Roxanne
Rachel Trenor
Lodowa księżniczka? Spróbuj wejść w progi mojego zamku, a spłoniesz.
Lodowa księżniczka? Spróbuj wejść w progi mojego zamku, a spłoniesz.
♦
Językoznawstwo
♦ Klasa III ♦ Lat 17 ♦
♦ Koszykówka ♦ Literatura ♦ Taniec ♦
♦ Koszykówka ♦ Literatura ♦ Taniec ♦
♦ Pokój 22a ♦
Urodzona w bogatej rodzinie, wychowanka Jasona i Ruby Trenor. Rozpieszczana od małego, nigdy nie zaznała żadnych przykrości – nawet ze strony rówieśników. Lekkoduch, co nie wie, co to strach i kłopoty. Ma szczęście głupiego i taki sam śmiech. Usłyszysz go nawet z końca korytarza. Zabija wzrokiem. Nie dosłownie, oczywiście. Kolor jej oczu szaleńczo przyciąga uwagę innych. UWAGA! ZBYT DŁUGIE WPATRYWANIE SIĘ GROZI UTONIĘCIEM! Matka jest aktorką z pasji. Ojciec to po prostu milioner, który dla swojej ukochanej córeczki zrobiłby wszystko. Poszła na języki, bo nie podobał jej się wychowawca klasy sportowej. Naturalnie bała się też tego, co mogliby pomyśleć o niej rodzice. Od zawsze sprawiała wrażenie królewny. O ile tylko nie wymykała się w dresach przez okno, by pograć w koszykówkę z kolegami...
Urodzona w bogatej rodzinie, wychowanka Jasona i Ruby Trenor. Rozpieszczana od małego, nigdy nie zaznała żadnych przykrości – nawet ze strony rówieśników. Lekkoduch, co nie wie, co to strach i kłopoty. Ma szczęście głupiego i taki sam śmiech. Usłyszysz go nawet z końca korytarza. Zabija wzrokiem. Nie dosłownie, oczywiście. Kolor jej oczu szaleńczo przyciąga uwagę innych. UWAGA! ZBYT DŁUGIE WPATRYWANIE SIĘ GROZI UTONIĘCIEM! Matka jest aktorką z pasji. Ojciec to po prostu milioner, który dla swojej ukochanej córeczki zrobiłby wszystko. Poszła na języki, bo nie podobał jej się wychowawca klasy sportowej. Naturalnie bała się też tego, co mogliby pomyśleć o niej rodzice. Od zawsze sprawiała wrażenie królewny. O ile tylko nie wymykała się w dresach przez okno, by pograć w koszykówkę z kolegami...
Niebanalnej
urody. Tańczy. Nie umie śpiewać, bo głos ukradły jej słowiki.
Kocha psy (ma beagle'a, który wabi się Hot-dog) i nie znosi kotów.
Pała entuzjazmem 24 godziny na dobę. Mogłaby być cheerleaderką,
ale nie chce, bo uważa, że to już przereklamowane. Bywa złośliwa
i dumna, nie przyjmuje do siebie krytyki, zadziera nosa, jak na
spadkobierczynię majątku ojca przystało. Sympatię zaskarbia sobie
jednak pozytywnym nastawieniem do wszystkiego. Ubiega się o miejsce
przewodniczącej szkoły już trzeci rok. Zawsze ktoś wyprzedza ją
o jeden głos.
Oprócz
wybujałego ego nie posiada wiele z cech królewny. Nie stroi się
nie wiadomo jak. Bywa, że czasem pokaże się w dresach, chociaż
nie opuści pokoju bez błyszczyka na ustach. Stara się być
życzliwa i jest otwarta na nowe znajomości. W tańcu i na boisku
pokazuje siebie. Chodzi na literaturę, bo nie chce wyjść na
kompletną wariatkę przy bogatych znajomych. Na rodzinnych obiadach
chwali się osiągnięciami z tejże właśnie dziedziny. Lubi czytać
i pisać, więc specjalnie nie przeszkadza jej granie roli idealnej
wychowanki. Kto wie, może trochę talentu aktorskiego odziedziczyła
po matce?
Uwielbia
słuchać muzyki, jednak gustuje raczej w cięższych brzmieniach.
Jest ryzykantką z natury. Kocha wyzwania i większość swojego
czasu spędza w towarzystwie chłopców (proszę,
dziewczyny nie umieją grać w kosza!).
Jest leniwa, wścibska i pyskata, ale czasami potrafi uspokoić swoje
ADHD i wysłuchać. Rozumie potrzeby innych, co jednak nie oznacza,
że przekłada je ponad własne...
_____
Kath
i Rox grzecznie się witają ;3 Uznałyśmy, że przyda nam się
jakaś diva w szkole, a dawno nie tworzyłyśmy damskich postaci B|
Liczymy, że znajdą się chętni na wątki... Nie mamy większych
problemów z wymyślaniem bądź zaczynaniem, jednak preferujemy raczej to pierwsze.
_____
Kath
i Rox grzecznie się witają ;3 Uznałyśmy, że przyda nam się
jakaś diva w szkole, a dawno nie tworzyłyśmy damskich postaci B|
Liczymy, że znajdą się chętni na wątki... Nie mamy większych
problemów z wymyślaniem bądź zaczynaniem, jednak preferujemy raczej to pierwsze.
Powiązania również jak
najbardziej. Im dziwniej tym lepiej ;)
Karta będzie jeszcze
zapewne przekształcana.
Twarzyczki użycza Emily Didonato. Cytat:
Abraham Lincoln.
Kontakt w razie potrzeby :3
GG: 46650538
email: abyss.of.imagination@gmail.com




[ Ja cem wątek <3 Pomysł będzie, ale to juuutrooooo xD chyba, że masz gotowca :D jak coś to ja czekam :3]
OdpowiedzUsuńCori
[Witam! Udanej zabawy na blogu! :)]
OdpowiedzUsuńAdministracja
Dziękuję bardzo :D
Usuń[Witam na blogu. Życzę samych świetnych wątków i mnóstwa pomysłów. Muszę powiedzieć, że karta bardzo przypadła mi do gustu, a i sama postać jest naprawdę super, taka pozytywna. No i zdjęcie - jest cudowne!]
OdpowiedzUsuńEthan Moore
[ Jest uosobieniem wszystkiego, czego Elizabeth nie umie znieść. Mogą sie nie znosić. Ich nauczyciel, chcąc nauczyć je pokory mógłby dobrać je do pary, aby w duecie odtanczyly jakaś scenkę, czy cos. P.s. Piesze z telefonu- moze brakować polskich znaków ]
OdpowiedzUsuń[Czytam Twoją kartę już sama nie wiem po raz który, próbując znaleźć jakiś punkt zaczepienia, ale nie ukrywam że chwilowo jest to trudne. Tym bardziej, że stworzyłam z Ethana takiego pesymistę, załamanego, biednego. No ale co zrobić mam skłonności do niszczenia życia moich postaci.
OdpowiedzUsuńMyślę jednak, że śmiało mogłybyśmy wymyślić coś sprzed przemiany Ethana. Był wówczas bardzo ambitny, raczej przyjacielski i otwarty. Miał swoje cele do których dążył. Tym bardziej, że Roxie jest już trzeci rok w szkole, więc kojarzy Moore'a z czasów jego załóżmy, że "normalności".
