Aidan Gray
Trzecioklasista. Profil: prawo, bo to pewniejszy zawód niż aktorstwo.
Stypendysta. Swoje już więc zrobił, teraz trochę sobie odpoczywa.
Mieszkaniec pokoju numer trzydzieści pięć.
W domu Aidana Graya nigdy nie było zbyt wiele pieniędzy. Starczało im na to, żeby każdy chodził odpowiednio przyodziany i miał pełen żołądek, ale nie byli w stanie nic zaoszczędzić.
Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że matka, chcąc zapewnić mu odpowiednie wykształcenie od najmłodszych lat, wydawała pieniądze przeznaczone na swoje leki na opłaty związane z jego nową szkołą, do której go przenieśli, kiedy ich status majątkowy się polepszył. Po dziś dzień sobie tego nie wybaczył. Wprawdzie wszyscy wokół zapewniali go, że to nie jego wina (w końcu miał tylko siedem lat, skąd miał o tym wiedzieć?), obwinia się o zawał i w efekcie śmierć matki po dziś dzień.
Dlatego też postawił sobie za cel dostanie się do jakiejś szkoły z internatem. Nie mógł już patrzeć swojemu ojcu prosto w oczy. Ojcu, który poświęcił dla niego wszystko i nie oczekiwał niczego w zamian. Nie miał mu nawet za złe tego, że jego matka nie żyje. Owszem, pan Gray zawsze powtarzał mu, że jej decyzja wynikała poniekąd z niewiedzy i ignorancji - ilekroć jakiś lekarz chciał wypisać jej zwolnienie lekarskie, zbywała go machnięciem ręki. Ilekroć wręczał jej gęsto zapisaną receptę, chowała ją na samo dno dużej torebki, obiecując ojcu, że wykupi te najpotrzebniejsze leki następnego dnia. Uważała, że była za młoda na to, by truć się tą całą chemią, jeszcze przyjdzie na to czas. Żadne z tych wytłumaczeń nie zdjęło choćby odrobiny poczucia winy z barków Aidana.
Młody Gray postawił sobie również za cel zarabianie dużych pieniędzy w przyszłości. Dlatego też wybrał St. Katherine's High School. Znajdujący się na ich stronie internetowej banner głosił złotymi literami 100% sukcesu. Brzmiało jak coś, czego szukał.
Od czternastych urodzin harował jak wół. Zaniedbał przyjaciół, mało spał, dużo czytał. Wszystko po to, by otrzymać stypendium, które pozwoli mu się dostać do tej wylęgarni sukcesu.
Taki tryb życia mu odpowiadał. Miał mało czasu na pogawędki z ojcem, co sprawiło, że mniej się stresował. Książki lubił czytać, więc sprawiało mu to tylko przyjemność. A przyjaciele...? Jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi, to będą go wspierać, a jeśli nie, to znajdzie sobie innych.
Aidan Gray należy do tych miłych i porządnych chłopaków, co to zawsze znajdą chwilę, by komuś pomóc. Zawsze wesoły i uśmiechnięty, szczyci się tym, że każdemu potrafi poprawić humor, każdego rozbawić do łez. Uwielbia imprezy, tym bardziej, że nie musi się schlać, żeby dobrze się bawić. Oddany przyjaciel. Miłośnik zwierząt. Mól książkowy. Wielbiciel dobrych filmów. Pasjonat podróży, w które kiedyś się uda, był tego pewien. Aktor. Nie tylko na deskach szkolnego teatru, ale i w życiu. Bezustannie ma wrażenie, że jeszcze nie odkrył samego siebie. A może to nie tylko wrażenie?
Uczęszcza na kółko teatralne oraz na zajęcia z jazdy konnej. Od czasu do czasu pójdzie też na literaturę. Dwa razy w tygodniu (środy i soboty) pracuje przez pięć godzin w szkolnej kawiarence jako kelner, by zarobić trochę pieniędzy na codzienne wydatki i tym samym odciążyć odrobinę ojca.
Często urządza sobie przechadzki po ogrodzie botanicznym. Szczególnie wtedy, kiedy jest zestresowany. To doskonała terapia relaksująca. Bywa też w altance, gdzie czyta opasłe tomy w wyjątkowo słoneczne dni.
Aidan to wyjątkowo przyjazne stworzenie, więc mam nadzieję, że zostanie przez Was przyjęty. W sprawie wątków - preferuję te bardziej skomplikowane. Długość nie ma znaczenia. Chyba wolę zaczynać. Raczej nie odpisuję po kolei, ale wiedz, że na pewno prędzej czy później otrzymasz odpowiedź.

