WITAJ!

Wrzesień właśnie się rozpoczął. Uczniowie witają nowy rok szkolny, wciąż ciesząc się promieniami słońca. Wszyscy powoli wracają do swoich normalnych obowiązków, starając się zapomnieć o wakacjach oraz wdrożyć w coraz to nowe obowiązki.

kontakt: soxpointless@gmail.com

Serdecznie zapraszamy do zapisów!

środa, 27 sierpnia 2014

Magic always comes with a price.

                          

Corinne Rose Evans
||| 13.03.1997 | II Klasa | Informatyka | Pokój 22A | Malarstwo | Rzeźba | Fotografia | Jazda konna | Strzelectwo | Literatura | Teatr | Słuchawki w uszach 24/7 | Mol książkowy | Zapalony gracz | Pełna sprzeczności | Leniuch | Uwielbia spać | Lubi sport | Fanka parapsychologii | Za duże bluzki, bluzy i swetry | Szafa pełna koszul | Chuda szatynka o niebieskich* oczach | problemy z koncentracją | Zbyt emocjonalna | Uczulona na dym papierosowy | Bogate zainteresowania | Kreatywna | Zapominalska | Wieczny brak czasu | Eksperymentuje z kolorami włosów | Uwielbia jeździć na łyżwach | Kotka, Agnes | Dusza artysty, ubiór też | Maniaczka seriali | Często przesiaduje w Altance | Marzycielka | Jest pewnego rodzaju komputerowym geniuszem | Wyjątkowo dojrzała jak na swój wiek | Zaawansowana arachnofobia | Paniczny strach przed wszelakimi robakami |||

Z roku na rok relacje Cori z rodzicami pogarszały się. Kiedy miała 12 lat zaczęli przeprowadzać się z miejsca na miejsce. Nigdzie nie zagrzewali miejsca dłużej niż rok. Kiedy dziewczyna znajdowała sobie przyjaciół musieli wyjechać... Tak było 4 razy. Będąc w Stanach Corinne powiedziała dość. Stwierdziła, że woli wreszcie poczuć się gdzieś jak w domu. Nawet jeśli tym domem, miałby być internat. W taki o to sposób mieszka w internacie 2 rok. Czy tęskni za rodzicami? Może trochę. Jednak tak na prawdę, jej najbliższą rodziną jest starszy brat, który regularnie ją odwiedza. Kocha go najbardziej na świecie. Tak jak on ją. Pomaga jej jak tylko może. Corinne kiedyś twierdziła, że w zamian za takich rodziców ma najwspanialszego brata na świecie. Alex jest 2 lata starszy od dziewczyny i zajmuje niewielkie mieszkanie w Hollywood w stanie Floryda. No tak, zapomniałam wspomnieć, że Alex próbuje być aktorem. Na razie z marnym skutkiem. 

To właśnie od niego dostała Agnes. Na 16 urodziny przyjechał, włamał się do jej pokoju zostawił wszystkie rzeczy dla kota, a samą śpiącą Agnes ułożył na łóżku dziewczyny i jak gdyby nigdy nic spędził z nią normalnie dzień. Toteż dziewczyna była bardzo zaskoczona obecnością kotki w swoim pokoju. Całe szczęście Alex zostawił list z wyjaśnieniami. Od razu do niego zadzwoniła i nazwała go kompletnym idiotą w podziękowaniu. Jak mógł ukrywać przed nią obecność takiego cudnego stworzenia przez cały dzień?! Co gdyby coś jej się stało! Dziewczyna nigdy by sobie tego nie wybaczyła mimo, że nie była to jej wina ani nawet jeszcze nie znała kota. Dlaczego miałby cierpieć ktoś niewinny? Dlaczego kot miałby cierpieć z powodu głupoty jej brata?
Przez to pół roku dziewczyna strasznie zżyła się ze zwierzęciem i dba o nią najlepiej jak umie. Prawie się z nią nie rozstaje, często chowa ją w swoim ubraniu przemycając w ten sposób do różnych miejsc. 