Mogli się kumplować, przyjaźnić lub nawet być w jakimś związku (krótkim/długim szczęśliwym/dramaturgicznym). Na chwilę obecną nic więcej i nic bardziej szczegółowego niestety nie wymyślę ;)]
Ethan Moore
[zaczynaj śmiało]
OdpowiedzUsuń/E.Wallin
[a ja uwielbiam twoją kartę jak i postać i oczywiście to zdjęcie, którym się zachwycam od samego początku!
OdpowiedzUsuńwątek musi być! ja pomysł mam taki, że kochany Diablo pójdzie na spacer i trafi na salę, gdzie rzuty będzie ćwiczyła Roxanne, znajdzie ich Jack i jakoś pójdzie? Jack może jej powiedzieć, że jak będzie inaczej rzucała, to zawsze trafi, bla bla bla, rozumiesz xD oczywiście jak masz coś lepszego to mów :D]
Jack
[A może się kręcić koło niego taka "dobra duszyczka", nie mam szczerze mówiąc konkretnych planów co do dalszych losów Ethana, ale myślę, że po jakimś czasie pogodzi się z tym co wydarzyło się w jego życiu i jakoś tam powoli "wróci do siebie", więc taka radosna Roxie mogłaby od czasu do czasu potruć mu tyłek.
OdpowiedzUsuńJakbym mogła prosić o zaczęcie byłabym bardzo wdzięczna :)]
Ethan Moore
[jasne, nie ma problemu xd]
OdpowiedzUsuńDiablo jak to kot, łaził swoimi ścieżkami, ale zawsze wracał do ciepłego pokoju i do jedzenia. Zwłaszcza do jedzenia. Do Jacka przychodził, jak mu pieszczot brakowało.
Nie no, a tak naprawdę, to Diablo uwielbiał swojego właściciela. Pewnie dlatego, że obaj byli tak samo leniwi i nic im się nigdy nie chciało. Najchętniej leżeliby całymi dniami w łóżku i spali. Ewentualnie Jack oglądałby film/serial, a Diablo spał na jego brzuchu.
Dzisiaj kocur postanowił iść na salę gimnastyczną. Chyba go tam jeszcze nie było. Jack znalazł go zupełnie przypadkowo, kiedy idąc korytarzem przed oczami mignął mu czarny ogon. Gdy wszedł do pomieszczenia, odkrył, że kot zniknął. Skubany schował się pod trybunami, pomyślał, ale nie zamierzał wychodzić. Spojrzał na dziewczynę, grającą w kosza. Chwilę jej się przyglądał wzrokiem znawcy i trenera.
- Źle trzymasz piłkę i źle wyskakujesz - oczywiście, że musiał się odezwać. W końcu był trenerem, trzeba było mu zaufać i tak dalej. Bla bla bla.
Zrobił kilka kroków w jej stronę. Z kosza na piłki wyjął jedną i zaczął nią kozłować.
Jack
[Dziękuje, naprawdę. To miłe (; W każdym razie R.R.T wydaje się równą babką(ma ogromnego plusa, bo nienawidzi kotów) i sądzę, że mogłaby się w przypływie dobroci zaopiekować Hannah, której w sumie ciężko jest być nową! Jeszcze zaciągającą obym akcentem... z Europy Północnej.
OdpowiedzUsuńHm, z tym wymyślaniem to raczej słabo mi idzie. Wolę zaczynać, jednak może wspólnymi siłami coś uda się wymóżdżyć?]
Hannah
[Skoro jeden rocznik to trzeba skręcić wątek :D Parę powiązań? Słucham więc :D]
OdpowiedzUsuńLea
[cudowna jest x3]
OdpowiedzUsuńNie odzywali się, ponieważ się bali? Albo myśleli, że trener ich wyśmieje? Jack nic w każdym bądź razie nie wiedział o talencie, jaki kryje się w damskiej drużynie piłki koszykowej. A szkoda, chętnie by popatrzył, pogadałby z kim trzeba. Chociaż byłoby pewnie ciężko z jedną dziewczyną w męskiej drużynie. Ale chwila, czy nie uczył przypadkiem prawoznawstwa? Szukanie luk w prawie było tym, co akurat umiał.
No, tak czy siak, żaden z chłopaków nie odzywał się ani słowem, zajęci swoimi sprawami, swoimi rzutami i swoimi… innymi rzeczami.
Jack uśmiechnął się lekko, słysząc jej słowa. Już lubił tę dziewczynę.
- Nie denerwuj się, jest dobrze, ale może być lepiej – odwrócił się w stronę kosza, rzucił i trafił. – Chcesz być lepsza?
Żeńska drużyna może nie była najlepsza, ale to nie znaczyło, że ona musiała marnować swoje umiejętności. Czy prawo do rozwijania siebie nie było zapisane w konstytucji? Jasne, że było. Jack miał chwilę wolnego czasu, rok szkolny się nie zaczął, można było pomagać bezinteresownie, czego często nie robił. Miał nadzieję, że dziewczyna to doceni.
- Jak masz na imię? – zapytał po chwili.
Jack
Ethan zdecydowanie nie należał do osób silnych. Co prawda nie rozklejał się publicznie, nie płakał. Po prostu wyładowywał się w inny sposób i wszyscy dookoła mogli to zauważyć. W końcu nie każdy nastolatek wypija tak duże ilości alkoholu w swoim życiu. Nie oszukujmy się. Silny człowiek nie ucieka w używki, aby pozbyć się bólu, który dotyka go każdego dnia. Człowiek silny, stawiał by temu czoła. Po prostu, dla zasady, aby udowodnić, że nie jest słaby. Ethan Moore był słaby.
OdpowiedzUsuńW chwilach szczególnej słabości, kiedy nie był już całkowicie trzeźwy, ale nie był też wystarczająco pijany wspomnieniami wracał do tych kilku szczęśliwych chwil w jego życiu. Dziwnym trafem większość tych dobrych momentów jego życia dotyczyła czasu, kiedy był w związku z Roxie. Jednak przecież nie mógł się przed nikim do tego przyznać, nie mógł powiedzieć na głos iż popełnił błąd zostawiając ją. Jednak po chwili przychodziły inne myśli. Gdyby tylko wiedziała kim jesteś, gdyby tylko wiedziała jak... Znienawidziłaby Cię tak samo, jak ty nienawidzisz siebie.
Tego wieczoru padła na coś mocniejszego. Sam alkohol mu już nie wystarczał. Potrzebował czegoś więcej, aby być w stanie zapomnieć o wszystkim tym, co wciąż go nawiedzało. I pewnie wszystko byłoby tak jak zawsze, gdyby nie spotkał dziś jej.
- Dlaczego z góry zakładasz, że mi odbiło? - odpowiedział na jej pytanie pytaniem. Był oburzony. W dodatku to był jeden z tych dni, kiedy naprawdę nie miał ochoty na spotkanie z byłą dziewczyną. Nie dziś, nie teraz. Dziś jest zbyt słaby, zbyt zmęczony, zbyt na haju.
[Spokojnie, nie jest źle. Moja odpowiedź niestety nie jest dobra. Późna godzina daje się we znaki.]