[O witam witam stypendystę ;) Mojej Dan co prawda nie udało się dostać styoendium, mimo to się tu wkręciła, hehe. Myślę, że dałoby się wymyślić razemjakiś ciekawy wątek, co myślisz? ^^]
OdpowiedzUsuńDanielle Gingers
[Stypendysta to fajna sprawa. Przydałby się mojej Cruelli taki miły chłopak, który od czasu do czasu by jej w czymś pomógł, porozmawiał z nią itd ;)]
OdpowiedzUsuńCristin de Von
[O jezu ! Przepraszam ! Zakryłam cię, teraz zobaczyłam godzine twojej publikacji, widocznie zrobiłeś to, kiedy ja dopisywałam notkę odautorksą!]
Usuń[Nic się przecież nie stało, możesz śmiało publikować już teraz :)]
Usuń[Dorwałam się do laptopa - mogę wątkować ♥
OdpowiedzUsuńAch, czuję, że już uwielbiam Aidana :3 Z pewnością mam ochotę na wątek, a skoro wolisz skomplikowane, to można trochę pokombinować. Wydaje mi się, że wieeelkich trudności z wymyśleniem nie powinno być. Tymczasem ja zapraszam cię pod kartę Rox i jeśli faktycznie nabierzesz ochoty do pisania to śmiało informuj! :D
Pomyślnych wiatrów :3]
R.R.T.
[Po pierwsze: bardzo dziękuję za miłe powitanie u mnie pod kartą (;
OdpowiedzUsuńPo drugie: Świetny chłopak z Aidan'a. Wydaje się o stokroć bardziej realniejszy, niż moja Hanna, która jest - swoją drogą - tak specyficznym tworem, że zetknięcie tych dwóch charakterów byłoby ciekawym doświadczeniem. Tylko niestety nie mam pomysłu, jak do tego doprowadzić.
Niemniej ponownie zapraszam do siebie, co dwie głowy, to nie jedna! :3]
Hannah
[Stiles! hejcia x3]
OdpowiedzUsuńJack
[ Może po prostu wspólna przejażdżka konna? po okolicznych terenach. Mogliby się tam lepiej poznać, zagrać w 20 pytań czy coś w ten deseń xD. Odpowiada?]
OdpowiedzUsuńCori
[Muszę powiedzieć, że postać mi się bardzo podoba. Aiden wydaje się naprawdę sympatyczny. Jest o rok młodszy od Ethana i są na tym samym kierunku. Jednak muszę szczerze powiedzieć, że jeżeli chodzi o wątki męsko-męskie to jakoś nigdy nie mam na nie dobrych pomysłów. Jeżeli wpadłoby Ci coś do głowy, chętnie rozpocznę :)]
OdpowiedzUsuńEthan Moore
[Kopalnia pomysłów to ze mnie żadna, kurcze... Może zacznijmy od relacji ;) Moja Dan co prawda nienawidzi większości świata, ale czuję, że z Aidanem odnalazłaby wspólny język... ;)]
OdpowiedzUsuńGingers
Corinne kierowała się w stronę stajni już dobre pięć minut.
OdpowiedzUsuńGdy w końcu dotarła pod boks jej ulubionej klaczy Iluzja zarżała radośnie. Dziewczyna momentalnie przeszła przez drzwiczki i czym prędzej wzięła się za oporządzanie konia.
Gdy siwa klacz była gotowa do jazdy dziewczyna wyprowadziła ją z boksu.
- Na przejażdżkę? - zapytała, klacz już miała rżeć gdy obok niej pojawił się Aidan ze swoim rumakiem. Cori zapamiętywała większość twarzy, z dobraniem do imienia miała już większy problem jednak chłopaka rozpoznała bez problemu. Może przez to, którego konia dosiadał? Nieważne.
- Kojarzę, a co do przejażdżki to bardzo chętnie - odpowiedziała z uśmiechem na jego pytanie. Będzie ciekawie. Po paru chwilach ruszyli.
- Nie znamy się za dobrze, może zagrajmy w 20 pytań? Zaczniesz? - uśmiechnęła się ciepło do chłopaka i pogładziła iluzję po szyi.
Cori Evans
[Ojej, bardzo mi miło! :) W takim razie będę czekała na Twoją żeńską postać. :)
OdpowiedzUsuńBo jeżeli chodzi o te męskie wątki to się z Tobą zgadzam w 100% :)]
Ethan Moore
[No jasne, że zaczynam ;) Ja raczej nie piję, ale postawiłam na rum (metodą losowania, haha) #grzecznedziecko]
OdpowiedzUsuńDo internatu przyjechała jak zawsze jako jedna z pierwszych. Zdążyła już rozłożyć swoje rzeczy, rozsiąść się na łóżku i wpaść w trans szkicowania. Korzystała z każdej wolniejszej chwili, by porysować, malować, poczytać czy w jakikolwiek inny sposób wyżyć się artystycznie. Tych krótkich momentów zdarzało się coraz mniej, czas zdawał się jej przelatywać przez palce, więc chciała wycisnąc z nich wszystko co tylko mogła. Węgiel przejechał przez środek kartki, tworząc brzydką nierówną kreskę przecinającą całą stronę, kiedy wystraszona nagłym otwarciem drzwi aż podskoczyła na łóżku. Zmierzyła przybysza najpierw zwykłym, typowym nieobecnym spojrzeniem, dopiero po chwili uśmiechając się niepewnie.
