WITAJ!

Wrzesień właśnie się rozpoczął. Uczniowie witają nowy rok szkolny, wciąż ciesząc się promieniami słońca. Wszyscy powoli wracają do swoich normalnych obowiązków, starając się zapomnieć o wakacjach oraz wdrożyć w coraz to nowe obowiązki.

kontakt: soxpointless@gmail.com

Serdecznie zapraszamy do zapisów!

środa, 27 sierpnia 2014

Karmelove




Jack Frost

11.11.1978r. # naucza prawoznawstwa i śmiałego aktorstwa # trener męskiej drużyny koszykówki


“My grandmother can move faster that that! And she’s dead!”


Australia, Darwin
naucza, bo lubi robić z uczniów debili
trenuje, bo sam uwielbia grać w kosza
do niedawna zamieszkały w rodzinnym mieście
pewne tragedie się zdarzają
wyjazd do Stanów
nowy start


“How many fingers am I holding up? Say two. Perfect!”


wymagający jako nauczyciel
jako trener tym bardziej
nie nabiera się na tanie wymówki
jeśli naprawdę ci coś dolega – no cóż…


“- I can’t play the game tomorrow night.
- You can’t wait to play the game tomorrow night.
- Coach, I can’t play the game tomorrow night.
- I’m not following.”


pozytywny człowiek mimo wszystko
uwielbia się śmiać
niekoniecznie z kogoś
niecierpliwy, wredny, ironiczny
sprawiedliwy, romantyczny inaczej, marzyciel
samotność ssie
umie śpiewać
organizacja ochrony praw zwierząt
nie pali, chyba że do alkoholu
mieszka jak najdalej od wrzeszczących dzieciaków
kot Diablo




 

Dzień dobry :D
Wątki i powiązania – tak. Im dziwniejsze, tym lepsze.
Cytaty: Teen Wolf – Coach.
Buźka: Ian Bohen
Nie mogłam się powstrzymać, aby nie dodać ostatniego gifa. W końcu naucza aktorstwa, więc jest okej… ;)

174 komentarze:

  1. [Dobry wieczór :) ]
    /Elizabeth Wallin

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, cześć, cześć! ;3 owocnych wątków, miłej zabawy i takie tam. My to byśmy mogły mieć nawet jakiś wątek, ale ja nigdy nie miałam pomysłów co do wątków z relacją nauczyciel-uczeń. Ale jak tylko coś wymyślisz to zacznę! :D]

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  3. [O RETY, O RETY, O RETY *-* Wątek. Być musi. Zwłaszcza, że jest trenerem kosza (nieważne, że męskiej drużyny - Rox chce trenować z kimś, kto dorównuje jej zwinnością, pff.) i ma kota, których Trenor nienawidzi *-* Kocham kartę. Zapraszam do siebie, jeśli masz ochotę zacząć bądź wyrazić swoją opinię na ten temat... Z pomysłami kłopotów nie będzie :3
    Pomyślnych wiatrów i udanego wątkowania!]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dwóch miesięcy naprawdę go nie obchodziło to, co działo się w jego życiu. Oczywiście miał wpływ na swoje życie, ale jakoś mu szczególnie nie zależało na tym, aby podejmować odpowiednie decyzje. Był wściekły na siebie, na tego mężczyznę. Brakowało mu teraz matki i w chwili obecnej cierpiał z powodu jej śmierci jeszcze bardziej niż wcześniej, chociaż jej nie winił. Można powiedzieć, że chyba nawet rozumiał dlaczego popełniła samobójstwo. Zresztą patrząc na jego obecny styl życia, nikogo raczej nie zdziwi, jeżeli sam podzieli jej los, lub wpadnie w końcu na kogoś kto nie będzie się hamował i po prostu zmiażdży go niczym kwaśne jabłko. Rok szkolny jeszcze się nie zaczął, a Ethan już zdążył narobić sobie kłopotów późnymi powrotami do pokoju. Oczywiście, gdyby wracał trzeźwy nie byłoby tak źle, jednak Moore miał to wszystko w dupie. I nie przejmował się tym, czy jest pijany czy zjarany. Chciał nie czuć bólu, który wciąż gdzieś tam był. To wszystko było zbyt świeże, zbyt bolesne aby ten spróbował sobie pomóc jakoś inaczej...

    [Podoba mi się. Z tym, iż proponuję, aby to był drugi raz, jakoś tak bardziej mi pasuje :D]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Nie, nie nie, jestem jak najbardziej za :D Jakbym mogła prosić o zaczęcie... Bo za kilka chwil mogę stracić laptopa, a nie chcę urwać w połowie pisania. *tak to jest jak się psuje laptopy i potem podkrada inny bratu*]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Heeej. Sądzę, że pan Frost może mieć małe utrapienie z Hannah, która dopiero stara się wdrożyć w nowe środowisko i ewidentnie nie radzi sobie z poprawnym wysławianiem po angielsku... Mógłby więc, tak na początek, zaproponować jej jakieś prywatne zajęcia... powiedzmy, bo ja wiem, z dykcji? Tak, wiem, że to straszne banalne, ale na razie nic lepszego do głowy mi nie przychodzi. Chyba, że przyszalejemy z czymś dziwniejszym! W każdym razie: Jack jest fajny, a ostatni gif zabawnie uroczy <3]

    Hannah

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ktoś mnie wyprzedził z komentarzem! Mimo wszystko bardzo dziękuje za miłe słowa i cieszę się, że Hannah jednak przypadła do gustu :)]

    Hannah

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet nie starał się zachowywać cicho, nawet nie udawał trzeźwego. Szedł prosto przed siebie, podpierając się przy tym ściany. Zachowywał się dokładnie tak, jak w domu przez całe wakacje.
    - Co? - odpowiedział na zasłyszane zawołanie. Był już w takim stanie, że nie bardzo się orientował z której strony do niego mówiono. Nawet nie zadał sobie tego trudu, aby wypatrzeć kto do niego mówi. Czując czyjąś dłoń na swoim ramieniu, gwałtownie ruszył ramieniem, a ręką strzepnął ową dłoń. Nie zachowując się przy tym nad wyraz delikatnie. - Trafię sam - burknął oburzony, biorąc głęboki wdech, jak gdyby miało mu to w czymkolwiek pomóc. Sam nie wiedział jak się czuje, czy będzie rzygał, czy po prostu dotrze do pokoju i pójdzie spać, nie ważne czy trafi do łóżka - nie wiem, może - odpowiedział na pytanie, prychając przy tym. Przecież był jednym z tych bogatych dzieciaków. Co mógł mu zrobić inny bogaty dzieciak? Dać po mordzie. A nauczyciel? Z radością przyjąć gotówkę dziadków, aby zapomnieć o owym wydarzeniu. Chwileczkę, o jakim wydarzeniu?

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  9. [No to niech Jack pyta, Dan łatwo nie wyzna ;)
    Tak czy inaczej się witam ^^ To z pytaniem to pomysł na wątek? ;>]

    Danielle Gingers

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hm, właśnie tak myślę... Dan nie ma nic wspólnego z prawem czy koszykówką ;c Jest z niej totalna łamaga ;p Może coś w związku z tym...? No nie wiem ;c]

    Gingers

    OdpowiedzUsuń
  11. [Peter! <333 Także tego..uh..
    Ciesze się, że postać sie podoba :D Twój pomysł jest okrutny, Lea będzie bardzo zła xd Jednak można coś takiego zrobić i dać wątkowi pokierować sie samemu później :)]

    OdpowiedzUsuń
  12. Co prawda metody wychowawcze dziadków nie przypadły mu do gustu, jednak nie miał zamiaru im o tym mówić. Dziwił się, że po śmierci matki nie wysłali go do jakiegoś bidula. Sam uważał, że właśnie na takie życie zasłużył, o ile na jakiekolwiek zasłużył.
    - A i o wszem - mruknął, nieco rozbawiony. Sam nie wiedział dlaczego chciało mu się śmiać. A może tylko mu się to wydawało? Nie ważne. Spojrzał na mężczyznę wyginając przy tym kark. Przy okazji jęknął, kiedy z opóźnieniem poczuł, jak nauczyciel go chwyta - trochę delikatniej, przecież jestem tylko dzieckiem - zaśmiał się albo się zakrztusił własną śliną - pokój? Pokój mam do góry - dodał po chwili, wyciągając dłoń przed siebie, szukając podparcia.
    Nie chciał z nikim rozmawiać o ostatnich wydarzeniach, nie miał ochoty na żadne zwierzania, dzielenie się sekretami. Nie obchodziło go cierpienie innych. Dla niego najważniejsze było jego własne cierpienie. Bo przecież czy ktokolwiek mógłby mieć gorzej? Ciężko było mu wyobrazić sobie taką osobę. W końcu czy często spotyka się człowieka, który nie może patrzeć na własne odbicie, bo czuje się jak śmieć? Bo ma ochotę przywalić samemu sobie, bo tak bardzo przypomina złego człowieka? Raczej nie. I Ethan był tego świadomy. Świadomy tego, że nie znajdzie szybko takiego, który ma gorzej. I wykorzystywał to jako swoją wymówkę przed samym sobą. Nie raz zdarzały się takie poranki kiedy żałował swoich czynów, jednak szybko mu przechodziło, kiedy wchodził do łazienki.
    - Trzydzieści - powiedział nagle - albo nie, trzydzieści osiem - zaśmiał się - nie, nie wiem już! Dwadzieścia trzy - śmiał się, chociaż tak naprawdę chciało mu się płakać.

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jeśli możesz zacząc to było by cudnie :) i tak, zobaczymy jak to pójdzie]

    Lea

    OdpowiedzUsuń
  14. Roxanne nie przywykła do słów krytyki. Zawsze była wzorową uczennicą, perfekcyjną córką, dziewczyną bez skazy. Na boisko przychodziła wyżyć się ze swoich problemów. Oddawała się pasji, wsłuchiwała w samotne uderzenia piłki o parkiet. Chłopcy mieli osobne treningi, a ona MARNOWAŁA się w damskiej drużynie. Nigdy nie potrafiła pojąć dlaczego w czasie wolnym przedstawiciele płci męskiej tak chętnie rozgrywali z nią turnieje, a kiedy przychodziło co do czego, nie potrafili odezwać się słowem do trenera.
    To był jeden z dni, w których po prostu musiała iść na salę. Nie miała konkretnego powodu. Nigdy nie miała. Tak po prostu czuła. Rzucała kosz za koszem, chybiając średnio raz na sześć. Nie był to jej rekord, ale nie było też koszmarnie. Kiedy usłyszała głos za swoimi plecami i znajomy dźwięk kozłowania, podskoczyła w miejscu, rzucając piłką dziesięć centymetrów od kosza. Odwróciła się, ze zdziwieniem dostrzegając przy wejściu trenera. Odrzuciła włosy na plecy i skrzywiła się, przypatrując mu się Uważnie. Kiedy już otrząsnęła się z pierwszego szoku, zaśmiała się krótko, analizując jego słowa.
    - Słucham? To znaczy... Niech pan mnie źle nie zrozumie, ale.. Słucham?
    [badabum, nie mam laptopa, za wszystkie telefonowe usterki przepraszam]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  15. Początkowo stawiał opór. Wcale nie chciał nigdzie iść z nauczycielem, jednak już po chwili nie miał siły, aby się zapierać i próbować wyzwolić z uścisku. Westchnął cicho i potulnie ruszył w górę schodów. Liczył na głos każdy pokonany stopień, jak by to miało mu pomóc w jakiś sposób. Sam i tak nie wiedział po co to robi, nagle poczuł taką wewnętrzną potrzebę. Może chciało mu się po prostu gadać, ale nie wiedział w jaki sposób powinien zacząć?
    - Lubisz liczyć schody? - wypalił nagle tuż po dwudziestym czwartym. Po prostu mu się znudziło. A podróżowanie z towarzystwem w ciszy nie należało do rzeczy, za którymi Ethan przepadał.
    Oblizał powoli spierzchnięte wargi, czując jak te nagle zaczynają mu drętwieć. Doskonale wiedział co to oznacza. Po chwili poczuł skręt żołądku.
    - Odsuń się - nie zdążył nic więcej powiedzieć. Wyszarpnął się resztką sił z objęcia nauczyciela, potknął się o własne stopy po czym wyrzygał się wprost przed siebie, cudem unikając upadku we własne rzygowiny.

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  16. Zagryzła wargę, przypatrując mu się niepewnie. Tyle czasu prosiła chłopców, by poszli do trenera aż tu nagle BACH! I trener przyszedł do niej. Dlaczego więc traktowała go z takim dystansem zamiast zaraz wziąć się za popisywanie?
    Westchnęła cicho i ruszyła pod kosz, zbierając obie piłki. Jedną z nich rzuciła Jackowi i uniosła brew jakby w niepewności.
    - Roxanne.
    Stała przez chwilę w miejscu, zastanawiając się co powinna zrobić i jak zareagować na tę niespodziewaną wizytę. Co powinna czuć w związku z tym, że sam Frost poświęcił jej trochę uwagi... Odwróciła się twarzą w stronę kosza i zrobiła najprostszy wrzut za dwa punkty. Zaraz ponownie zlustrowała go kątem oka i ruszyła w stronę piłki.
    - Zakładam, że zaraz usłyszę parę złotych porad na temat taktyki rzutu?
    Uśmiechnęła się.
    - Bardzo proszę, z ogromną chęcią dowiem się co nieco o prawdziwej sztuce koszykówki. Nasza trenerka...
    Pokręciła tylko głową z politowaniem i ruszyła w jego stronę wolnym krokiem kozłując.

    [przestań, bo zacznę fangirlować i wymyślać dla nich pomysły na związek xdd :'))]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zadrżała lekko pod jego dotykiem, wyraźnie zaskoczona z tej nagłej bliskości. Nie przywykła do tego, żeby jakikolwiek nauczyciel podchodził do niej bliżej niż na odległość dziesięciu centymetrów. A tutaj o. Proszę, właśnie niemalże obejmował ją trener męskiej drużyny koszykarskiej i to w dodatku bez żadnego ostrzeżenia.
    Skupiła się na tym, co próbował jej przekazać, uśmiechając się do siebie w duchu. Dlaczego ma wrażenie, że ten facet jest jej rówieśnikiem? Od zawsze wiedziała, że jest w porządku, przecież przeszła już w tej szkole dość sporo, jednak nigdy nie czuła, że to, co mówią o nim chłopcy (trenejro ostatnio świętował z nami! To naprawdę równy gość! Rox, gdybyś obcięła włosy i ścisnęła biust na pewno wziąłby cię do drużyny!) jest w dużym stopniu prawdą.
    - Nic się nie stało, panie trenerze - uśmiechnęła się, czując się już trochę pewniej na swojej obecnej pozycji - i... Nie. Z reguły nie łapią. Ale to naprawdę zabawne widzieć jak pokładają się pod wpływem siły na parkiecie. Oczywiście niestety nie mogę z tym przeginać, bo TRENERKA grozi, że mnie wyrzuci.

    [KOCHAM TEN WĄTEK JUZ *W*]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Administracja serdecznie wita pierwszego członka szanownego grona pedagogicznego :) Dobrej zabawy!]

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie chciał niczyjej pomocy, chociaż był świadom tego, że sam nie dojdzie do swojego pokoju, przy okazji pewnie natknął by się na jeszcze jedno spotkanie z jakimś nauczycielem - pewnie trafiłby jeszcze na tego samego co wczoraj.
    Wziął bez słowa chusteczkę, przetarł spierzchnięte usta i wyrzucił ją z a siebie, nie dbając o porządek. Ignorował wszystkie słowa nauczyciela, już nie słuchał. Był potulny jak baranek, chociaż miał ochotę krzyczeć - dzielnie milczał. Chciał wykrzyczeć wszystko to, co tak bardzo go męczyło. Chciał móc przed kimś usiąść i po prostu zacząć mówić wszystko to co mu ślina na język przyniesie.
    - Dlaczego tak w ogóle tu pracujesz? - zapytał nagle, nieco zaczepnie, całkowicie darując sobie wszelkie grzecznościowe zwroty. Dziś czuł się na równi ze wszystkimi, pomijając ten drobny fakt, iż czuł się jak śmieć, jak zdychający gdzieś w ściekach szczur. Ale przecież nie mógł dać tego po sobie poznać. - Patrz co mam! - zaśmiał się głośno, wyciągając z kieszeni klucz od swojego pokoju z brelokiem, na którym widniał numer jego pokoju.

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  20. Znów zniknął Ike, kolejny raz w tym tygodniu. Była przestraszona, bo jak ten mały, kochany szczur mógł ponownie uciec. Nie mniej podejrzewała kto odpowiadał za zniknięcie Ike. Ah, ten cholerny kocur. Lea coraz częściej zastanawiała się czy nauczyciel byłby bardzo zły gdyby otruła mu kota w końcu i tak pożytku z tego zwierzaka nie było żadnego.
    Słysząc pukanie do drzwi, wręcz podbiegła i otworzyła je gwałtownie.
    - Ike! - zabrała szczura od mężczyzny i delikatnie trąciła palcem w nosek gryzonia, który po chwili wdrapał jej sie po ręce i siadł na ramieniu.
    Uniosła nagle chmurne spojrzenie na nauczyciela.- Mógłby pan pilnować tego swojego kota? - mordowała wręcz spojrzeniem. Jakie to dziwne, że tak urocze dziewczę z wyglądu, potrafi być taka nieprzyjemna.- Zrobię z niego dywanik przed kominek, jak jeszcze raz dotknie Ike - burknęła i pogłaskała jeszcze po łepku szczurka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [wiem właśnie, że skądś się znamy. Jednak nie potrafię sobie przypomnieć z jakiego bloga ;/]

      Usuń
  21. Z niesmakiem musiała przyznać, że trener miał rację. Przyglądała się jak spacerował po piłkę, uśmiechając się podejrzanie. No tak, niby był od niej wyższy i zdecydowanie silniejszy, niby miał więcej doświadczenia i wiedzy na temat tego sportu, ale kto powiedział, że nie dałaby rady go przechytrzyć? Była zwinniejsza i – miała nadzieję – szybsza. Odrzuciła włosy na plecy i uniosła brew, patrząc jak podnosi piłkę.
    - Jak mówiłam: złota rada, panie trenerze.
    Wyszczerzyła się i pędem ruszyła w jego stronę, wybijając mu piłkę z rąk i kiwając go pod samym koszem. Obróciła się w biegu i wyskoczyła w górę, trafiając nią do kosza. Zaraz spojrzała na niego ewidentnie rozbawiona zaskoczeniem malującym się na jego twarzy.
    - Jeden do zera.
    Uniosła prowokująco brew i rzuciła krótkie spojrzenie w stronę toczącej się leniwie piłki. Podwinęła rękawy, szykując się do skoku w przód.
    To będzie ciekawe doświadczenie...