Ethan Moore
[o matko, ty to zrobiłaś! Ty stworzyłaś tak wspaniałą postać :D naprawdę mi się podoba x3
OdpowiedzUsuńNo i podoba mi się to, że ona uważa go za takiego super o trenera xd]
No, czyli można powiedzieć, że marzenia się spełniają, jeśli tylko bardzo tego chcesz, prawda?
Jack kochał koszykówkę. Czasami żałował, że nie poszedł w tę stronę, ale… zaraz potem przypominał sobie dla kogo i dlaczego zrezygnował z tego i po prostu wziął się za pedagogikę i resztę tych rzeczy, które próbuje wbić do głów licealistom. Dziś chyba idzie mu całkiem nieźle, było kilka skarg, ale kto by się tym przejmował. Kto prowadzi tak zacne zajęcia z aktorstwa? Nie znajdą nikogo takiego na jego miejsce.
- Hej, ja tylko chcę ci pomóc, Roxanne – uniósł ręce w geście obrony, uśmiechając się lekko pod nosem. Złapał piłkę. – Mocny rzut – pochwalił ją. – Łapią takie u was? – uniósł brew wyżej, ale zaraz szybko dodał coś jeszcze: - Zagalopowałem się, przepraszam. I tak, zgadzam się, trenerka ssie, ale dlatego, że wolała być kimś innym. Nie wszyscy mają to szczęście trenować z kimś, kto kocha dany sport.
Nope, nie przechwalał się wcale i w ogóle.
- Chodź – stanął naprzeciwko kosza na linii rzutów wolnych. Dla Jacka normalnym był to, że dotykał jej teraz i ustawiał. W końcu na zajęciach z aktorstwa robił to ze wszystkimi; ustawiał ich, odgrywał różne sceny. Nawet mu przez myśl nie przeszło, że Roxanne może nie podchodzić do tego na takim luzie, jak on.
Jack.
[Ostatni gif mnie rozbawił! Generalnie to mój Gareth tańczy od dziecka dlatego w liceum postanowił nie wybierać takowego zajęcia - tylko by się na nim nudził - co nie znaczy, że nie uczęszcza od czasu do czasu na treningi by pośmiać się z młodszych. Możemy zrobić im relację, że się raczej nie lubią - przykładowo na turniejach tanecznych zawsze byli dwójką, która najbardziej ze sobą rywalizowała? I teraz przykładowo zostaną przydzieleni do jeden pary bo liczba uczniów będzie nieparzysta i wciągną Garetha do ćwiczeń? ;D Potem można pociągnąć, że nauczycielka będzie chciała żeby razem trenowali?]
OdpowiedzUsuńGareth.
[Dokładnie tak!]
OdpowiedzUsuńGareth.
[Jedyne, co przychodzi mi do głowy to, że Cruella mogłaby jej pomagać, jako starsza koleżanka z kierunku. ;)]
OdpowiedzUsuńCristin de Von
Ścinanie włosów i maskowanie biustu raczej by nie przeszło. Przecież od razu widać, że Roxanne jest kobietą. Piękną kobieta musiał przyznać, ale lepiej, żeby nikt się nie dowiedział, co sądzi o niej nauczyciel.
OdpowiedzUsuńStanął za nią, w jednej ręce trzymał piłkę na wysokości jej brody, a potem wolną dłonią położył jej dłonie na piłce. Kolanem zmusił ją do ugięcia swoich, potem cos tam dodał od siebie, kilka złotych rad, co ma zrobić z palcami, bla bla bla.
- Rzucaj – odsunął się od niej, składając ręce za siebie. Z dumną patrzył, jak piłka trafia do kosza. No tak, Jack do osób skromnych nie należał, uważał, że warto znać swoją wartość. I dobrze, przydawało mu się to w szkole, gdzie uczą się bogate dzieciaki, których samoocena jest dość wysoka.
- No i pięknie – uśmiechnął się, idąc po piłkę. W sumie mieli obok pełen kosz, ale co tam, przejdzie się te kilka metrów.
Jack
Dla Elizabeth nienawiśc była uczuciem tak powszechnym, jak sympatia, nielubienie, czy to coś, co ludzie nazywali miłością. Była wszędzie, a ludzie nią przesączeni wydawali się byc znacznie ciekawsi od tych, którzy pierdzieli fiołkami i rzygali tęczą. Taką osobą wydawała się Roxanne. Pewna siebie, chociaż jeszcze nic w życiu nie osiągnęła, miła dla każdego. Idealna.
OdpowiedzUsuńA gdzie była Elizabeth? Na szarym końcu. Nie była pewna siebie, ale wiedziała co potrafi i wiedziała, że mimo problemów z narkotykami, nadal dostawała listy z Juilliarda, w którym przypominano jej o zdobytym stypendium i o tym, że to właśnie tam wyląduje w przyszłym roku.
Widząc, jak Roxanne próbuje namówic ich nauczyciela na zmianę zdania, zaśmiała się pod nosem i poprawiła troczki. Włosy schowane w siatkę, nie przeszkadzały jej tak, jak robiły to zazwyczaj. Sportowa bielizna byłą przykryta jedynie przez luźną koszulkę na ramiączkach, która sięgała jej nieco za pośladki.
-Znasz "Toxic" Yael Naim? Ładny utwór, myślę, że łatwo byłoby coś do niego wykombinowac.
/Elizabeth Wallin
Zmarszczył delikatnie brwi. Wcale nie chciał aby dziewczyna mu pomagała dotrzeć bezpiecznie do pokoju. Chwilowo nie pragnął jej obecności, obawiał się, że nie wytrzyma napięcia, że pęknie i o wszystkim jej powie. A tego bał się najbardziej. Chociaż czasami czuł, że opowiedzenie swojej historii przyniosłoby mu ulgę, nie był na to jeszcze gotowy. W szczególności, jeżeli miałby się otworzyć przed Roxanne. Po prostu potrzebował jeszcze trochę czasu, minęły niespełna dwa miesiące. Potrzebował czasu, jednak z drugiej strony stąpał po niebezpiecznym skraju życia. Co noc ryzykował wdając się w bójki z większymi i silniejszymi od siebie.
OdpowiedzUsuń- Roxanne - wyszeptał cicho, ledwie rozchylając wargi. Jego oczy praktycznie nie miały tęczówek, a on rozglądał się dookoła tym szaleńczym spojrzeniem. W głowie słyszał echo wypowiadanych przez siebie słów. Czuł jak nogi uginają mu się, zmieniając się w watę. Oddech miał co raz płytszy, klatka piersiowa unosiła i opadała zbyt szybko. Czuł jak zimne dreszcze przechodzą przez jego ciało. Najpierw palce, koleinie dłonie, a już po chwili trzęsły mu się całe ręce. Oblizał nerwowo spierzchnięte wargi i spojrzał na dziewczynę stojącą obok.
- Zostaw mnie proszę - wymamrotał ledwo słyszalnie. Nie chciał jej obok, nie chciał jej widzieć, słyszeć, nie chciał czuć jej oddechu. Zdenerwował się. Nie potrafił zapanować nad swoim ciałem, próbował schować dłonie do kieszeni spodni, jednak był zbyt roztrzęsiony. Chciał zniknąć, teraz, już! Oparł się rozgrzanymi plecami o zimną ścianę, jednak przez bawełnianą koszulkę nie poczuł ulgi, której tak bardzo pragnął. - Roxanne - szepnął chwytając dziewczynę nagle za ramiona, spojrzał prosto w jej oczy i sam nie wiedział co dalej... Chciał jej powiedzieć tak wiele rzeczy, zrobić tak wiele... Objąć, wtulić się w jej ciało, przeprosić, pocałować. Chciał ją kochać, jednak teraz nie potrafił.