- Może byś się w końcu nauczył pukać... - westchnęła, po czym uniosła brew, zamykając szkicownik i odrzucając go na szafkę. - Coś ty taki szczęśliwy?
Widząc go nie mogła się nie uśmiechnąć. Należał do tych kilku nielicznych osób, do których odzywała się nie dlatego że musiała, a dlatego że najzwyczajniej w świecie miała ochotę. Oboje pochodzili z niższych sfer, dogadywali się naprawdę dobrze. Czuła się przy nim swobodnie, nie musiała niczego udawać.
- Co tam masz? - zapytała ciekawsko, wstając z łóżka, by się z nim kulturalnie przywitać.
[Uch, przepraszam. Pisane na raty i dlatego takie dziwne ;c]
Gingers
Było na prawdę niewiele osób na świecie, z którymi potrafiła rozmawiać na poważnie. Przy których nikogo nie udawała i mogła wylać swoją duszę. Takim nielicznym kimś był właśnie Aidan. Poznali się zaraz na początku szkoły, jakoś zupełnie przypadkiem i od razu serce jej zapłonęło. Mogła mu zaufać, choćby nie wiadomo co chciała mu powiedzieć. Nawet gdyby przyszła powiedzieć "Zabiłam kogoś", on nazwałby ją niezrównoważoną ćpunką, a później by jej pomógł ukryć ciało i dał alibi. Wiedziała to, o to chodzi w zaufaniu - jest jedno, raz zawiedzione nigdy nie powróci.
OdpowiedzUsuńDzisiejszy dzień miał w sobie coś złego. Od rana chodziła markotna, wiedziała, że nic dobrego się dzisiaj nie stanie, a wręcz przeciwnie. Chodziła po całym internacie jak cień, ubrana cała na czarno, a włosy zakrywały jej twarz. Wyglądała trochę jak z horroru. W takim stanie zaszła aż do części męskiej. Stopy jej zmarzły, a całe ciało zrobiło się jakby fioletowe - zalety bladej cery, widać na niej każde ochłodzenie. W cale nie było zimno, świeciło słońce, ale ona już dwa dni nie wciągała, marzła bardzo szybko. Zapukała do drzwi Aidana i nie czekając na "proszę", weszła. Siedział przy biurku, nawet nie patrzyła co robił.
Bez słowa wsunęła się pod jego kołdrę i leżąc na boku zaczęła go obserwować.
-Popłaczę sobie troszkę - szepnęła a z jej oka natychmiast spłynęła łza.
Cruella
- Moja historia? Prawdziwa? - zapytała zdziwiona. - Zazwyczaj grałam w to na zasadzie krótkich i szybkich odpowiedzi - dodała a po chwili z jej twarzy można było wyczytać, że myśli.
OdpowiedzUsuń- Moja prawdziwa historia... Urodziłam się 13, w piątek. Podobno tego dnia padał śnieg, 97 nie należał do ciepłych lat, zwłaszcza w Anglii. Wydano mnie na świat w jednym z Londyńskich szpitali. Na początku było świetnie. Z bratem dogadywałam się najlepiej na świecie, kochany jest. A rodzice, jak to rodzice. Ktoś musiał zarabiać na chleb, albo w tym przypadku na nowy samochód. Pochłonęła ich praca i chciwość. Wielokrotnie zastanawialiśmy się z Alexem czy nie jesteśmy adoptowani, wcale ich nie przypominaliśmy. Dla nas nie liczyło się to, że mamy drogie ubrania a na obiad możemy jeść kawior. Im byłam starsza tym było gorzej... Rodzice zaczęli wyjeżdżać w delegacje. Na początku na tydzień, potem na miesiąc. Aż w końcu zaczęło się życie na walizkach. Nigdzie nie grzaliśmy miejsca dłużej niż rok. W pewnym momencie moim jedynym przyjacielem był Alex. Miałam dość przyjaźni na 4 miesiące. W pewnym momencie miałam dość. Alex lada dzień kończył 18 a ja znalazłam tą szkołę w internecie. Chciałam gdzieś poczuć się jak w domu. Nawet jeśli miałby być to internat. I tak o to jestem! - zakończyła i wzięła kilka wdechów dla uspokojenia. Opowiadała dużo szybciej niż się spodziewała, więc teraz musiała chwilę odpocząć.
