnie znowu z kims romansuje udajac, ze nic nikt o tym nie wie.
- tato niech cie! - burknela ze zloscia patrzac na milczacy telefon. Miala ochote go cisnac o sciane, ale szkoda sprzetu.
By ochlonac wziela klucze i wyszla idac korytarzem jak najwolniej. Wolała tak isc bo jak by doszla bibliotekarka by ja sztyletowa wzrokiem gdyby zachowywala sie glosno. Weszla miedzy regaly zmarszczac nos od zapachu starych ksiazek i zaczela szukac jakies naukowe nie patrzac na tytuly az sie jej troche uzbierało. Wyszła z alejki kierujac sie w strone wolnego stolika nie patrzac przy tym czy rzeczywiscie jest wolny i huknela tymi ksiazkami o blat stolu.
[ah ten leniwiec.... ;/ nie jest zle ;p]
Jack odwrócił wzrok. Skąd on to znał, hm? Kiedy życie wywraca ci się do góry nogami i to w przeciągu kilku sekund. Jak i nie ułamków.
OdpowiedzUsuńZacisnął pięści.
- Wiem – odpowiedział jedynie, sięgając do paczki papierosów. Odpalił kolejnego i zaciągnął się mocno. Nie, nie będzie z nim o tym rozmawiał. Może i był hipokrytą, bo chciał, żeby Moore mu wszystko powiedział, ale sam nie chciał powiedzieć, co go dręczy. W końcu był tylko nastolatkiem, co mógł mu powiedzieć? Nic nowego. Jack w sumie też nie był najlepszy w pocieszaniu. A przynajmniej nie w takich sytuacjach. Co zrobił dla Ethana? Pozwolił mu się wypłakać i w końcu wyrzucić z siebie to, co go dręczyło. Tymczasem Jack nie potrafił zrobić tego samego. Nie chciał pozwolić sobie znowu na łzy. A przynajmniej nie tutaj.
Usiadł z powrotem, wypuszczając dym z ust. Przestań, zganił się w myślach, „strzepując” z dłoni drżenie. Aha, świetnie. Może teraz jeszcze zamienią się rolami?
Jack
Miała dac wytchnac tylko ramionom, bo cierply jej od ciezaru. Dziwne .. mimo treningow powinna byc wytrzymała, prawda? Tylko problem z tym, ze ostatnio olewala je.
OdpowiedzUsuńSciagała je ze stolka i juz by poszla dalej. gdyby nie usłyszała dawno nie slyszany glos. Oh nie! To nie jest ... on tak? Nie, nie..
Odwrocila sie tyle ile jej kolumna pozwalała.
- Ethan? - zdziwila sie i troche ja zatkalo. - tiaa tez sie ciesze ze cie widze po takim dlugim czasie. Wyobraz sobie, ze wiem o tym - przesunela ksiazki na stol a sama zgarnela krzeslo i usiadla obok z szerokim usmieszkiem., - i co z tego? - uniosła brew.
[no raczej tak wlasnie myslalam o zeszlorocznym zwiazku xD]
Gabi.
Jeżeli chciał spokoju, to ta szkoła nie była najlepszym miejscem, aby go szukać. Nie było mowy o tym, żeby ludzie go unikali, czy ignorowali, szczególnie, że jeszcze rok temu był całkiem lubiany.
OdpowiedzUsuńNo i miał jeszcze na głowie Anayę...
Więc spokoju zazna pewnie dopiero po śmierci.
Jego słowa trochę ją zabolały, nikt przecież nie lubi słuchać tego typu komentarzy, szczególnie ktoś tak rozpieszczony i przewrażliwiony na swoim punkcie jak An, ale zacisnęła zęby i cudem uniknęła tego, żeby by się nie odwdzięczyć równie złośliwą odzywką. Jeżeli oboje zaczną na siebie krzyczeć i się kłócić, to do niczego ich to nie zaprowadzi.
Będąc tak blisko niego czuła, jak szybko bije mu serce. Zastanawiała się, czemu tak bardzo się zdenerwował, skoro raczej nikt z obecnych tu ludzi nie miał nawet okazji z nim porozmawiać. Może chodziło o coś innego? Niekoniecznie związanego ze szkołą?
- Czemu jesteś taki podminowany? - spytała spokojnie na moment mocniej go przytulając. Już sam fakt, że jej nie odtrącił był dla niej jasnym sygnałem, nie zamierzała jednak przeginać. Puściła go w końcu i cofnęła się o krok.
- Zrobiłam Ci coś, że jesteś taki zły?
Anaya
[W sensie, że świetnie zmienione <3]
OdpowiedzUsuń- Bo się o ciebie po prostu martwię, kretynie.
Przewróciła oczami. Jakby to nie było oczywiste. Po co zawracałaby sobie głowę chodzeniem pod jego pokojem każdego wieczora i sprawdzaniem czy na pewno trafił do niego bez poważniejszych obrażeń? Niby dlaczego interesowała się czy wszystko u niego w porządku, nawet w czasie wakacji? Dlaczego wypytywała pielęgniarkę czy ostatnio nie odwiedził jej per Moore w jakimś koszmarnym stanie? Bo się martwiła. Troszczyła się. Zerwanie wcale nie oznaczało natychmiastowego zerwania więzi. Nie mógł jej zmusić do tego, żeby się odczepiła, chociaż nie była pewna jak długo sama wytrzyma te wszystkie „idź”, „daj spokój”, „zostaw”.
Znowu chciała się odezwać, ale zrezygnowała z tego. Podniosła się z ziemi i rozejrzała dookoła, zastanawiając się, gdzie nagle wszystkich wywiało. O tej porze jeszcze połowa uczniów Katherine’s High School snuła się po korytarzach, wracając z jakichś imprez czy posiadówek.
- Idę po koc. Chyba, że mam zawołać woźnego, żeby cię przeniósł? A wiesz, że on nie zagwarantuje ci anonimowości, kiedy będzie opowiadał o tym swoim znajomym nauczycielom. Chyba nie chcesz zaprzepaścić sobie ostatniej szansy na karierę? – rzuciła chłodno, chociaż w rzeczywistości chciała odejść i uspokoić się, by nie wybuchnąć płaczem.
R.R.T.
Zmruzyła oczy slyszac jego kasliwy ton. Poprawiała przekrzywiajace sie ksiazki w rowna linie.
OdpowiedzUsuń- tez mi nowina. - burknęła - nic sie nie zmieniles. Tak samo uciazliwy jak dawniej. Coz.. - stwezala - zostawie ci,e bo widze zes nie skory do zadnego towarzystwa a tym bardziej rozmowy - wstała energicznie od stolu skrzypiac nogami krzesla po posadce - bufon - burknela nim odeszla lapiec swoje rzeczy i idac na inny stolik, gdzie zamierzała to zrobic od poczatku.
I bardzo dobrze, bo Jack nie chciał rozmawiać o swoich problemach. Zastanawiał się, jak bardzo ten dzieciak go poruszył, że jeszcze tu siedział i słuchał, i patrzył, i myślał, jak mu pomóc. Najgorsze było to, że nie wiedział, ponieważ nie wiedział, jak ma pomóc sobie. Cudowne uczucie, nie ma co.
OdpowiedzUsuńKiedy Ethan siedział przy szafie, Jack na niego nie spojrzał. A może powinien? Ludzie w jego stanie mogli zrobić sobie różne rzeczy. Albo komuś innemu. W tym przypadku jemu, ale w to akurat wątpił.
Gdy się odezwał, spojrzał na niego. Oho, świetnie. Nie dość, że siedział po godzinach w uczniowskim pokoju, to jeszcze ten uczeń wyciągnął przy nim narkotyk. Naprawdę? Frost naprawdę jeszcze tu pracował? Jak?
- Powinienem już iść – stwierdził w końcu. Jednak nie wstał. Cały czas bił się w myślach – iść i mieć nadzieję, że chłopak nic sobie nie zrobi, czy zostać i przypilnować go do czasu, aż nie zaśnie?
Jack
Miło mi to słyszeć :) Ethan sprawił, że chcę go przytulić. Louise pewnie też, ale boi się zagadać. Może jakiś wątek? Jeśli chcesz :)
OdpowiedzUsuńLouise
[Cześć!
OdpowiedzUsuńA dziękuję. I w sumie to chciałabym wątek, ale nie za bardzo mam pomysł. :<]
Jillian Chamberlain
Isabelle kiwnęła tylko głową i usiadła powrotem na kanapie, szybko odsuwając się pod samą poręcz. Nerwowo rozprostowała palce i ułożyła je na nogach. Zapiekły ją oczy. Nie teraz, nie teraz… Nie mogła się przy nim rozpłakać. Nie potrzebowała natrętnego pocieszania może i prób przytulenia, poklepania po plecach… Odetchnęła głęboko, uspokajając się trochę. Zerknęła na chłopaka, który zdążył już usiąść. Na jej szczęścia miał jeszcze tyle wyczucia, że się do niej nie przysuwał.
OdpowiedzUsuńCisza się przedłużała, a ona coraz bardziej się denerwowała. Kiedy ta impreza się skończy? Gdyby nie tłum tańczących par już by jej tu nie było. Tyle, że Isabelle nie uśmiechało się przez nich przeciskać.
Jednak wizja zmarnowanego wieczoru również nie była zbyt optymistyczna. Wstała powoli, jakby kanapa swoim własnym magnetyzmem przyciągała ją, by z powrotem na niej usiadła.
- Chyba będę musiała już iść. – wymamrotała tak, że nie była nawet pewna, czy chłopak ją usłyszał. Odwróciła się, ale zatrzymała się słysząc, że brunet ją zawołał.
[Witam również, dziękuję bardzo.
OdpowiedzUsuńCałkowicie rozumiem i co więcej, dobrze to znam.
Co do jakiegoś pomysłu, to pewnie nie będzie to nic wysokich lotów.