- Ratuj mnie - szepnął, wciąż trzymając ją za ramiona. Chciał się przytulić jednak nie mógł, nie potrafił. Sam już nie wiedział czego tak naprawdę chce. Wziął głęboki wdech, zamknął oczy, odchylił głowę do tyłu po czym bezwładnie pozwolił jej opaść w dół - nie mam już siły Roxanne - szepnął cicho, a w głowie usłyszał te zdanie jeszcze setki razy.
Nie mam sił, nie sił mam. Już. Nie mam już sił. Roxanne. Sił. Roxanne. Już sił nie mam. Mam nie już sił. Sił mam już nie. Nie... Nie mam już Roxanne... Sił.
[O tak, zdecydowanie czuję, że jest lepiej. Wyspana, najedzona mogę już spokojnie pisać;)]
Ethan Moore
[Ochotę na wątek mam zawsze, ale niestety jestem BEZNADZIEJNA w wymyślaniu, więc będę się chyba musiała zdać na ciebie...]
OdpowiedzUsuńAidan
[ Jeśli są chęci na wąteczek z moim panem to ja się cieszę nawet bardzo :3
OdpowiedzUsuńI ja kiedyś miałam beagla, więc duży plus za to! ^^
Przejdźmy teraz do pomysłu: oboje mają psiaki (Hot-dog <3), więc widzi mi się coś takiego, Logan z Bestią pójdzie do parku, Rox z Hot-dogiem też sobie spuszczą psiaki, które zaczną razem szaleć i będą miały gdzieś swoich właścicieli, którzy później dojdą do tego, że chodzą do jednej szkoły itd i na tym zaczniemy, ale jeśli masz coś lepszego to pisz, bo moje pomysły pochowały się gdzieś ;) ]
Logan
[ To ja raczej poczekam grzecznie w kolejce :D
OdpowiedzUsuńI cieszę się, że pomysł odpowiada :) ]
Logan
[meh, nienawidzę opisywać takich meczyków]
OdpowiedzUsuńJack uniósł brew wyżej, kiedy Roxanne zrobiła, co zrobiła. No dobra, chciało mu się tak, że o matko kochana, ale dobra. Właściwie nie zaszkodzi mu to ani nic takiego, a fajnie jest czasem się poruszać. No i za chwilę znowu zaczną się treningi, więc...
- Okej - wziął piłkę i przekozłował ją. Doskonale wiedział jak to robić, jak manipulować swoim ciałem, osłaniać piłkę i przemieszczać się po boisku. Street basketball to było coś, co uwielbiał i do czego miał talent. Spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się. Powinien dać jej fory, czy dać jej wygrać, czy nie, czy co, czy jak... Chciał ja zaprosić na eliminacje wrześniowe do drużyny. W końcu kilka zawodników odeszło już na studia, potrzebowali nowych ludzi.
Zrobił ładny wsad, zbierając dla siebie punktu.
- Dwa dwa.
Oj, będzie ciekawe.
Jack
[ Zróbmy z nich przyjaciółki, ale ze zdrową rywalizacją, bo mojej Melissie nie zależy na tym, żeby być najlepszą z kosza. Co prawda wątki damsko-damskie nie idą mi najlepiej, ale może uda nam się coś wymyślić ciekawego :) ]
OdpowiedzUsuńMelissa
Zacisnął mocno pięści jak gdyby miało mu to pomóc w uspokojeniu swojego ciała. Chciał, aby zimne dreszcze odeszły już w niepamięć, chciał aby Roxanne zniknęła mu w tej chwili z oczu. Wiedział co musi zrobić, aby te nieszczęsne objawy zniknęły wziąć kolejną dawkę jednak chciał oszczędzić tego widoku dziewczynie, chociaż nie był pewien jak długo wytrzyma. Czuł, że musi się jej pozbyć, zachęcić jakoś do odejścia, ale nie miał pojęcia jak się za to zabrać. Mimo wszystko, wciąż mu na niej zależało w jakiś taki zwariowany, pokręcony sposób. Trochę się nią przejmował, chociaż zdecydowanie nie tak jak kiedyś. Nie martwił się już tak mocno o to co powie, gdy go zobaczy w takim, a nie innym stanie. Przygryzł dolną wargę i powolnie, opierając się plecami o ścianę osunął się w dół, tym samym siadając na jednym ze stopni. Nawet nie poczuł, kiedy przygryzł wargę do tego stopnia, że zaczęła krwawić, dopiero kiedy w ustach poczuł metaliczny smak krwi, się zorientował.
OdpowiedzUsuń- Wrócę - szepnął cicho, po czym wierzchem dłoni przetarł usta. Spojrzał na nią, przypatrywał się delikatnym rysom twarzy dziewczyny, dzięki czemu jego usta wygięły się w delikatny łuk. Naprawdę chciałby, aby jego życie wróciło do normalności, jednak był jeszcze za słaby - idź, idź Rox - jak gdyby myślał, że jego ciche słowa wystarczą by się jej pozbyć. Musiał wziąć kolejną dawkę, jego organizm się tego domagał. A to wcale nie było takie trudne, przecież w tylnej kieszeni spodni miał woreczek strunowy wypełniony białym proszkiem szczęścia.
Ethan Moore
Logan nigdy nie narzekał na Bestię, swoją suczkę. Imię wcale nie świadczy o jej charakterze, a wręcz przeciwnie. Jeśli nie jesteś kanapą i napoczętą, lub też nie, paczką jakiegoś jedzenia nie zrobi ci żadnej krzywdy. Ewentualnie będziesz zmuszony przez nią do pieszczot i umycia rąk i innych części ciała po wylewnym wylizaniu na powitanie. Bestia towarzyszy mu już od roku, robią ze sobą niemal wszystko. Kiedyś wziął z nią nawet wspólną kąpiel co skończyło się zalaniem łazienki. Jedzą razem, śpią razem, a gdy Logan gra ona wiernie siedzi obok niego to samo, gdy musi wlepiać wzrok w nudnawe szkolne podręczniki. Suczkę raczej zaliczyłby do tych wychowanych. Z reguły się go słucha i umie nawet parę komend, nie jest głośna i nie brudzi w mieszkaniu, przychodzi nawet na zawołanie chyba, że na horyzoncie pojawi się inny czworonożny pupil. Do porządniś jej nie zaliczy, bo robi taki sam bałagan jak Logan. Jaki pan taki pies. Poza tym to istny aniołek i najlepsza przyjaciółka pod słońcem.
OdpowiedzUsuńTego dnia spuścił ją ze smyczy, porzucał jej tenisową piłkę, którą uwielbia, ale ostatecznie dreptała wesoło wokół swojego pana. Jednak straciła nim zainteresowanie, gdy z nikąd obok pojawił się beagl. Rice nawet nie zorientował się kiedy wylądował na ziemi, a obok niego jakaś dziewczyna. Spojrzał na ganiające się psiaki, później na nią. Uśmiechnął się lekko.