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  22. Odpowiedź zdecydowanie go nie satysfakcjonowała. Oczekiwał jakiejś dłuższej historii o tym ja kto świetnie jest móc nauczać młodzież. Westchnął i wywrócił teatralnie oczyma. Spojrzał na nauczyciela i wyszczerzył się głupkowato.
    - Są wakacje, noc trwa cały czas - zaśmiał się i oparł leniwie o ramię mężczyzny. Zdecydowanie łatwiej szło mu się w taki właśnie sposób.
    Ponownie westchnął. Miał już dość chodzenia po schodach, zdecydowanie powinni zamontować w szkolę windę. Wszystkim pijakom dużo łatwiej wracało by się do swych pokoi.
    Kiedy w końcu dotarli na trzecie piętro, Moore poczuł ulgę. W końcu zaraz znajdzie się w swoim pokoju, w swoim azylu. Będzie mógł się odstresować, a gdy nauczyciel tylko wyjdzie, sięgnie po schowaną pod łóżkiem wódkę i będzie pił dalej. Bo co innego mu pozostało?

    OdpowiedzUsuń
  23. [Pozwolę sobie powiedzieć dzień dobry i spytać, czy personalia postaci mają jakiś związek z "Księgą Cmentarną"? :)]

    Maddie Owens

    OdpowiedzUsuń
  24. [Nauczyciel! ;D
    Ja dopiero niedawno odnalazłam Rachel, więc też się jaram ^^
    I do tego nauczyciel aktorstwa, to z Anayą muszą się znać.
    I oboje mają wredne charaktery.
    Będzie śmiesznie. Chcesz zacząć wątek w trakcie zajęć aktorskich? :D
    Widzę to jako relację pełną wzajemnych przytyk i złośliwości, a także nieuzasadnionego poniżania i pasywnej agresji ;)]

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  25. [To nie żaden kłopot :D]

    * * *
    Zaśmiała się głośno i kręcąc głową, wrzuciła piłkę do wózka. Odwróciła się i westchnęła ciężko, opierając dłonie na biodrach.
    - No, panie trenerze, tym razem miał pan szczęście. Następnym razem zmiotę pana z boiska.
    Uśmiechnęła się szeroko i opadła na ławkę, zgarniając kilka mokrych kosmyków z czoła. Przechyliła głowę, przypatrując mu się uważnie, jakby zastanawiała się na ile może sobie pozwolić z tym całym „trenejro”. Mężczyzna był zdecydowanie jednym z najbardziej rozrywkowych nauczycieli w szkole pełnej snobów. Umiał śmiać się szczerze, a za to strasznie ceniła ludzi. Był też wyrozumiały i cierpliwy - och, ileż to łamag musiał nauczać przez te lata... - Ale i wymagający. To był trener dla niej. Nie mogła pozwolić, by teraz tak po prostu umknął jej sprzed nosa, do czego chyba się przygotowywał, rozglądając się dookoła i zaglądając ukradkiem pod krzesełka trybun, jakby czegoś szukał. Wykorzystała chwilę jego dezorientacji i wypaliła prosto z mostu:
    - Chcę trenować. Z chłopcami. Chcę czegoś więcej, niż jest mi w stanie zaoferować damska drużyna.
    Jak się spodziewała nie zareagował od razu. Zamarł, jakby ważył jej słowa i nie mógł się zdecydować czy wysłać ją do psychiatry, czy parsknąć śmiechem. Podniosła się z ławki i podeszła do niego blisko, zadzierając lekko głowę, by móc spojrzeć mu w oczy. Och, siła wzroku... Sprytnie. Wcale nikt się tego nie spodziewał.
    - Proszę?

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  26. [Wiem ;D Też mi się strasznie podoba jej uroda, szczególnie, że blondynek nie umiem prowadzić ^^
    Ale żeś wątek wybrała ;D]

    Anaya lubiła zajęcia teatralne. Można było nawet pokusić się o stwierdzenie, że była to jedna z niewielu rzeczy, która sprawiała jej przyjemność. Była ładna i pyskata. Miała szansę przebić się w przemyśle filmowym, jeśli naprawdę by jej na tym zależało. Na razie jednak wystarczyło jej to, co miała.
    Jeśli chodziło o Jacka... wróć! O profesora Frosta, to wcale nie było tak, że za nim nie przepadała. Inni uczniowie krzywili się na dźwięk jego nazwiska, mniej wytrwali rezygnowali z zajęć. Nieprzyjemny typek, ale dało się z nim wytrzymać.
    Anaya pojawiła się na pierwszych zajęciach, dziwiąc się, że widzi komplet uczniów. Właściwie kilka osób było nowych, toteż przy pierwszym spotkaniu z Jackiem pewnie zrezygnują, albo przepiszą się do innego nauczyciela. Selekcja naturalna.
    Minuty mijały, a panna Campbell tylko czekała na wybuch Jacka. Bo swoje humory i humorki to on miał. Dzisiaj i tak długo wytrzymał, ale w końcu zaczęło się - wyzywanie od bezużytecznych dzieciaków, które nigdzie nie znajdą zatrudnienia i tego rodzaju uwagi na temat o połowę młodszych studentów.
    - Tak, uczmy się, bo jak się nie postaramy, to zostaniemy sfrustrowanym belfrem, który wyżywa się cudzych dzieciach, bo żadna kobieta nie chciała mieć z nim własnych. - skomentowała krótko, tak jak reszta grupy podnosząc się z krzesełek. To wcale nie było tak, że nie lubiła Jacka. Uważała go za dobrego nauczyciela. Po prostu załączał jej się tryb walki za każdym razem, gdy słyszała jego złośliwe komentarze. Zwyczajnie nie umiała siedzieć cicho w odpowiedzi na jego docinki.
    Odwróciła głowę w kierunku nauczyciela, który zdecydowanie słyszał jej wcześniejsze słowa, bo przecież powiedziała to na tyle glośno, aby ta uwaga do niego dotarła i niby to zaskoczona otworzyła szeroko oczy i przyłożyła dłoń do ust, po czym odwróciła się do niego plecami i powędrowała za resztą grupy, tą, która zdecydowała się zostać.
    Wiedziała, że jej gra jest ryzykowna, jednakże potyczki słowne z nauczycielem sprawiały, że przynajmniej na tych jednych zajęciach się nie nudziła.

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  27. [Nananana zagalopowałam się, przepraszam. To się nie powtórzy :)]

    Patrzyła na niego z początku wyraźnie zaskoczona, że tak łatwo jej poszło. Potem zaczęła podejrzewać, że trener w ten sposób próbuje jej odmówić. Zaraz jednak uśmiechnęła się szeroko, nie panując nad sobą, pisnęła i - dosłownie – rzuciła mu się na szyję.
    - O Boże, naprawdę?! Wie pan ile czasu się o to starałam?
    Zaraz jednak odsunęła się od niego, płonąc rumieńcem. Nigdy nie pozwalała sobie na utratę kontroli nad emocjami. A tym bardziej nie przed nauczycielem. Cóż. Jednak dziewczyna nawet na boisku do końca pozostanie dziewczyną.
    - Chłopcy... To chyba nie problem. Bycie dyskryminowaną choć raz będzie ciekawym doświadczeniem. A niech tylko spróbują mi podskoczyć.
    Zagryzła wargę, nie mogąc opanować cisnącego się jej na twarz uśmiechu.
    - Dziękuję. Naprawdę.
    Rozejrzała się dookoła i zgarnęła swoje rzeczy. Napiła się wody z butelki i przyjrzała mu się uważnie.
    - A tak na marginesie... Jak przeżyć jako owca w wilczym stadzie? Nie myślał pan o napisaniu jakiegoś poradnika?

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  28. Gdy tylko usiadł na łóżku, oparł się plecami o ścianę i uśmiechnął się głupkowato. Spoglądał na nauczyciela i szczerzył te swoje białe ząbki, jak gdyby miał za to dostać jakąś nagrodę. Wsłuchiwał się w jego słowa, a gdy tylko usłyszał o potrzebie, oczywiście w głowie miał tylko jedno.
    - Napiłbym się i zapaliłbym - powiedział dumnie, prostując się przy tym. Dobrze, że w pokoju nie miał skośnego sufitu bo biorąc pod uwagę jego częsty stan nietrzeźwości, non stop miałby obitą głowę. Zamknął na chwilę oczy, otworzył je i ponownie zamknął, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, który niestety szybko zamienił się w grymas. Wchodził powoli w ten melancholijny stan, kiedy łzy same cisnęły mu się do oczu.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  29. [pan mi sie cholernie podoba, tyle ze mi brak odniesienia co da watku ;/ coz jesli jednak Tobie cos zaswita do glowy to wpadnij pod karte Gabi. ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  30. [No co poradzisz? Nic nie poradzisz, urodziwi ludzie xD ]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  31. [W karcie nic nie było, poza tym, nawet jeśli to Anaya nie mogła o tym wiedzieć ;) Pociągniemy, spokojnie]

    Dziewczyna zgodziłaby się z nim w stu procentach. Jak wcześniej było wspomniane, nie chodziło o to, że go nie lubiła. Widocznie odczuwała wewnętrzną potrzebę, aby pojedynkować się z kimś o podobnym charakterku.
    Jego reakcja go zaskoczyła. Nigdy nie była aż tak gwałtowna, zazwyczaj wykorzystałby nadarzającą sytuację, aby ją ośmieszyć, a tym razem kazał jej wyjść. I to spojrzenie. Trzeba było przyznać, że przez chwilę naprawdę nie wiedziała, czy Jack mówi poważnie, czy tylko sobie z niej kpi, ale jego twardy wzrok utwierdził ją w przekonaniu, że powiedziała coś nie tak.
    - Ominą mnie zajęcia ze striptizu. Co za strata. - skomentowała tylko, jakby trochę urażona tym, że ją wyprosił. Posłusznie jednak wyszła z sali, bo skoro nauczyciel kazał jej opuścić zajęcia nie było możliwości, aby się wykłócać o możliwość pozostania.
    Zamknęła za sobą drzwi sali, jednakże przez resztę dnia to jego spojrzenie siedziało jej w głowie i nie chciało wyjść.
    Wczesnym wieczorem wymknęła się z terenu szkoły, mając zamiar porwać z pobliskiej restauracji jakieś danie na wynos i wrócić do swojego pokoju, ale już od drzwi zauważyła sylwetkę mężczyzny, siedzącego przy jednym ze stolików.
    - Karma, bitch - szepnęła do siebie, stwierdzając, że nie ma sensu ociągać się z tą sprawą, bo i tak będzie do niej wracać, a przy okazji wygryzie jej dziurę w brzuchu. Co prawda narażała się na to, że nauczyciel ją podkabluje, ale trudno. Wcześniej czy później i tak by ją zauważył.
    - Dobry wieczór - przywitała się, podchodząc do jego stolika. - przepraszam, jeśli to co powiedziałam pana obraziło. - wyrzuciła z siebie niemal jednym tchem. Nie miała w zwyczaju kogoś przepraszać, nie było więc tajemnicą, że przyszło jej to z dużym trudem.

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  32. Zaciągnął się mocno, zatrzymując nikotynę w płucach na kilka chwil. Kiedy już wypuścił szary dym przez wargi, uważnie mu się przyglądał. Temu, jakie przybierał formy i gdzie nagle znikał. Spoglądał w ścianę przed sobą, czuł obecność nauczyciela, jednak nie chciał jej przyjąć do wiadomości. Słowa mężczyzny wpadały i wypadały. Zostawiając po sobie jakiś drobny ślad. Moore wpatrzony był cały czas w pustą, białą ścianę.
    Nie chciał o tym rozmawiać, najchętniej odwróciłby się plecami do swojego towarzysza i zamilkł na wieki. Nie miał ochoty otwierać się przed tak naprawdę obcym sobie człowiekiem. Co z tego, że był jego nauczycielem? Ethan nikomu nie chciał pokazywać swoich słabości. Jednak duszenie wszystkiego w sobie też nie było dobre. Bo jak długo jeszcze mógł to znosić? Wszystko prowadziło do jednego. Będziesz tańczyć na mym grobie...
    Nie panował już nad niczym. Ręce zaczęły mu się trząść, a oczy wypełniły łzami. Bronił się przed tym jak tylko mógł, nie był wystarczająco silny.
    - Nie marnujmy sobie nocy - powiedział po chwili, jednak głos mu drżał. Zdawał sobie sprawę, że teraz spokoju szybko nie będzie miał.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  33. [to sie tez ciesze ^_^.. Huston, mamy problem! hmm a moze ... zrobimy tu powiazanie? w stylu znajomy znajomych polecil miec na uwadze dobro Gabi i ten jak aniol stroz czuwa dyskretnie? xD dobra.. bujam w oblokach skoro juz takie tu pisze - albo tez bedzie kims z dalszej rodziny ? ;) po godzinie snu nadal nie mysle ;/]

    Gabi.

    OdpowiedzUsuń
  34. [mówiłam już, że uwielbiam ten wątek? *.* huehue, wypadałoby jakoś przeskoczyć. Namolna Roxie może go nawiedzić na jakiejś jego próbie teatralnej, żeby dopytać się o jakieś szczegóły. Zobaczy go na scenie czy coś i będzie w szoku. W tym czasie jego kot może się zacząć do niej łasić, a ona zacznie krzyczeć, bo nie lubi kotów.lub coś w ten deseń :D by the way - zostajemy na płaszczyźnie relacji zawodnik-trener czy planujemy to później w coś przekształcić? (9 lat różnicy takie tam xdd późna pora mi nie służy xd)]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  35. [coz... rodzinka moze byc rozna i byc cholera wie gdzie na tym swiecie xD

    moze xD sie jeszcze pomysli - chyba ze lecimy na spontana i wtedy cos z tego wyjdzie ^_^]

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  36. [Zjadło mi 1 :_: przepraszam, telefony mnie nie cierpią xd ogólnie cała elektronika też xd jasne, że zacznę, postaram się teraz coś napisać, ale nic nie obiecuję, bo... No cóż, zepsułam laptopa, a brat wrócił z pracy i zabrał mi swojego xd a telefonów nie lubię xd]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  37. Bał się. Cholernie mocno bał się tego, że jeżeli w końcu się otworzy i powie o tym wszystkim na głos, wszyscy dookoła się dowiedzą. Wyśmieją, przestaną zaprzątać sobie nim myśli. I chociaż udawał, że nie interesują go ci wszyscy ludzie tak naprawdę pragnął tego zainteresowania. Podobało mu się to, kiedy tak bardzo się o niego troszczono. W rodzinnym domu tego nie doświadczył; co zresztą nie jest dziwne. Z drugiej jednak strony wolał święty spokój. Możliwość bycia tak skończonym dupkiem. Westchnął cicho.
    Ludzie mówili prawdę. Głos mężczyzny miał w sobie te coś, co uspokajało, zachęcało do rozmowy. Nawet wtedy, kiedy tak bardzo jej się nie chciało.
    Moore przełknął ślinę i delikatnie przymrużył oczy. Nie miał pojęcia jak w ogóle zacząć mówić, co powiedzieć jako pierwsze, jak ubrać to wszystko w słowa. Nie potrafił od tak powiedzieć, że jego ojciec jest gwałcicielem. Po prostu nie mogło mu to przejść przez gardło. W ogóle samo słowo ojciec w tym przypadku dostawało jakiegoś, chorego znaczenia.
    - Wiesz... - zaczął niepewnie, zaciskając mocno dłonie - czasami, słucham rozmów - czuł się tak bardzo głupio. Było mu tak ciężko. Zaciągnął się po raz kolejny. Zastanawiając się nad tym, co o nim teraz myśli nauczyciel.
    - Czasami są poruszane tak ciężkie tematy. Ostatnio na etyce dowiedziałem się, że nie powinienem żyć. I zgadzam się z tym. Ale to jest tak cholernie trudne, kiedy jest się taką osobą. Kiedy tak abstrakcyjny dla wszystkich problem bezpośrednio Cię dotyczy. Słyszysz jak mówią, rozmawiają między sobą. Aborcja. Kiedy powinna być dozwolona? Dziewczyny się oburzają i mówią, że nie powinna, że żadna matka nie zabiłaby swojego dziecka. Po chwili któraś z ostatniej ławki się odzywa i mówi, że w przypadku gwałtu powinna być wręcz wskazana. Dlaczego tu jestem? Powinienem gnić w piekle. - Wziął głęboki wdech, zamknął oczy, zacisnął pięści i po prostu pozwolił sobie mówić. Dopiero, kiedy skończył poczuł jak łzy spływają mu strużkami po policzkach.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ach, zostałam ułaskawiona <3]

    Pewnie, gdyby wiedziała, nie próbowałaby mu docinać w ten czy inny sposób. W gruncie rzeczy Anaya nie chciała naprawdę go atakować, tylko się podroczyć, stoczyć słowną przepychankę, trochę mu utemperować ten złośliwy charakterek, a nie spowodować realny ból w miejscu... w którym reszta ludzi miała serce. Znów przesada, jakiś narząd sercopodobny musiał się mieścić w jego klatce piersiowej, w końcu coś mu tą krew pompowało do reszty kończyn.
    Dziewczyna nie rozmawiała z innymi kursantami, dlatego nie wiedziała o nieplanowanej zmianie tematu zajęć. Pewnie, gdyby ta informacja do niej dotarła, przejęłaby się jeszcze bardziej, a to nie było dla niej dobre. Wtedy być może byłoby po niej widać, że obchodzi ją coś poza czubkiem własnego nosa.
    Wszechświat był brutalny dla nich obojga, jak widać. Co gorsza dla Jacka, ona wcale nie miała zamiaru go zostawiać, bo podejrzanie wyglądał, siedząc tak sam, zamyślony i nieobecny.
    - Sam zawsze mówisz, że każda godzina wolna od lekcji to dobra godzina - wzruszyła ramionami w odpowiedzi na jego refleksję dotyczącą zajęć. Sama nawet nie zwróciła uwagi na to, że przeszła z profesorem na "ty". Pewnie zrehabilituje się dopiero, kiedy Jack zwróci jej na ten fakt uwagę.
    Stało się coś nieprzyjemnego. Nie odstanie się. Postanowiła jedynie, że będzie trzymać się z daleka od tematu kobiet i rodziny w jego życiu. Powinno pomóc. Powinno być dobrze. Rozdział zamknięty.
    A przynajmniej taką miała nadzieję.
    - Mogę się dosiąść?