Załóżmy, że kiedyś, pod budynkiem szkoły na Aurelię czekał jej ukochany tatuś. Znalazł jakiś problem w jej- jak dla niego- niewłaściwym zachowaniu i z racji tego postanowił ją nieco sprostować, jak zwykle używając siły. Kiedy zaczął się awanturować, spostrzegł to Ethan i pozbył się go. W taki oto sposób mogli się poznać. Następnie w szkole jakoś szczególnie nie pogłębiali tej znajomości, jedynie jakieś "cześć", kiedy mijali się na korytarzu. Teraz zaś podobna sytuacja ma miejsce znów, tyle że w akademiku. Jej ojciec- jak zwykle elegancki- bez problemu został wpuszczony. Dostrzegł jakiś większy problem w jej zachowaniu i stwierdził, że nie może jej to wyjść na sucho. Chociażby może być to za niezdany egzamin, cokolwiek.
Ethan, wracając od znajomej czy nawet będąc u siebie (w czasie lekcji) mógł usłyszeć jakieś krzyki z niższego piętra. Jednak sytuacja w środku będzie znacznie poważniejsza.
Jak mówiłam, nic lepszego nie wpada mi do głowy]
Aurelia
Isabelle wyszarpnęła dłoń, z jego rąk. Przeszedł ją dreszcz, jak zawsze, gdy ktoś, w szczególności chłopak w jakiś sposób ją dotkną. Dostrzegła na jego twarzy nikłe zdziwienie jej reakcją, ale nie za bardzo ją to obchodziło. Jego słowa wciąż obijały się jej po głowie.
OdpowiedzUsuńSłuchaj, nie mam pojęcia co Cię spotkało w życiu, ale z pewnością nie jesteś w tym sama
Nie jest sama? Nikt jej tu nie pomoże. Nikomu tutaj o tym nie powie. Bogate dzieci bez problemów… Pewnie by ją wyśmieli, powiedzieli, że zmyśla…
Na samo wspomnienie obleśnych łapsk, które ją dotykały… Jej krzyku i ust, które zostały zakryte, by nikt nie słyszał wołania o pomoc. Chociaż tam i tak nikt by jej pomógł…
Nie chciała tego pamiętać. To jednak wciąż kręciło się jej po głowie, wciąż się przypominając, nie dając spokoju. Dając jej do zrozumienia, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej… Że jest gorsza od innych… Poniżona, brudna. Wciąż taka brudna…
Isabelle ukryła twarz w dłoniach, ramionami wstrząsnął szloch. Nie dawała już rady, trzymać tego w ukryciu. Musiało wreszcie wyjść na zewnątrz.
Może jednak zostanie. Nie chodzi o tego skręta, na którego wolał nie zwracać uwagi i zapomnieć o tym w momencie, gdy opuści jego pokój. Raczej chodziło o przypilnowanie go, żeby położył się do łóżka i odpoczął. Niestety, nie zapowiadało się jednak, aby miało to nastąpić w najbliższym czasie. Trudno, jakoś to przeżyje. Przynajmniej będzie się czuł trochę lepiej. Może.
OdpowiedzUsuń- Nie, dzięki – pokręcił lekko głową.
Dopiero byłaby zabawa, gdyby podczas wspólnego palenia, wszedł ktoś z grona pedagogicznego albo ktokolwiek dorosły i ich tak zastał. Zaśmiał się cicho na tę myśl.
- Albo daj – zdecydował jednak. Jak już naprawdę miałoby się coś takie stać i mieliby go wywalić, to niech chociaż mają mega dobry powód.
Jack
- a ja zapomnialam co ja w tobie widzialam wczesniej - odpowiedziała ironicznie nawet na niego nie patrzac, gdy go mijała az dotarla do wolnego stolika w glebi alejki i z ksiazek zaczela robic "barykade".
OdpowiedzUsuńCzuła sie dzisiaj wyjatkowo senna a jej wspollokatorka nie znala litosci i wlaczyła radiobudzik o nie przyzwoitej porze zapominajac go przestawić. W efekcie obie obudzily sie o 3 nad ranem.
Cholercia, myslala ze ja szlag trafi. A teraz mogla sie skimnac chociaz troche-biblioteka na to pozwalała. Wziela wiec jakis opasly tom i zrobila z niego "poduszke".
[Jeśli o czasy onetowskie chodzi to byłam tylko na kilku blogach i żaden z nich nie był Hogwartem. Na blogspocie przewinęłam się przez kilka, ale nigdy jakoś nie mogłam zagrzać miejsca, głównie przez niedopasowanie postaci. Ponadto, od czasów onetu mój styl uległ całkowitej transformacji, więc prawdopodobnie sama siebie bym nie poznała.]/Constantin/Soren
OdpowiedzUsuń[Będę wdzięczna jeśli zaczniesz. Jestem po 24h nieprzespanych, spędzonych w lesie. Na moje szczęście, nawinęła się burza taka, że ja dziękuję. Idę zaraz odsypiać, ale moja jakakolwiek wena za szybko się nie zregeneruje :]
OdpowiedzUsuńAurelia
[Dziękuję. Jak na coś wpadne to napisze.]
OdpowiedzUsuńJack wziął od niego skręta i zaciągnął się. Mm, jak błogo. Cudownie. Nie pamiętał, kiedy ostatnio palił coś takiego. Czyżby to były studia? Wieki temu. Potem się trochę pozmieniało i jakoś tak nie potrzebował takich rzeczy. No i nie miał tez czasu na takie bajery. I kto by pomyślał, że wróci do tego w takim miejscu? W pokoju ucznia i to właśnie z uczniem będzie palić?
OdpowiedzUsuńSpojrzał na niego, kiedy Ethan się odezwał. Co? Naprawdę?
W sumie… lepszy cyrk niż wyżywanie się na sobie. Chociaż kto wie, do czego dąży Moore. Mógł się po nim wszystkiego spodziewać i się na to przygotował.
- A co najbardziej? Dzikie zwierzęta czy magików? Tylko nie mów, że klaunów, bo cię wyśmieję na miejscu – dodał szybko, podając mu z powrotem skręta.
Jack
[Pewnie, że tak. I mam nawet pomysł. Jest idiotyczny, ale jakiś jest. I może być ciekawie ;)
OdpowiedzUsuńAdalyn ostatniego dnia wakacji wpadła na jakże genialny pomysł, żeby wybrać się ze znajomymi wieczorem do jakiegoś klubu. Stawianie czoła swoim lękom i inne pierdoły. Niestety, zadanie ją przerosło i chcąc uniknąć kolejnego ataku, powiedziała wszystkim, że woli wrócić do St. Katherine's. Nie przewidziała oczywiście, że jest już ciemno. W sumie początkowo idzie jej całkiem nieźle, ale gdzieś tak w połowie drogi jest na tyle znerwicowana, że boi się każdego szelestu i odbija jej, kiedy dostrzega jakiś cień mężczyzny (którym jest np. Ethan).
Co ty na to? Jeśli ci nie odpowiada, wal śmiało, coś wymyślę. Chyba, że masz jakiś swój pomysł :D]
Adalyn/Aidan
Jack też był kiedyś radosnym człowiekiem i wydawało mu się, że w sytuacji, jaką miał, tak już będzie do końca. Ale przez jedną głupią decyzję zaprzepaścił to na zawsze. Dzisiaj był, jaki był.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się lekko, słuchając jego wspomnień. Och, zjadłby watę cukrową. Ciekawe, czy w stołówce w dziele deserów to mają…
Wziął od niego trawkę i ponownie się zaciągnął. Zatrzymał dym na dłużej w swoich płucach. Cudowne rozluźnienie. Czemu wcześniej na to nie wpadł…?
- Ja nie lubiłem cyrków. Jakoś tak… nigdy mnie nie ciągnęło. Wolałem chodzić do zoo. W dodatku u nas można było się bawić z małymi dzikimi kotami. Uwielbiałem tam chodzić z moją córką.
Kurwa, czyżby powiedział to na głos?
- Znaczy z rodziną. Wiesz, mama, tata. I tak dalej.
Spokojnie, do jutra dzieciak o wszystkim zapomni. Był ostro wstawiony plus jeszcze to… Tak, jutro się obudzi i zapomni, że w ogóle rozmawiał z Frostem.
Jack
Była... Zła?
OdpowiedzUsuńNie powinna być zła. Powinna się troszczyć, powinna się martwić i tak dalej. Ale była zła. Zirytowana.
Ruszyła korytarzem, nawet nie patrząc za siebie. Potrzebny był jej koc albo lepiej kij baseballowy, żeby walnąć go w ten jego głupi łeb. Co on sobie do jasnej cholery wyobrażał? Dlaczego nie mógł powiedzieć jej w końcu o co chodzi? Starała się go rozumieć, licząc, że da sobie radę, że jeśli nie chce mówić, ma bardzo ważne powody. Nie wierzyła, że mógłby sobie zrobić krzywdę. Chyba dopiero teraz docierało do niej, co tak naprawdę działo się z jej byłym. Pił, palił, ćpał. I nie były to objawy młodzieńczego buntu. W przypływie emocji postanowiła sobie, że zrobi dziś wszystko, żeby wyciągnąć z niego jakąkolwiek chociaż wskazówkę.
Popchnęła drzwi swojego pokoju, ignorując pytające spojrzenia współlokatorek, ściągnęła koc z łóżka i wyszła, trzaskając drzwiami. Te kilkuosobowe pokoje zaczynały ją coraz bardziej irytować. Jakby nie mogli zrobić im osobnych sypialni.
Zeszła po schodach i wróciła do miejsca, w którym znalazła Ethana. Siedział tam gdzie wcześniej, ale coś w jego postawie jakby się zmieniło. Zmarszczyła brwi i ścisnęła w rękach koc, przyglądając mu się uważnie.
- A tobie co znowu? Może jednak powinnam zawołać woźnego?
Skrzywiła się, zarzucając na niego miękki materiał. Nie pamiętała, ile razy wspólnie przykrywali się nim w chłodne zimowe wieczory i wolała o tym w tej chwili nie myśleć. Najdziwniejszy teraz zdawał się jej wyraz jego twarzy i spojrzenie, które zmieniło się w ciągu kilku minut jej nieobecności.
R.R.T.
[Ej... Nie mów tak, bo mi bardzo wiele i to bardzo różnych, niekoniecznie przyzwoitych, pomysłów chodzi po głowie :D.