- To teraz twoja kolej - powiedziała wesoło i klasnęła w dłonie!
[ Dylan :) Jak zawsze, życzę dobrej zabawy i niekończącej się weny. W razie chęci, zapraszam do siebie :) ]
OdpowiedzUsuńMelissa
[Dziękuję bardzo.
OdpowiedzUsuńW takim razie do wątku nie zmuszam.]/Constantin
[Nie spodziewałam się tak ciepłego powitania na blogu. Aż ma się dodatkową motywację do prowadzenia swojej postaci. Tu jesteśmy zgodne, ponieważ ja też nie czuję się pewnie w wątkach męsko męskich (paradoksalnie, nie potrafię stworzyć i prowadzić postaci kobiecej o.0), choć Aidan to stworzenie do rany przyłóż.
OdpowiedzUsuńBędę czekać ze zniecierpliwieniem na twoją kobietkę, wtedy na pewno coś wymyślimy. Tymczasem życzę dużo weny, dużo pomysłów i mam nadzieję, że blog przetrwa jak najdłużej ;>]
Rafael
[Oj tam, przekaz dotarł ;D Dziękuję za powitanie przez szanowną administrację, również dużo weny! ;D]
OdpowiedzUsuńAnaya
[Witam również. I od razu zaproponuję wątek z Isabelle.]
OdpowiedzUsuń[dzieki sliczne za powitanie ;) Twoj Aidianek jest slodki... i az sie chce go tulic i sciskac do utratu tchu xD]
OdpowiedzUsuńGabi
[Tak, tak, byłam wcześniej na blogu. To samo imię, nazwisko i historia, tylko wizerunek zmieniony :D Dziękuję za przywitanie i miłe słowa ^^]
OdpowiedzUsuńSophie
Zastanawiała się chwilę nad słowami chłopaka. Przetrawiła je w głowie.
OdpowiedzUsuń- Chyba nie specjalnie lubisz o sobie mówić - zaśmiała się lekko - Z przykrością stwierdzę, że grę dokończyć musimy, więc wdepnąłeś - dalej się chichrała.
- Moja kolej! Ulubione zajęcie w wolnym czasie - zapytała o pierwszą rzecz jaka przyszła jej do głowy. Jechali już dobre dwadzieścia minut w nieznanym kierunku - dokąd jedziemy?
[Mogliby się spotkać na zajęciach z jazdy konnej. A jako, że Isabelle nigdy nie dosiadała wierzchowca nie za bardzo wiedziałaby jak się za to zabrać. Aidan mógłby spróbować jej pomóc.]
OdpowiedzUsuńIsabelle zastanawiała się usilnie co podkusiło ją, by zapisać na zajęcia jazdy konnej. Chyba zbyt dużo czasu i chęć korzystania z życia... I to, że te zwierzęta od zawsze ją fascynowały. Ich gracja i siła...
OdpowiedzUsuńJednak, gdy dziewczyna stanęła przed białą klaczą nie czuła się już tak pewnie. Po pierwsze: nie wiedziała jak na nią wsiąść. Było jej tak głupio, że jako jedyna sobie z tym nie radzi. Pogłaskała klacz po grzywie, kiedy ta zarżała cicho.
- Teraz na ciebie wsiądę... Dobrze? - jej głos był spokojny i opanowany. To zwierzę emanowało spokojem, więc dlaczego ona miała zachowywać się nerwowo? Nie chciała jej przestraszyć. Już miała iść do nauczyciela, gdy usłyszała czyjś głos. Chyba potrzebna ci pomoc Otworzyła usta, by odpowiedzieć, kiedy poczuła, że ktoś łapie ją pasie.
- Puszczaj. - syknęła. Skorzystała jednak z okazji i szybko wdrapała się na klacz. Teraz kiedy siedziała już w siodle, poczuła się o wiele pewniej. Chociaż z całej siły starając się, by tego nie zrobić wzdrygnęła się na wspomnienie dotyku.
Najpiękniejszym elementem urody Aidana był jego uśmiech, no i oczy. Ale uśmiech miał najpiękniejszy jaki Cori kiedykolwiek widziała.
OdpowiedzUsuń- Jeszcze tyłek mnie nie boli, więc skoro twierdzisz, że warto to tym bardziej się skuszę! - uśmiechnęła się szeroko i promiennie, choć wątpiła, żeby wyszło jej to tak świetnie jak chłopakowi.