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie miał pojęcia co teraz. W końcu powiedział o tym co go trapiło. Co prawda nie pokonał jeszcze wszystkich swoich problemów. Wciąż nie przyznał się sam przed sobą kim jest jego ojciec. I jak sam sobie narzucił, dopóki nie będzie w stanie tego zrobić, nie wyjdzie na prostą. Będzie dalej gnić na dnie pijąc i ćpając. Bo nic innego mu nie wychodziło.
    Nie odsunął się, nie odepchnął mężczyzny. Pomimo, że czując jego ramiona na sobie czuł się co najmniej dziwnie. Jednak było to też niesamowicie przyjemne uczucie. W końcu znalazł się koło niego ktoś, komu mógł powiedzieć. Chociaż spodziewał się innej reakcji. Był przyzwyczajony do spojrzeń dziadka i babci. Cały czas myślał, że jeżeli komuś o tym powie, to zyska kolejne spojrzenie obrzydzenia. Pogardy.
    - Co jest z Tobą nie tak? - po chwili milczenia w końcu się odezwał. Nie rozumiał zachowania nauczyciela. Nie pojmował tego. On sam miał ochotę nie jeden raz przywalić sobie z całych sił. Chciał targnąć na swoje życie, bo nie był godzien stąpania po ziemi. Zaczął się denerwować, coś mu nie pasowało w tej sytuacji, był przerażony - powiedz coś, zrób coś - mówił szybko, czując jak traci nad sobą kontrolę - daj mi w mordę! - krzyknął, zrzucając z siebie ramiona profesora - powiedz, że jestem śmieciem, że nie zasługuję na to wszystko - przez jego ciało przechodziły zimne dreszcze, trząsł się cały. Nie mogąc zrozumieć spokoju Jacka.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  40. To prawda z Ethanem nie było dobrze. I sam chłopak zaczynał to powolnie odczuwać. Może gdyby tylko pił alkohol nie byłoby tak źle, jednak młodzieniec zrobił krok do przodu, sięgnął po narkotyki. I nie bawił się w palenie trawki, poszedł od razu na całość, sięgając po heroinę. To ona go dodatkowo wyniszczała, miażdżyła go niczym ohydnego robaka. Dawała pewnego rodzaju satysfakcję.
    Poczuł dłoń mężczyzny na swoim policzku, tuż po chwili mocne pieczenie. Czuł jak miejsce uderzenia robi mu się czerwone. Odruchowo chwycił się za twarz, jednak poczuł tylko mocniejszy ból. Tego się nie spodziewał po nauczycielu.
    Rozchylił wargi. Nie chciał go słuchać, nie chciał spojrzeć mu w oczy. Nie po tym co opowiedział. Nie czuł się wystarczająco dobry.
    Słuchał słów mężczyzny zmuszony do wpatrywania się w jego oczy. Słuchał, próbował zrozumieć, zakodować w swoim mózgu. Czuł jak po policzkach spływają słone łzy, jednak nie mógł nic z tym zrobić. Chciał uwierzyć nauczycielowi, naprawdę chciał.
    - Mówisz tak bo... - jego głos drżał, tak jak całe ciało - bo chcesz mnie pocieszyć. Nie wierzę Ci - ostatnie zdanie wyszeptał najciszej jak potrafił. Nie chciał się rozklejać, jednak nie panował nad sobą, nie teraz, nie po tym wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  41. To emocje wywoływały dreszcze. Wcale nie było mu zimno, wręcz odwrotnie, było mu za gorąco. Miał ochotę się rozebrać, wskoczyć pod zimny prysznic, lub po prostu ochłodzić swoje ciało zimną ścianą; jak to miał w zwyczaju robić.
    Wzruszył delikatnie ramionami na słowa nauczyciela. Nie miał pojęcia co mu odpowiedzieć, co zrobić, co powiedzieć. Ta sytuacja była dla niego co najmniej dziwna. Nie spodziewał się, że się otworzy i w końcu komuś o tym powie. Nie sądził, że będzie to profesor od prawoznawstwa.
    - To wszystko jest takie trudne - powiedział w końcu po chwili ciszy - minęło tak mało czasu, a już straciłem tak wiele - szepnął bardziej do siebie niż do towarzysza. Trochę tak jakby miał przebłyski trzeźwości i chęci powrotu do normalnego życia. Ale... I tak przecież nie będzie o tym pamiętał rano...

    OdpowiedzUsuń
  42. - W dupę sobie to wsadź - powiedział ostro, chociaż wcale nie chciał być nieprzyjemny. Po prostu chęć wyrażenia swoich emocji była silniejsza od niego - kiedyś - powtórzył po nauczycielu, jak gdyby miało mu to w czymś pomóc. Stąpał z jednej nogi na drugą, próbując nad sobą zapanować. Wcale nie chciał krzyczeć, nie chciał robić wokół siebie hałasu. Nie miał ochoty na widowisko, nie chciał aby ktokolwiek tu wszedł, podsłuchał ich rozmowy. W końcu to było prywatne spotkanie.
    - Mówisz, że kiedyś zapomnę lub pogodzę się z tą świadomością, że byłem powodem samobójstwa mojej matki? - warknął. Wydawało by się, że już się uspokoił, jednak zdenerwowanie ponownie w niego wstąpiło. Zerwał się nagle, podszedł do ściany i zaciśniętą pięścią uderzył w nią z całych sił. Trochę mu ulżyło. Po chwili stał oparty głową o ścianę i uderzył w nią ponownie. Łzy spływały po policzkach, a Moore znów się rozkleił. A przecież był taki twardy, tak długo udawało mu się trzymać to wszystko w sobie. Teraz nie miał już na to siły.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  43. Dorosłość? Dojrzałość?
    Nigdy nie umiała rozróżnić tych dwóch pojęć.
    Wiedziała jednak, że jedno z nich oznacza umiejętność przeproszenia kogoś, nawet jeśli ta osoba na to nie zasłużyła, w imię jakiegoś wyższego celu. Tak, fajnie to brzmiało, chciałaby stać się kiedyś dojrzała, jak Jack. Tudzież dorosła. Jeden pies.
    Machnęła tylko ręką w odpowiedzi na jego przeprosiny, bo nie chciała już tego dłużej roztrząsać. Chciała, żeby było jak dawniej.
    - Żałuję tylko, że ominęły mnie takie ciekawe zajęcia z rozbierania moich klasowych kolegów - westchnęła zrezygnowana, szybko jednak na jej ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. Często zastanawiała się, co temu pokręconemu belfrowi chodzi po głowie, gdy słyszy jego "genialne" pomysły - co chciałeś tym osiągnąć? Miałeś zamiar nas pozawstydzać, czy może jakąś cichą nadzieję, że wszyscy się ulotnią? - spytała, bo naprawdę interesowało ją, czy temat tych zajęć miał jakiś praktyczny wydźwięk, czy był jedynie kaprysem Frosta.
    Słysząc jego propozycję, zerknęła na talerz pełen frytek, który dostarczono do ich stolika. Niby mogła sobie zamówić własną porcję, ale... to byłoby zbyt łatwe.
    - Nieee... - powiedziała, zabawnie przeciągając samogłoski i sięgając po jedną z frytek na jego talerzu. Jedno co wiedziała o mężczyznach to to, że zdecydowana większość nienawidziła wyjadania im z talerza. A ona przecież uwielbiała droczyć się z Jackiem, prawda? - Nie jestem głodna. - dodała jeszcze bezczelnie pakując sobie pierwszą frytkę do ust.
    Czy przeszkadzało jej, że nauczyciel przy niej pije? A czy renifery mają pióra? Sama wypiłaby teraz z chęcią chłodne piwo, ale nie chciała przeciągać struny. Wystarczyło, że bez niczyjej wiedzy przebywała poza terenem szkoły i Jack o tym wiedział.
    Czekając na jego odpowiedź, odnośnie zajęć z teatru, sięgnęła po kolejną frytkę, nie spuszczając bacznego wzroku ze swojego nauczyciela. Jakby chciała powiedzieć: "nie, ja wcale bezczelnie nie kradnę Ci frytek, więc mów dalej".

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie wiedziala co ja podkusila, by zglosić sie do pomocy w szkolnej stolowce po godzinach. Niedlugo mial sie odbyć podobno mecz miedzyklasowy i robiono poczastunek pod koniec meczu a zwiazku z tym zawsze brakowalo rak do pracy, wiec sie (niechetnie) zglosila nie do konca wiedzac co bedzie robić.
    Tyle, ze sama miala troche na glowie i jak juz doszlo do tego, zapomniała o tym. Eh.. powinna w koncu zejsc na ziemie i sie ogarnac - podsumowała patrzac, jak jakas wyslana po nia dziewczyna wyszla z pokoju po przekazaniu wiadomosci. Spojrzała na zegarek. Musiała sie sprezac.
    Poszła jeszcze tylko sie przebrac w cos bardziej znoszonego.
    Doszła do pomieszczen gospodarczych sobie tylko znanymi skrotami. Zapukała do drzwi a potem weszła do srodka.
    - panie profesorze? - zapytała - bardzo przepraszam za spoznienie. Chyba jeszcze w glowie mi wakacje - usmiechnęła sie szeroko.

    [srednie na jeza to wyszlo ;/ sorki, ze nie z pol. znakami. Pisze z tel.]

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  45. Popatrzyła na nauczyciela i kiwnela glowa na przywitanie.
    - taaa.. jestem - odparła ze sztucznym usmiechem - chyba z nudow sie zglosilam. - mruknela to ostatnie do siebie - moge wziac z pana przyklad i tez nic nie robic? - zapytała pol zartem pol serio. Wcale sie mezczyznie nie zdziwila z jego postawy. Miała dzis dwie lewe i chetnie by wrocila do lozka. Dzis zamulała koszmarnie.
    - panie psorze, nie ma sprawy. Tylko, ze.... zadna ze mnie kucharka - zaczerwienila sie z zazenowania - ale chetnie popatrze i sie czegos nowego naucze. Ogolnie lubie łakocie, ale musze trzymac forme. Tancze - dodała z wyjasnieniem.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  46. Oblizał spierzchnięte wargi i odwrócił się przodem do nauczyciela. Z delikatnie rozchylonych ust wydobywało się ciepłe powietrze. Czuł, jak gotował się od środka. Westchnął cicho, przetarł dłońmi twarz i spojrzał na mężczyznę.
    - Całe moje życie zmieniło się w przeciągu... kilku sekund - szepnął, nieco się uspokoiwszy. Największa złość mu przeszła, agresja minęła. Pozostał jedynie smutek, które prędko się nie pozbędzie - nie masz pojęcia jak to jest - dodał po chwili, przygryzając dolną wargę i zaciskając pięści. Nie miał pojęcia czy nauczyciela spotkało w życiu coś strasznego, poza tym nawet nie był tym zainteresowany. Chwilowo najważniejsze było dla niego użalanie się nad własnym życiem.

    OdpowiedzUsuń
  47. Na słowa nauczyciela, prychnął jedynie mocno powietrzem i wzruszył ramionami. Jakoś go te jego "wiem" w ogóle nie przekonało Ethana. Zresztą młodzieniec nie chciał sobie teraz zaprzątać myśli tym problemami innych. Miał za dużo swoich. W końcu jego życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni, stracił znajomych, bliskich sobie ludzi. Stracił wszystko. I nie wiele brakuje do tego, by stracił swoją przyszłość.
    Spojrzał nieco spode łba na nauczyciela, zastanawiając się na jak wiele może sobie przy nim pozwolić. Co gorszego mogło się wydarzyć? Siedzieli tu w dwójkę, trując się nikotyną, a przecież Ethan miał coś lepszego w zanadrzu, ponoć zdrowszego.
    Otworzył drzwi szafy, nachylił się i zaczął nerwowo czegoś szukać. Gdy już znalazł, na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, jednak nim wrócił na łóżku jeszcze chwilę stał przy szafie, skręcając na kolanach skręta.
    - Mam coś lepszego - mruknął, wracając już na miejsce przy nauczycielu. Nie miał zamiaru proponować mu wspólnego palenia. Po prostu miał ochotę na coś, co rozweseli jego myśli. Przecież tak naprawdę nie miał już nic do stracenia, a w najgorszym wypadku sprawą zajmą się ukochani dziadkowie.

    [Jestem dzisiaj tak rozleniwiona, że nawet nie chce mi się myśleć nad racjonalnością tego co piszę ;d]
    Moore

    OdpowiedzUsuń
  48. Yyyyy - musiała zrobic pewnie smieszna mine skoro popatrzył wpierw na nia a potem wskazał odpowiednie urzadzenie.
    - to to? - wybaluszyła oczy drapiac sie ponosi - okey...
    Podeszła blizej stolo i dosyc niepewnie wziela miske, mikser. Wbiła jajka (bo to akurat umiala) a potem dodała cukier. Wpierw troche. Tylko sie upewnila wczesniej czy to nie byl przypadkiem sol. Wtedy zamiast slodyczy wyjdzie cos innego i nie jadalnego. Ugh...
    Właczyła wiec mikser.
    - ile dac tego cukru? - zapytała troche unoszac glos by przekrzyczec urzadzenie.

    Gabi.
    [wiesz ja pisze miedzy graniem wiec wiesz.. jest to maly przerywnik miedzy myśleniem xD]

    OdpowiedzUsuń
  49. Z drugiej strony przebywanie z młodszymi od siebie ludźmi sprawia, że efekty kryzysu wieku średniego są mniej odczuwalne. Tak w każdym razie gdzieś przeczytała. Przebywasz z młodymi ludźmi, więc sam czujesz się przez to młodszy. Nie wiedziała tylko, czy to dobrze, skoro w pewnym wieku chce się już być poważnym i szanowanym człowiekiem...
    - Też chciałeś się rozebrać? - spytała zaciekawiona tematem, bo sądziła raczej, że jedynym celem tych zajęć będzie zmuszenie do tego studentów. - nie miałbyś kłopotów, gdyby na wizytację wpadła dyrektorka i zastała taki piękny obrazek? - dodała z powątpiewaniem, ostatecznie wszyscy w jego grupie, może nie byli dziećmi, ale byli nieletni. Zastanawiało ją, czy nie odbiłoby się to jakoś mocniej na Froście.
    Co prawda, żaden z uczniów nie miałby z tym większego problemu, po prostu zastanawiała się, jak na taką sytuację zareagowałby ktoś z zewnątrz.
    - Właściwie to taka perspektywa wydaje mi się całkiem ciekawa. Wiesz, że właśnie zniszczyłeś we mnie wszelką chęć wagarowania? Właściwie to gorzej dla ciebie, bo będziesz musiał poprowadzić wszystkie zajęcia, nawet, jeśli przyjdzie Ci mówić tylko do mnie. No, myślę, że to swojego rodzaju sukces pedagogiczny.
    Słysząc jego pytanie omal nie zachłysnęła się frytką, którą miała właśnie połknąć.
    - Moje? - spytała, wyraźnie zaskoczona tym, że ich rozmowa przeistoczyła się przyjazną pogawędkę o pierdołach. Spodziewałaby się po Jacku... czegoś zdecydowanie bardziej chłodnego, ostatecznie nie mogła jednak narzekać. Nawet nie zjechał jej za frytki.
    - Aaa... czy ja wiem. Namówiłam rodziców, żeby opłacili mi dwumiesięczny turnus wakacyjny, na którym byłam z chłopakiem i jego znajomymi. Lepsze to, niż siedzenie z rodzicami, wiesz, cały czas się kłócą, bo tata znalazł sobie dwadzieścia lat młodszą kochankę, a matka nie chce się zgodzić na rozwód. Koszmar jakiś. Więc siedziałam dwa tygodnie w Abu Dhabi, ale wkurzała mnie tamtejsza kultura, te burki i wkurzający faceci, więc na resztę wakacji przenieśliśmy się do Europy. - wzruszyła trochę bezradnie ramionami, bo nie wiedziała, co jeszcze mogłaby mu na ten temat powiedzieć.
    W ogóle nie wiedziała, czy przypadkiem nie powiedziała za dużo z tego szoku.

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  50. [Romans jak najbardziej - tylko na jakich zasadach?]

    OdpowiedzUsuń
  51. [Constantin mógłby stwierdzić z łatwością, że zna każdy centymetr jego skóry, a to skutecznie odpycha go od wędrowania tymi samymi ścieżkami. Mógłby to zakończyć już jakiś czas temu, a teraz, po takiej rozłące, stwierdzić że brak mu jednak tej bliskości, którą mieli i bez słowa zaciągnąć go do męskiej toalety. Jeśli chodzi o rozmowę na dziedzińcu to proponuję, by wiązała się z dzieciństwem. Fritze mógł rzucić coś na temat swojego chorego brata, a potem rozwinąć myśl i opowiedzieć mu o tym, jak wyniszczyła go choroba, co skłoniłoby Twojego pana do podobnie skrywanych sekretów.]

    OdpowiedzUsuń
  52. W porządku. Może i była natrętna, ale co mogła na to poradzić?
    Charakteru się nie wybiera. Rodziny się nie wybiera. Fakt, nad tym pierwszym można popracować, ale… Jej tak szczerze nie przeszkadzała ta namolność. Dzięki niej potrafiła osiągnąć co chciała. Że niby świat leżał u jej stóp i takie tam. Przynajmniej tak zawsze mówił jej tatuś. A z tatusiem się nie dyskutuje, prawda?
    Księżniczka nie prosiłaby o zgodę na przyjście na zajęcia teatralne. Po prostu by tam weszła i kazała wyjść wszystkim innym, bo chce porozmawiać z panem profesorem. Cóż, niestety ona nie była w stu procentach czystą księżniczką, chociaż czasami starała się sprawiać takie wrażenie. Owszem, poszła na ćwiczenia aktorskie, ale zaszyła się w kącie jak cicha myszka, śledząc bacznie tok lekcji. Szczerze powiedziawszy – była pod wrażeniem. Ten gościu zaskakiwał ją coraz bardziej. Czego jeszcze o nim nie wiedziała? Może w utajnieniu ćwiczył jazdę figurową na łyżwach? Szczerze mówiąc mogła czuć się zazdrosna, mimo że trener (jak to trener) nie stanowił konkurencji dla zawodnika. Jednak w duchu czuła, że prędzej czy później zaczną ze sobą podświadomie rywalizować. I nie wiedziała czy ma się z tej przyczyny cieszyć czy bać.
    Usiadła w kącie klasy, tak, że raczej nie mógł jej zauważyć i słuchała. Liczyła, że nie weźmie jej do jakiejś scenki, bo - mimo że umiała grać w życiu - nie do końca radziła sobie ze sceniczną presją. Liczyła na to, że nauczyciel nie jest z tych, którzy celowo wyciągają uczniów z końca, by coś im udowodnić. I nie była pewna jak bardzo się w tym przekonaniu pomyliła.

    R.R.T.

    [Oddaję ciąg dalszy w twoje ręce :D]

    OdpowiedzUsuń
  53. [Może być od momentu, w którym Jack zauważa, że Constantin dziwnie się zachowuje, co doprowadziłoby do sceny w toalecie. Jeśli oczywiście zechcesz zacząć.]

    OdpowiedzUsuń
  54. [Wystarczy tyle, że Constantin będzie nadzwyczaj poddenerwowany.]

    OdpowiedzUsuń
  55. [ta .. dentysta xD]

    Zarumieniła sie jeszcze bardziej slyszac surowy jego glos.
    - postaram sie - powiedziała ciszej patrzac na stol z niepokojem. Jakby sie roznioslo, ze jest kucharskim beztalenciem....
    Zaczerwienila sie jeszcze bardziej na sama mysl o kpinach i smiechu kolegow przez dluzszy czas. Jednak sie skupila na masie i po zmieszaniu mikserem dodała reszte cukru.
    - cukier juz jest zmieszane psorze, co do tego? - zamyslila sie.