OdpowiedzUsuńAle skoro on taki skory do bójek, awantur, narkotyków i alkoholu, to zapewne Rosie będzie go się w pewien sposób bała. A jeśli będzie się go bała, to go nie polubi, a jeśli go nie polubi, to on może o tym dobrze wiedzieć i przez to starać się jej nieco uprzykrzyć życie.
Raz może sobie Rosie siedzieć jakaś taka smutna i on może postawić ją rozweselić i dosypie jej czegoś do wina, bo wina chyba też sprzedają w jakiś spelunkach, nie?, kiedy ta nie będzie patrzyła. No, a jako że to byłby jej pierwszy raz, to może trochę za bardzo uderzyć jej do głowy. Będzie z oddali obserwował, jak jakiś obleśny typ się do niej dobiera, aż w końcu stwierdzi, że jej pomoże. No i pomoże jej. Zabierze do pokoju u góry tejże spelunki i e... Dalej to się jakoś potoczy xD]
Rosie Hamilton
[Stymeściiiiik.
OdpowiedzUsuńNad wątkiem nawet nie myślałam, bo sama mam sporo zaczętych i obawiam się, że bym nie wyrobiła. Ale jak tylko się z tym ogarnę, to na pewno wpadnę po coś do Ciebie.]
Gabriel
Każdy miał swoje problemy. Jedni mięli ich znacznie więcej, niż drudzy. Nie wierzyła jednak, iż nikt nie ma problemów. Wszyscy je mięli. Nawet najwięksi wesołkowie.
OdpowiedzUsuńNigdy nie przychodziła do takich miejsc. Nie lubiła być na czymś widoku, gdyż to powodowało, że czuła się jeszcze gorzej. Dziś jednak postanowiła zadać karę samej sobie. Musiała jakoś odpokutować swoje złe zachowanie.
Nie piła dlatego, iż chciała. Piła, bo miała problemy. Piła, bo chciała zapomnieć. Piła, bo chciała poczuć się szczęśliwa i wolna. Tak sobie wmawiała. Sięgała po alkohol keidy tylko mogła. Samotne wieczory spędzone na rozmyślaniach, słuchanie kłótni rodziców i poczucie, że znów ją zdradził powodowało, że nie potrafiła się oprzeć. Wyciągała butelkę i piła dopóki nie poczuła się lepiej.
Znów zobaczyła, jak flirtuje z jakąś dziewczyną. Znów usłyszała, jak matka mówi do ojca, że go nienawidzi i najchętniej wzięłaby rozwód. Znów sięgnęła po alkohol. I z przerażeniem odkryła, jak bardzo jest słaba. Musiała wyznać sobie karę.
Ta knajpa była najbliżej jej miejsca zamieszkania. Usiadła w kącie i kupiła butelkę z winem. Powoli dolewała sobie do kieliszka. Siedziała całkiem sama, bo nie chciała towarzystwa. Nie chciała z nikim rozmawiać, nikogo oglądać.
Nawet nie pomyślała, aby nie zostawiać wina bez opieki. Wstała i poszła do łazienki. Nieco się chwiała, alkohol już dawał o sobie znać. Obijała się nieco o ściany. Trzymała jednak formę, nie dawała po sobie nic, a nic poznać.
Wróciła i znow piła.
Nie wiedziała, jak to się stało. Było jej wszystko jedno, tak naprawdę. Jakiś mężczyzna całował jej szyję, dotykał jej piersi i brzucha. Było jej wszystko jedno. Nie przejmowała się jego odrażającym zapachem, jego tłustymi włosami, a także dziwnym sapaniem. Nie czuła nic, kompletnie nic. Odchyliła głowę delikatnie w bok, wzrokiem przeszukując pomieszczenie. Jej wzrok padł na jakiegoś chłopaka, który siedział wprost naprzeciw niej.
Rosie
Zaskoczona spojrzała, jak Ethan odrywa od niej obleśnego typa. Skrzywiła się nieznacznie, czując jak i ją stara się podnieść. Naprawdę wolałaby już znaleźć się gdziekolwiek indziej.
OdpowiedzUsuń- Gdzie... Gdzie mnie prowadzisz? - mruknęła cicho, obejmując go za szyję. Miała wielki kłopot z chodzeniem. Nie czuła ich prawie w ogóle. I gdyby nie chłopak, to zapewne już dawno runęłaby na dół, na podłogę.
Usiadła na łóżku i rozejrzała się w koło. Nawet nie wiedziała, że jest tu taki pokoik dla gości. Zapewne ludziom służył on tylko do jednego... A jej było wszystko jedno, co się z nią stanie.
- Co dostanę? - zapytała cicho. Może i nie do końca kontaktowała, lecz pamięć miała dobrą. I bardzo dobrze pamiętała, iż obiecał jej coś lepszego od wina. Ciekawa była co to takiego będzie.
Opuściła głowę w dół, czując jak jedzenie powoli domaga się wyjścia. Padła na łóżko, a nogi przycisnęła do brzucha. Nigdy wcześniej nie była w takim stanie. I to ją coraz bardziej przerażało.
- Gdzie... Gdzie ja jestem? - zapytała cicho. - Co się dzieje? Niedobrze mi... Gdzie jestem?
Rosie
[ Już Cię uwielbiam za wizerunek <3 Chodź na wątek/powiązanie.]
OdpowiedzUsuńLauryn
No świetnie, wyłapał to. Musiał, prawda? Musiał. Dobra, została jeszcze nadzieja, że jutro nie będzie nic pamiętać. Tego warto było się trzymać.
OdpowiedzUsuń- One nie żyją – odpowiedział szybko. Gdyby się z tym ociągał, pewnie byłoby gorzej. Tymczasem zaciągnął się mocno, zakrztuszając się dymem.
Oddał mu skręta, wypuszczając tym. Potem na chwilę zakrył sobie usta dłonią, próbując się ogarnąć.
- Dziesięć lat temu zginęły. Jasmine miała wtedy cztery lata. Nie zasłużyła na to – pokręcił głową.
To powinien być on. Ona miała całe życie przed sobą. Jack oddałby swoje życie za życie jej i swojej żony. Niestety, nikt nie chciał zawrzeć umowy. Musiał z tym żyć, z poczuciem winy i bezsilności.
Jack
Samotnia stała się smutnią, czyta to zdanie kilkakrotnie, po czym zamyka książkę i spogląda przed siebie. Ma wrażenie, że autor wie dokładnie, co czuje. Po raz kolejny odnajduje sam siebie na stronach, pomiędzy kolejnymi wyrazami, jak gdyby jego umysł został wszczepiony w powieść. Oddycha ciężko, przymykając oczy i tak bardzo pragnie wyjść ze swojego ciała, połączyć się z niebytem, wyłączyć się, że serce boli, rozum boli, płuca bolą. Nie czuje własnego bytu, mimo że przecież musi być rzeczywisty, skoro w dłoni dzierży papierosa, a drugą łaskawie drapie rudego kota.
OdpowiedzUsuńMusi się stąd wyrwać i uciec, jak najdalej stąd, byleby tylko odzyskać spokój ducha, który utracił gdzieś po trzech wersach książki. Wstaje i we wręcz mechaniczny sposób wykonuje każdą kolejną czynność: podchodzi do wieszaka, zakłada na siebie skórzaną kurtkę, wsuwa na nogi zużyte, stare buty, wsuwa klucz do zamka i zamyka drzwi. Klatka schodowa jest obecnie tak samo spowita mrokiem jak jego głowa, co nie ułatwia schodzenia po schodach. Wydostaje się na zewnątrz, a powiew zimnego powietrza trochę orzeźwia i pomaga wybrać kierunek, mimo iż ten jest całkowicie przypadkowy.
Wszystkie ulice wyglądają tak samo, każdy dom, każda kamienica, drzewo, kamień, sklep monopolowy. I tak dopóki nie natknął się na bar. Pijackie okrzyki i wrzawa, zapach alkoholu i męskich, przepoconych ciał, a pośród tego wszystkiego ten dzieciak siedzący pod ścianą. Poznaje go. Podejście wydaje się być najrozsądniejszym wyjściem, nawet jeśli nie przychodzi mu naturalnie. Czym bliżej się znajduje, tym więcej widzi w słabym świetle ulicznej latarni. Podbite oko, krwawiący nos, rozerwana warga. Uśmiechnął się pobłażliwie na ten widok, po czym usiadł obok niego, głowę opierając o mur.
- Ciężki wieczór? – pyta, nie zadręczając go, nie matkując, nie ciągnąc nigdzie. Zna ten stan, w którym odpoczynek jest najlepszym wyjściem.
/Constantin
A było to tak.
OdpowiedzUsuńJuż miała wychodzić na lekcje. Zarzuciła swoją ulubioną, już nieco zniszczoną torbę na ramię i otworzyła drzwi. Pierwsze co zauważyła, to postawna sylwetka mężczyzny- jej ojca. Odruchowo odsunęła się o krok. Zadrżała mimowolnie.
Zaczął mówić. Była przerażona. Przecież to nic takiego, że musi zaliczyć jeden z egzaminów w drugim terminie. Przecież nie musiała być najlepsza na medycynie. Przecież nie musiała zostać w przyszłości najlepszym nefrologiem. Chciała zostać neurologiem- bo na to też w pełni pozwalała jej choroba. Nie chciała tego co on. Jedyne co było problemem to fakt, że bała się tego powiedzieć.
Usłyszała trzask drzwi. Nawet nie miała jak zerknąć w tamtą stronę. Ojciec przyparł ją do ściany. Przed chwilą uderzył ją w twarz. Już miał zrobić to po raz kolejny, kiedy to... poczuła ulgę. Nie miała jednak odwagi otworzyć oczu. Może powinna?
Aurelia
[Ja też przepraszam za jakość. Będzie lepiej!]
Usuń(Pociąg ma opóźnienie, mi się nudzi, więc odpisuje Ci z telefonu, więc wybacz mi jakość :-)
OdpowiedzUsuńSpojrzała na niego zaskoczona, a zarazem dziwnie smutna. No bo jak to nic nie dostanie? Przecież jej obiecał! Powiedział, że ma coś lepszego od wina, więc chciała to dostać. W końcu danego słowa się dotrzymuje i wiedziało o tym nawet małe dziecko, ot co.