- A skoro pytasz o moje zainteresowania w wolnym czasie - zaśmiała się głośno, jednak nie był to śmiech typu kosiarka czy osioł a taki zwykły, zwyczajny śmiech. - Robię od groma rzeczy! Lubię słuchać muzyki, kocham malować, wtedy zapadam w taki trans, że praktycznie nic nie jest mnie w stanie wybudzić. Pewnie gdybym miała ogrom weny i olbrzymie płótno, takie wiesz, na całą ścianę malowałabym do ostatniego tchu, aż w końcu umarłabym z wycieczenia albo innego cholerstwa. Najgorsze jest to, że niektóre farby mają bardzo specyficzny zapach, co prawda kocham go ale chodzi mi o to, że kiedyś zdarzyło mi się lekko podćpać przy malowaniu - plotła trzy po trzy z prędkością światła. Gdyby nie jej tempo chłopak pewnie by już spał - Kiedy nie maluje to pewnie rysuję jakieś bazgroły albo jak mam materiały to rzeźbię. Oh, i gram nałogowo w gry, a jak mi się nudzi to włamuję się do jakiś dokumentów, ważnych bądź mniej - nagle zakryła sobie usta dłonią i spojrzała na chłopaka, przewiercając go spojrzeniem, przybliżyła swoją twarz do niego i ściszyła głos- tylko nie możesz tego nikomu powiedzieć. W sensie o hakowaniu. To tajemnica, okay? - i pomimo, że zadała mu pytanie dalej plotła swoje - uwielbiam siedzieć w naszej internatowej altance! Czasem tam maluję, czasem tylko słucham muzyki albo najzwyczajniej w świecie myślę. Hmmm. co jeszcze lubię robić. Spać! Tak! Kocham spać! O! I jeszcze lubię jeździć na Iluzji, to właściwie jedyny koń, na którym jeżdżę. A czasem sobie postrzelam, to bardzo ułatwia wyładowanie złych emocji! Jeszcze lubię pływać, to bardzo uspakaja. Ogólnie to jestem takim człowiekiem orkiestrą, człowiekiem wszystko i nic. Czasami sama nie wiem jak udaje mi się to wszystko roić tylko przy 24 godzinach w dobie - zaśmiała się. Cori dostała zadyszki i oddychając płytko patrzyła na chłopaka. Gdyby na niego nie patrzyła, pewnie nie uderzyłaby w gałąź...
Zaśmiała się tylko i dotknęła jedną ręką miejsca na czole. Spojrzała na palce. Nie wielkie rozdarcie, może siniak. Dużo krwi nie uszło.
- Jaki jest twój ulubiony smak gumy do żucia - zapytała z pełnym przejęciem i spojrzała, tym razem krótko, na chłopaka.
Cori
- Jakoś wychodzi - uśmiechnęła się. - I tutaj mamy coś co nasz dzieli! Nie lubię miętowej gumy. To znaczy uwielbiam jej zapach, ale nie lubię jej żuć nawet te lekkie są dla mnie za mocne - zaśmiała się lekko i zaczęła się zastanawiać nad odpowiedzią na zadane pytanie. - Ciężko stwierdzić, maluję odkąd pamiętam. Nie mam ulubionej dziedziny. Maluję to na co mam ochotę w danym momencie. Siadam przed płótnem później zapadam w trans a na końcu patrzę na gotowy obraz.
OdpowiedzUsuń- Okay! Następne pytanie! Jaka jest twoja ulubiona pora roku? Odpowiedź uzasadnij - zapytała rzeczowym tonem, jaki to mieli w zwyczaju jej przedszkolni nauczyciele.
Cori
[Jaki cudowny Pan *.* Jak skomplikowane wątki/powiązania lubisz? Nie ukrywam, że jestem zainteresowana jakąś intrygującą znajomością.]
OdpowiedzUsuńLauryn
[ Ja ze spóźnieniem chciałam podziękować za przywitanie xD ^^
OdpowiedzUsuńI Dylan O'Brien za co masz ogromniastego plusa, bo sama karta jest bardzo fajna <33 Może udałoby się nam skleić jakiś wątek? Bo jak na razie to pisuję z samymi paniami xD ]
Logan
[Z Aidanem też chciałabym wątek. Tu niekoniecznie muszą się znać, hm? Proponuję tak, na razie nic super: Aurelia przychodzi sobie do kawiarenki. Ma na sobie nową bluzkę, którą dostała od równie nowej koleżanki, chyba swojej jedynej. Aidan może mieć jakiś zły dzień, cały czas bujając w obłokach usiłuje pracować. Pech chciał, że oblał ją gorącą kawą.]
OdpowiedzUsuńEw. hmm... mogłaby mieć jakąś okazję wykazać się swoją medyczną wiedzą i jakoś mu pomóc.]
Aurelia
Spojrzała na niego wilgotnymi oczami. Podciągnęła nosem i wyciągnęła dłoń po chusteczkę.