    OdpowiedzUsuń
  56. [I twoja bardzo pomysłowa, a jakże ;> Wątki męsko męskie to nie moja bajka (a damskich postaci nie potrafię prowadzić, o zgrozo), więc pożyczę tylko weny i mnóstwa ciekawych pomysłów.]

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  57. [no wiesz polaczenie jedzenia tylko slodyczy przez caly czas by potem pojsc do dentysty by mial co z nimi robic (lub tez nie xD]

    No wiec robila tak jak mowil, dodajac potem reszte skladnikow. To byla nawet fajna zabawa. To mieszanie i dodawanie - nagle poczuła sie jakby siedziala w klasie matematycznej i patrzyła sie na ciag liczb.
    Co za skojarzenia - podsumowała mieszajac wszystko w jednolita konsystencje. Podala miske, gdy zarzadzil, ze juz starczy a potem sie przygladala jak nakladal do formy.
    - jak widac i tak i nie - zasmiala sie brudzac sobie nos od uwalnej maka, lyzki. - wszyscy mysla, ze jak juz sie jest bogatym, to sie jest pusta lalą. A wcale tak nie jest. - odpowiedziała troche smetnie - nie słyszal pan? Druzyna siatkarska ma miec goscinny mecz.

    OdpowiedzUsuń
  58. - mam byc szczera psorze? - zapytała go chichoczac.- nie mam pojęcia i jakos malo mnie to interesuje. Ja raczej dusza muzykalna niz sportowa. Acz to troche pokrewne jest w jakis sposob.
    Zarumienila sie troche slyszac jego slowa. To zabrzmialo tak.. dwuznacznie, ze az sie zmieszala.
    - to ja moze.... pozmywam troche - stwierdzila widzac jaki toz balagan zrobili wspolnie.

    OdpowiedzUsuń
  59. Tak przynajmniej gdzieś przeczytała. Kiedy zaczęła zastanawiać się, czemu mężczyźni tak często szukają sobie młodszych kochanek. To tak jeszcze w kwestii ojca. Już dawno doszła do wniosku, że kobiety były na przegranej pozycji. Tracisz młodość, tracisz wszystko. Mężczyzna nawet stary i obleśny znajdzie sobie młodą konkubinę, jeśli tylko ma odpowiednio dużo pieniędzy. Przykre.
    - Jesteś na tyle... dojrzały...że zdziwiłabym się, gdyby interesowały Cię nieletnie uczennice - wzruszyła lekko ramionami. Może była zbyt poprawna, ale ludzie, którzy dobijali do czterdziestki, chyba woleli nieco dojrzalsze towarzystwo.
    - Tak, jeśli wsadzić do Twojego mieszkania meble, Ciebie i jeszcze Twoje ego, to faktycznie. Nawet główka szpilki się nie wciśnie. - przytaknęła mu z pełną powagą.
    Ludzie bogaci faktycznie mieli sielankowe życie. Podróże, własne mieszkania, sportowe samochody. I to wszystko przed osiągnięciem pełnoletności. Wielu ludzi może pracować i całe życie, a nawet na dobre auto nie zarobić.
    Ale nie. Nie obchodził jej los szarych ludzi. Egoistyczne, samolubne... całkowicie normalne postrzeganie świata przez większość uczniów Katherine's High.
    Jej nie było szkoda. Może dlatego, że jej rodzice kłócili się od zawsze i nie znała pojęcia szczęśliwej rodzinki. Dla niej normalnym było, że małżeństwo to jedno wielkie gówno.
    - Nie przepraszaj, to nie jest jeden z traumatycznych tematów. Nawet lepiej by dla mnie było, gdyby wreszcie się rozeszli i przestali wreszcie się na siebie wydzierać. - wzruszyła trochę obojętnie ramionami. - jestem jedną z nielicznych osób, które cieszą się z pobytu w tej szkole. Przynajmniej nie muszę siedzieć z Rebeccą i Milesem.

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  60. Bałam się, że wyjdzie mi taka Mary Sue, ale chyba mi się udało :) Cóż, Jakck nauczy aktorstwa, a Louise jest na aktorstwie. Nauczyciel może na nią siąść, bo ona taka nieśmiała i w ogóle, ale dzięki niemu otworzyła się na aktorstwo i już nie jest na scenie taka płochliwa? Ugh, nie wiem ;c

    OdpowiedzUsuń
  61. Tak, dokładnie to słowo miała na myśli, ale chciała to jakoś tak ładnie ująć, żeby dodatkowo go nie wkurzać. Ludzie w pewnym wieku zaczynają być bardzo przewrażliwieni na punkcie starzenia się. Poza tym, jakby na to nie patrzeć, dla niej był po prostu stary. Na upartego pewnie mógłby nawet być jej ojcem, choć co do tego pewności nie miała.
    - Próbowałam być miła. Wiem, że mi nie wychodzi. - westchnęła cicho, trochę bezradnie, bo zdecydowanie lepiej jej szło bycie egoistyczną zołzą, niż kochaną uczennicą, co to nie chce urazić swojego belfra.
    - Właściwie ile masz lat? - zapytała wprost, bo ta kwestia zawsze stanowiła dla niej zagadkę. Głównie dlatego, że Jack, jako całość, prezentował się nieźle, miał jakieś tam pojedyncze siwe włoski, trochę zmarszczek, ale to jeszcze nie przesądzało sprawy.
    Szczególnie, że jako córka chirurga plastycznego wiedziała, że nie należy oceniać nikogo po wyglądzie. W końcu wszystko da się podciąć, poprawić, dopełnić... odpowiednie ćwiczenia i dieta również robiły swoje.
    W obecnym stanie, Jack wydawał jej się jakiś strasznie niestabilny. Może coś stało sie w te wakacje? Oczywiście nie miała prawa o to pytać, miała tylko nadzieję, że nieświadomie nie zniszczy mu znowu humoru tak jak dziś rano.
    - Rodzice. Chociaż bardziej pasuje do nich określenie "sponsorzy", bo nic poza pieniędzmi od nich nie dostaję. - stwierdziła obojętnie. Mogło dziwić to, że nie używa wobec rodziców określeń typu "mama" i "tata", ale z drugiej strony, trzeba się też było zastanowić, czy ktokolwiek miałby szacunek do rodziców takich, jakich los podarował Anayi. - jak byłam dzieckiem wychowywała mnie niania, więc już jej bliżej do mojej mamy, niż Becce, która poza swoją pracą nie widzi świata.

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  62. Słysząc jego słowa, odwrócił głowę w jego stronę i wpatrywał się w jego twarz. Przyglądał mu się uważnie, obserwując każdy, najmniejszy szczegół na jego twarzy. Każdą, najdrobniejszą zmarszczkę, zatroskane spojrzenie. Wypatrzył nawet tatuaż na szyi, na którego do tej pory w ogóle nie zwracał uwagi.
    - Chcesz? - zapytał, próbując go w pewien sposób zatrzymać, chociaż otwarcie nigdy się do tego nie przyzna. Nie chciał zostawać tej nocy w samotności. Nie miał pojęcia, że mężczyzna sam bije się w myślach co robić - nie wyglądasz na szczęśliwego, wiesz? - mruknął, zaciągając się skrętem. Zatrzymał słodki dym w płucach na dłuższą chwilę, przecież nie odpalił zielska tylko po to, by sobie lekko pobuchać, od tego miał fajki.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  63. [Cześć :D Jakiś wącisz by się przydal :)]

    OdpowiedzUsuń
  64. [Jedynie co mi przychodzi na myśl to zajęcia z kosza. Może Sasha zacząłby się z kimś tłuc, a Jack zacząłby rozdzielać chłopaków xD]

    OdpowiedzUsuń
  65. Jak on się cieszył, że treningi z koszykówki nie kolidowały mu się z tymi od nożnej, siłownią i imprezami. Chwalić za to Pana. Koszykówkę lubił, może mniej niż bieganie za gałą, ale jednak. No i co mu szkodziło pochodzić na zajęcia? No właśnie prawie nic, oprócz tego, że był jednym z najmniejszych osobników.
    To, że nie lubił Matta (i vice versa) widoczne było od razu. Zawsze lubił nazywać Sashę "swoim małym krasnoludkiem". Ani on był jego, ani mały, ani tym bardziej krasnoludkiem. A dzisiaj to już zdecydowanie przesadził, kiedy ten prawie dwumetrowy słup telegraficzny, zaczął trzepać go w głowę. Sasha zwrócił mu uwagę raz. A, że powtarzać się nie lubił, a Matt nie przystosował się do tego, to Abramovich przywalił mu w podbródek. No i się zaczęło. Jeden zaczął okładać pięściami drugiego.
    Wokół nich pojawił się wianuszek ciekawskich głów.

    OdpowiedzUsuń
  66. Trener ich rozdzielił, ale to nie wystarczyło.
    - Jeszcze raz nazwiesz mnie słupem telegraficznym! - Wrzasnął Matt.
    - No, pierwszy się zacząłeś! - Odkrzyknął mu Sasha. - A jeszcze raz walniesz mnie w głowę, to jak Boga kocham... Zęby dupą wyplujesz. - Wysłuchał uważnie trenera. Westchnął cicho. "No, ale dobrze, że nie jutro. Bo miałbym przejebane od trenera od nożnej." - Przemknęło mu przez myśl. Dzisiaj to odbębni, a Matt jutro będzie musiał. No, ale żeby aż dwie godziny?
    - Trenerze... A można tak skrócić o pół godziny? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  67. - No, ale... - Już chciał coś powiedzieć, ale ugryzł się w język. Jeszcze trochę, a zarobi jeszcze jedną i jeszcze kolejną godzinę. Smuteczek... Wrócił do gry niepocieszony. Miał tylko nadzieję, że w weekend przyjedzie Oleg. Inaczej tutaj zeświruje.
    Z Mattem zaczęli się znowu przepychać.
    - Czy wy zawsze tak musicie? - Zapytał jakiś inny kolega z drużyny.
    - No, wiesz... Kto się czubi, ten się lubi. - Odpowiedział drugi.
    - Zamknąć się! To nasza kłótnia. - Krzyknęli razem obaj. No i Matt znowu przywalił Sashę. Rozwalił mu łuk brwiowy. A Abramovich tak jak obiecał, wybił przedni ząb temu idiocie.

    OdpowiedzUsuń
  68. - Ale dlaczego to ja mam akurat cierpieć przez jakiegoś debila? - Zapytał Sasha. Co prawda był porywczy i to aż nadto. Od urodzenia. Matt dobrze o tym wiedział, a i tak zawsze go denerwował.
    - Ale trenerze, to kogo wystawimy na atak? - Zapytał Jeff. - Ci dwaj są najlepsi.
    Przynajmniej jeden się za nich wstawił. Spojrzał na kolegę wdzięcznym wzrokiem. Poszli do dyrektorki.
    - Wiesz... Nawet cię lubię. - Powiedział Matt, a Sasha spojrzał się na niego jak na wariata.
    - Z tego co mi wiadomo to ja cię w łeb nie walnąłem, tylko w zęby. - Odpowiedział mu blondyn. No, ale chyba było już za późno na przeprosiny. Skoro zaraz i tak mają wylecieć z drużyny.
    - Co zrobimy jak wywalą nas? - Chyba ktoś tu zaczął dupą trząść.
    - Nie wiem jak ty, ale ja to pójdę i się zaleję w trupa. - Stwierdził Abramovich.

    OdpowiedzUsuń
  69. - Musimy tam iść? - Zapytał. - Trenerze? Ja zrobię wszystko byleby tylko nie wylecieć z drużyny. - Sport był dla niego wszystkim. A koszykówkę lubił. I nie chciał tak teraz w taki sposób odejść z drużyny. Było mu głupio. Nie powinien dać się sprowokować. Ale niestety stało się. I się nieodstanie. Ciekaw był co musiałby zrobić, aby trener aż tak bardzo nie naskarzyl na nich.
    - Tak... To dobry pomysł. Przynajmniej zakazenie się nie wda. Czy coś tam. - Stwierdził i miał już zamiar pogrzac do pielęgniarki.

    OdpowiedzUsuń
  70. Kilka minut pobyt w gabinecie. Pielęgniarka coś tam z brwia zrobiła. Mógł wracać na trening. Ale najpierw podszedł zwiedzić wszystkie toalety w szkole. Ot tak dla zabicia czasu.
    Wszedł na salę cicho. Może go nie zauważy. Miał taka nadzieję. Ale jednak nie. Nie wiedział co miałby mu do powiedzenia. Z Mattem byli kwita. On miał wybity ząb. Sasha rozwalony luk brwiowy. Ale jak to załatwić z trenerem?

    OdpowiedzUsuń
  71. Przytaknęła usmiechajac sie nieznacznie.
    - owszem. Jednak zostalam ja spelniajac niespelnione ambicje matki, której kontuzja kolana zaprzepascila kariere. Została potem modelką, ale jak przyszlam na swiat zobaczyla wlasna szanse i zapisala mnie na taniec klasyczny. - westchnęła - nie zeby cos, ale to byla mordega. Pomaga mi wlasnie muzyka, a ze ja lubie jakos ide naprzod. - mila dalej biorac sie za mycie - wiem, ze nie musze, ale korona mi z glowy nie spadnie jak czasem zrobie mniej lubianych zajec. Milo za pana troske, ale nie potrzeba a to nie jest az takie trudne, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  72. Właściwie to fakt. Ludzie nie doceniają miłych osób. Anaya pewnie już dawno by to zauważyła, gdyby nie fakt, że bycie miłą osobą występowało u niej sporadycznie.
    Z drugiej strony, albo lubisz kogoś takiego, jakim jest, albo spadaj na drzewo.
    - Formalnie w ogóle nie wolno nam pić. Ale to tylko reguła w szkolnym regulaminie. Nikt nie czyta szkolnych regulaminów. - skwitowała krótko, bo chyba sam dobrze wiedział, że jego studenci nie byli grzecznymi sierotkami, które po zajęciach idą do biblioteki, albo na piżamową imprezę, gdzie najmocniejszym trunkiem jest cola light.
    I zdecydowanie ona również by się z nim napiła, choć nie koniecznie w miejscu publicznym. Może kiedyś "przypadkiem" zajrzy do jego mieszkanka.
    Roześmiała się cicho, zauważając, że wreszcie nawiązał do nieformalnej formy ich rozmowy.
    - Lepiej mieć nauczyciela-kumpla, niż nauczyciela-kochanka. Takie przypadki też się zdarzają i to dosyć często. - odparła swobodnie, bo ta ich relacja całkowicie jej pasowała. Anaya czasem lubiła posiedzieć z kimś starszym, kto niekoniecznie jest sfrustrowanym seksualnie nastolatkiem. Głupi wiek i tyle, więc spędzanie czasu z kimś w wieku Frosta było wręcz wskazane, żeby nie zwariować, albo nie zniżyć się do poziomu niektórych rówieśników.
    - Becca prowadzi własną kancelarię adwokacką, a Miles jest chirurgiem plastycznym. Wiesz, małżeństwo z korzyściami, oboje jesteśmy piękni i bogaci, to pobierzmy się i bądźmy szczęśliwi. Przynajmniej tak to sobie zawsze wyobrażałam. - dodała po chwili namysły, naprawdę nie mogąc pojąć, czemu dwójka kompletnie niepasujących do siebie ludzi wzięła ślub.
    - Ogólnie to jedno wielkie nieporozumienie, Becca jest feministką, a Miles szowinistą. To po prostu nie mogło się udać.

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  73. Nie myla tylko po to, by myć a po to by zebrać rozproszone mysli.
    Nie lubila o sobie w sumie opowiadac, ale tak samo wyszlo od niej zanim ugryzła sie w jezyk.
    - nie potrzeba. Mojego brata tez chcieli zrobic prawnikiem a on wolał sport. - wzruszyła ramionami - co zrobic. Kiedys na jakims babskim bankiecie znajoma matki przy uwazyła mnie jak improwizowalam taniec przed odtwarzaczem. I od tego sie zaczelo. - wziela sie za sztucce - w sumie bardziej to mnie garnelo do spiewu, ale sam taniec tez nie jest zly. Zreszta to dobra szkola przetrwania.

    OdpowiedzUsuń
  74. Irytująca świadomość, że pozbawia się pewnego rodzaju stałości zaczyna dogadzać mu dopiero po jakimś czasie. Z początku zupełnie nie widzi problemu w przerwaniu znajomości ze swoim kochankiem. Kiedy jednak każdy wieczór wygląda tak samo, a mężczyźni stają się zlepkiem ciał, których nawet nie rozpoznaje, pojawia się problem.
    Chodzi poddenerwowany i nawet hektolitry kawy nie są w stanie ukoić jego nerwów. Bierze się w garść jedynie na zajęciach, co by nie przelewać złości na studentów. Przerwy jednak spędza niemalże w zamknięciu, odizolowaniu od reszty świata. Skacze mu ciśnienie na myśl, że ktoś inny prawdopodobnie dotyka teraz Jacka. Nie jest zazdrosny – nigdy nie pałał tym uczuciem i jest ono obce. Jedynie brak mu cudzego dotyku na swoim torsie.
    Stoi przy toalecie i lustruje znane sobie sylwetki, doszukując się w którejś ukojenia, ale to nie przychodzi. Zamyśla się do tego stopnia, że dopiero cudzy głos wybudza go z transu. Drży delikatnie, po czym przesuwa wzrok w stronę rozmówcy. Ten mężczyzna jest akurat ostatnią osobą, którą powinien teraz oglądać. Ma zamiar się wycofać. Tyle, że za nim są te przeklęte drzwi te otwierają się, umożliwiając mu wejście do środka. Nie zastanawia się długo, rzuca pobieżnym spojrzeniem na boki, po czym zaciska dłoń na materiale górnych części garderoby Jacka i wciąga go za sobą, po czym ciągnie do najbliżej kabiny i zamyka ją na zasuwę. Przesuwa rękę na jego szuję, marszczy brwi, po czym unosi kolano, agresywnie napierając na cudze krocze.
    - Teraz już tak – odzywa się zachrypniętym głosem, a kącik jego ust unosi się ku górze, gdy pochyla się, by do przodu z zamiarem wgryzienia się w sprężystą szyję partnera.
    /Constantin

    OdpowiedzUsuń
  75. [Dobry wieczór. Cudowny gif, miłość do strzału. A do tego jeszcze Ian...
    Szalejemy coś?]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  76. "A już myślałem, że oślepł i ogłuchł." - Przemknęło blondynowi przez myśl. Ach, jakże słodko się rozczarował. Tyle przegrać.
    - Trenerze, a można byłoby tak wrócić do początkowej stawki? Do tych dwóch godzin? - Zapytał. - Jeżeli nie to zostanę przy tych trzech, ale niech trener nie podbija już tylko. - Dodał od razu. Jego błędem było to, że nie zdążył zjeść w przerwie na lunch. Zamiast tego pomógł młodemu zrobić kilka zadań z matmy, o których zapomniał. I co go teraz za to czekało? A no musiał głodować.
    - Mógłbym chociaż coś zjeść? - Zapytał. - Od rana, to znaczy się od szóstej nic nie jadłem. - A mieli godzinę szesnastą. Już i dla Sashy kiszki zaczynały grać marsza.
    Zaczął biegać. Nie za szybko, nie za wolno. Tak, aby za szybko się nie zmęczyć.