Od dziecka towarzyszyła jej sztuka. Zaczynała od dziecięcych abstrakcyjnych form, które kreowała za pomocą farb lub gdy nie miała ich pod ręką - kredek. Swoje emocje przelewała na płótno. I tak zostało jej do dzisiaj. Pomimo, że uwielbia spać zdarzają się noce gdy jak w transie maluje jakiś obraz. Uwielbia malować w plenerze toteż bardzo często można ją spotkać ze sztalugą w altance. Jeśli akurat tam nie maluje to albo siedzi albo po prostu słucha muzyki. Od pewnego czasu woli samotność niż ludzi. Nigdy jej się nie nudzi. Boi się, że jeżeli się z kimś zaprzyjaźni to znowu będzie musiała wyjechać. Corinne jest artystyczną duszą. Para się wszystkim. Malowaniem, fotografią nawet wykona od czasu do czasu jakąś rzeźbę! Gdy ma
natchnienie próbuje pisać wiersze lub krótkie opowiadania. Pomimo jej lenistwa, które tyczy się głównie nauki, Cori lubi sport. Głównie jazdę konną, ale też chętnie strzela z łuku. Strzały pomagają jej się wyżyć. Od czasu do czasu też pływa, nie na zajęciach, dla relaksu. Jak to kiedyś ujęła "lepiej myśli się pod wodą" Gdy maluje zapomina o wszystkim dookoła, więc gdy wychodzi z twórczego transu sama jest pokryta sporą ilością farby. Jednak dziewczynie wcale to nie przeszkadza. Wspominałam już o kolejnej pasji dziewczyny? Nie? Och, więc jest to informatyka. Kiedy inne dzieci uczyły się jeździć na rowerze Cori uczyła się obsługi komputera. Rodzice chyba nie chcieli by ich córka zamiast chodzić po sklepach z psiapsiółkami rozkręcała właśnie nowy komputer. No cóż. Trzeba było ją wychować. Mają za swoje. Ktoś mógł zadać sobie pytanie. Jak ona znajduje na to wszystko czas. Cóż. Jeśli nie ma się z kim wychodzić to zawsze się zyskuje te parę godzin. Corinne świetnie sobie radzi z planowaniem czasu. Człowiek orkiestra. Czyta, pisze, maluje, hakuje, rzeźbi i jeździ, strzela i gra i ze zdjęciem natury radę sobie da. Nie ma w informatyce dziedziny, którą się nie zajmowała lub o której nie miałaby pojęcia. A przynajmniej tak sądzi. 

-------------------------------------------------------

Dobry!
Twarzyczka: Nina Dobrev
Cytat: Once Upon a Time, Rumpelstiltskin
Wątki bardzo chętnie! Wszelakiej maści!
Karta pewnie będzie zmieniana i aktualizowana c;
*Nina nie ma niebieskich oczu, tak wiem. Ale na potrzeby owej kart ma! Tadam!


57 komentarzy:

  1. [Witam się ładnie. Życzę owocnych wątków i ciągle głowy pełnej pomysłów. Widzę, że zdjęcie kota zmienione - świetne jest <3 Zapraszam do wątków chociaż chwilowo nie mam pomysłu jakby te nasze postacie powiązać ;)]

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam serdecznie na blogu!
    Życzę owocnej współpracy ze współautorami i wielu godzin dobrej rozrywki :)]

    Administracja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dziękuję bardzo :3 Oby przybywało nas tu coraz więcej i żeby blog dobrze się rozwijał :D]

      Usuń
  3. [Mogę opublikowac kartę? :) ]

    /Elizabeth Wallin

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dobra, a więc z racji tego, że jestem wręcz spragniona wątków mój mózg działa na nieco wyższych obrotach niż normalnie. Co powiesz na to, aby się poznali krótko po tym kiedy Cori dostała kota? Mógłby jej uciec i akurat Ethan by go znalazł. Załóżmy, spędził by ze stworzeniem dwie godziny i idąc do swojego pokoju spotkałby dziewczynę - oddał by jej kota i w ten sposób by się poznali. Mogliby później czasami pogadać na korytarzu i tak by się jakoś ich znajomość rozwinęła. Może nawet by się zaprzyjaźnili? Wcześniej Ethan był raczej spokojnym i ambitnym, młodym mężczyzną z celami w życiu. W te wakacje dowiedział się o tym kim jest jego ojciec i wrócił do szkoły nieco odmieniony. Cori mogłaby zauważyć, że coś się w nim zmieniło i mogłaby próbować to z niego wyciągnąć.
    Chociaż wyczytałam w karcie, że Cori raczej się nie zaprzyjaźnia - to od czasu znalezienia kota mogliby po prostu się kumplować. Czasem pogadać, wyjść gdzieś czy coś. Teraz po powrocie z wakacji po prostu zauważyłaby, że dzieje się z nim coś złego. Co dalej - nie mam pojęcia wyszłoby w wątku.
    Na chwilę obecną nie mam innych pomysłów. Myślałam, też o tym, że może Ethan przyjaźniłby się z chłopakiem który się podoba dziewczynie, lub z którym była, ale to nie pasuje do faktu, że Cori się nie zaprzyjaźnia :) W każdym razie to by były moje propozycje na chwile obecną, o :)]

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wolałabym, abyś Ty zaczęła jeżeli to nie problem, spokojnie wytrzymam do jutra ;)]

    Ethan Moore

    OdpowiedzUsuń
  6. [Zauważyłam kilka błędów: za dużo przecinków w zajęciach dodatkowych, 'Dziewczyna nigdy by sobie tego nie wybaczyła mimo, że nie była to JEJ wina ani nawet jeszcze nie znała kota.' i jeszcze kilka brakujących przecinków :D Jaki genius Ci z niej wyszedł :D pomysłu niestety nie mam ;<]

    Gareth.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Uff, mam już postać, więc teraz mogę zaproponować wątek. Widzę, że oboje chodzą na jazdę konną, więc na pewno się znają :)
    Jakieś konkretne pomysły? Zdecydowanie wolę zaczynać...]