OdpowiedzUsuń-Brzydzę się siebie - wyszeptała i zamknęła oczy. Ostatnie miesiące jej życia były na prawdę ciężkie. Wakacje głównie spędziła tutaj - na imprezach i opadaniu na dno. Kiedyś była zupełnie inna, lubiła podróże, wyjazdy ze znajomymi. Ale ostatnio wolała doprowadzić się do podłego stanu tak, by nie pamiętać kim jest człowiek obok niej, gdzie się znajduje i dlaczego w Teksasie. Chciała się zmienić ,ale trudno jej było znaleźć motywację. Chciała z całych sił znaleźć w sobie tą szaloną siebie, która miała miliony pomysłów. Nie lubiła tej nowej siebie. Złej siebie.
Cruella
- Żelki! - nie musiała zastanawiać się nad odpowiedzią. Uwielbiała żelki od dzieciństwa. Zresztą tak jak jej brat. Chodzili razem do żelkowych sklepów i patrzyli na nie godzinami od czasu do czasu kupując po trochu różnych rodzai. Później szli do domku na drzewie i je porównywali sporządzając ranking najlepszych żelków. Ich lista wynosiła ponad 50 punktów. To była ich tradycja.
OdpowiedzUsuń- Teraz coś trudniejszego - uśmiechnęła się chytrze - jaka jest twoja definicja miłości. - Cori uwielbiała zadawać to pytanie ludziom, sama nie wiedziała dlaczego. Kiedyś nawet chodziła po ulicy i pytała obcych ludzi. Niektóre odpowiedzi były takie piękne. Nawet gdzieś je tam miała zapisane. A najlepsze były definicje dzieci. Fascynowało ją to pytanie i chciała znać odpowiedź chłopaka.
Cori
[Im bardziej skomplikowane, tym lepsze. A więc mam coś, lecz nie wiem czy przypadnie Ci do gustu.
OdpowiedzUsuńCo Ty na to, by zrobić z nich byłą parę? Relacja mogłaby się rozwijać od chwili, kiedy ten Aidan pojawił się w szkole.
Od razu są zafascynował. Swoim poczuciem humoru, czy podejściem do życia. Wzruszył swoją przeszłością, poprzez co dziewczyna jeszcze bardziej była w nim zauroczona. Będąc rok wyżej na tym samym wydziale, jak tylko mogła to pomagała mu w nauce, by tylko Gray miał jak najlepsze oceny. Tak naprawdę dzięki jemu mogła przejść pewnego rodzaju przemianę. Tylko przy nim nie udawała kogoś, kim nie była.
Niestety otoczenie w którym się obracała przypominało jej o swoim paskudnym obliczu. Między dwójką zaczęło się psuć, aż w końcu coś pękło. Dziewczyna w gronie "tych bogatych" mogła go obrazić, to jednocześnie równało się z końcem ich związku.
Z czasem jednak przejrzała na oczy uświadamiając sobie, że straciła ukochaną osobę, a tamci przyjaciele, nigdy nimi nie byli. Wakacje okazały się czasem na refleksję i analizę swoich błędów. Wkraczając obecnie w szkolne mury ma nadzieję, że uda się jej chociaż w najmniejszym stopniu odzyskać zaufanie chłopaka. Gdzieś w głębi duszy wierzy, że on jej nie przekreślił i da szansę. Determinacja przysłania świadomość, iż to nie będzie łatwe.
Jeżeli się nie podoba, to zacznę inaczej kombinować ;) \
Lauryn
Usuń[Może jakiś wspólny wykład? Generalnie dla chłopaka może być zaskoczeniem fakt, że jednak wróciła do szkoły a przecież miała zostać wraz z rodzicami w Europie ;)]
OdpowiedzUsuńLauryn
[Dziękuję ślicznie za zaczęcie ;) Z góry przepraszam za jakość wątku. Zmęczenie bierze nade mną górę.]
OdpowiedzUsuńCzym jest przeszłość? Minionymi latami które zachowujemy gdzieś w sercu? Czymś co chcemy wymazać ze swojej pamięci? Ona ma wiele imion. Jakbyśmy jej nie nazwali, to każde określenie będzie trafne.
Ją przeszłość wiele nauczyła. Patrząc przez pryzmat ostatnich wydarzeń zrozumiała kim jest. A raczej była. Spędzając wakacje w Europie zdała sobie sprawę, że tak naprawdę żyła w ogromnym zakłamaniu. Obracała się w towarzystwie ludzi, których tak naprawdę nigdy nie byłaby w stanie nazwać swoimi przyjaciółmi. Odwracając się od bliskich wolała ich ranić, niż zepsuć sobie reputację. Przesiąkając sztucznością zapomniała o swoim prawdziwym obliczu. Niczym bezduszna marionetka tańczyła tak, jak jej zagrali.