-Nic się nie stało.- Odpowiedział podnosząc się na nogi.- Czeka mnie tylko maraton za Bestią by ją jakoś złapać. Zapomina o wychowaniu, gdy w okolicy pojawia się inny pies.- Dodał. Już nawet jej nie wołał. Zrobiłby z siebie tylko głupka, którego nawet pies nie słucha.
[mogę prosić o nie kierowanie moją postacią? xd]
OdpowiedzUsuńMeh, nie, nie, nie. Cierpliwy nie jest, to na pewno. Wszystko, ale nie to. Można go podejrzewać o bycie miłym, sympatycznym i o miękkie, ciepłe serce, ale nie o cierpliwość. Znaczy tak, starał się, żeby ich wszystkich nie pozabijać. Ale to nie znaczyło, że był cierpliwy.
No dobra, wygrał mecz i co z tego? Pf.
- Dobrze się grało – uśmiechnął się do niej. Odszedł kilka kroków i zaczął się rozglądać za Diablo. Cholerny kocur. Pewnie już go dawno tu nie ma i poszedł dalej zwiedzać stare kąty.
Spojrzał na nią, kiedy usłyszał jej słowa. Oczywiście, że chciała. Czekał na te słowa. Uśmiechnął się do siebie. Nie odezwał się jednak, czekając na jej reakcję. Co prawda, będzie ciężko, ale nic nie jest niemożliwe, prawda? Sznureczki są od tego, żeby za nie odpowiednie pociągać.
Już chciał się odezwać, kiedy Roxanne stanęła mu przed nosem, wpatrując się w niego. Na niego to nie działało.
- No nie wiem… - westchnął ciężko. – Wiesz, że chłopcy nie są mili? Że mogą cię dyskryminować?
No, czyli inaczej mówiąc: zgodził się.
Jack
Chciał być sam, cieszyć się samotnością mogąc wówczas robić wszystko to na co tylko miał ochotę. Mógł krzyczeć, płakać, kopać. Mógł się nad sobą użalać, mógł wziąć kolejną dawkę tego świństwa, mógł zrobić po prostu wszystko. Przy niej jednak wszystkiego nie mógł. Chociaż bardzo chciał, serce cicho szeptało, że wygadanie się ma swoje plusy, Ethan po prostu nie mógł tego zrobić. Za bardzo go to bolało.
OdpowiedzUsuńNormalnie by wyminął dziewczynę i po prostu zniknął za drzwiami swojego pokoju, na chwilę obecną nie miał tyle sił. Zdawał sobie sprawę, że bez pomocy nigdzie nie dojdzie, a jak na złość jedyną osobą w pobliżu była Roxie. Zostać na schodach też nie chciał. Musiał coś postanowić, zdecydować. A przecież to właśnie podejmowania decyzji tak usilnie unikał.
- Dlaczego nie dasz mi spokoju? - zapytał, ledwo rozchylając wargi. Był zmęczony i jego ciało również. Przygryzł ponownie wargę i zamknął oczy. Tak bardzo chciałby już z tym wszystkim skończyć. Obudzić się kolejnego dnia jako całkiem nowy człowiek, bez wspomnień, bez problemów...
Moore
[haha w sensie, że źle że zmienione, czy że dobrze? :D]
[nic się nie stało ;)]
OdpowiedzUsuńJej reakcja go trochę zaskoczyła. Zaśmiał się lekko, nie bardzo wiedząc, co ma zrobić z rękami. No, dziwne, nie? Ostatecznie położył jedną w miejscu miedzy jej łopatkami, odwzajemniając uścisk.
- Tak, naprawdę. Założę się, że położysz nie jednego kandydata – puścił jej oczko. – Startujemy drugiego września. Im szybciej, tym lepiej. Musicie znowu zdobyć puchar i pierwsze miejsce, prawda?
Chłopakami aż tak nie musiała się przejmować. Jack trzymał ich na krótkiej smyczy, szanowali go i to było fajnie, nie ma co zaprzeczać. Świetnie się dogadywali, nawet jeśli Frost był zbyt surowy. Ale dyscyplina, ostry trening… jak to szło – im więcej potu na treningu, mniej krwi na boisku.
- Jeszcze nie dziękuj. Bądź w dobrej formie na eliminacjach.
Zgarnął piłki, które leżały gdzieś dalej i chował je w koszu, który potem zamknął i przekluczył zameczek w kłódce. Podszedł do dziewczyny i jej go oddał.
- Zanieś panu, któremu go zwinęłaś. Do zobaczenia. Idę dalej szukać Diablo. Ale to chyba nie ma sensu – dodał ciszej, jakby do siebie, kierując się w stronę drzwi od sali gimnastycznej.
[zmieniamy wątek, czy jakoś tu dalej coś robimy?]
Jack
[oo, okej :D i tak, ja też lubię ten wątek xD tylko to nie jest 9 tylko 19, tak w ogóle xd
OdpowiedzUsuńmogłabyś teraz ty zacząć?]
Jack
[Tak czytam, i czytam kartę, i jakoś nie wiem, jak można by połączyć nasze dziewczyny. Heej c:]
OdpowiedzUsuńSophie
[spoko, spoko, rozumiem xd pisanie na telefonach... ja się nawet za to nie zabieram, bo pewnie prędzej bym szału dostała, niż coś napisała na takim blogu... Oo]
OdpowiedzUsuńJack
[Cześć i dzięki za powitanie :{
OdpowiedzUsuńMoże zrobimy to tak, że rodzice dziewczyn będą jakimiś takimi lepszymi znajomymi, co to na wakacje razem jeżdżą itp. i będą się one już znały od ho, ho! Moja Anaya na pewno będzie trochę złośliwa, jeśli chodzi o zamiłowanie Roxanne do sportu, ale myślę, że można jej to wybaczyć ;D Co myślisz?]
Anaya
[Może ich połączyć pasja do pisania, bo Constantin również zajmuje się tym w wolnych chwilach. Co powiesz na to: poznali się w internecie na jakimś pisarskim forum. Można byłoby nawet zacząć wątek od pisania emaili, co byłoby dość ciekawe.]
OdpowiedzUsuńPoczątkowo wszystko było świetną zabawą, która pozwalała mu się oderwać od przykrej rzeczywistości, przenosiła go w cudowną bajkę bez zmartwień, bez problemów. Nawet nie zauważył w którym momencie przyjemny dodatek do życia stał się częścią obowiązkową, bez której nie dało się już normalnie funkcjonować. Może gdyby nie szalał od samego początku, teraz było by znacznie łatwiej chociaż spróbować zostawić całe te gówno za sobą. Teraz było za późno, próbowanie stało się zbyt trudne.
OdpowiedzUsuń- Idź... - szepnął cicho, przełykając głośno ślinę. Potrzebował chwili samotności, pragnął chwilowo jednego momentu, w którym będzie w stanie powrócić do funkcjonowania. Jej propozycja przyniesienia koca, była idealna. Tylko Ethan dziś potrzebował nieco więcej czasu, brakło mu sił. Bycie w ciągu wyniszczało wszystko to co zostało w nim z pogodnego człowieka.