- Mówiłeś, że masz coś lepszego - mruknela cicho, przypominając mu, tak w razie gdyby zapomniał. Doprawdy nie rozumiała dlaczego nie chciał jej teraz tego czegoś dac.
Jeszcze bardziej się zdziwiła kiedy kazał jej rzygac. Gdyby wiedziała, że tak to się skończy, to by się nie ruszala ze swojego miejsca i pilaby dalej, bo i tak nie miała nic do stracenia.
- Nie - odparła stanowczo. Nie miała zamiaru pozbywać się swojej zawartości żołądka. Raz, bo się jakoś tak dziwnie wstydziła, a dwa było jej niedobrze, lecz nie na tyle, aby rzygać. Co to to nie.
-Rób co chcesz, ale ja rzygać nie będę - powiedziała jeszcze, po czym wstała. Zachwiala się jednak i zaraz znów znalala się na łóŻku.
Rosie
Za to ona nie miała zamiaru go wypytywać, ani zmuszać do zwierzeń. Bo co by to dało, że by wiedziała. Pewnie i tak nie umiałaby albo i nawet nie chciałaby mu pomóc. Sama Anaya była nauczona, aby swoje problemy zostawić głęboko ukryte i nie zadręczać nimi innych. Z takim przekonaniem nie mogła więc poświęcać się dla innych.
OdpowiedzUsuńAle te swoje samolubne ambicje musiała zaspokoić. Bo zdecydowanie było z nim coś nie tak, więc jeśli mogła go choć na chwilę odciągnąć od nieprzyjemnych myśli, to raczej wystarczyło. W takim zakresie spełniała swój obowiązek.
Co prawda nadal była na niego rozeźlona dlatego, że na nią nakrzyczał, ale nie zamierzała w najbliższym czasie mu tego wypominać. Przynajmniej teraz się uspokoił i zachowywał... no względnie normalnie.
Przekrzywiła lekko głowę w bok, przysłuchując się jego tłumaczeniom. Właściwie sama miała dość już tych hałaśliwych, pijanych ludzi i nie uśmiechało jej się wracać do akademika.
- A chcesz coś zjeść? - spytała pogodnie, uśmiechając się do niego lekko. Nie gadamy "o tym", to nie. - restauracja powinna być teraz pusta, będziemy tak przynajmniej mieli spokój od tego hałaśliwego bydła.
Anaya
Tańczyć ? Czy on się w ogóle słyszał? Owszem, czasem zdarzało jej się tańczyć, ale nie teraz, kiedy alkohol zablokował jej całe ciało, odcięto jej zasilanie.
OdpowiedzUsuńPokręciła przecząco głową.
-N nie mogę ruszyć nogą, a a co dop dopiero tańczyć -powiedziała wymawiając każde słowo baardzo powoli. Uśmiechała się blado, była w żałosnym stanie, wiedziała, że w każdej chwili może przybić gwoździa przy tym barze i że ostatecznie znowu wyniesie ją ochrona lub barman, lub porwie sobie jakiś napaleniec. Nie mogła mieć do siebie szacunku.
Cruella
Uśmiechnęła się nieznacznie do chłopaka. Oparła głowę o jego ramię, czując przyjemne ciepło. Nie widziała, że jego dotyk może dzialac tak uspokajająco, tak dobrze. Mruknela cicho, składając delikatny pocałunek na szyi chłopaka.
OdpowiedzUsuń- Narkotyki nie są lepsze od wina - stwierdziła, krzywiac się delikatnie. Od zawsze tak uważała i nawet teraz, będąc w takim stanie, mogła to powiedzirć. Nie zamierzała cpac, o nie nie.
- Obiecałeś coś lepszego, a nie coś gorszego! - powiedziała odrobinę za głośno. Zabrała jego rękę ze swojego ramienia, po czym odsunela się od niego na bardziej dogodną pozycję. Nie zamierzala pozwalać mu na dotyk, bo przecież ją oszukał i okłamał. No i nie dotrzymał danego słowa.
Wstała z łóżka, chcąc wyjść z pokoju. Zamiast tego podeszła tylko do dywanu, zahaczajac o niego. Runela na ziemię, czując jak jedzenie płynie pod prąd.
- Będę rzygać
Rosie
Jej również bardzo podobała się ta chwila. Niestety minęła szybko, bo musiało jej się coś przypomnieć. Zresztą tak jak zawsze.
OdpowiedzUsuń- Czemu mnie okłamałeś? - zapytała, wyginając usta w bardzo smutnym uśmiechu. Nawet jej się oczy zaszkliły, co było oznaką tego, iż lada moment zacznie płakać. I byłaby do tego zdolna. Tym bardziej, że upadek był bardzo bolesny. Obiła sobie kolana i trochę udo. Zabolało.
- Nie da rady - jęknęła cicho kiedy już znaleźli się w łazience. Przycisnęła nogi do brzucha, a policzek oparła o kolanie.
- Co mi jest? - zapytała, odwracając głowę w stronę chłopaka. - Chce mi się rzygać, a nie mogę. Kręci mi się w głowie i... - zacięła się, czując jak każde kolejne słowo sprawia jej coraz więcej problemów. Przesunęła się, aby być bliżej niego, chcąc tym samym mu dać do zrozumienia, że ma ją przytulić. Tu iteraz.
Rosie
Usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy. Ethan... znów znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze.
OdpowiedzUsuńW ojcu zebrał się gniew, kiedy ktoś młodszy tak go potraktował. Dla niego to było dziecko, takie samo jak Aurelka.
Rzecz jasna nie obyło się bez wyzwisk rzuconych w stronę chłopaka. Jednak po chwili po ojcu nie było śladu. Odetchnęła z ulgą i osunęła się po ścianie.
-Znów Ty, Ethan. Dziękuję.- powiedziała cicho, powoli unosząc wzrok na znajomego. Uśmiechnęła się do niego delikatnie. Dotknęła dłonią swój mocno czerwony policzek. Westchnęła cicho.- Nie mogę tak już.- ponownie spuściła wzrok i już chyba na dobre wbiła go w podłogę.
Aurelia
- Okłamałeś mnie! - powiedziała z wielkim wyrzutem, czując jak łzy zaczynają płynąc jej po policzkach. nie chciała tutaj płakać, lecz właśnie uświadomiła sobie jak bardzo była naiwna. Nie dosć, że ją oszukał, to teraz jeszcze miałczelność ją dotykać! Nie miała jednak sił, aby go od siebie odepchnąć. Dlatego dalej tak siedziała i się do niego przytulała. Choć o wiele bardziej wolałaby go teraz spoliczkować, po czym wyjść. A co! Oszukał ją, więc kara mu się należała.
OdpowiedzUsuń- Zimno mi - jęknęła cicho, mocniej się do niego tuląc. Czuła się doprawdy bardzo koszmarnie. Było jej zimno, a jednocześnie gorąco. Było jej niedobrze, chciało się wymiotować, a nie mogła. Nie mogła robić naprawdę nic. Nawet oddychanie sprawiało jej niemałą trudność.
- Nie mogę - odparła, nerwowo połykając ślinę. nie chciała prowokować wymiotów. Wkładanie palców do ust, czy coś równie podobnego nie wchodziło w grę, gdyż bała się, że może się to źle skończyć.
- Po winie nigdy mi nic nie było - stwierdziła delikatnie muskajac przy tym szyję chłopaka. Co prawda jeszcze nigdy nie wypiła takiej ilości, lecz nigdy wcześniej nie czuła się tak potwornie.
- Zaraz umrę - stwierdziła, jak zwykle nieco przesadzając.
Rosie
Wzruszyła ramionami. Wstała gwałtownie i ruszyła ku łazience. Przemyła twarz lodowatą wodą. Nie musiała martwić się o makijaż, gdyż takowego zwyczajnie nie nosiła. No, zwykle.
OdpowiedzUsuńZmoczyła mały ręcznik i przyłożyła go do jeszcze mocno ciepłego policzka. Oparła się o umywalkę.
-Zdążyłam już przywyknąć do tego w tym stopniu, że jest mi już wszystko jedno co robi.- stwierdziła. Wiedziała, że jej postawa jest zła. Nie powinna tak się poddawać, a robić wszystko by zakończyć tą farsę z ojcem. - Nie jest tak źle, prawda?- zapytała z nadzieją, wracając do niego i siadając na łóżku. Wskazała miejsce obok siebie, po czym na chwilę odsłoniła policzek.
Ah posiadanie innego ojca było jej największym marzeniem. Takiego kochającego, odpowiedzialnego...
Zachciało jej się płakać, czując jak bezradność ją niemalże rozpiera.
Aurelia
- Nie! - odparła odruchowo. Gdyby powiedział jej prawdę, to na pewno by nie poszła... Zreszta była w takim stanie, iż gdyby ją popchał, to sama by szła. Nawet jeśli mówiłaby co innego. Nie była w stanie zapanować nad własnym ciałem i zapewne nawet lekki podmuch wiatru mógłby ją w pewien sposób uszkodzić.
OdpowiedzUsuń- Za ile? - zapytała, wsuwając dłonie w rękawy koszulki. Jeszcze bardziej się skuliła z nadzieją, że to w pewnym stopniu ją ogrzeje. Doszła jednak do wniosku, że to i tak nic z tego. Przerzuciła jedną nogę przez nogi chłopaka, po czym dźwignęła się nieco i wylądowała siedząc okrakiem na nim. Spojrzała mu w oczy, a dłonie ułożyła na jego ramionach.
- Co się dzieje? Czemu... Czemu wszystko wiruje? Czemu masz cztery oczy? - zapytała, odruchowo się od niego odsuwając. Patrzyła na niego z przerażeniem, nie wiedząc gdzie ma uciec. Wyglądałstrasznie, niczym potwór z jej koszmarów. - Odejdź! Idź stąd! - krzyknęła głośno, uderzając plecami o ścianę, która byłą naprzeciw chłopaka.