Zachowanie dziewczyny w końcu zostało ukarane. Poprzez swoją próżność straciła kogoś, dzięki komu chociaż na chwilę stała się prawdziwa. Aidan bowiem był człowiekiem, który jako pierwszy zburzył mur jakim się otoczyła. To właśnie on odkrył kim jest Lauryn Wortley. Złamał ją. Swoją osobą roztopił lód w jej sercu. Niestety ona nie umiała tego docenić niszcząc coś wyjątkowego. Coś, czego na pewno nigdy nie dozna.
Wakacje minęły jej na codziennych refleksjach. Dzień po dniu analizowała swoje zachowania wyciągając wnioski. W sercu czuła pustkę. Tak bardzo brakowało jej tego uśmiechu, który witał ją każdego dnia. Jego dotyku, smaku ust, spojrzeń. Świadomość, iż straciła go na zawsze spędzała jej sen z powiek. Mimo wszystko miała nadzieję, że chłopak jej nie przekreślił. Musiała o niego zawalczyć. W przeciwnym razie cały czas by żałowała. Czas przyznać się do błędów.
Pierwsze dni szkoły był niczym jeden, wielki bałagan. Problem z organizacją nie dotykał tylko uczniów, ale także i profesorów. Brak dzienników, planów zajęć, sal...Istna kołomyja.
Tego dnia mieli wykład z młodą klasą. Wykładowca uznał, że takie przypomnienie wiadomości przyda się także przyszłym maturzystom. Wchodząc do sali pośród wszystkich znajomych twarzy był także i on. Od razu go zauważyła. W jednej chwili poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła a żołądek niczym zaciska się w pętelkę. Mimo takiego obrotu sprawy postanowiła zachować spokój. Próby zajęcia się wykładem poszły na marne. Wiedząc, że jest kilka metrów dalej, nie była w stanie się skupić. Lekcja dłużyła się bezlitośnie. Sekundy stawały się minutami, minuty godzinami a ona ciągle myślała. Układała bezskutecznie jakieś sensowne przeprosimy, które z góry uznawała za porażkę. Słysząc dzwonek zrozumiała, że nie ma na co czekać. Niczym oparzona wstała kierując się w stronę wyjścia. Zauważając jak opuszcza salę złapała go za rękę.
- Wysłuchaj mnie proszę. - Zaczęła spoglądając na niego skruszonym wzrokiem. - Wiem, że mnie nienawidzisz, zbeształbyś mnie z błotem, lecz proszę. Wysłuchaj mnie. - Wypowiadając słowa na jednym tchu niemalże miała wrażenie, iż zaraz zapadnie się pod ziemię.
Lauryn
Każde jego słowo wydawało się być ostrzem, które wbijał boleśnie w jej ciało. Stojąc w milczeniu spoglądała na niego, nie mogąc znieść tego, co wypływało z ust chłopaka. Nigdy nie sądziła, że będzie w stanie jej coś takiego powiedzieć. Niestety sama do tego doprowadziła. Miała za swoje. Teraz musiała odpokutować swoje winy.
OdpowiedzUsuń- Ale...- Mruknęła tylko chcąc coś powiedzieć na swoją obronę. Przecież on wiedział, że tego żałowała. Musiał wiedzieć! Przecież taka nie była. Nie patrzyła na jego predyspozycje materialne, liczył się tylko on. Wbijając w niego swoje spojrzenie poczuła napływający do ust posmak goryczy. Nie chciała robić cyrku, bo po co? Nie była już tą samą panienką co pod koniec roku szkolnego. Zmieniła się i pragnęła, by on to także zauważyć. Zaciskając usta skinęła głową, po czym powoli zaczęła się od niego oddalać, aż w końcu zginęła gdzieś w tłumie. Miał absolutne prawo do tego, by ją tak traktować.
Przyspieszając kroku w stronę akademika marzyła tylko o tym, aby zamknąć się w swoim pokoju i z niego nie wychodzić przez najbliższe kilka godzin. Nie miała ochoty na dalsze zajęcia. Nie miała ochoty na nic. Przekraczając progi znajomego od lat pokoju cisnęła torbą i usiadła przy łóżku. Tysiąc myśli przechodziło przez jej umysł, lecz nie potrafiła złożyć ich w jedną całość. Tak, czy siak wiedziała, że nie może się poddawać. Będzie walczyć. Dlaczego? Ponieważ był jej bliski. Bardzo bliski.
[Mogłabym prosić o kontakt mailowy? ironia.ironia.pogania@gmail.com]
OdpowiedzUsuńLauryn
Początek września od wielu lat zwiastował szkolną gorączkę. Zapełnione szkolnymi markety, a w nich niekończące się kolejki. Zawzięte konkurencje, promocje które jeszcze dawały wszystkim uczniom odczuć, że czas nauki, porannego wstawawania i ciężkiej pracy zbliza się wielkimi krokami. Mimo tego, początek roku miał też swoje dobre strony. Oczywiście mowa o spotkaniach z przyjaciółmi, których nie było okazji spotkać. Przede wszystkim wszyscy Ci, który edukowali się zdala od domu, mieli ponowna okazję do samodzielności. Czy wszyscy jednak patrzyli tak optymistycznie w kierunku rozpoczęcia szkoły? Z pewnością nie. Ona była tego doskonałym przykładem.