Moore
[to się cieszę, że się podoba ;3]
Jack jak to Jack. No wszyscy wiedzą, że jest wredny i wymagający, a przy tym sprawiedliwy. Lubił zajęcia z aktorstwa bardziej, niż te z prawoznawstwa, chociaż tam mógł krzyczeć do woli. Na treningach wszystko grało i szło jak w szwajcarskim zegarku. Chłopaki chętnie współpracowali i uczyli się. W końcu kochali tę grę i chcieli więcej. Aktorstwo było fajne, bo ludzie wiedzieli, o co chodzi, potrafili grać. Jack świetnie się bawił ze swoimi uczniami, odgrywał z nimi sceny i tak dalej.
OdpowiedzUsuńDzisiaj wzięli pod ogień „Makbeta”. Frost zaznaczył, ze to jego ulubiona sztuka Szekspira i lepiej, żeby nie robili sobie jaj i postarali się to zrobić d o b r z e.
Zajęcia odbywały się w sali teatralnej na scenie. Nie lubił przeprowadzać zajęć z aktorstwa w normalnych klasach, ponieważ było to takie… suche.
Diablo oczywiście stwierdził, że chętnie wybierze się z panem. Oczywiście Frost o tym nie wiedział. A kot przechadzał się między siedzeniami, aż odnalazł nogi. Nogi, o które można się ocierać i łasić, i mruczeć, i prosić się o głaskanie. No człowieku, czyń swoją powinność, myślał zapewne kot.
[nie obrazisz się, że przeniosłam zajęcia z klasy do teatralnej? : )]
Jack
[Jaka ładniutka pani, a i charakter niebanalny. Rzeczywiście mogliby się z Rafaelem dogadać. Lub też nie, o! Czuję, że mogłaby wpaść mu w oko, a że do dziewczyn to ciamajda jakich mało, nie umiałby tego okazać. Byłby po prostu dla niej złośliwy (Trevor! Trevor!), jak dzieciak w podstawówce. Na początek może byłby upierdliwy podczas jej treningu rzutów do kosza? Jeśli masz inne pomysły, wal śmiało!]
OdpowiedzUsuńRafael
[Byłoby mi bardzo miło za zaczęcie, bo sama mam sporo do nadrobienia :( Lubię krótkie wątki, więc nie musisz się jakoś ekstremalnie rozpisywać ;D]
OdpowiedzUsuńAnaya
[Te oczy... Chryste Panie, cudowne. To zapewne ich wina, że jedyny pomysł na wątek, jaki mam, to szalony romans trwający od jakiegoś czasu.
OdpowiedzUsuńNo. I dzień dobry.]
Gabriel
[A witam, witam :D A co powiesz na jakiś mini- trening z Sashą?]
OdpowiedzUsuń[Jeśli chodzi ci o to, czy Gabriel interesowałby się małolatą, to owszem, interesowałby się (degenerat jeden!). Flirtu też nigdy za wiele, to jest coś, co Gabriele lubią najbardziej.]
OdpowiedzUsuńGabriel
Lubił koszykówkę i to nawet bardzo. Jednak jeżeli miałby wybierać między tym, a piłką nożną... Oj, wybór byłby naprawdę bardzo ciężki. I chyba wybrałby piłkę. Jednak dzisiaj chciał sobie poćwiczyć grę w kosza. Dlatego też ubrał się odpowiednio. Wziął piłkę spod łóżka. Wolał ćwiczyć swoją niż tą z magazynu sportowego. Ot, taki Sashowy kaprys i nic nie poradzisz.
OdpowiedzUsuńPogoda była w sam raz. Nie było ani za zimno, ani za ciepło. Zaczął ćwiczyć celne rzuty. I co rusz piłka trafiała tam, gdzie chciał. Jednak, ile to można ćwiczyć samemu? No właśnie niezbyt długo.
Zobaczywszy Roxi, która zbliżała się na boisko, uśmiechnął się szeroko. Już chyba znalazł towarzystwo do ćwiczeń.
Nie chciał wzbudzać w niej takich emocji, jednak nie robił tego specjalnie, nie przejmował się nikim niezależnie od tego jakie wcześniej łączyły go relacje z konkretną osobą. Teraz był tylko on. Gdy odwróciła się do niego plecami, kąciki ust uniosły mu się mimowolnie ku górze, a on sam uniósł się i sięgnął do tylnej kieszeni spodni. To tam właśnie znajdowało się jego lekarstwo. Nie miał pojęcia jak szybko dziewczyna wróci, wiedział tylko, że nie może być zbyt wolny. Wysypał całą zawartość torebki na dłoń, a następnie wciągnął wszystko. Zamknął oczy, odchylił głowę do tyłu i czekał, aż poczuje ten błogi spokój, aż przestanie się bać, przestanie się przejmować.
OdpowiedzUsuń- Mi? - spojrzał na nią, nawet się nie zorientował, kiedy wróciła. Pociągnął nosem i przetarł go wierzchem dłoni, upewniając się, że nie ma śladu po białym proszku - nic mi - powiedział, uważnie jej się przypatrując. Był spokojny, ręce przestały mu się trząś, dreszcze odeszły w niepamięć, a na usta cisnął się błogi uśmiech. Teraz był gotów na wszystko, całkowicie oderwany od smutnej rzeczywistości. Bo w końcu o to w tym wszystkim chodziło, by uciec, jak najdalej.
Moore
[Mogę zacząć, nie ma problemu, ale nie jestem do końca pewna, na czym ostatecznie stanęło... Flirt czy już romans? I lecimy na żywioł czy myślimy nad jakąś konkretną akcją?]
OdpowiedzUsuńGabriel
Jack miał dokładnie takie samo zdanie na temat kotów. Więc dlaczego miał Diablo, co? Bo się przypałętał raz i tak zostało. Poza tym, koty różniły się tez tym od psów, że nie potrzebowało zbytnio uwagi ludzi. Same potrafiły o siebie zadbać. A mieszkając tutaj, trudno by mu było chodzić jeszcze z psem na spacery. Najpierw musiał ogarnąć siebie. A potem dopiero psa.
OdpowiedzUsuńI tak, Jack posiadał wiele masek. Nigdy nie wiesz, którą założy dla ciebie. Chyba kiedy był sam, to ściągał je i był sobą. Trudno mu było otworzyć się przed kimś tak naprawdę. Może gdyby był pijany… Kto wie, kto wie.
Oczywiście, że Roxanne zwróciła na siebie uwagę. Nie tylko nauczyciela, ale wszystkich uczniów. Hm, tak. Widocznie wcale głupia nie była, ponieważ szczęścia nie miała.
- Panno Trenor? – zaczął ze spokojem, lekko jadowitym tonem, zatrzaskując książkę w twardej oprawie. Może i nie była gruba, ale jak się nią odpowiednio zatrzaśnie, to będzie hałas. O hałas mu chodziło. – Nie wiedziałem, że uczestniczy pani w moich zajęciach. Ale jak już panią zauważyliśmy wszyscy wspólnie, to zapraszam na scenę.
Studenci spojrzeli na nią uważnie. Wszyscy, dosłownie. Chyba się ucieszyli, że to właśnie ona została wywołana, a nie któryś z nich. Wredne istoty.