Rosie
Zignorowała już wcześniejsze jego słowa. Teraz co innego miała na myśli. Wyglądał jak potwór! Wielki i okropny potwór, który patrzył na nią tymi swoimi wstrętnymi oczami. Każde z czterech oczu wpatrywało się w nią z wielkim obrzydzeniem, ale i też pewnego rodzaju pożądaniem. jakby... jakby chciał ją zjeść.
OdpowiedzUsuń- Idź stąd! Zostaw mnie! - krzyknęła, starając się nieco uspokoić. Znów mu zaufała. Zamknęła oczy, policzyła do dziesięciu, a kiedy je otworzyła, to było jeszcze gorzej!
Siedział tam. Dalej miał dwie pary oczu. Jednak zamiast rąk miał paskudne macki... Chyba tak to się nazywało. Zamiast ust wielkie kły pająka [Nie umiem opisać tego co mi po głowie chodzi... Jeśli oglądałaś Władcę Pierścieni, to będziesz wiedziała o co mi chodzi :D].
- Idź stąd! - krzyknęła głośno, obliczając odległość ze swojego miejsca do drzwi. Ostrożnie wstała z podłogi i pędem ruszyła w stronę drzwi. Znów się jednak przewróciła. Jeszcze bardziej obiła sobie kolana. Udało jej się jednak wyjść z łazienki. Na czworakach przeszła do łóżka, a stamtąd chwyciła koc, którym okryła się.
- Zostaw mnie... Idź stąd... Nie dotykaj, idź - szeptała, bez większego składu i ładu.
Rosie
[To ten pająk, co chciał zjeść tego rudego? I był zaprzyjaźniony z tym co miał taką wielką brodę? Wybacz, jednak Harry Potter to nie moja bajka. Ale chyba te pająki sa do siebie podobne xD]
OdpowiedzUsuńNie miała siły na dalszą ucieczkę. Bała się, jak cholera, świat jej się walił, a ona nie miała sił nawet na to, aby wstać i uciec stąd, jak najdalej się tylko da.
Mocno zacisnęła powieki, starając się nieco uspokoić. Wmawiała sobie, że tam nic nie ma. Nic jej nie grozi, lecz i to nie działało na nią zbyt dobrze. Cały czas wyobraźnia podstawiała jej widok tego potwora. I nic nie chciało go odpędzić.
- Idź stąd, proszę... - jęknęła błagalnie, mocniej wtulając się w koc. Nie był on miękki i ciepły. Raczej szorstki i powodował bardzo nieprzyjemne uczucie drapania.
- Nie pal... - mruknęła cicho, prosząc. Zaczęła się krztusić, choć nie do końca wiedziała czym. Znów dostała schiza. Tym razem polegał on na tym, iż z jej ust zaczęła cieknąć krew. Dużo krwi, bardzo dużo krwi.
- Co mi zrobiłeś? - jęknęła głośno, starając się wytrzeć zamazane krwią dłonie o koc.
Rosie
Prychnął żałośnie. Właśnie, że to była jego wina, to wszystko było tylko i wyłącznie jego winą.
OdpowiedzUsuń- W porządku – odpowiedział. Rozumiał to, co powiedział, że mu przykro. Co więcej człowiek może powiedzieć w takich chwilach? Jacka nie było stać na więcej, kiedy to Ethan mu się zwierzył. – Byliśmy u jej rodziców. Rodziców Annie, mojej żony – wyjaśnił. Zaczął mówić i już nie potrafił się powstrzymać. Czuł, że musi to komuś teraz powiedzieć. A skoro to był Ethan, niech tak będzie. Może nie powinien akurat jemu, nastolatkowi, który miał swoje problemy, równie wielkie i nie powinien słuchać o innych, które również go przerastają. Był za młody. Dlaczego dorosły facet miał mówić dzieciakowi takie rzeczy? Ale było już za późno, Jack miał w głowie jedynie swoją rodzinę, którą stracił. – Jeden z rodzinnych obiadków. Annie chciała zostać dłużej, a ja, już nie pamiętam dlaczego, chciałem wracać do domu. Gdybym jej uległ… To nie ja byłem pijany, a czuję się, jakbym wypił wtedy litry wódki – powiedział cicho, ocierając kąciki oczu. – Ten skurwiel przeżył. Zawsze tak jest – pokręcił głową. – Oni zawsze się wylizują.
Nie dbał o sens swoich słów, nie zwracał na to najmniejszej uwagi.
Jack
[No to o podobne cos mi chodzi :D. I nie powinnam grac w simsy i odpisywać. Chyba się odmóżdżam :C ]
OdpowiedzUsuńGdyby sobie poszedł, to by się nie obraziła. Albo dostałaby kolejnego ataku, po którym nie wiedziałaby nawet, jak się nazywa. Jeszcze przez chwilkę gadała bez sensu, a potem dałą się przytulić chłopakowi. Mocno się w niego wtuliła, zastanawiając się, czy to w ogóle kiedyś minie. Wiedziała, że jej się wydaje, jednak nie umiała nic z tym zrobić. Nie umiała zaradzić, ani jakoś się ogarnąć.
Nie wiedziała ile czasu minęło. W końcu jednak powoli się uspokajała. Dość nerwowo podniosła głowę do góry i z wielka ulgą odkryła, iż potwora już nie ma. Zamiast tego był Ethan. Ten sam co ją tutaj przyprowadził, ten sam co dał jej swoją koszulkę i ten sam, którego tak bardzo chciała unikać.
- Co... Co się stało? Co się dzieje? - zapytała cicho, starając się złapać spojrzeniem w jego oczy. Robiła to zawsze kiedy się denerwowała, bo to działało na nią dziwnie uspokajająco.
Rosie
[Ehe... Ja tam czekam, aż na torrentach się pojawi, bo ja to biedna licealistka. I na takie rzeczy nie mam nigdy kasy XD]
OdpowiedzUsuńOdetchnęła głęboko. Naprawdę fajnie było widzieć jego twarz i jego osobę. Odetchnęła raz jeszcze, uważnie obserwując jego twarz. Nie wiedziała, czy to zasługa alkoholu, czy po prostu tego, iż od zawsze widziała w jego twarzy coś atrakcyjnego, choć sama nie potrafiła sprecyzować co to takiego.
Zauważyła ten gest. Był tak blisko... Zamknęła nawet na moment oczy, czekając na ten moment. Chciała tego pocałunku, naprawdę. I co z tego, że tak jakby kogoś miała? I co z tego, że była od niego starsza? I wbrew pozorom była za niego odpowiedzialna. Był uczniem w szkole, w której miała praktyki... To sie jednak nie liczyło. Drgnęła nieznacznie, układając dłoń na jego plecach. Drugą delikatnie pogładziła jego policzek, po czym bez większego zastanowienia musnęła delikatnie jego usta.
Rosie
Nie potrafiła zrozumieć, jak mogła być aż tak głupia. W końcu doskonale wiedziała, że wszystko było w stanie wyprowadzić ją z równowagi i wprowadzić w stan bliski rozpaczy. Była na siebie naprawdę wściekła. Co ją podkusiło, żeby wybrać się ze znajomymi do klubu i w dodatku jeszcze samej zdecydować się wracać do szkoły? W końcu mogła kogoś poprosić o odprowadzenie, prawda? Była prawie pewna, że ów ktoś na pewno by się zgodził. Ale nie. Zawsze musiała stawiać dobro innych nad swoje i pozwolić im się dalej bawić, podczas gdy ona teraz ledwo żyła ze strachu.
OdpowiedzUsuńBardzo się starała, ale to było silniejsze od niej. Taka już była od zawsze, choć do teraz nie zdołała się do tego przyzwyczaić. Irytowało ją to, frustrowało i równocześnie dodatkowo pogarszało sytuację.
Była mniej więcej w połowie drogi, kiedy każdy szelest sprawiał, że stawała na baczność. Doskonale wiedziała, że to tylko kolejny bezpański pies czy kot lub szelest liści na chłodnym wietrze, ale i tak za każdym razem podskakiwała, a potem łajała się za to w głowie. To także nie polepszało sytuacji, ale przynajmniej pomagało jej choć na chwilę zająć się czymś innym, skupić myśli wokół czegoś innego.
Niemalże krzyknęła, kiedy zauważyła idącą w jej kierunku męską sylwetkę. Było zbyt ciemno, żeby dostrzec twarz ów mężczyzny, ale była pewna, że i tak pewnie by tego typka nie rozpoznała. Nie miała pojęcia, co powinna teraz zrobić. Paniczny strach niemalże całkowicie przysłonił jej pole myślenia. Nie mogła uciekać, bo przed nią było jeszcze sporo drogi do szkoły, w dodatku znając jej szczęście od razu potknęłaby się w tych ciemnościach. Nawet idąc stosunkowo wolno ciągle na coś wpadała. Zaczęła żałować, że jak zwykle włożyła zwiewną sukienkę, zamiast spodni. Może wtedy byłoby jej łatwiej uciekać.
Zamiast wykonać jakikolwiek ruch, stała po prostu na samym środku uliczki, trzęsąc się z zimna i strachu. Czuła to złowieszcze zimno, które zwykle towarzyszyło jej podczas ataków paniki. O nie. Teraz nie mogła sobie na to pozwolić. Musi się powstrzymać.
Było już za późno. Pozostało jej tylko dotrzeć jakoś do najbliższej ściany, skulić się pod nią i zamknąć oczy, żeby jakoś to przetrwać. Fala panicznego lęku zalała ją nagle, niespodziewanie, przez co było jeszcze gorzej niż zwykle. Nie mogła przestać się trząść ani w ogóle się ruszyć. Próbowała skupić na czymś myśli, ale wszystkie wędrowały tylko wokół nasilających się zapachów i coraz głośniejszych kroków, które słyszała jakby w oddali.
Adalyn/Aidan
[No tak. Skoro pracujesz, to możesz sobie na to pozwolić :D ]
OdpowiedzUsuńNie wiedziała, czy to taki dobry pomysł. Nie chciała wyjść na jakąś łatwą, czy coś w tym stylu. Jednak nie mogła oprzeć się tej pokusie. Uśmiechnęła się delikatnie do niego, po czym ostrożnie musnęła go po raz kolejny. Dostała swoją odpowiedź, więc postanowiła działać dalej. Nie zamierzała jednak dawać mu całej siebie. W pewnej chwili przerwie... tak, na pewno da radę.