OdpowiedzUsuńMyśląc o powrocie do St. Katherine's High School dostawała mdłości. Niestety plan niezawitania tam, okazał się porazką. Tak samo, jak wakacje we Włoszech, gdzie ciągle miała przypominane, że tak naprawdę w ogóle nie zasługuje na to, by tam być. Zawaliła. Zawaliła po całej linii nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Niestety, kiedy dotknęła ja sprawiedliwość zaczęła się buntować. Niestety, nawet i to jej nic nie dało. Egzystując w towarzystwie zamożnych dzieciaków, trzeba liczyć się z tym, że nie można nikomu ufać. Ci ludzie konkurencje mają we krwi. Wyrachowanie poprzedzające chęć pokazania swojej wyższości zostaje wszczepione w nich już od urodzenia. Każdy z nich sprzedałby nawet własnego przyjaciela dla swoich korzyści. Przykonując się o tym w brutalny sposób, zaczęła analizować swoje zachowanie zaczynając własnie od pamiętnego dnia, kiedy to przez własną głupotę straciła kogoś, kto był inny od tej całej chołoty pokazując jej, że na świecie są jeszcze inni, szlachetni ludzie. Niestety potępiła go. Dlaczego? Bo inni, jej przyjaciele zrobili by tak samo. Stała się jedną z nich. Los chciał, by złakarma dopadła i ją. Przynajmniej owe wydarzenia nauczyły ja pokory, jak i otworzyły oczy na pewne rzeczy.
Nie chciała tu być. Dałaby wszystko, by powtarzać klasę gdzie indziej. Dlaczego jednak ambicje rodziców za wszelką cenę, przysłaniały zdrowy rozsądek? Przecież doskonale zdawali sobie sprawę, jakim wstydem okryje się ich córka. A może właśnie to miało być dla niej karą? Nie mając prawa głosu, zmuszona była powtarzać klasę. Fakt, iż jej były chłopak do niej uczęszcza dobijał ją jeszcze bardziej. Robiąc dobrą minę do złej gry postanowiła z godnością przyjąć wszystkie upokorzenia, jakie serwowali jej dawni znajomi i pójść na zajęcia. Oczywiście spóźniona, bo jakże by inaczej.
- Dzień Dobry, przepraszam za spóźnienie Panie. Byłam u dyrekcji. - Skłamała wiedząc, że nauczycielka od rachunkowości nie toleruje spóźnień przez co pewnie wylądowałaby przy tablicy. Czując na sobie wzrok innych uczniów usiadła gdzieś z tyłu. Wiedziała, że on gdzieś tam jest. Nie szukała go wzrokiem. Mimo wszystko z upływem czasu to zrobiła. Zatrzymując wzrok na znajomej twarzy zaczęła mu się przyglądać przez dłuższą chwilę.
O cholera. Tyle razy zadawała to pytanie ludziom a sama nigdy się na nim nie zastanawiała. Mimo wszystko stwierdziła, że zaimprowizuje. - Dla mnie miłość to coś wyjątkowego. Zarezerwowanego dla tej specjalnej osoby. Chociaż bardzo mnie irytuje gdy ktoś nadużywa słowa kocham. Kocham powinieneś powiedzieć osobą, którą darzysz tym prawdziwym, szczerym uczuciem.Nie powinieneś mówić osobie, która właśnie uratowała twoją komórkę przed upadkiem, że ją kochasz. To chore. W tych czasach to słowo jest nadużywane. Miłość to dla mnie coś niesamowitego. I uważam, że nie istnieje coś takiego jak MIŁOŚĆ od pierwszego spojrzenia - stwierdziła podkreślając słowo miłość. Wzięła głęboki oddech i kontynuowała - Widzisz osobę pierwszy raz. Mówienie w takiej sytuacji o kochaniu jest bardzo płytkie. Jak możesz kochać osobę, której jeszcze nie znasz? Dopiero co ją zobaczyłeś. To tak jakbyś kochał ją za wygląd a to jest płytkie. Miłość to coś co masz w środku, głęboko. I tylko osoba, którą kochasz może to odkryć. Bo czekasz z wyjęciem tego ze swojego środka właśnie na nią - zakończyła całkiem dumna ze swojego wywodu. Może się w czymś pomyliła ale tak właśnie to widziała.
OdpowiedzUsuń- To dalej! Jakie książki czytujesz? - zapytała.
[Przepraszam za tak długi okres oczekiwania ;c]
Cori