    OdpowiedzUsuń
  77. [Jeśli myślimy o tym samym łał, to nie mam nic przeciwko... Możemy z nich na wstępie zrobić kumpli od filozoficznych rozkmin przy piwie, oczywiście doprawionych sporą dozą podtekstów na tym czy innym tle.]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  78. [Skoro się wybijasz, to możesz zacząć. W sumie nie ważne, czy od razu od piwa czy od tego nauczycielskiego.]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  79. [Pytanko: jaki uczeń i nauczyciel?]/Constantin

    OdpowiedzUsuń
  80. - wiem.. nie powinnam sie zalić skoro mam kasy w bród - powiedziała z lekko wyczuwalna gorycza - po co mi najnowszy telewizor, samochod, jacht, jak wolałbym miec zgrana paczke znajomych, ktorzy nie robia podzialow miedzy biednymi a bogatymi? - westchnęła w duchu i zadumie ignorujac lejaca sie goraca wode, ktora troche parzyła jej dlonie.
    Bol.. w sumie to sie przyzwyczaila do niego. Przykladowe stopy sa tego najlepszym przykladem. Od stawania na pointach czesto miala zakrwawione palce nim sie przyzwyczaiły do tego
    - pieniadze szczescia nie daja szczerze mowiac. ... ah gdyby to moj ojciec uslyszal - skrzywila sie troche - pewnie by mi dal wyklad jak i zawiesil konta bankowe. Chociaz kto go tam wie.. skoro woli sie zajmowac swoja kochanka - wzniosla do gory oczy. - hmm .. startowałam do muzyka jednak powiedzieli mi ze brakuje mi tego czegos podczas egzaminu. Wiec niestety zostala mi szkola baletowa. Gdybym sie nie uparla nadal bym w niej siedziala, ale mialam juz dosyć.

    OdpowiedzUsuń
  81. - Panie trenerze litooooości! - Powiedział błagalnym tonem głosu. Czuł się źle. W brzuchu mu burczało. A do tego jeszcze glowa zaczęła go boleć. Przez chwilę pobiegł jeszcze trochę. Przez moment stracił jakiś kontakt z rzeczywistością. Myślał tylko o tym, aby te dwadzieścia minut przebiec i zjeść coś. Nagle przed oczami pojawily mu się jakieś czarne mroczki. Przystanął na chwilę, opierając się o ścianę. Plecami zjechał po ścianie. Było mu słabo.

    [Trochę dramatyzmu chyba może być co nie?]

    OdpowiedzUsuń
  82. Dokonczyła reszte garkow i wysuszyła rece. Potem zakrecila wode by juz wiecej nie leciala niepotrzebna. Spojrzała na swoje zaczerwienione teraz rece od goracej wody, ale nawet gdy czuła mrowienie nie chcialo jej sie robic nic zeby zmienic stan rzeczy. Do wieczora samo przejdzie.
    - panie profesorze. To wciaz jest mozlwe. Wcale nie musicie egzystowac w szkole..Jesli bardzo tego chcecie wszystko jest mozliwe. Czy ja wiem czy jest pan koszmarem? Tego nie wiem, bo nie mam z panem zajęć a co do Snape. Jego postac wcale nie była az tak drazniaca. Był taki bo go okolicznosci do tego zmusily - odwrociła sie do niego przodem.

    OdpowiedzUsuń
  83. Spojrzał na niego metnym wzrokiem. Było mu już teraz wszystko jedno. Czy dzisiaj to zrobi. Czy też kiedy indziej. Po prostu chciał mieć już to za sobą. Za długo nic nie jadł. Nawet na lekcjach nic nie podjadal.
    Wziął od niego wodę i się napił.
    - W głowie mi wszystko wiruje. - Powiedział blondyn. Czuł się jak na jakiejś pieprzonej karuzeli. Schował głowę między kolana. Kiedyś tak mu wujek zrobił, jak mu słabo było. Nie wiedział po co. Ale wtedy mu pomogło. Więc może i teraz... - Jeść mi się chce. - Wymamrotal.

    OdpowiedzUsuń
  84. [Jeżeli bardziej pasuje Tobie relacja ucznia i nauczyciela to może lepiej zmienić osobę na Sorena? To agresywny dzieciak, który z pewnością nie pozwoli się pieprzyć, ale chętnie by pieprzył. Przy czym mogłaby być większa drama, bo on do tęsknienia raczej się nie nadaje. Można byłoby wtedy zacząć od początku. Jack znajduje go pod jakimś barem kompletnie pijanego z krwawiącym nosem i zabiera go do siebie, a Soren w geście podzięki (choć raczej dla własnej przyjemności) obciąga mu i na tym się zaczyna.]

    OdpowiedzUsuń
  85. [W sumie to mogłoby być niezwykle ciekawe, gdyby Jack pozwolił mu się pieprzyć, szczególnie, że jest jego nauczycielem. Rzecz jasna miałby opory, ale mógłby je jakoś przełamywać dla własnej przyjemności płynącej z kontaktów z Sorenem. Wizja wygląda tak: początek jak pisałam, potem widzą się w szkole, Soren może zostać po lekcjach i wpakować mu język do ust, mimo że zaraz do klasy ma wejść inna grupa, później mogą zobaczyć się w jakimś gejowskim barze, gdzie w darkroomie, ktoś robiłby mu dobrze, na co Jack zareagowałby jak chciał: ze złością, zazdrością - mógłby uderzyć tamtego faceta albo po prostu kazać mu spadać, stwierdzając że ma nie ruszać jego rzeczy. Jakby nie patrzeć, mógłby od tamtej pory uważać, że Soren jest jego własnością, mimo że nigdy nie ustalali żadnych zasad.]

    OdpowiedzUsuń
  86. Zamknął oczy, kiedy ponownie się zaciągał. Starał się w tym momencie myśleć o wszystkim tylko nie o tym co sprawia mu ból. Kiedy wkręcał sobie podczas jarania dodatkowe schizy bywało z nim później naprawdę słabo. Tym razem nie chciał do tego dopuścić.
    - Trzymaj - mruknął, a z jego ust wydobyły się resztki dymu. Wyciągnął rękę przekazując źródło rozkoszy dalej. Nie zastanawiał się nad tym dlaczego Frost postanowił z nim zostać, to nie było ważne. Najważniejsze było to, że był tuż obok, prawdziwy, namacalny. Siedział i jarał razem z nim. Ethan nie potrzebował niczego więcej.
    - Wiesz... Kiedy byłem mały uwielbiałem cyrk - odezwał się nagle, a na jego ustach pojawił się błogi uśmiech.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  87. Sam Moore w najśmielszych snach nie spodziewał się, że kiedyś znajdzie się z nauczycielem w jednym pokoju w takich okolicznościach. Wcześniej nie raz zostawał po lekcjach aby omówić szczegółowo projekt czy temat eseju. Uwielbiał rozmawiać z nauczycielami i rozmawiać o tych ważnych sprawach... Odkąd wrócił po wakacjach do placówki, już zdążył zaliczyć parę poważnych rozmów z nauczycielami, jednak tematem nie były prawne debaty, a jego nagła zmiana zachowania.
    - Wszystko - powiedział z uśmiechem szaleńca - mama zawsze kupowała mi watę cukrową, a ja za każdym razem zatapiałem w niej całą swoją twarz. Uwielbiałem to - zaśmiał się, odbierając zielone cudo. No proszę, jak odpowiednie substancje są w stanie zmienić zachowanie człowieka. Wypuścił powolnie dym przez nos i wyciągnął rękę do Jacka.
    - A Ty? Lubiłeś cyrki? - zapytał i nim zdążył pozwolić mu odpowiedzieć dodał jeszcze swoje pięć groszy - kiedy na estradę wychodziły słonie zawsze chciałem się na nich przejechać. Znajdźmy słonie! - krzyknął z entuzjazmem wstając.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  88. Gdyby nie to, że młody miał te nieodrobione zadania z matmy to na pewno zjadlbym coś na lunchu. A tak to obaj siedzieli i rozwiazywali te pochrzanione zadania. Miał tylko nadzieję, że Oleg zjadł obiad. Nie miał zamiaru robić mu za nianke. Jeszcze rok temu to tą rolę tutaj pełnił Misha.
    Gdyby nie to, że zasłabł to pewnie przebieglby te okrążenia bez problemu. Teraz jedynie o czym marzył to to, aby zjeść coś ciepłego. Ale na razie musiał zadowolić się przez chwilę kanapkami. Dobre i to. On jakoś wybredny nie był.
    - Spasiba. - Powiedział. - Znaczy się ten... Dziękuję. - Uśmiechnął się lekko. Wziął jedną z nich i zaczął palaszowac.

    OdpowiedzUsuń
  89. Głowa oparta o mur, pulsująca z bólu doznanego kilkanaście minut wcześniej, spuchnięta od uderzenia warga i krwawienie z nosa, którego nawet nie próbował zatamować. Smakuje własnej posoki i jest w tak złym stanie, że może tylko uśmiechnąć się i stwierdzić, że byłby w stanie przeżyć, mając do czynienia tylko i wyłącznie z nią.
    Nie do końca pamięta, co się wydarzyło. Wie, że jakiś mężczyzna go obraził, na co on zareagował wybuchowo i uderzył go w twarz, rozrywając łuk brwiowy. A dalej wszystko poszło zbyt szybko. Ktoś uderzył go czymś ciężkim w głowę i Soren wcale by się nie zdziwił, gdyby okazało się, że krwawi do mózgu.
    Pluje przed siebie mieszaniną żółci i krwi, po czym podnosi wzrok, bo ktoś wymawia jego nazwisko. Stan nietrzeźwości nie pozwala mu w pierwszych chwilach stwierdzić z kim ma do czynienia, co jednak nie jest żadnym problemem, skoro nikogo nie chce teraz widzieć.
    - Spierdalaj – rzuca od niechcenia, wzrok wbijając w jego oczy. Dopiero wtedy udaje mu się rozpoznać mężczyznę. Uśmiecha się zadziornie, niezmieszany wypowiedzianym przekleństwem i przypomina sobie jak brzmiało jego nazwisko w tych ustach. Luth. Luth. Luth.

    OdpowiedzUsuń
  90. Zaciska zęby ze złości, kiedy nauczyciel dotyka jego głowy. Kręci przecząco głową, nie interesując się faktem, że słowa są pewnie bardziej kulturalnym sposobem komunikacji. Jest pewien, że zdąży się jeszcze naszczekać, a póki co chce tylko znaleźć się w łóżku, wrócić tu jutro i nastrzelać każdemu, kto choćby kiwnął palcem w jego stronę.
    Podnosi się z trudem. Nie chce cudzej pomocy, dlatego podpiera się o ścianę, a kiedy już jest w pozycji pionowej, spogląda na mężczyznę, wykrzywiając usta w głupim uśmieszku. Dopiero teraz dostrzega, że nauczyciel jest przystojny, co powoduje nagłą zmianę decyzji: puszcza zimny mur i kładzie dłonie na ramionach Frosta.
    - Zabierz mnie do domu – mówi chrapliwym głosem. Nie jest przy tym uroczy, wręcz przeciwnie: sprawia wrażenie zwyczajnie napalonego.
    [Byłoby dłużej, ale się spieszę. Rodzinne obiady.]

    OdpowiedzUsuń
  91. - Dzięki trenerze. - Powiedział chłopak. - A może trener też coś chce? - Zapytał. Tak chyba tylko z czystej uprzejmości. Gdzieś tam w głębi duszy przejawiał do niego nić sympatii. I być może dlatego jeszcze nie zrezygnował z koszykówki. Kot otarł się o nogi Sashy. Ukucnal i go poglaskal. A ten wyprezyl grzbiet i zaczął mruczec.
    - Chyba pana kot bardziej mnie lubi niż trener. - Stwierdził chłopak.

    OdpowiedzUsuń
  92. - Nigdy nie byłem w zoo - mruknął, kiedy usłyszał o parku zoologicznym. Już chciał coś mówić o tym, że bardzo chętnie by się przeszedł tylko jakoś nigdy nie może znaleźć na takie rzeczy odpowiedniego momentu; mhm, nie może znaleźć dnia, kiedy byłby trzeźwy. Kiedy nagle do jego uszu dotarło ostatnie zdanie Jacka. Dzikie koty, córka. Uwielbiał z córką.
    - Mieszkasz z dala od żony i dziecka? - zapytał nagle, marszcząc przy tym brwi. Był oburzony. Ojciec jeżeli był prawdziwym ojcem powinien żyć wraz z rodziną - co Ty tutaj w ogóle robisz? - naskoczył na niego.
    Nie miał pojęcia jak wyglądała sytuacja Jacka. Jednak Ethan zawsze chciał mieć normalną rodzinę, niestety u niego to się nie udało.
    - Musisz do nich wracać, one Cię potrzebują - oznajmił, cały czas uważnie przyglądając się mężczyźnie.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  93. [Jasne, że nie :D]

    Istniało tylko kilka rzeczy, których Roxanne naprawdę nie znosiła i których widok przyprawiał ją o dreszcze. Na czele tej krótkiej listy stały zdecydowanie koty. Wredne, małe, paskudne istoty. Fałszywe i zakłamane. Błądzące własnymi ścieżkami, uważane za inteligentniejsze od psów (Ba! Czasem nawet od ludzi!), irytujące stworzenia. Zachowujące się jak damy i królowie. Pogłaszczesz w złym miejscu i są w stanie wydrapać ci oczy. Nigdy nie potrafiła ich zrozumieć. I nawet nie próbowała.
    Siedząc w sali teatralnej, czuła spokój i fascynację. Przyglądała się chodzącemu w tę i z powrotem trenerowi (nauczycielowi, profesorowi, whateva...), i zastanawiała się ile też może skrywać twarzy. Jak dużo nosi masek i która z nich jest prawdziwa. Jak wygląda jego życie. Krótko mówiąc, próbowała bawić się w detektywa. I wszystko byłoby dobrze, gdyby na scenę nie wkroczył diabeł w kociej postaci.
    Spojrzała w dół. Na początku ujrzała tylko błyszczące oczy. W następnej kolejności futerko, potem elegancko zaostrzone pazurki. Normalna osoba zaczęłaby głaskać to urocze zwierzątko. Trenor jednak pod kilkoma względami nie była normalna i chyba to był jeden z tych wyjątkowych momentów.
    - Psik! - syknęła i czym prędzej z piskiem wskoczyła na krzesło, przewracając przy okazji dwa stojące obok niej.
    Czując, że już jest spalona, zaczęła przeskakiwać na kolejne, czym prędzej mknąc w stronę drzwi.
    - Diabelski pomiot.
    Burknęła, już niemalże chwytając się klamki. Miała nadzieję, że nauczyciel jej nie zatrzyma i uda jej się przedostać na korytarz incognito. Głupi ma zawsze szczęście, no nie?

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  94. - upss dziwnie to zabrzmialo - zachichotała - bardzo przepraszam za moje slowsa, jesli was uraziłam. Miałam na myśli bardziej sformułowanie "mlody duchem" a nie wiek fizyczny. - zauwazyła wesolo - surowy jest pan dla siebie. Mozna przeciez zadebiutowac w kazdym wieku, jednak to prawda, ze im sie jest starszym tym gorzej. - spojrzała na niego baczniej i pokrecila glowa - to tylko slowa psorze. Tyle, ze w duchu sie pan na to buntuje.
    Odstapila od blatu by podejsc do krzesła i usiasc na nim.
    - to tez prawda, ale widac na chwile sie role odwrocily - zauwazyła rozbawiona - jak tam nasze ciasto? - zapytała zaciekawiona. Az sie sama napalila.

    OdpowiedzUsuń
  95. - Już czuje się lepiej. - Odpowiedział chłopak, próbując się podnieść. Tak było zdecydowanie lepiej. - To co? Idziemy? - Zapytał blondyn. - Jeżeli nie będzie mógł go pan kiedyś znaleźć to przyjdzie pan do mnie. Mnie zwierzęta często odnajdują. - Zasmial się dzwiecznie. Miał nadzieję, że jeszcze coś dobrego zostało. No i, że młodego nie spotka. Jakoś na chwilę obecną nie miał ochoty na spotkania rodzinne w stołówce.

    OdpowiedzUsuń
  96. Jak człowieka czeka kolejny rok z niedorobionymi małolatami, to może mieć kiepski humor i nikt, nikt do cholery nie ma prawa się w tej kwestii wypowiadać. Może mu się nie chcieć, może wstać o dwunastej, a potem położyć się jeszcze na godzinkę, bo kto bogatemu zabroni? No ale przecież trzeba się w końcu ogarnąć... A co jest najlepsze na poprawę nastroju? Odpowiedź jest tak prosta, że aż banalna: piwko. A kiedy się to piwko pije w doborowym towarzystwie...
    Chwała bogom, że miał do Jack'a tak blisko. Przecież cholera by go trafiła, jakby się miał wybierać do miasta. Nie, nie, było zimno i nieprzyjemnie. Całe szczęście, że zaopatrzył się w piwo jakiś czas wcześniej; nie mógł iść w gości z pustymi rękami, prawda? A poza tym: dobrego alkoholu nigdy za wiele.
    Gdy brunet otworzył mu drzwi, zdobył się na najbardziej uroczy uśmiech, na jaki było go stać w sobotę wieczorem, na dzień przed rozpoczęciem roku.
    - Plan jest taki - powiedział, wchodząc do pokoju. - Urżniemy się, po pijaku polecimy do Hongkongu, tam okradniemy bank, za co wsadzą nas do pudła na długie lata, w związku z czym nie będziemy musieli iść do roboty. Co ty na to?