Jack
-Naprawdę nic się nie stało i całkowicie rozumiem twój problem.- Odpowiedział z nutą rozbawienia w głosie. Nie raz wpadał w dość niezręczne sytuacje przez Bestię. Czasem głupio zastanawiał się, czy suczka nie robi tego wszystkiego specjalnie. Wiedział też, że mimo nauczenia jej paru komend, bardzo ją rozpieszcza. Śledził przez chwilę bez słowa więcej bawiące się w najlepsze zwierzaki. Uniósł nieco brwi i spojrzał na dziewczynę, gdy z jej ust padło takie pytanie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jej twarz nie jest zupełnie obca, choć nie mógł sobie przypomnieć skąd mógłby ją kojarzyć, bo na pewno jej nie zna.
OdpowiedzUsuń-Rice.- Odpowiedział bez oporu.- Logan Rice, a ty?- Spytał przyglądając się jej z lekkim uśmiechem.
[Zawalam dla Ciebie kolejkę. Widzisz tę miłość? xD]
OdpowiedzUsuńKiedy usłyszał o tym pierwszy raz, mało brakowało a parsknąłby śmiechem. Kiedy propozycja się powtórzyła, tylko zmarszczył z niedowierzaniem brwi, nagle boleśnie uświadamiając sobie, że to nie był żart. Kiedy jednak jego ojciec poklepał go po ramieniu i powiedział: No ładną żonkę będziesz miał, synuś, zaciągnął go na jakąś wielką imprezę charytatywną, a potem wepchnął w ramiona – bądź co bądź uroczej – brunetki, stwierdził, że świat zwariował, stanął na głowie, a on biedny nie ogarnia takiej grawitacji. Gdy dowiedział się, od kogo wyszedł ten pomysł tylko bezradnie pokręcił głową i zamknął się w swoim pokoju z gitarą. Przechodził akurat trudny okres, był tuż po niezwykle skomplikowanym i bolesnym zerwaniu, nie miał więc kompletnie ochoty na nowobogackie gierki. Żywił wściekłą niechęć do wszelkiego swatania, a jego serce nie miało siły na takie zabawy. Próbował się zebrać do kupy, odmawiał udziału w kolejnych podwieczorkach, załamując się podnieceniem siostry. Mała księżniczka skakała jak wesoła gumowa piłeczka nawijając o tym, jak fajnie było u Trenorów i jak bardzo on, Marcus, powinien żałować. W końcu uległ. Nie mógł przecież wieczności spędzić w swojej skorupie, prawda?
Z Roxanne miło im się rozmawiało. Owszem, mieli wspólne tematy, chodzili do jednej szkoły, przekomarzali się jak stare dobre małżeństwo, ale chemii to między nimi nie było. Zupełnie co innego twierdzili rodzice brunetki. Ojciec Marcusa nie naciskał, ale w jego oczach widział wołanie: Synuś, to naprawdę dobry interes! Chłopak dawał się więc ciągać na kolejne wykwintne kolacje, rodzinne obiadki i co nie tylko, byle rodzice się na nim nie zawiedli.
Całkiem nieźle bawił się z Roxanne, udając przed rodzicami jako taką parę. Każde z nich z niezwykłym podnieceniem opowiadało o kolejnych „randkach”, które nawet nie miałyby szans się odbyć. Ustalali kolejne wersje spotkań, żeby nikt nie odkrył ich drobnych kłamstewek. Wytworzyła się między nimi jakaś przyjaźń, ale ewidentnie żadne z nich nie miało ambicji, by tę znajomość rozwijać w jakimś bardziej intymnym kierunku.
Do czasu.
Kolejny rok szkolny zaczął się nagle, jak zawsze. Pierwszy września zwalił się na nich jak grom z jasnego, wakacyjnego nieba, upychając znów w wyśmienitej placówce, jaką niewątpliwie było St. Katherine’s High School. Każde z nich wracało pośród swoje problemy, znajomych, naukę. Myśleli, że w tak ważnym – bo trzecim już – roku, rodzice nieco odpuszczą, ale… Tuż po akademii na rozpoczęcie telefony obojga zadzwoniły w zgodnym momencie informując o planowanym wspólnym obiedzie „dla uczczenia kolejnego rozpoczynającego się cudownego roku szkolnego”.
Zaraz złapał ją tuż za rogiem jednego z korytarzy.
– No to co robimy, Roxanne? – wyszczerzył się, opierając się o ścianę tuż obok niej.
[Lol. Nie wiem co tu napisałam. Ruda cały czas mi coś gadała nad uchem xD]
Marco
Nie chciało mu się nic, ale mógł też teraz wszystko. Błogi stan, kiedy czujesz się niczym młody bóg, jednak ludzkie lenistwo zwyczajnie do wszystkiego Cię zniechęca. Widząc jednak przed sobą uśmiechniętą Roxanne, coś w nim drgnęło. Chwycił jej dłoń i sam się uśmiechnął.
OdpowiedzUsuń- Chodźmy - powiedział wstając, chwycił od niej koc i energicznie ruszył w stronę wyjścia. Miała rację noc była ładna. Najładniejsza jaką do tej pory widział, albo po prostu tak sobie wmówił. Teraz był w takim stanie, że uwierzyłby we wszystko. Historyjki o jednorożcach i garnku pełnym złota na końcu tęczy. Gdyby gdzieś teraz zobaczył te kolorowe cudo biegłby przed siebie w poszukiwaniu irlandzkiego skrzata.
Moore
[Chaotycznie czyli tak jak wszystko u mnie xD]
OdpowiedzUsuńMarcus kochał teatr. Uwielbiał występować na scenie, być oślepiany reflektorami, ogłuszany przez stojące tuż przy nim głośniki. Ubóstwiwał oklaski, rzucanie kwiatów pod nogi, wiwaty publiki, uśmiechy fanek widziane jak przez mgłę o oślepieniu przez te reflektory. Odgrywanie ról w teatrze, na scenie to był jego żywioł. Nieco gorzej radził sobie w prawdziwym życiu, ale doświadczenie aktorskie zazwyczaj przydawało mu się i potrafiło wyciągnąć z różnorakich tarapatów. Udało mu się uniknąć kilku kar, prześlizgnąć się nauczycielom pomiędzy szlabanami i wciąż mieć czystą kartę szkolnych wybryków. Przepraszam, to źle powiedziane. On po prostu miał czystą kartę w oczach nauczycieli, ale wybryków na koncie miał całkim sporo.
Tak czy inaczej i w tym momencie postawił na swoje doświadczenie aktorskie, wyszczerzył się do niej, po czym z chytrym błyskiem w zielonym oku ujął jej dłoń i skłonił się w pas, delikatnie muskając wierzch jej dłoni wargami. Taki bardzo gentelman.
- Och, panienko Trenor, będę za-chwy-co-ny! - Podniósł się z ukłonu i puścił jej oczko. - Wygląda na to, że jesteśmy umówieni. Rodzice byliby dumni.
Obrócił się na pięcie, przelotnie trącając ją palcem w żebra, chciał ją w ten sposób drażliwie połaskotać. Zaraz ruszył swoim swobodnym krokiem, wsuwając dłonie w kieszenie eleganckich spodni. Popłynął z tłumem innych uczniów, nawet nie zastanawiając się, gdzie się zatrzyma. Miał w końcu cały dzień przed sobą, a placówkę znał jak własną kieszeń. W sumie pewnie nawet lepiej.
Punkt piąta stał od pięciu minut w drzwiach bramy. Skoro mieli odgrywać parę wypadało być idealnym chłopakiem i pozwolić dziewczynie na wejście smoka, chociaż to zawsze była jego specjalność. Marco spóźnianie miał we krwi. Pewnie po matce. Tym razem jednak postarał się i dla dobra sztuki zjawił się nawet przed czasem.