Chwyciła wargami jego język i przez króciutką chwilkę tak trzymała. W końcu jednak puściła i przejechała językiem po jego. Mruknęła przy tym, niczym zadowolony kot i przysunęła się do niego jeszcze bliżej.
- Seks nie wchodzi w grę... - zastrzegła na moment odrywajac się od jego ust. Przejechała spojrzeniem po jego twarzy, chcąc się czegoś w niej doszukać. Czegokolwiek. Czekała na jego odpowiedź. Dalej chciała go całować, jednak nie mogłaby tego robić z myślą, iż on może liczyć na coś więcej.
Rosie
[Mam lepszy pomysł... nie kupuj teraz tylko poczekaj, aż stanieje :D ]
OdpowiedzUsuńMimo swoich słów, to chciała aby doszło do czegoś więcej. Jego dotyk działał na nią wręcz rozbudzajjąco. Jej nieśmiałość się chowała, a ona chciała mu się pokazać z jak najlepiej strony. Nie jako ta nieśmiała Rosie, którą jest na co dzień. Ale jako kobieta, która potrafi rozbudzić wyobraźnię mężczyzny. Chciała, aby ją dotykał, całował... Wszędzie. Chciała poczuć go nie tylko na, ale i też w sobie. Bez względu na to co wcześniej mówiła.
Znów mruknęła, czując jak policzki coraz bardziej jej się rumienią. Uśmiechnęła się do niego niepewnie, po czym pociągnęła go za szlufki od paska do siebie. Sama opadła na podłogę, uda mocno zaciskając na jego biodrach, coby mieć pewność, że jej nigdzie nie zwieje, po czym delikatnie przygryzła jego dolną wargę.
Rosie
[Dobra... Możemy przeskoczyć do akcji po? Bo już nie wiem co mam opisywać. Moje seriale się zaczęły no i tak jakoś.... xD]
OdpowiedzUsuńRosie
Westchnęła. Opadła na plecy, kładąc się w połowie na łóżku. Wbiła wzrok w biały, nieco brudny sufit. Swoją drogą powinni odmalować wszystkie te pokoje w wakacje!
OdpowiedzUsuń-Rodziny ojca nie ma co prosić, bo będzie jeszcze gorzej.- stwierdziła, odgarniając wszystkie włosy z twarzy- A.. mamy... -to słowo zawsze powodowało u niej jedno, oczy pokryły się w momencie słonymi łzami. Szybko je otarła, ale pewnie i tak je zauważył-... mało kto interesowałby się moim losem. Rodzina mamy od zawsze była na "nie" dla tej rodziny, więc z większością mama przestała utrzymywać kontakt. Jedyną osobą, na którą jako tako mogłabym liczyć jest brat matki.- gdyby to było takie proste- Ale nie mam z nim żadnego kontaktu.- dodała po chwili, spojrzała na niego.- To i tak nic nie da. W końcu ucieknę od niego.- uśmiechnęła się, jakby chciała sobie to wmówić. Uwierzyć, że faktycznie tak będzie.
Aurelia
[Zrób mi też. Mi się nie chce wstać z fotela :C Simsy kiedyś stanieją... jak każda gra zresztą xD ]
OdpowiedzUsuńZmęczona opadła na łóżko. Powoli odwróciła głowę w jego stronę i ze zdziwieniem odkryła, że zobaczyła w nim kogoś wiecej, niż tego chłopaka, za którego uważała go do tej pory. Zapewne kiedy się obudzi i wytrzeźwieje, to o wszystkim zapomni... Ale i tak było warto. Chociażby dla tego, co czuła teraz. W tej właśnie chwili.
- Coś ty ze mną zrobił? - zapytała cicho, po czym delikatnie musnęła ustami jego ramię. Bladawy uśmiech pojawiłsię na jej ustach.
Rosie
- Tobie - burknęła, przypatrując mu się podejrzliwie.
OdpowiedzUsuńNie lubiła się bawić w niańkę, a ostatnio ten obowiązek spadał na nią bardzo często. Nie była też głupia, by nie wiedzieć, co się dzieje. Wystarczyło, że rzuciła na niego okiem i już wiedziała, że podczas jej nieobecności musiał czegoś zażyć. Albo był mistrzem aktorstwa i chciał jej się pozbyć. Albo przechodził przez ciężki okres zwany „huśtawkami nastroju”. Jeden pies.
Wiedziała, że dziś sobie nie odpuści. Chciała dowiedzieć się czegokolwiek. Chciała w końcu wydusić z niego choćby najdrobniejszy szczegół. Była zdeterminowana i chyba tylko dla tego nie rzuciła się na niego, wyzywając od idiotów.
Stanęła centralnie nad nim i uśmiechnęła się najsłodziej jak tylko potrafiła. Odgarnęła włosy na plecy i wyciągnęła do niego dłoń, licząc, że w takim stanie łatwiej go będzie na coś namówić. Zresztą - z dawnym Ethanem też nie było wielkich problemów.
- Zobacz jaka ładna noc - rzuciła - idziemy się przejść czy wolisz marznąć na tej podłodze?
R.R.T.
[Ciastka? Masz ciastka? Pieprzyć diety i figurę, bo chcę ciastka C: Choć sama mam w kuchni... Tak daleko to jest, a ja mam dziś wielkiego lenia :( ]
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się delikatnie słysząc jego słowa. Doprawdy miło było usłyszeć, iż mu się podobało. Jej samoocena znacznie się podwyższyła, tym bardziej, iż nie zasze to słyszała. Właściwie, to prawie wcale.
- Nie pal... Poczekaj chwilkę - mruknęła cicho, chwytając delikatnie jego dłoń. Nienawidziła zapachu papierosów, gdyż od razu robiło jej się niedobrze... Może dzięki temu w końcu lepiej się poczuje? Bo to, ze dostała idealnego spełnienia, nie oznaczało też, iż przestało jej być niedobrze. Cały czas kotłowało jej się w żołądku, lecz przynajmniej teraz nie miała żadnych zwidów.
- Przeniesiemy się do mnie? - zapytała, sama się sobie dziwiąc. CO prawda nie imała się czym pochwalić, no ale... Zaproponować mogła. Jej mieszkanie wyglądało strasznie, tak to dobre słowo. Strasznie i potwornie. Kurz, syf i materac robiący za łóżko. Ale lepiej tam, niż tutaj. Tutaj nie mogli przecież spać, a tam będą mogli zostać do rana.
- Zapalisz po drodze - mruknęła, ściągając dłoń z jego dłoni i delikatnie głaskajac go po policzku.
Rosie
Czyli wieczór można uznać za totalnie porąbany. Jack nie tego się spodziewał i nie tego oczekiwał. Ale dobrze było móc to w końcu z siebie wyrzucić. Cudowne uczucie. Chociaż przez chwilę nie czuł się sam i to było cudowne.
OdpowiedzUsuń- Tak… - westchnął.
Człowiek, który pijany zasnął przy kierownicy oraz ten, który tak mocno skrzywdził matkę Ethana… Co się dzieje z tobą, świecie?
- Masz jeszcze jednego? – zapytał, patrząc na niedopałek skręta. Nie miał ochoty dłużej rozmawiać na temat „żywy-umarły”. Nie teraz, nie, kiedy powiedział, co powiedział. Po prostu nie.
Niech się zjarają, schlają i co tam jeszcze. Chciał pomóc dzieciakowi, a tymczasem skończy jak on. No, piękny dawał przykład, nie ma co.
Jack
[Z fotela przeniosłam się na łóżko. I właśnie zajadam się ciastkami xD. Jakie miałaś? :> ]
OdpowiedzUsuńNie słyszała tego. Zazwyczaj jej faceci nic nie mówili, tylko zasypiali. Ewentualnie gapili się bezsensu w sufit. Sama Rosie czasami, po udanym seksie, chciała usłyszeć coś miłego, coś dzięki czemu poczuje, że to było coś więcej, niż tylko bezsensowne jęki i pomrukiwania. Ethan właśnie jej to zapewnił, więc chciała mu się w pewien sposób wynagrodzić.
Odebrała od niego swoje ubrania, po czym szybko zaczęła je na siebie nakładać. Po chwili była już ubrana, co prawda nieco się chwiała, lecz mimo wszystko trzymała pion. Przynajmniej się starała.
Kilka minut później byli już w jej mieszkaniu. Śmierdziało tu trochę farbą, klejem, kurzem i wszystkim tym, co się dzieje podczas remontów. Jej to jednak nie przeszkadzało. I miała pewność, że rano Ethan dalej z nią bedzie i nigdzie nie zwieje... Większą pewność, niż w w tamtym pokoju.
- Mam tylko materac, dwie poduchy i kołdrę. W jakieś szafce powinna być butelka z colą - powiedziała dość niepewnie. Jeszcze nie była tutaj do końca wprowadzona... Właściwie, to mieszkanie było remontowane i nie nadawało się to użytku. Jednak jeden pokój - jej sypialnia - był już pomalowany, a nawet miał dywan i materac, na którym można było siedzieć, ewentualnie spać. I tam też właśnie go zaprowadziła.
- Zamknij oczy - powiedziała z uśmiechem i nie czekając na jego gest, pocałowała go w usta.
Rosie
[Ja mam podobne do oreo. Z tym, że dwa są maślane, a ten krem w środku jest jakiś taki... aż mi słowa brakuje, aby to opisać xD]
OdpowiedzUsuńNie wiedziała co będzie jutro, za godzinę, czy za chwilę. Liczyła się tylko i wyłącznie ta chwila. A w tej chwili byli razem, a ona czuła się szczęśliwa. Po raz pierwszy, od bardzo dawna, nie czuła się tak podle i tak bardzo źle. Kłótnie rodziców jej nie obchodziły, zdrady Gabriela również jakoś tak jej wisiały. Teraz liczył się tylko Ethan. Zapewne gdyby była trzeźwa, t nawet by tak nie pomyślała... Jedyny plus tego jej upicia.