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  97. Każdy szanujący się degenerat i przyszły baron przemysłu narkotykowego wiedział, że regulaminy są po to, żeby je łamać. No i rzecz jasna ich nie czytać.
    Właściwie zdarzało się, że nauczyciele przyłapywali ich na piciu. Ale prawie nigdy nie kończyło się to sankcjami dla uczniów. Albo ostrzegali i grozili palcem, albo... przysiadali się i pili razem ze swoimi pupilami. Uroczy obrazek.
    Niebezpieczne była tylko dyrektorka, ale ona nigdy nie zaglądała do akademika.
    - Nawet u nas, ale nie łudź się, że podam Ci nazwiska. Może ci ludzie coś kiedyś osiągną, nie chcę, żeby żywili do mnie urazę. - odparła, bo oczywistym było, że jej solidarność z innymi uczniami nie wynikała z samego poczucia przynależności do wspólnoty.
    Uważnie przysłuchała się reszty jego wypowiedzi, naprawdę żałując, że nie dokończył.
    - Jacku. Nie wiedziałam, że lubisz starsze kobiety. - odparła ze zdziwieniem, bo nieczęsto spotykała się z takim fetyszem Aczkolwiek wiedziała, że taki istniał i miał się dobrze. - jaka była?
    Trochę zaskoczyła ją ta jego troska. Anayi nie było przykro z powodu domu, w jakim dorastała. Może dlatego, że innego nie znała. Nawet w rodzinach znajomych nie było dużo lepiej. Osobiście nie odczuwała potrzeby więzi z bliższą, czy dalszą rodziną.
    - Nie musi ci być. Nie jestem nieszczęśliwa. Jestem bogata - dodała, uśmiechając się kącikiem ust. To, że była zepsuta do szpiku kości to mało powiedziane. Mogłoby się wręcz wydawać, że dziewczyna nie ma w sobie żadnych ludzkich uczuć.

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  98. Nawet nie zauważa momentu, w którym mężczyzna dzwoni po taksówkę. Wie tylko, że chwilę później ta podjeżdża i z drobną pomocą jest już w środku. Opiera głowę o fotel i wypuszcza z płuc powietrze. Przygląda się swoim poobcieranym dłoniom i skubie kilka rozerwanych skórek dla zabicia czasu. Alkohol powoli wyparowuje z jego organizmu. Proces trzeźwienia nigdy nie był przez niego lubiany, dlatego najczęściej przerywał go kolejnym drinkiem bądź piwem. Świat staje się dużo przyjemniejszy, gdy jest się pod wpływem. I choć zazwyczaj Soren stawia na mocniejsze środki, tym razem i wódka wystarcza, by skończył zraniony.
    Pada pytanie, a on uśmiecha się pod nosem, bo historia jest arcyzabawna w jego mniemaniu. Przynajmniej na ten moment. Drapie się po karku, po czym odwraca wzrok w stronę nauczyciela, lustrując go od czubka głowy po obojczyki.
    - Jeden skurwysyn stwierdził, że z taką mordą nie wyrwę żadnej laski – rzuca wesoło. – A ja na to, że wolałbym pieprzyć jego.
    Wzrusza ramionami, bo homofobia nawet w tym kraju daje się we znaki wszystkim, którzy się jej nie boją. Soren nigdy nie miał zamiaru ukrywać swoich preferencji, czy to seksualnych, czy jakichkolwiek innych. Bycie pedałem odpowiadało mu w stu procentach.
    Taksówka się zatrzymuje, a on z drobnymi problemami wytacza się na zewnątrz. Nie rozgląda się dookoła, bo nie obchodzi go zupełnie okolica. Chce znaleźć się w środku, spalić papierosa albo pięć i może wypić jeszcze coś wysokoprocentowego.

    OdpowiedzUsuń
  99. Nienawidzi wąskich korytarzy akademika tak samo jak koloru ścian i układu mebli w pokojach. To miejsce napawa go obrzydzeniem i jest pewien, że pod koniec swojej edukacji (bez względu na to czy nadejdzie przy odbieraniu dyplomu czy rezygnacji z dalszej nauki) podpali cały ten budynek, by nikt nie musiał więcej na niego patrzeć. Wchodzi do pokoju Frosta i siada na łóżku, opierając się o ścianę. Z kieszeni wyjmuje paczkę papierosów i całkowicie ignoruje zakaz palenia w tym miejscu. Za bardzo ma ochotę, by odmawiać sobie przyjemności.
    Czuje się dużo lepiej, mimo że wciąż czuje krew na wargach. Oblizuje je, specjalnie wpatrując się w nauczyciela. Robi to nadzwyczaj powoli, leniwie wręcz, nazbyt lubieżnie by był to ruch niezamierzony.
    - Jestem napalony – rzuca od niechcenia, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie, którą mówi się pierwszej lepszej osobie. Nie ma w sobie wstydu, dlatego w jego mniemaniu tak właśnie jest. Przełyka głośno ślinę, po czym wydmuchuje siwą chmurę dymu z ust. Wciąż nie spuszcza wzroku ze swojego nauczyciela, bo to nienaturalnie dobra zabawa, której przerwanie byłoby również końcem pobytu w jego niewielkim pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  100. - Widziałem! - Krzyknął radośnie chłopak. - Pan się uśmiecha. - Dodał szybko i zniknął gdzieś w czelusciach szatni. Wziął szybki prysznic i przebral się. Zaraz potem zjawił się u trenera. I poszli na stołówkę.
    Sobie wziął zupę pomidorowa z podwójnym makaronem. Nastepnie filet panierowany z piersi kurczaka, ziemniaki, bliny ziemniaczane i jakaś surowe. A na deser dużą porcję lodów. I jak już miał zajadac się deserem zadzwoniła jego matka.
    - Nie. Nie jestem zły, że się rozwodzicie. To nie mój interes. Ja już mamo jestem dorosły. - Powiedział i rozlaczyl się. W środku czuł cholerna złość. Miał ochotę wszystko porozwalac. Musiał się jakoś wyżyć.
    - Trenerze wrócimy dzisiaj na zajęcia? Muszę jakoś sobie ulżyć. - Stwierdził.

    OdpowiedzUsuń
  101. Nie krzywi się, kiedy jego rany są dezynfekowane. Czuje przyjemne szczypanie i po chwili gotów jest do wszystkiego, niczym nowonarodzony. Wpatruje się w niego z zaciekawieniem, ale i zniecierpliwieniem, a kiedy pada pytanie, uśmiecha się pod nosem nadzwyczaj zadziornie. Nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, iż Frost nie należy do facetów, którzy często lądują na dole. Chyba właśnie dlatego Soren wpada w taką ekstazę, a chęć posiadania go na ten krótki moment wzrasta. Nie podobają mu się zniewieściali mężczyźni. Wręcz przeciwnie, lubi tych którzy upierają się przy swojej heteroseksualności albo zazwyczaj grają rolę aktywów.
    Nie odpowiada mu. Kończy papierosa, gasi go na ramie łóżka, po czym powraca spojrzeniem do twarzy nauczyciela, obscenicznie sunąc wzrokiem w stronę męskiego krocza. Cmoka z zadowoleniem, jak gdyby właśnie poddał go ocenie, a ten przeszedł test jak najbardziej pomyślnie.
    Jak gdyby nigdy nic, podciąga nogę pod brodę i rozwiązuje jednego buta, a później drugiego, by finalnie skopać je wraz ze skarpetkami. Wstaje i kładzie dłoń na cudzym karku, po czym zmusza go do tego, by przeniósł się na łóżko. Staje nad nim i bosą stopą zaczepia o materiał jego koszulki, by w końcu wsunąć ją pod spód i sunąć wzdłuż klatki piersiowej. Podrażnia jeden z sutków, uśmiechając się zadowolony.
    - Taki mam zamiar – mówi spokojnie, szybkim ruchem pozbywając się skórzanej kurtki, a potem i czarnej koszulki. Jest dobrze zbudowany, niekoniecznie przez ćwiczenia. Tak po prostu zawsze było, co niezwykle cenił, nawet jeśli szczególnie tego nie okazywał. – Jesteś tak ciasny, jak mi się wydaje? – pyta prosto z mostu, teatralnie mocując się z rozporkiem, co by przedłużyć proces. W tym czasie jego stopa przesuwa się w dół na męskie krocze i masuje je leniwie. Soren bawi się wyśmienicie.
    [Są prawie uroczy.]

    OdpowiedzUsuń
  102. Lubi agresję i brutalność, natomiast nie toleruje dominacji nad sobą. Jest dzikiem zwierzęciem, którego nie można udomowić, które nie pójdzie za nikim, tylko dlatego, że ktoś chce. Pod tym względem jest nadzwyczaj rozpieszczony: to on rządzi, on decyduje, on wyznacza zasady gdy i kara za ich złamanie. Ma to zastosowanie w każdej relacji, nie tylko seksualnej, choć do tej pasuje nad wyraz idealnie.
    Zostaje ściągnięty na kolana, a kiedy jego spodnie zostają rozpięte, wsuwa palce w jego włosy i odciąga do tyłu z łobuzerskim uśmiechem. Cmoka z dezaprobatą i przyciska go na powrót do materaca. Siedzenie mu na biodrach daje sposobność do swobodnego przesuwania wzrokiem po klatce piersiowej, ale niestety nie umożliwia dotyku w zgoła innych miejscach. Przesuwa się więc na cudze uda, jednym gwałtownym ruchem rozpina spodnie. Nie ma pewności czy rozporek otworzył się normalnie, czy może przypadkiem go rozerwał. Wsuwa palce za materiał i zsuwa go w dół, na chwilę się podnosząc by odrzucić ciążące mu w dłoni ubranie. Teraz jest dużo lepiej. Przywiera ustami do jego bokserek i zasysa męskość jeszcze przez tkaninę. Czuje jego wielkość i jest zadowolony. Już wyobraża go sobie w swoich ustach. W normalnych okolicznościach droczyłby się z nim jeszcze przez dłuższą chwilę, ale teraz nie ma ochoty. Zsuwa z niego bieliznę, oblizuje wargi na widok sztywnego członka i sekundę później już ma go w sobie: liże, ssie, trąca językiem, drażni wrażliwą skórę. Jedną z dłoni umieszcza na kształtnym pośladku, a drugą przesuwa pomiędzy dwiema półkulami, namierzając jego wejście. Wsuwa w niego jeden z palców, by po chwili dołączyć drugi. Nie spuszcza z niego wzroku, bo chce zobaczyć dokładnie wszystkie emocje na jego twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  103. Każdy ruch jest czysto instynktowny. Ssanie przychodzi z łatwością, drażnienie się to sprawa niemal oczywista, wprowadzająca go w trans, a wsuwanie w siebie głęboko napawa go satysfakcją, bo wie doskonale, że działa perfekcyjnie. Zna swoje ciało i możliwości, wie do czego jest zdolny i jak działa na mężczyzn. Wszystko to pomaga w budowaniu niezachwianej pewności siebie.
    Przestaje w połowie. Podnosi się i leniwie sięga po swoje spodnie, przedłużając mękę oczekiwania, niedosyt. Wyjmuje z portfela prezerwatywę, po czym rozdziera opakowanie zębami i wsuwa na siebie zabezpieczenie. Oblizuje swoje palce, patrząc mężczyźnie w oczy, po czym wsuwa je w niego ponownie. Tym razem jest dużo łatwiej, co nie zmienia faktu, że Frost jest tak niewiarygodnie ciasny, jak gdyby robił to pierwszy raz. Ta myśl zagnieżdża się w nim i uśmiecha się do niej szelmowsko. Pochyla się nad nim głęboko i przez krótką chwilę ssie płatek ucha, by kolejno zaryzykować.
    - Obiecuję, że nie będę ostrożny - mruczy rozkosznie, po czym bez ostrzeżenia zamienia palce na własną męskość. Jest łaskawy, bo odczekuje chwilę, pozwala mu się przyzwyczaić, a kiedy sam ma na to ochotę, porusza się w nim z dużym wyczuciem. Nie całuje go, chce widzieć tę twarz rozciągniętą w grymasie i moment, w którym ten zmienia się w przyjemność. Trafia w prostatę: raz, drugi, trzeci i jest mu dobrze. Sięga dłonią do cudzej męskości i zaczyna ją stymulować, kciukiem pocierając wrażliwą główkę, resztą palców zajmując się trzonem.
    [Też mam takie wrażenie.]

    OdpowiedzUsuń
  104. Wsunal caly deser, liczac na to, ze chociaz troche mu to pomoze. I przez moment przestal myslec o tym wszystkim. Rozkoszowal sie pucharkiem lodow.
    - Czasami zazdroszcze normalnym dzieciakom z normalnych rodzin. Maja swoja jakas anonimowosc. Maja problemy, ktore czasami tez chcialbym miec. Chcialbym czasami tak pstryknac palcami i zniknac. Wylaczyc się z tego swiata. Wszyscy patrza na mnie przez pryzmat nazwiska mojego wuja i ojca. A nie przez to co robie. Dla nich jestem tylko "chrzesniakiem tego Abramovicha". To troche taka przyszyta latka. Chcialbym byc taki... Taki zwykly. Moc jesc gar kapuchy z garnka. I nie myslec o tym, ze matka z ojcem powiedzą, ze to niedorzeczne. Kiedys powiedzialem matce, ze chce na obiad bigos. A ona mi na to, ze to jedzenie dla plebsu. - Niespodziewal sie, ze akurat jemu to powie. Ale do tej pory jeszcze nie znalazl odpowiedniej osoby. I chyba nie znajdzie.

    OdpowiedzUsuń
  105. Wszystko idzie perfekcyjnie. Frost jest cudownie ciasny, odpowiada na ruchy jego bioder, jego męskość sztywna i gotowa, a twarz wykrzywiona w podnieceniu. Tego właśnie trzeba Sorenowi, by skończyć lustrację i zabrać się za bardziej dosadne działanie.
    Wchodzi w niego dużo ostrzej, paznokciami wolnej dłoni przesuwa po żebrach, pozostawiając na nich czerwone ślady, a ustami odnajduje szyję i robi z nią to, co mu się żywnie podoba: ssie, liże i gryzie, nie martwiąc się tym, że przez najbliższych kilka dni nauczyciel będzie nosił na sobie pamiątkę tej nocy. Podoba mu się świadomość znakowania mężczyzn, fakt że każdy jeden patrzy na siebie w lustrze i ma świadomość, że był w ich wnętrzu.
    Mijają kolejne minuty, oddech staje się coraz bardziej nierówny, jęki i ciche stęknięcia natomiast częstsze. Czuje jak przyjemność kumuluje się w jego podbrzuszu, ale nie pozwala sobie dojść. Lubi najpierw czuć spermę pomiędzy swoimi palcami. Kiedy więc tak się dzieje, kończy w jego wnętrzu z rozwartymi ustami, po czym wypuszcza z płuc powietrze, owiewając nim sprężystą szyję. Wychodzi z niego, siada na swoich piętach i unosi do ust brudne palce, z których zlizuje cudzą spermę.
    - Całkiem niezła - mówi, po czym znów sięga po spodnie, by wyjąć z nich papierosa. Odpala go i kładzie obok rozgrzanego ciała kochanka. Przymyka oczy i rozkoszuje się przeżytym orgazmem.
    - Nie wspominałeś, że będę Twoim pierwszym - dodaje po chwili, a jego usta rozciągają się w szerokim uśmiechu, kiedy unosi jedną powiekę, by na niego spojrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  106. Zmarszczyl delikatnie brwi, nie takiej odpowiedzi sie spodziewal. Myslal ze uslyszy cos w stylu, ze przestal czuc cos do zony, ze ja zdardzil i to ona go zostawila. Oblizal spierzchniete usta i spuscil glowe w dol. Nie mial pojecia co powinien mu powiedziec, jak zareagowac.
    - Przykro mi - mruknal jedynie, czujac sie glupio ze tak na niego naskoczyl. Jednak Moore zdecydowanie nie spodziewal sie tych slow - sluchaj naprawde mi przykro, wiesz nie wiem co powiedziec. Nie byl dobry w takich rozmowach, kiedy mial wystepowac jako pocieszajacy. Chlopak umial jedynie sie uzalac nad soba.
    - To nie Twoja wina. Chyba. To znacz na pewno to nie Twoja wina - oddal mu skreta i wpatrywal sie w sciane. Nie mial pojecia jak powinien sie zachowac.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  107. Szczerze powiedziawszy spodziewała się, że wiele z życia Jacka działo się "jak jeszcze nikomu się o niej nie śniło", ale jak tak z nim siedziała w restauracji i rozmawiała, ich różnica wieku nie była jakoś szczególnie wyczuwalna. Nie dla niej, bo Jack z pewnością miał na to inne zapatrywania.
    - Seksowna nauczycielka fizyki? To nie zdarza się często - stwierdziła, bo przed oczami stanęła jej stara panna Tompson z ich szkoły. Aż jej ciarki po plecach przeszły. - I co, tobie się udało? - spytała zaaferowana tematem, bo to, że był wredny wiedziała. To, że miał głęboko swoje obowiązki też wiedziała. Ale, że Jack mógł być kiedyś "fajnym" gościem z ciekawym życiem i niejedną aferą na karku? Nigdy. Nie. Po prostu nie. Nie. Nie, nie, nie. To się nie kwalifikowało. Nie.
    - Przestań się wygłupiać. Jestem nieletnia, ale nie jestem dzieckiem. I mam na tyle oleju w głowie, żeby nie rozpowiadać o tym na prawo i lewo bo wiem, że inaczej byś mnie oblał. - stwierdziła tylko, mając jednak nadzieję na dalszą część tej historii. Bo zainteresował ją, jak jeszcze nigdy.
    Wyprzedziła go, zabierając z talerza ostatnią frytkę (nie wspominając o tym, że wyjadła mu wszystkie chrupiące, bo były najlepsze), ze smutkiem stwierdzając, że to koniec darmowej wyżerki. Oczywiście, nigdy nie poprosiła by Frosta, żeby jej coś kupił, ale gdyby miał ochotę na dodatkową porcję, to z pewnością by nie pogardziła.
    - Najadłeś się?

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  108. Rozchylił lekko wargi, wysłuchując jego słów. Pokiwał tylko głową i jakoś tak mimowolnie go objął, chociaż nie wiedział czy powinien. Przygryzł delikatnie wargę i wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Po chwili puścił mężczyznę i usiadł ponownie obok niego, wpatrując się w pustą ścianę przed siebie.
    - Ci, którzy wyrządzają największe zło zawsze mają szczęście - mruknął. Jego ojciec żył, policja nawet nie potrafiła go zidentyfikować. Żył gdzieś na świecie wolny, nieukarany - ale na pewno go zamknęli - powiedział, a raczej zapytał, zerkając na nauczyciela - pewnie, wolałbyś aby był martwy ale... - wzruszył ramionami. Nie potrafił powiedzieć nic więcej.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  109. - Sądzę, że bym sobie poradził. - Stwierdził chłopak z większym entuzjazmem. - Moja matka... Chyba zapomniała kim była jeszcze z jakieś dwadzieścia pięć lat wstecz. - Powiedział. - Bardzo chętnie pójdę. Bo już mnie ciska na boki. Tylko wezmę jabłko. - Jak powiedział, tak i zrobił. A że lubił te owoce to wziął sobie dwa. - Trenerze, jak to jest połączyć dwa bieguny? Z tego co się orientuje to trener uczy jeszcze aktorstwa, co nie?

    OdpowiedzUsuń
  110. - Dla mnie to jakieś dziwne połączenie. Ale nie mi to oceniać. U nas jakoś wszyscy wybrali sobie po jednym kierunku. W szkole na razie zostałem ja i Misha. Chyba nie ma pan z nim kłopotów, skoro jeszcze trener się nie skarży. - Zasmial się blondyn. Młodego zawsze jakoś ciągnęło zawsze w kierunku aktorstwa.