[Sialalalala. Gorąco mi pod tą kołdrą xD Kolejka kolejny raz olana dzięki Tobie ;*]
Marco
[Wybacz - umknął mi Twój wpis na shoutboxie, dopiero teraz go przeczytałam ;/ Szczerze powiem, że trudno jest mi znaleźć punkt zaczepienia między Roxanne i Kaydenem, więc chętnie skorzystam z Twojej weny. :3]
OdpowiedzUsuńBoyd
Jakimś genialnym specjalistą od podrywu to on nie był. Inna sprawa, że miał grono swoich fanek ze względu na walory zewnętrzne, głosowe i majątkowe. No proszę bardzo, nie mówcie mi, że panienek nie da się złapać na portfel, a pfff. Wiele panienek oddalił z kwitkiem, bo takie dziewczyny najzwyczajniej w świecie nie kręciły Marcusa, on nie z takich. Lubił szukać sposobu na kobietę, jednak większość jego wielce artystycznie ułożonych planów podrywu upadała od razu. Marny z niego Romeo, a serce to jednak jego najczulszy punkt. Tym bardziej tak dotkliwie złamane mniej niż rok temu. Mimo wszystko na randkach podobno sobie radził, jako gentelman oczarowywał kulturą, a jego głos potrafiłby omamić każdą.
OdpowiedzUsuńTaki paradoks, że on po prostu nie do końca umiał z tych walorów skorzystać.
Uśmiechnął się delikatnie, czując jej wargi na policzku - niczym muśnięcie motyla. Pozwolił sobie na zaciągnięcie się jej zapachem, który mile połechtał jego zmysł węchu [lol, to brzmi strasznie xD]. Nie mógł nie dotrzec chwilowego zadowolenia w jej oczach. Bez problemu domyślił się, że to jego perfumy. Podobno potrafiły zawrócić w głowie każdej - nie umiał tego potwierdzić, od jakiegoś czasu był sam, a El Scorpio po prostu mu podpasowało.
Przeczesał włosy ręką, obserwując ją z błyskiem w oku. Chciwie przyglądał się temu, jak sukienka podkreśla jej figurę, jak włosy idealnie okalają twarz, makijaż nie bije po oczach, ale ładnie podkreśla jej walory. I te hipnotyzujące oczy. Zaraz wyciągnął w jej stronę ramię, użyczając go uprzejmie.
- Pozwolisz...? Wyglądasz niczym kwiat róży o poranku, delikatnie zroszony świeżą rosą. Będzie mi niezwykle miło, jeśli raczysz spędzić ze mną te parę uroczych chwil w otoczeniu piękna natury - mrugnął do niej pełen samozadowolenia.
[Nadgarstki mi drętwieją i chcę chłopaka pachnącego Scorpiusem, o.]
Marco
[A tam wydaje Ci się tylko, że mają tak mało wspólnego, ADHD i optymizm, to całkiem sporo, szczególnie kiedy oboje potrafią mieć głupie pomysły. ;D Co do wątku to może Roxanne z braku laku wyciągnęłaby Lucasa na boisko, żeby pograł z nią w kosza. Bo on jak nie ma co robić, to od czasu do czasu wpada do nich grać, ale regularnie ani w drużynie nie gra. ;P Później możemy ich na jakąś imprezę wpakować, skoro tak bardzo Roxi chciałaby zobaczyć jak tańczy. Właśnie wyobraziłam sobie jak mógłby tańczyć makarenę xD]
OdpowiedzUsuńLucas
[A dziękuję za słowa uznania :D I na wątek mówię: TAK. Czy masz coś w zanadrzu? Czy ja mam coś kombinować?]
OdpowiedzUsuń- Odezwała się ta, co ponad sto lat na karku ma. - Zaśmiał się cicho chłopak. - A co? Aż tak bardzo nalegasz? - Zapytał, nadal uśmiechając się. - W sumie to miałem ciebie o to samo zapytać. - Stwierdził. - No, ale mnie w tym wyręczyłaś. No i za to dzięki ci wielkie. - Puścił w jej kierunku oczko. - To może najpierw jakaś rozgrzewka? Wiesz... Dobrze jest rozruszać kości i mięśnie. Żeby to kontuzji w szybki sposób nie dostać. - Skrzywił się lekko. - Ostatnio miałem problemy z nadgarstkiem. Ale na szczęście obyło się bez lekarza. Posmarowałem sobie różnymi maściami i teraz zobacz. - Pomachał jej dłonią przed oczami. - Prawie jak nowy. - Zażartował. Był dzisiaj w bardzo dobrym humorze. I to było widać po nim.
OdpowiedzUsuń[Hej, przepraszam, że tak późno, ale miałam bardzo nerwowy tydzień -.- Powinnam już teraz odpisywać w miarę regularnie :)]
OdpowiedzUsuńAnaya akurat zgadzała się z tym, że bogaci ludzie nie mają przyjaciół. Bo nie mają. Bogaci ludzie mają sieć kontaktów. Czyli otaczają się ludźmi, którzy w jakiś sposób mogą im się przydać. An wiedziała o tym, bo sama robiła dokładnie to samo - tak jak jej rodzice. Z dziada pradziada, jak tradycja.
Roxanne zawsze była dla Anayi trochę zbyt... męska? Tak, to chyba dobre określenie. W końcu An była typową, rozkapryszoną kobietą, która kocha krótkie sukienki, buty na wysokim obcasie i strzela focha o byle pierdoły. Pewnie dlatego z początku było jej trudno dogadać się z Roxanne, która nigdy nie chciała bawić się z nią lalkami, ani urządzać wieczornych herbatek, tylko cały czas biegała za nią z piłką albo próbowała ja wyciągnąć na dwór, żeby poszły wspinać się na górę piachu usypaną w celach budowy domu.
Nigdy nie bawiły jej takie rzeczy, ale rodzice powtarzali jej, że ma się ładnie uśmiechać i nie sprawiać kłopotów. Więc z bólem serca, ale znosiła towarzystwo brunetki i czasem zgadzała się z nią porzucać piłką do kosza o ile ta czasami zgodziła się z nia wypić herbatę. Coś za coś.
Lata mijały i ostatecznie An jakos przyzwyczaiła się do dziwactw i samej obecności Trenor, co wyszło jej w sumie na dobre, bo pojawiając się na pierwszym roku w St. Katherines nie była jak dziecko we mgle, które nie wie co ze sobą zrobić. Miała Noaha i Roxanne, więc bardzo szybko zaaklimatyzowała się w tej szkolnej rzeczywistości, która chwilami była bardziej skomplikowana, niz mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka.
Nagłe pukanie do drzwi nieco ją zaskoczyło, a charakterystyczny sposób utwierdził ją tylko w przekonaniu, kogo mogłaby się spodziewać po drugiej stronie. Fakt, że trwało długo, zanim się pozbierała i pojawiła się przed przyjaciółką, a wychodząc z pokoju zrobiła to w taki sposób, żeby Roxanne nie miała okazji zajrzeć do środka. Zamknęła za sobą drzwi i spojrzała na brunetkę pytającym wzrokiem.
- Co jest?
Anaya