- Nie mam niespodzianki. Ale będzie na miło - odparła z uśmiechem. Nie chciała go okłamywać. Jej wyobraźnia pracowała na bardzo wysokich obronach, a przez to miała same nieprzyzwoite myśli w głowie. Nie chciała mu niczego obiecywać, bo nie mogłaby spełnić jego fantazji. Czuła się zbyt niepewnie w tym wszystkim.
- Próbowałeś... kiedyś... miłości... francuskiej? - zapytała dość nieśmiało, w przerwach pomiędzy kolejnymi pocałunkami. W międzyczasie pozbyła się zarówno jego, jak i swojej koszulki, które wylądowały na puchatym dywanie.
Rosie
[Też uwielbiam oreo. Niedawno wyczaiłam ciastka, które smakują niemal identycznie... Ale zapomniałam jak się nazywają :C
OdpowiedzUsuńNo i ten... Ogólnie to możemy pominąć sceny seksu, jeśli chcesz. No i idę spać. Dobranoc! :) ]
Naprawdę była przy nim szczęśliwa. Czuła się dobrze, a jego dotyk działał uspokajająco, łagodząco. Pragnęła czuć go całą sobą, znów dostać tego spełnienia.
Mruknęła cicho, wprost w jego usta. Następnie pokiwała twierdząco głową. Dopiero po krótkiej chwili zdała sobie sprawę, iż może się nie domyślić o co jej chodziło. A nawet mógł tego nie zauważyć. Przecież różnie to bywało.
- Tak... Chcę - odpowiedziała, dłonie zaciskając na jego włosach. Pomimo swojego obecnego stanu doskonale zdawała sobie sprawę, iż nie powinna się czegoś takiego dopuścić. Powinna świecić przykładem, a tymczasem poszła do łóżka jednym ze swoich podopiecznych. Jednak gdyby mogła cofnąć czas, to i tak wybrałaby to samo. Mogłaby poświęcić wszystko dla tych kilku chwil bliskości.
Sama nie była dobrą kochanką, a swoje dziewictwo utraciła stosunkowo niedawno. Zazwyczaj wstydziła się do tego stopnia, iż nie potrafiła odważyć się na śmielsze gesty, czy też czyny.
- Chodź... - mruknęła cicho, ciągnąc go delikatnie za rękę. Przesunęli się w stronę materaca. Na którym to blondynka usiadła, a spojrzenie wlepiła w chłopaka, czekając na jego kolejny ruch.
Rosie
[Może Moore byłby takim dobrym kumplem do picia, opieprzania jej i zżynania pracy domowej od dziewczyny? xD]
OdpowiedzUsuńLauryn
(Jak tylko sobie przypomnę, to dam Ci znać, bo na chwilę obecną w mojej głowie jest pustka xdd.
OdpowiedzUsuńOsobiście jest mi wszystko jedno. Sama niezbyt potrafię opisywać, ale nauczyć się też kiedyś trzeba :-D
Lecimy na żywioł, bo mi nic nie świta w głowie, lecz możliwe ze to przez nie wyspanie się xd.
No i odpisuje z telefonu :-)
Z każdą kolejną chwilą czuła coraz większe podniecenie. Jej ciało było rozpalone do granic możliwości, a ona nie potrafiła trzeźwo myśleć. Już nic się nie liczyło. Nic prócz jego dotyku, pocałunkow, smaku ust...
Jeknela głośno, czując narastającą przyjemność. Pragnęła go jeszcze bardziej, niż wtedy. Chciała znów go poczuć w sobie i na sobie. Chciała poczuć ten dziwny rodzaj szczęścia i wypełnienia.
Jego błękitne oczy sprawiały, że zapomniała, jak się nazywa. Ich spojrzenie wywoływało poczucie, iż to, co robiła jest właściwe. Skoro oboje czerpią z tego korzyści, to chyba nic złego. Nie była nauczycielka, tylko praktykantka, co znacznie poprawiało ich sytuację.
Jeknela. Fala ciepła rozlala się po jej ciele. Przekrecila głowę na bok, aby móc obserwować jego poczynania, natomiast dłonie zacisnela na materiale kołdry, która znalazła się pod jej tylkiem. Poruszała biodrami do rytmu, w jakim jej zagrał, a z każdą kolejną chwilą czuła się coraz lepiej.
- Cze.. Mu? - jeknela, widząc ze przerywa. Odwróciła nawet głowę, aby spojrzec mu w oczy, lecz nie dostrzegła w nich swojej odpowiedzi. Rozluznila uścisk dłoni i pomrukujac cicho, ostrożnie przyjechała opuskiem palca po policzku chłopaka.
Rosie
Jack miał nadzieję, że nic nie będą z tego pamiętać. Niech wiedzą tylko tyle, że Frost odprowadził go do pokoju, a potem poszedł do siebie i starszy. Więcej nie potrzebował ani jeden, ani drugi.
OdpowiedzUsuńChociaż z drugiej strony lepiej, żeby Ethan pamiętał, że się wygadał, może będzie się czuł z tym jakoś… lepiej? Chociaż trochę?
Kiwnął głową, biorąc od niego jointa.
- Nie, dziękuję.
A potem już nic nie powiedział. Widocznie chwila ciszy była im teraz potrzebna i nie musieli nic mówić. Jedyne, co było słychać, to drobne szmery zza okna.
Jack
(Nazwy ciastek nie odkryłam, ale raczej na pewno były kupowane w Lidlu :-D. No i znów z telefonu leci xd)
OdpowiedzUsuńByła zabawką w jego rękach. Mógł robić z nią co tylko chciał, a ona i tak nie powiedZiałaby słowa sprzeciwu. Oczywiście, że chciała aby dotknął ją tam o wiele, wiele wcześniej. Stwierdziła jednak, że nie robi tego z chamstwa, lecz aby dodać jej przyjemności.
Jeczala, wijac się pod jego dotykiem. Ruszala biodrami, gdyż nie mogła nad tym zapanować. Nic i nikt inny już się dla niej nie liczylo. Był tylko Ethan. On i tylko on...
- Ethan! - krzyknęła, czując jak ten odpowiedni moment zbliża się coraz szybciej i szybciej. Czuła, że ich zabawa za moment się skończy. Oddychała coraz ciężej, nie mogła złapać tchu, aż w końcu...
Głośny krzyk rozkoszy wydobył się z jej ust. Ciało wygielo się e dość nienaturalny sposób, a po chwili bezwiednie opadło na materac. Przez krótką chwilę tak właśnie leżała. Jednak w końcu ostrożnie podniosła się do pozycji siedZącej. Przejechała palcem po jego ustach, które zaraz też delikatnie musnela. Na razie nie miała sił, aby mu się odwdzięczyć, więc zrobiła chociaż tyle, by mu podziękować.
Wróciła do swojego leżenia. Zamknęła oczy, narzucając na nagie i rozpalone ciało kołdrę, w ktora też zaraz się wtulila.
Rosie
(Moją zjadła szkoła. Ale tak źle, mam nadzieję, nie jest :)
OdpowiedzUsuńBrak rewanżu nawet nie wchodził w grę. Ta kwestia była dla Rosie wnet priorytetowa. Chciała zapewnić mu taką samą przyjemność, jaką on zapewnił jej. Ale nie teraz. Za chwilkę, kiedy troszkę odpocznie i nabierze sił. Z początku sądziła nawet, że ja zmusi do czegoś. Dlatego odetchnęła z ulgą, kiedy położył się tuż koło niej i nie naciskał. Była zmęczona i walczyła ze snem. Wiedziała jednak, ze jeśli zamknie oczy, to nie będzie mogła mu się odwdzięczyć, bo zwyczajnie zasnie. A rano to już nie będzie to samo.
Powoli przekrecila się na drugą stronę, aby być twarzą w twarz z chłopakiem. Dość nieśmiało musnela go w policzek, a potem e czubek nosa.
- Mam brzydki zwyczaj oceniania po pozorach - mruknela w pewnej chwili. - Nie jesteś tak bardzo zły, jak początkowo sądziłam - wyznała, po czyn delikatnie musnela go w usta. Oczywiście gdyby wiedZiała, że to on stoi za jej zwidami, to w życiu by mu tego nie powiedziała. Nawet by się dotknąć nie dała, a co dopiero zAprosić do siebie. Jednak nie wiedziała i cieszyła się z tego, że Ethan jest z nią teraz.
Rosie
Gdyby ktoś, kiedyś w przeszłości powiedział jej, iż wyląduje w łóżku z Ethanem, to by go wyśmiała. Nie tyle, co bała się chłopaka, co czuła dziwne coś, czego nie potrafiła opisać. Słyszała plotki, więc wiedziała, że bierze narkotyki, może nieco nadużywa alkoholu, a także często jest poobijany. Dlatego tak bardzo starała się go unikać. Nie chciała być wciągnięta w jego gierkę. Nie spodziewała się jednak, że została wciągnięta w nią całkowicie nieświadomie. Nie wiedziała, że to on jej czegoś dosypiał. Nie wiedziała, że ktokowiek dosypał jej czegokolwiek. Sądziła, że to wina przedawkowania alkoholu.
OdpowiedzUsuńDawno temu autorka Rosie, czytała bardzo genialny, a jeśli autorka Ethana jest mądra, to zorientuje się, że to sarkazm [:D], artykuł o tym, iż jeśli dwoje ludzi czuje do siebie pociąg seksualny, to znaczy, iż prawdopodobnie będzie łączyło ich coś więcej, niż tylko łóżko. Panienka Hamilton w to nie wierzyła... nawet nie miała zamiaru w to wierzyć, bo wydawało jej się to wnet absurdalne. Ponadto tak jakby kogoś miała.
Oddała mu pocałunek, jednak jęknęła niby to obrażona, gdyż zepsuł jej pomysł, na rewanż. Zsunęła się nieco na jego biodra, czując jak męskość napiera na jej krocze. Uśmiechnęła się nieznacznie, po czym wyswobodziła się z jego uścisku i położyła się na boku. Chwyciła chłopaka za rękę, aby zrobił to samo. Dzięki temu leżeli twarzą w twarz.