    OdpowiedzUsuń
  111. Bez słowa wstał i ruszył do szafy. Spojrzał na Jacka, zastanawiając się nad tym ile każdy z nich będzie pamiętał dnia jutrzejszego. Czy będzie musiał zmienić miejsce na towar? Czy w ogóle będzie pamiętał, że dobrze byłoby je zmienić?
    - Mam tego za dużo - powiedział z uśmiechem na ustach, siedząc przed szafą i skręcając jointa. Zdecydowanie za dużo, będzie musiał się trochę tego pozbyć, zbyt duże ryzyko trzymania tego w jednym miejscu - nie chcesz trochę kupić? - zagadnął, odwracając się przodem do mężczyzny. Nie wstawał już z ziemi, nie miał za dużo sił, ani ochoty. Dobrze mu tak było. Odpalił, zaciągnął się i podał dalej. Istny rytuał.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  112. - Ja niestety nie mam artystycznej duszy. Moim zywiolem jest sport. - Uśmiechnął się lekko. Zrobił kilka zwodow. Minął trenera, zabierajac mu piłkę. I celnie trafił do kosza. - Coś ma pan oslabiony refleks, trenerze. - Na jego twarzy pojawił się zadziorny usmieszek.

    OdpowiedzUsuń
  113. [Ja też nie xD]

    Zaczęli grać. I całkiem przyjemnie minął mu czas. Mecz zakończył się remisem [A żeby żaden nie był poszkodowany xD].
    - Widzi trener? Nie jest ze mną aż tak źle. - Zasmial się blondyn, biegnąc z piłka i wrzucając ją do siatki.

    OdpowiedzUsuń
  114. - I w tym i w tym jestem dobry. Ale to w koszu Matt jest kapitanem. Ja nawet wzrostem nie mogę niczego tu nadrobić. Ale w drużynie piłkarskiej idzie mi też przyzwoicie. Nawet doczekalem się opaski. - Usmiechnal się lekko w jego kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  115. - Chyba się nie lubicie. Pan narzeka na niego. On zaś na pana. A mi idzie całkiem dobrze. - Powiedział chłopak. - Ale sądzę, że bliżej mi do nożnej. Wujek wykupil klub. Ojciec zaś miał też grać. Ale kontuzja mu to wszystko uniemozliwila. A później sam mi to odradzal. Ale ja jestem uparty. Zupełnie jak osioł. - Zasmial się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  116. - wiem pan. W sumie to dobrze, ze postrzega pan swoja prace w taki sposob. - usmiechnela sie kacikami ust - to dobra motywacja. I chyba dobrze panu to sluży. Tyle, ze nie zawsze w naszym wypadku chodzi o sama edukacje. - westchnela spogladajac w strone piekarnika - rzeczywiscie. Pachnie wybornie. No, ale gdzie sie podziały moje maniery. Gabrielle Rees - przedstawiła sie - ale i tak wole jak mi sie mowi Gabi.

    OdpowiedzUsuń
  117. - Mówi pan, abym robił swoje i miał wszystko gdzieś co na ten temat mają inni do powiedzenia? - Zapytał. - CAłkiem niezła perwspektywa. - Stwierdził chłopak. Maszerowal sobie przez sale. Sznurowki go wyprzedzały. I skutek tego był taki, że wywalil się tuż przed Frostem.
    - Żyje. - Powiedział, unoszac głowę.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Powialo nieco groza. - Zachichotal chłopak. - Tylko... Tylko się przewrocilem. To... To nic takiego. - Odpowiedział, kiedy trener wręcz zmusił go do patrzenia w oczy. Czuł się nieswojo, gdyż w myślach uznał, że gdybym jest nawet niczego sobie. Czuł się dziwnie zakłopotany. - Chyba... Powinienem już pójść, nie sądzi trener? - Zapytał niepewnie.

    OdpowiedzUsuń
  119. - Mógłby czasami pan przestać zachowywac się jak pseudosadysta. - Powiedział, żartując przy tym. Wszedł do szatni, a zaraz potem polazl do kabiny prysznicowej. Lubił być czysty i pachnacy. Nagle coś mu miauknelo. Wyjrzal a tam ten kot trenera siedzi.
    - I co ja z tobą mam zrobić. Wylazl spod prysznica, odzial się i poszedł szukać Frosta. Nie bacząc na wodę kapiaca z włosów. I na to, że wygląda jakby przed chwilą wysZedł z sauny. Szedł z tym kotem pod pachą i szukał Jacka.

    OdpowiedzUsuń
  120. [łoł, imponująca ilość komentarzy, nie powiem xD I fajny pan. No i, czy byłaby ochota na wątek? :>]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  121. [Grupa z gimnastyki artystycznej może przyjść o tej samej godzinie na salę gimnastyczną, kiedy będzie odbywać się trening drużyny koszykówki. Wywiąże się mała pyskówka, może nawet wlepienie kar, czy coś takiego, i Sophie będzie błagać żeby jej tą karę zniósł, bo nie ma z kim dziecka zostawić. A jeśli się nie zgodzi, to powie opiekunce, ze ma jej córkę do szkoły przywieźć, i jeśli Jack pilnowałby tych złych i niegrzecznych dzieci, to musiałby jeszcze wytrzymać obecność trzymiesięcznego dziecka. Boże, jak głupie, i zagmatwane, więc może odezwę się wieczorem, jak wpadnie mi coś normalniejszego do głowy, albo Ty coś wymyślisz, to też możesz napisać xD I tak poza tym, to chyba Cię kojarzę, byłaś może na wampiry-ssą?]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  122. - A nie mowilem trenerowi, że przyjdzie jeszcze do mnie? - Zasmial się chłopak. - Ale chyba panu w czymś przeszkodzilem. - Dodał po chwili. A zaraz coś mu zaswitalo. - Ma pan może ochotę na kieliszek Męskiej? - Zapytał. - Znaczy się to taki alkohol. Mocno kopie, ale na drugi dzień nie ma się po tym ani grama kaca. - Uśmiechnął się szeroko.

    OdpowiedzUsuń
  123. - A już tam od razu... Chciałem być tylko miły. Bo ze mnie to podzielne dziecko jest. - Powiedział wesoło chłopak. - Jak kot? - Zapytał. - Brzmi lepiej niż zmokniety pies. - Wzruszył ramionami. - Nie byłby pan pierwszym, który wypilby ze mną. - Stwierdził.

    OdpowiedzUsuń
  124. Westchnela.
    Czasem było trudno wyjasnij jej punkt widzenia komus z klasy sredniej. Nie zeby ja interesowały podziały czy kto ile ma kasy. Naprawde nie bylo to dla niej czyms gorszacym. At tak to byl los, na ktory nie mieli zadnego wplywu na to gdzie ktos sie urodzil.
    Jednak nie to miała na mysli. Chodzilo o to, ze niektorzy rodzice wysylali swoje dzieci by sie ich "pozbyc".
    - milo mi. Oj tak panie psorze. Czasem mozna usłyszeć jeki kolegow po panskim treningu - zachichotała - az uszy czasem wiedna po bardziej forsownym treningu.

    OdpowiedzUsuń
  125. [A ja nalegam razy milion xD
    Czy masz jakiś pomysł? Bo mi wpadł do głowy taki, że może Frost przyszedłby, aby skserować coś na drugi dzień. Franek, jako iż będzie miał nawał roboty, to gdzieś zgubi to coś od Jacka. I ten mógłby przyjść później to coś odebrać, ale domyśli się, że Walsh gdzieś to wsadził. No i na wieczór znalazłby to i przyniósł do pokoju Jacka i mogliby się uraczyć jakimś alkoholem, który przyniósłby F. w ramach przeprosin.]

    OdpowiedzUsuń
  126. [To ja się cieszę, że ty się cieszysz xD]

    Dzisiaj w tym pomieszczeniu jakim było ksero panował totalny rozpierdolnik. Dwoił emsię i troiłem, aby wyrobić się z robotą. Że też ich wszystkich dzisiaj zaszło! Zupełnie jak nigdy. Stosy kolejnych rzeczy do skerowania piętrzyły się na półkach. Kilku uczniów odesłałem z kwitkiem. Nie skserowałem im ściąga. A niech w końcu zaczną się uczyć.
    - Jasne- odpowiedziałem- Na kiedy ma być?- zapytałem- Z tego co wiem, to nauczyciele nie muszą płacić. Tylko podpisać się w zeszycie muszą. Żeby później dyrekcja mogła się rozliczyć- powiedziałem i podsunalem mu zeszyt. Nie rozumialrm dlaczego mi tak się przygląda. Coś było ze mną nie tak?

    OdpowiedzUsuń
  127. - mam być bardzo szczera czy moge sklamac? - zapytała przekornie z udawana powaga. Zawiesiła na kilka chwil glos a gdy cisza sie przeciagala pokiwala glowa. - az uszy wiedna. Nie wiem czy im wspolczuc czy tez podac "ciezka" bron. - oznajmila dalej chichoczac.
    Zerknela na niego.
    - ładnie pachnie. - pochwalila ciasto - coz, mnie sie nie pali.Mnie to zwykle wychodzil spieczony zakalec az w koncu nianka miala mnie dosyć i wyrzucała z kuchni. To bylo takie niesprawiedliwe. - posmutniała na chwile.

    OdpowiedzUsuń
  128. [A jak xD to było epickie xD]

    Uh... Chyba awansowalem. Ktoś zapytał mnie o moje imię. To było niezłe.
    - Nazywam się Francis- odpowiedziałem, ale facet chyba już nie zwracal na to uwagi. Sad but true. Czy jakoś tak- Postaram się jak najszybciej. Wpadnie pan kolega dzisiaj po lekcjach- powiedziałem. Do ksera wlozylem kolejne dokumenty do skopiowania. Nastawilem odpowiednio maszynę i do dzieła. Kiedy się odwróciłem gościa już nie było. Dziwny był. No, ale to już nie mój interes. Ja tu tylko kseruje. Tak moglbym rzec, gdyby ktokolwiek o cokolwiek mnie tutaj zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  129. [Kurcze, jestem geniuszem! :D Rebekę miałam. W sumie, nadal ją tam mam :D]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  130. - No i widzi trener... Ja nie pierwszy... Pan nie pierszym... I orkiestra gra. - Uśmiechnął się szeroko w jego kierunku. - Będę na pewno. - Odpowiedział. O dwudziestej stał pod drzwiami pokoju trenera i pukal. Ktoś mógłby zapytać po cholere mu taka gruba i przepastna książka pod pacha. Ale on wiedział swoje. W końcu Frost otworzył mu drzwi.
    - Predzej audiencje u papieza bym zamowil niż do pana się dopukal. - Wlazl mu do pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  131. [No widzisz :D Wracaj, fajnie będzie. Beckah nie ma na kim się wyżywać, i z kim się kłócić xD A poza tym... zaczniesz? c:]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  132. - nie wiem czy powtórzenie tego na glos jest wlasciwe - mowila dalej - jeszcze by sie pan zgorszył a w efekcie zwiekszylby tempo treningow. - przetoczyła oczami - a jesli by sie wydalo, ze jestem kapusiem... - zrobila mine wyrazajaca w jej mniemaniu zgroze.
    - to trzeba odpoczac. Domyslam sie, ze bywamy czasem upierdliwie meczacy, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  133. Tej roboty zamiast mi ubywac to jej przybywało. Aż szlag jasny mnie powoli zaczynał trafiać. No bo uwijalem się jak w ukropie. A efektu prawie nie było widać. Klnąłem jak szewc pod nosem. Psioczylem praktycznie na wszystko. Po kilku godzinach w końcu ze wszystkim się uporałem. Matko Jedyna jaki ja byłem z tego powodu szczęśliwy! Nareszcie zrobiłem to, co miałem zrobić i fajrant. Sprawdziłem jeszcze tylko, czy wszystko jest w porządku. Wszystko było jak należy. A tak przynajmniej ja myślałem. Widząc mężczyznę w progu uśmiechnąłem się nieznacznie.
    - Miałem panu coś skserować. Biologia?- zapytałem, zerkając na zestaw.

    OdpowiedzUsuń
  134. - Zaraz postaram się to dla pana znaleźć- odpowiedziałem grzecznie. A myślach go przedrzeźnialem. No bo co oni myślą? Że jak ktoś pracuje na ksero to znaczy, że jest gorszy?
    Latałem i szukałem tych scenariuszy i nie mogłem ich znaleźć. Najgorsze było też to, że nie wiedziałem, gdzie jest ten oryginalny, co go ten facet mi dał. Normalnie ręce opadają. A tak już się cieszyłem, że wszystko miałem zrobione. Ech... Szkoda słów- Niestety, ale nie mam tego- powiedziałem z niemałym zakłopotaniem, widocznym na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  135. Uśmiechnął się blado, cały czas wpatrzony w pustą ścianę. Jak gdyby nie mógł oderwać oczu i spojrzeć na nauczyciela. Trochę jak by się czegoś obawiał. Jednak tak było mu dobrze. W ciszy, ze słodkim zapachem zielonego. Chwila mogła trwać wiecznie. W końcu Ethan Moore się wygadał, nie nosił już w sobie tak wielkiego ciężaru. Pytanie tylko, jak poczuje się rano, kiedy obudzi się skacowany.
    - Ktoś idzie - odezwał się nagle, cały się prężąc w nasłuchiwaniu odgłosów zza drzwi.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  136. Nie chciałem nikogo zawieść. Ale niestety zrobiłem to. Zgubilem gdzieś ten cholerny scenariusz. Facet wyszedł z pomieszczenia. A ja zostałem. Czułem się z tym cholernie źle. Skoro papiery gdzieś tu były to musialem je znaleźć. Westchnalem głośno. To nie był mój dzień. Wzialem się za szukanie. Nie chcialem mieć niedokonczonych spraw. No i po poltorej godziny znalazlem zgubę. Leżał ten cały scenariusz między sprawdzianami z algebry, a notatkami moimi z biologii. Jak mi ułożyło! Skserowalem scenariusz i pogrzalem do sekretariatu. Tam dowiedzialem się gdzie mieszka ten gość. Ze swojego pokoju wzialem jakiegoś winiacza i poszedlem pod 9. Zapukalem i czekalem.

    OdpowiedzUsuń
  137. No cóż.. Uprzejmy to on nie był.
    - "No" to do konia- stwierdzilem równie niegrzecznie- Znalazłem pańskie scenariusze- przekazalem mu je- I wybacz, że tak to wyszło. Po prostu zapodzialy mi się między algebra dla trzecich klas, a moją biologia. No cóż... Bywa- wzruszyl ramionami, śmiejąc się serdecznie- Co powiesz na lampke wina na poprawe znajomości?- zapytałem. Z tej zdziwionej perspektywy wyglądał bardziej ludzko.

    OdpowiedzUsuń
  138. Widząc nieco poprawę naszych relacji uśmiechnąłem się lekko. Dłonią zaczesalem do tylu włosy, które spadły mi prawie, że na oczy. Kot wydawał się być o wiele bardziej usatysfakcjonowany moją obecnością niż właściciel. Ale kij z tym.
    - Nazywam się Francis Walsh. A pan zapewne jest Frost. Tak przynajmniej dowiedziałem się w sekretariacie. Imię czy nazwisko?- zapytałem, nalewajac wino w kieliszki.

    OdpowiedzUsuń
  139. - A więc Jack... Mam nadzieję, że nie gniewasz się za te ksero- usmiechnalem się do niego uroczo- Sam się wystraszylem, kiedy nie mogłem tego znaleźć- dodał szybko- Tak. Studiuje zaocznie. Niestety muszę jakoś zarabiać na swoje utrzymanie. Na rodzinę raczej nie liczę. No i jeszcze rok i magisterka będzie- zasmial się cicho- A jeśli chcesz zapytać co studiuje to już ci odpowiadam. Ratownictwo medyczne. A ty czym tu się zajmujesz?

    OdpowiedzUsuń
  140. - Trzeba mieć mocna psychikę. Nie bać się wielu obrazków. Wiedzieć co i jak. Ale lubie to. A jak się lubi co się robi to tak jakbyś nie pracował. I jeszcze za to wyplate otrzymał- uśmiechnął się lekko-Nie chciałbym być nauczycielem. Weź i się uzeraj z banda niedorobionych gowniarzy i ich rodzicami- stwierdziłem.

    OdpowiedzUsuń
  141. - Powiedzmy, że naogladalem się w telewizji tego i owego. I tak mi się to spodobało, że postanowiłem zostać ratownikiem. A tak mniej oficjalnie to sam nie wiem. Może dlatego, że chciałem starszym zrobić na złość? Matka zawsze bała się krwi. Siostra mdlala na widok igły- zasmialem się cicho- No i z tego i innego powodu wywalili mnie z domu. I już tak sobie po świecie kraze bez nich z jakieś cztery lata- wzruszylem lekko ramionami- I jakoś mi nie szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  142. Zerknela na niego na chwile. Gdyby byl szkolnym kumplem to by go przyjaznie poklepala w plecy, dala piatke lub cos w tym guscie. No ale nie był. Głupio tak było sie przymilać z profesorem (no moze poza jednym wyjatkiem).
    - biedny pan profesor - zasmiała sie przyjaznie.
    Ciasto pachniało wybornie i juz ciekla slinka na sam widok, ale nie mogła. Kusilo ja by sprobować robiac przy tym niektorym na przekór, ale szczerze mówiac nie ciagnelo ja.
    - wyglada calkiem, calkiem. Jednak bede zmuszona podziekować. Nie moge jesc takich rzeczy a jesli by mnie przyuwazyła jeszcze Madame... - westchnela smetnie. - prosze je dla siebie zostawić i sie nie przejmowac. Faceci musza duzo jesc by miec duzo sily. Zwlaszcza iedny naczyciele uzerajacy sie z uczniami - lub na odwrot: dopowiedziala w myslach

    OdpowiedzUsuń
  143. - Whisky? - Zapytał, uśmiechając się nieco. - Ja to w książkach mam to, co najlepsze. - Puścił do niego oczko. Otworzył swoją książkę, która to książką była tylko z wierzchu. W środku była dziura, a w tej dziurze siedziała "Męska". Dzieło dziadka, który podsyłał mu to i owo co rusz z Rosji. Rosyjska wódka najlepsza na świecie. - Moje cacko ma z jakieś osiemdziesiąt dwa procent. - Stwierdził blondyn. - Ci, którzy piją ją pierwszy raz nieźle wykrzywia twarze. - Zaśmiał się.

    OdpowiedzUsuń
  144. - Co mi zrobili?- zapytałem- Nie potrafili mnie zaakceptować- powiedziałem- Kiedy twój starszy brat nie chce mieć dzieci. A twoja starsza siostra nie może ich mieć... To zaczęli obmyślać, że to ja im dam to szczęście na stare lata. Ale ja im powiedziałem, że mnie dziewczyny nie interesują. Wtedy praktycznie mnie się wyrzekli. Na samą myśl o "rodzinnej" miłości jaką mi wtedy zafundowali to aż mnie wszystko boli. Rodzeństwo też się odcięło. Więc kiedy skończyłem szkole to spakowałem walizki i pojechałem w świat szczęścia szukać. Jeżeli masz ochotę wyzwac mnie od ciot, pedałów i innych takich to możesz to robić. Przyzwyczaiłem się już do tego. I nie robi to już na mnie takiego wrażenia jak kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  145. Jakoś mi ulzyl, kiedy ten powiedział, że nie zamierza tego zrobić. Przynajmniej zaoszczedze sobie nerwów.
    - No, a ty? - zapytałem- Jaka jest twoja historia? Nie jesteś stąd. Masz dziwny, śmieszny akcent. Trochę taki nie amerykański- spojrzałem na niego z zainteresowaniem w niebieskich teczowkach.

    OdpowiedzUsuń
  146. - Nigdy tam nie byłem. Pewnie i też nie będę. Nie chodzi tu o kwestie finansowe. Poprostu wy macie te swoje okropnie wielkie pająki- wzdrygnąłem się na samą myśl o tym- Ale musi tam być ładnie- stwierdziłem- Domek, plaża i drinki...- rozmarzyłem się- A z uczniami staram się nie pić. Z resztą weekendy i tak spędzam na uczelni. A jak nie tam to pracuje. W sumie to mnie chwilowo trzyma jedynie przy życiu. Wiesz... Partner może od ciebie odejść. Rodzina się odwrócić. Ale jeżeli rzucisz przez to pracę to zaczniesz pić. A później to jest najłatwiejsza droga, aby sięgnąć dna.

    OdpowiedzUsuń
  147. - Nie. To nie dla mnie. Mam za słabą głowę. Na takie życie- stwierdziłem- I wolę jakoś nie próbować- zasmiałem się dźwięcznym głosem- Szczerze powiedziawszy to wolę chyba działać w karetce. Podniebne podróże zostawiam tym co wysoko latać się nie boją. Ale nie odpowiedziałes mi na pytanie- uśmiechnąłem się lekko. Po chwili upiłem łyk wina- No więc...- spojrzałem na niego wyczekująco.

    OdpowiedzUsuń
  148. - No... Na te dlaczego przyjechałeś do Ameryki. I raczej nie uwierze w bajkę typu "Od zawsze chciałem uczyć tutejszą młodzież"- stwierdziłem z rozbawieniem w głosie- Więc...- spojrzałem na niego, uśmiechając się lekko. Wydawał się być interesującym facetem. Nie tylko pod względem fizycznym. Zaraz jednak te myśli. On był tylko znajomym. Nie powinienem tak o nim myśleć. Upiłem kolejny łyk wina, po czym delikatnie oblizalem dolną wargę.

    OdpowiedzUsuń
  149. - Wiesz dlaczego nie uwierzyłbym w to? A to dlatego, że widziałem twoją reakcję, kiedy powiedziałem, że nie chciałbym uzdrac z gowniarzeria. Miałeś wtedy minę typu "O Matko nie jestem z tym sam"- zasmiałem się cicho. Coś czułem, że nie mówi o wszystkim. No, ale nie mogłem od niego tego wymagać. Nie znał mnie zbyt dobrze. A i ja powiedziałem nieco więcej niż powinienem- Na podróżowanie każdy powód jest dobry- odpowiedziałem, jakbym uwierzył w jego powód o chęci wyrwania się.

    OdpowiedzUsuń
  150. Nie miał zamiaru go zatrzymywać bo i po co? I tak siedzieli w milczeniu, każdy dumając nad swoimi problemami. Ethan przez chwilę zastanawiał się, który z nich ma gorzej i nawet doszedł do wniosku, że to Jack zmaga się z wielkim problemem, jednak nie mógł wyzbyć się myśli, że powinien być martwy. Wówczas wszyscy pozostali prowadzili by szczęśliwe życie.
    - Ty też - uśmiechnął się blado odbierając od mężczyzny skręta. Zaciągnął się nim mocno po czym ugasił go, chociaż pozostałą jeszcze połowa. Miał plan, postanowił spróbować rzucić te całe gówno, jednak był na zbyt dużym haju by być świadomym swoich własnych czynów.
    - Do następnego - mruknął, blado się uśmiechając.

    Moore
    [tera kombinuj co robimy dalej ;d]

    OdpowiedzUsuń
  151. - W sumie to nawet i dobrze. Że tutaj jesteś- uśmiechnąłem się szeroko do niego- Przynajmniej mam z kim wypić to wino. Nie będzie walać się po pokoju u mnie- zasmiałem się cicho- Muszę ci powiedzieć, że jesteś dosyć interesującą osobą. Bez żadnych podtekstów.

    OdpowiedzUsuń
  152. Historie o seksownych kobietach, które na końcu okazywały się lesbijkami były stare jak świat, dlatego na moment zwątpiła w prawdziwość słów swojego nauczyciela. Przespał się z nią, ale nie chciał powiedzieć o tym Anayi, wymyślił sprawę z homoseksualną orientacją, aby się usprawiedliwić, czy po prostu całość była jedną, wielką mistyfikacją, żeby tylko zająć myśli Anayi niepotrzebnymi informacjami?
    A jeżeli to wszystko prawda? Biedny Jack.
    - Za to w naszej szkole jest wielu przystojnych wychowawców, za to ani jednej fajnej nauczycielki. Ciekawe kto maczał w tym palce. - zastanowiła się na głos, bo coś było w tym, że w St. Katherines tylko nauczyciele stanowili ładny widok dla oka dla młodych dziewcząt i gejów. Za to biedni chłopcy raczej nie mieli na czym oka zawiesić.
    Podparła się przedramionami o blat stolika i wychyliła, aby też móc zajrzeć do karty. Z jakiegoś powodu swojej nie dostała i pewnie normalnie wściekłaby się o taki brak uwagi, ale, że była tu w pewnym sensie nielegalnie, nie miała zamiaru robić scen.
    - Ich pizza jest całkiem niezła - zauważyła, pokazując mu palcem jedną pozycję z listy, właściwie tą, którą sama miała zamiar zamówić, gdy weszła do knajpy. Jednakże, tak jak sam Jack zauważył, nie była głodna, a on na pizzę mógł nie mieć ochoty.
    - I nie mam historii życia. Zresztą, nawet jakbym miała, to bym ci o niej nie opowiedziała, bo jesteś stary i nie rozumiesz problemów nastolatków - odparła buntowniczo i pokazała mu język, wracając przy tym na swoje miejsce.

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  153. - Da pan kieliszek. A sobie to ja szklaneczkę wezmę. - Uśmiechnął się chłopak. On już zaprawiony w boju był, więc jemu to by nie poszkodziło. - Od razu mówię, na pszenżycie robiona. Swojska. Żadnych konserwantów i innych tam "E- coś tam, coś tam". - Znalazł odpowiednie szkło i polał. Po pokoju rozlazł się zapach pszenżyta i spirytu. Dziadek wiedział co jest dobre. - No to w takim razie moje i pana trenera zdrowie. - Wzniósł toast.

    OdpowiedzUsuń
  154. Po moich plecach przebiegł dreszcz, kiedy ten przejechał dłonią po moim ramieniu. Chyba to wino zaczęło mi już dziwne rzeczy w głowie robić.
    - Fakt. Dosyć dużo ludzi mi to mówi- zasmiałem się cicho- Ale na pewno nie są to moi rodzice- dodalem po chwili- Chcesz zobaczyć jeszcze tatuaż na łopatce?- zapytałem- Czyli sądzisz, że bez podtekstów byłoby nudno... Interesujące. Możesz coś jeszcze na ten temat mi powiedzieć?- spojrzałem na niego. Miał takie kuszące wargi... I to spojrzenie... Chyba zaczynałem wariować.

    OdpowiedzUsuń
  155. - To jest Męska, proszę pana. - Powiedział chłopak i wypił połowę zawartości swojej szklaneczki. - Ale niezła jest. Temu to pan nie zaprzeczy. Widziałem pana minę. - Zachichotał blondyn. - Rodzice? Gdzież tam znowu rodzice. Gdyby się dowiedzieli to miałbym przypał jak stąd do Moskwy. - Powiedział. - Oni o tym nie wiedzą. Ba, nawet młody nie wie nic o tym. A to dziadek co jakiś czas mi przesyła. Próbował mnie nauczyć jak to cudo zrobić, bo y nas to taka tradycja z dziada pradziada... No, ale rodzice się nie zgodzili... - Stwierdził ze zrezygnowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  156. On miał w sobie coś takiego magnetyzującego w sobie. Coś mnie do niego ciągnęło. Ale nie wiedziałem dokładnie co. Nie zwracając uwagi na nic sciagnalem z siebie koszulkę. Inaczej nie dałoby się w całości tego zobaczyć. Indianskiego szamana. Mój najnowszy nabytek. Na torsie też miałem kilka tatuazy. Ale to było nic w porownaniu z tym na lopatce.

    OdpowiedzUsuń
  157. - Ale nie tylko samym alkoholem człowiek żyje trenerze. Gdyby tak było to z mojego pokoju zrobilaby się melina. A poza tym to nie każdy ma okaże tego próbować. Bo to towar niemalze deficytowy jest. Ale też i ekonomiczny. Po trzech kieliszkach już większość kolegów i koleżanek odpada. Chyba mająza słabe głowy. - Powiedział chłopak. - A dziadek to już na wojnie Męską zasłynął. - Zasiał się serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  158. - I tak wnukom nie będę opowiadał o nich. Bo nie będę takowych posiadał- wzruszylem mimowolnie ramionami. Dopiero teraz zauważyłem jego tatuaż. - Też jest fajny- dotknalem jego szyi.

    OdpowiedzUsuń
  159. - Wszyscy mają podobne zdanie o Rosjanach. Jak nie alkoholicy to z mafii. Albo od razu dwa w jednym. - Chłopak spojrzał na niego z wyrzutem. - Przez Męską to dosyć często proszą mnie, abym nie przynosił wódki na imprezy, bo później większość z nich nie pamięta nawet jak do łóżek trafiła. - Zachichotal chłopak. - Ale ta wódka którą oni ze sobą przynoszą... To raczej oranzada niż wódka. - Prychnal Abramovich.

    OdpowiedzUsuń
  160. - Moi też mi suszyli głowę za te tatuaze. Ale nie mogli nic na to poradzić. Wiedzieli, że jak się na coś upre to predzej czy później... Osiągamy swój cel- uśmiechnąłem się do niego , ukazujac rzadek bialych zębów. Chyba zdążyłem się domyślić w jakim kierunku zmierzamy. Ale miałem to głęboko gdzieś. Przyciagnalem go bliżej siebie. Tak, że stykalismy się nosami.

    OdpowiedzUsuń
  161. - Przynajmniej jakoś wyglądają- stwierdziłem- Mój kumpel miał do tego smykalke. Ale zadarl nie z tymi ludźmi co trzeba... I świec mu panie nad duszą.... Czy jakoś tak- usmiechnalem się do niego. Polozylem dłoń na jego karku. Odwzajemnilem jego pocałunek. Calowalem go zachlannie.

    OdpowiedzUsuń
  162. To już tylko wielki i nieprzenikniony ból Anayi, że nie dowie się prawdy o tej kobiecie. O ile w ogóle istniała. A nie była niespełnioną fantazją młodzieńczego umysłu Jacka. Takie rzeczy też ponoć się zdarzały... ktoś wymyślił sobie idealnego partnera i z biegiem czasu sam zaczynał wierzyć w jego istnienie.
    Nie była nawet pewna, czy to nie zaliczało się na poczet jakiejś poważnej choroby psychicznej...
    No masz i znowu zaczyna jeździć po Froście. Przynajmniej nie na głos, choć spojrzał w tym momencie na nią w taki sposób, jakby podejrzewał, że chodzą jej po głowie dziwne myśli.
    Anayi ani trochę nie przeszkadzał brak młodych i atrakcyjnych nauczycielek w placówce. Co najwyżej dziwił, ale na pewno nie smucił. W końcu nie lubiła jak ktoś obecny w pomieszczeniu zwraca na siebie większą uwagę niż ona sama. Kompleks Boga się kłania...
    - Naprawdę wyglądam na osobę, którą obchodzi los "biednych, niewinnych zwierzątek"? Pewnie zjadłabym własne dzieci, gdybym je miała. - wzruszyła delikatnie ramionami, bo jego pytanie było dość... absurdalne? W jej przypadku tak. Ale za to uzasadnione, bo miał rację z tym, że wiele młodych dziewczyn podejmowało się przestrzegania różnych, dziwnych diet z powodów nie innych jak moda.
    Mogła mu nakłamać o jakichś niestworzonych historiach, ale w sumie po co? Niby czemu miałaby okłamywać Jacka?
    - Jak myślisz, kto obejmie urząd prezydenta po Obamie? - spytała natychmiast, gdy tylko wspomniał o tematach, których ma "nie poruszać". Zły ruch.
    - Żartuję, w sumie mam to gdzieś. I źle zadałeś mi pytanie. Jeśli chcesz, żebym ci coś opowiedziała, to zasugeruj, żebym powiedziała ci jak wspaniała jestem. O tym mogę mówić i przechwalać się cały dzień. Ale ktoś tak zakochany w sobie jak Ty powinien już dawno zrozumieć jak to działa, prawda? - spytała, unosząc delikatnie brwi ku górze, bo tak. Dalej utrzymywała, że na tym polu ona i Frost są do siebie niezwykle podobni. Bo niby skąd miała wiedzieć, że się myli?

    OdpowiedzUsuń
  163. Przeszla przeze mnie fala gorąca. Czułem jak podniecenie rośnie z każda chwilą. Oderwalem się od niego na chwilę. Dyszalem ciężko i szybko. Pogladzilem.go po policzku. Zaraz jednak moje dłonie zaczęły błądzić pod jego koszulka.
    - Możesz uznać mnie za szalenca... Ale chcę ciebie- szepnalem mu do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  164. - Ale i tak czy siak wszyscy obawiają się Putina. Gdyby tak założyć embargo na rosyjskie produkty i marki... Zmiękłby dosyć szybko. - Stwierdził chłopak. Zaraz na jego twarz wkradla się zaduma. Zamyslil się nad czymś. A może nad kimś. - Ostatnio poznałem kogoś. Była ładna i dobra. Trenerze, czy jest kobieta idealna? Taka, za którą można byłoby dać się posiekać i umrzeć? - Zapytał całkiem serio.

    OdpowiedzUsuń
  165. Musiałem przyznać, że podobało mi się jego zdecydowanie. I jego pewność siebie, gdy pchnal mnie na łóżko. Zdążyłem dostrzec, że jest ode mnie starszy. Ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Zdjalem z niego koszulkę i rzuciłem gdzieś. Calowalem jego usta z pożądanie i pasją. Czułem się jakoś dziwnie. Ale za razem i dobrze. Tak jakoś bezpiecznie... Jeknalem głośno i przeciagle, gdy tak mnie dotykał. Nogami oplotlem go w pasie. Syknalem cicho, kiedy zaczął mnie przygryzac. Przyssalem się do jego szyi, robiąc mu sporą malinkę.

    OdpowiedzUsuń
  166. - Śni mi się po nocach. Wygląda... Jak jakiś anioł. Ma cudowny głos i jest dla mnie dobra... Ale... Ale skoro ona dla mnie jest idealna, to czy nie jest już idealna dla kogoś innego? - Zapytał i dopil swoją porcję alkoholu. Zaraz polał sobie następną. - Mam pomysł! - Wzniósł palec w geście eureki. - Idę do pokoju i poszukam pierścionka. A jak u siebie nie mam to młody pewnie ma. Bo on różne pierdółki lubi zbierać. Poczynając od materacow po przez pierścionki a na czołgach kończąc. - Chodziło mu o składane modele, ale zapomniał wytłumaczyć. - I pójdę jej się oświadczyć.

    OdpowiedzUsuń
  167. "Uroczo"- przemknelo mi przez myśl. Nie musieliśmy się spieszyc. To fakt. Jednakże ja nie umiałem mu odmówić. Może w innych okolicznościach... Ale dzisiaj gdzieś to całe wzbranianie się ulecialo niczym powietrze z balonika. Nie powstrzymałem także impulsywnego szarpniecia biodrami. Domagałem się więcej. Zatopiłem swoje dłonie w jego włosach.
    - W takim razie czekam na więcej- szepnąłem mu do ucha kusząco.

    OdpowiedzUsuń
  168. - W tym momencie to pan mnie obraza. - Powiedział chłopak, a w jego słowach zabawnie wkradl się rosyjski akcent. I to typowe szeleszczace gloski. - Mienia zawut Sasha. Niet idjot. - Powiedział. Czasami jeszcze mu się zdarzało zapominać amerykańskich słów. Przeważnie po alkoholu. - A później wezmę z nią ślub. I będzie matka moich dzieci. A ja będę jej mężem i będę ojcem jej dzieci.... I tak będzie. Może pana zaproszr na ślub. Ma pan wizę? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  169. Jeknalem głośno, kiedy poczuł em jak ten włożył we mnie palec. Z każdym ruchem zaczął em nieco unosić biodra. Wzdychalem l i patrzyłem na niego spod przymruzonych powiek. Z mojego gardla wyrwal się pomruk zadowolenia.

    OdpowiedzUsuń
  170. Dziękować nie wiadomo komu, że Frost był na tyle wyrozumiały, że dał mi trochę czasu, abym przyzwyczaił się do niego. Co rusz wzdychałem albo jęczalem nieprzyzwoicie. Kiedy zaczął się poruszać wbiłem mu w skórę paznokcie aż moje knykcie zrobiły się białe. Poruszałem biodrami co jakiś czas zaciskając się na jego męskości.
    - Jack...- było mi już dobrze, a z każdym pchnięciem nawet coraz lepiej- Mocniej- niemalże go błagałem.

    OdpowiedzUsuń
  171. - I nawet słyszę jej głos. - Powiedział nastolatek, opróżniając swoją szklankę do dna. I rzeczywiście na zewnątrz dało się słyszeć radosny, dziewczęcy śmiech. Sasha podniósł się i wyjrzał przez okno. I nagle uśmiech z jego twarzy zniknął. A on sam miał ochotę się pochlastać. Ann, jego Ann właśnie całowała się z kimś innym. Blondyn pociągnął nosem, zwiesił głowę i smutno oznajmił, że ślubu nie będzie, i że jego serce właśnie zaliczyło jakiegoś okropnego samobója.

    OdpowiedzUsuń
  172. I ja także przyspieszyłem swoje tempo. Czułem jak wszystko kumuluje się gdzieś tam w podbrzuszu. Byłem już na granicy dojścia. Jeszcze kilka jego pchnięć. Jeszcze trochę pieszczot Jacka na moim kroczu... Złapałem haust powietrza i wykrzyczałem jego imię. A przy tym samym doszedłem. Biała maź wylała się na dłoń Jacka.

    OdpowiedzUsuń