Musnęła jego usta, podczas gdy dłonią powoli zaczęła wędrówkę po jego brzuchu. Zatrzymała się przy spodniach, które szybko rozpięła i wraz z bielizną zsunęła w dół, aby jej nie przeszkadzała. Chwyciła w dłoń jego przyrodzenie, delikatnie je masując. Jej ruchy były powolne, lecz pewne. Jakby ślimacze. Tak samo było z pocałunkami. Powolutku pieściła jego usta swoimi. Jej się nigdzie nie śpieszyło i wydawać by się mogło, że jemu również nie.
[Dorwałam się do laptopa i. mam nadzieję, że nie jest tragicznie. Rozszerzenie z historii i polskiego powoduje, że nie myślę w innych kategoriach xD]
Rosie
[Też się dziś wysłowić nie mogłam, na lekcji niestety :C. To była jakaś masarka. Jak będzie źle to krzycz, wołaj, cokolwiek :D ]
OdpowiedzUsuńW chwili obecnej trochę obawiała się jutra, ponieważ nie wiedziała, czy będzie coś z tego pamiętała. Naprawdę chciała zapamiętać te wszystkie chwile... Chwile namiętności, pożądania. Tego uczucia, które się między nimi wywiązało, a które dało jej tak niewyobrażalnie wielką rozkosz. Czułą się wspaniale i ostatkiem sił starała się mu odwdzieczyć.
Takie artykuły tylko mieszają kobietom w głowach. Rosie była tego świadoma, tak samo jak i jej autorka, która czyta takie mądrości głównie dla poprawy humoru.
- Nie ruszaj się. I nie dotykaj - mruknęła odrywając się od jego ust. Pogroziła mu jeszcze palcem przed nosem, po czym musnęła ustami jego żuchwę,szyję, wystający obojczyk. Przeniosła się na drugi koniec materaca, cały czas patrząc chłopakowi w oczy. Tam przybrała najwygodniejszą pozycję i delikatnie musnęła ustami główkę jego przyrodzenia. Nigdy nie była w tym dobra i nie za bardzo wiedziała, jak mogłaby mu sprawić największą przyjemność. Postanowiłą jednak iść, jak zawsze, na żywioł. Poruszała ustami, co jakiś czas ssąc skórę i poruszając dłonią. Nie zapominała również o jądrach, po których kilkakrotnie przejechała językiem.
- Nie kończ mi ustach - poprosiła cicho. Do samej miłości francuskiej już się przekonała. Jednak gdyby nasienie wylądowało w jej ustach... Sama wizja napawała ją niejakim wstrętem i obrzydzeniem.
Rosie
Może i dobrze, że ktoś szedł. Czas najwyższy iść do domu i spróbować zasnąć. Czy coś.
OdpowiedzUsuń- W takim razie... pójdę już do siebie - oddał mu skręta, wstając z łóżka. Już tu nic nie zmienią. Wygadali się, powiedzieli sobie o największych sekretach, co tak bardzo ich zmieniło i już nie będzie jak dawniej. Trudno. Już nie zmienią przeszłości, chociaż bardzo mocno by tego chcieli.
- Trzymaj się - podszedł do drzwi i nasłuchiwał. Meh, jak go złapią... coś się wymyśli. Wymyśli jakąś bajeczkę, w końcu nauczał pieprzonego aktorstwa. A jak nie... to trudno, pójdzie na bezrobocie. Przecież nie zrzuci wszystkiego na Ethana, który potrzebował pomocy. Szkoda, że tej pomocy nie chce przyjąć. Byli do siebie podobni, Jack również nie chciał, żeby ktoś mu pomagał; czuł się winny, więc czemu ktoś miałby chcieć nieść mu pomocną dłoń, hm? To była jego wina.
Jack
Rosie w chwili obecnej była nacpana, a także pijana. Nie wiedziała, czy Ethan szukał sobie zabawki ba tę noc, czy też rzeczywiście poczuł do niej namiętność, pożądanie. Nie chciała polykac, czy też nawet trzymać w ustach jego nasienia. Nie była jeszcze tak odważna w sprawach lozkowych. Blondynka była osobą, która, aby coś zrobić, musi się do tego odpowiednio przyzwyczaić. Najpierw w swojej głowie, a potem w czynach. Na razie połykanie jest na etapie przetwarzania w glowie. Jednak już teraz wiedziała, iż jeśli kiedykolwiek do tego dojdzie, to tylko z osobą, z ktora wiąże ją bardzo silna więź, być może nawet i miłość.
OdpowiedzUsuńDziewczyna drgnęła nieznacznie, kiedy przyciągnął jej głowę do siebie. Zaraz jednak uśmiechnęła sięlekko i kontynuowała swoje poczynania.
Odsunela się na bezpieczną odległość. Przetarla usta dłonią, po czym położyła się na boku, tuż obok niego. Złożyła trzy drobne całusy na jego ustach, a potem ułożyła wygodnie głowę na ramieniu i zamknęła oczy.
Rosie
(Spoko. Daj znać, czy są fajne w ogóle :-D. Odpisuje z telefonu, eh... ;)
(Rozumiem... Tak jakby. Odpisuje z telefonu. A powiedz mi jeszcze... Lepsza trójka, czy czwórka? :)
OdpowiedzUsuńObudziła się chwilę po nim. Leniwie otworzyła oczy. Czuła się naprawdę źle. Było jej niedobrze, kręciło się w głowie, a gdyby tego było mało, to czuła nieprzyjemny ból na całym ciele. Bardziej jednak przejmowała się tym, iż jest do kogoś przytulna, a ten ktoś ją glaska po plecach. Ze wszystkich sił starała się przypomnieć sobie co się stało, lecz w jej głowie była kompletna pustka. Nie pamiętała nic.
Drgnela nieznacznie, po czym pokonując cały swój lęk, dzwignela się do pozycji siedZącej. Odwróciła głowę w stronę osoby, którą przy niej leżała i nieco się zdziwiła. Przez chwilę, nieco nieobecnym wzrokiem wpatrywala się w chłopaka. Nieco zamazany obraz ich wczorajszego zbliżenia pojawił się w jej głowie.
- Nie uciekles? - Zapytała mało inteligentnie, delikatnie przyciskajac palce do skroni z nadzieją, że to usmiezy ból.
Rosie
Tak na dobrą sprawę to i ona nie wiedziała, o czym mogłaby z nim porozmawiać, żeby nie nadepnąć na minę i nie wkurzyć go jeszcze bardziej. Anaya nie przepadała za kłótniami, bo jako rozpuszczona dziewczynka z bogatego domu, nie była zwyczajnie przyzwyczajona do tego, aby ktoś na nią krzyczał i z reguły reagowała jeszcze agresywniej niż osoba stojąca po drugiej stronie.
OdpowiedzUsuńGłównie dlatego nie chciała rozmawiać o szkole, o wakacjach, o planie zajęć w nowym roku, o imprezie, która szalała w akademiku... zostawało coś jeszcze?
Nie odzywała się aż do momentu, w którym doszli do restauracji, ale z jakichś powodów ta cisza jej nie przeszkadzała. Pewnie to przez świadomość, że Moore nie chce z nią rozmawiać, a jej uszy chciały choć przez chwilę odpocząć od krzyków i głośnej muzyki.
Na krótki moment tylko objęła go ramieniem i wtuliła głowę w jego ramię, jak ludzie w filmach robią, żeby okazać komuś wsparcie. Nie wiedziała, czy przekładało się to w jakikolwiek sposób na realne życie, ale warto było spróbować.
Weszła do pomieszczenia i usiadła naprzeciwko Ethana, zaglądając do karty dań. Miała rację, że będzie tu względny spokój ze względu na fakt, że zostało jedynie pół godziny do zamknięcia, a większość młodzieży bawi się w najlepsze, niekoniecznie przy jedzeniu.
- Zjadłabym jakiś deser... - mruknęła, w skupieniu studiując listę słodkości w menu. Czy miała zamiar udzielać mu jakichś rad, odnośnie jego życia? Cóż... ona sama nie bardzo wiedziała, co aktualnie zrobić ze swoim, więc byłaby to czysta hipokryzja. Poza tym... Anaya chyba nie nadawała się do takich rzeczy.
- Wiesz, że w mojej klasie jest laska, która myśli, że koniki morskie to mityczne stworzenia? - spytała z rozbawieniem. Gadka szmatka o pierdołach była przynajmniej na ten konkretny moment lepsza, niż wkurzanie go i zamęczanie pytaniami. - w zeszłym roku pokłóciła się z nauczycielką biologii, że ta ma jej bajek nie opowiadać, bo nie jest głupia i wie, że takie stworzenia nie istnieją.
Anaya
[no nie wiem, co tu teraz można im dać, oprócz tego, że się budzą następnego dnia, pamiętają i ciężko im na siebie patrzeć, chociaż Jack mógłby chcieć wykazać się dobrym serduszkiem i mu jakoś pomóc, aczkolwiek ja sama nie wiem, co się robi z takimi ludźmi i co można im mówić… i tu leży pies pogrzebany, cholera…]
OdpowiedzUsuńJack
[ Może wątek z Lisą? ;) ]
OdpowiedzUsuńLisa Lennon
[ To może taki dość oklepany wątek i zgapiony z Twojej karty, ale cóż. ;-; Główka wyprana.
OdpowiedzUsuńLisa wracałaby wyjątkowo późno z biblioteki, bo były porządki i bla, ble. A tu nagle, w połowie drogi, złapałby ją koleś i wiadomo co. No i wtedy Ethan by przechodził, usłyszał, pomógł... i oberwałby kilka razy, więc w ramach podziękowania Lisa się nim zajmie? :) ]
- Zdecydowanie nie żałuję - powiedziała pewnie uśmiechając się przy tym szeroko. - A mają naleśniki z owocami? - zapytała uśmiechnięta jak 5-letnie dziecko. Pochyliła się nad stołem i wyszeptała jakby zdradzała mu właśnie największy sekret. - Uwielbiam owoce - nie miała pojęcia dlaczego mu to mówi. Zapewne miał to głęboko gdzieś. Po prostu miała podejrzliwie dobry humor i mówiła wszystko co jej ślina na język przyniesie.
OdpowiedzUsuń[Przepraszam, że tak długo :/]
Cori