    Aidan

    OdpowiedzUsuń
  8. Aidan uwielbiał zwierzęta, nie dziwne więc, że wybrał akurat jazdę konną jako jedno z zajęć dodatkowych. Początkowo nie był do końca przekonany, czy aby na pewno da sobie radę (w końcu nie był jednym z tych bogaczy, którzy urodzili się w siodle, w dodatku z rakietą do tenisa w dłoni), ale szybko pokochał ten sposób na spędzanie wolnego czasu. Codziennie znajdował w swoim grafiku chociażby pół godziny na krótką przejażdżkę. Teraz, jako że wakacje jeszcze się nie skończyły, a przez ostatnie dwa miesiące nie miał żadnego kontaktu ze swoim ulubionym koniem, zapakował parę kanapek i butelkę soku pomarańczowego do swojego plecaka, by móc wybrać się na długą, popołudniową przejażdżkę.
    Już miał startować, kiedy zauważał wsiadającą na swojego rumaka Corinne. Nie znali się zbyt dobrze, ale kojarzył ją z lekcji jazdy. Na początku radziła sobie o wiele lepiej od niego.
    Samotność mu wprawdzie nie przeszkadzała, jednakże wtedy zdecydowanie za dużo myślał. Z ulgą przyjął więc jej obecność. Może zgodzi się na pojechanie z nim? W końcu towarzystwo zawsze się przyda.
    Zeskoczył ze swojej klaczy, po czym prowadząc ją za sobą podszedł do panny Evans.
    - Hej - powiedział z uśmiechem, ściągając tym samym na siebie uwagę ciemnowłosej. - Jestem Aidan. Chodzimy razem na jazdę konną. Nie wiem, czy mnie kojarzysz... Co byś powiedziała na wspólną przejażdżkę? Mam sporo jedzenia, ale niestety brakuje mi towarzysza.

    Aidan

    OdpowiedzUsuń
  9. [Nananana cześć Cori-Clarie ;p Ja cem wontkaaaaa. Myślmy na GG, tak.]

    Gingers

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Nina *.* Za wizerunek już kocham <3 xD
    Pomysł jak najbardziej mi odpowiada, a jemu różnica wieku nic nie robi ;)
    Mam tylko ogromniastą prośbę... Zaczniesz? *oczy kota ze Shreka* ^^ ]

    Logan

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Ba! Jumper to świetny film i zdecydowanie za krótki :D
    Relacje? Mi to obojętnie, ale skoro będą sobie gaworzyć w grze to myślę, że raczej z początku na coś przyjaznego postawimy ;) ]

    Logan

    OdpowiedzUsuń
  12. Aidan zaśmiał się cicho na wspomnienie o grze. Kojarzyło mu się to z tymi „szalonymi” grami w butelkę w podstawówce, kiedy to żaden z uczestników nie był na tyle odważny, by wybrać wyzwanie.
    Przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad jakimś sensownym pytaniem. Nie będzie przecież pytał ją o to, jaki jest jej ulubiony kolor, to byłoby kompletnie bez sensu.
    - Jaka jest twoja prawdziwa historia? – powiedział, całkiem dumny ze swojego niby niepozornego pytania. Było zwykłe, ale jednak niebanalne. I znaczące. Stanowiło jakiś tam fundament do dalszej rozmowy.
    Aidan nie odwracał wzroku od Corinne, chłonąc każdą jej reakcję. Był dobrym obserwatorem, choć nie zawsze odpowiednio interpretował to, co widział. Czasem łapał się na tym, że wyobrażał sobie coś, co nigdy nie miało miejsca, a później gnębiło go to całe wieki, aż do czasu całkowitego wyjaśnienia owej sprawy.

    Aidan

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak niemal każdego dnia Logan zaszył się w swoim mieszkaniu obok szkoły i odpalił komputer, który pracował już parę godzin. Swój poprzedni sprzęt spalił, przegrzał się i poszły jakieś obwody. Zabrał się nawet za naprawę, ale to nic nie dało, więc zainwestował w nowy i znacznie lepszy sprzęt.
    W ciągu swojego życia grał już z milion godzin i grał w mnóstwo gier. Do jednych nawet tworzył kody, czy nowe mapy. Robił po prostu mnóstwo rzeczy, które nie chcąc się chwalić, wychodzą mu bardzo dobrze. W Internecie wypatrzył kolejną grę, która go zaciekawiła, więc prze parę dni nie wychodził niemal z domu, wciągnięty w wirtualny świat. Przez sieć miał znacznie lepszy kontakt z ludźmi, nieważne, czy starszymi, czy młodszymi.
    Uśmiechnął się pod nosem widzą nową wiadomość.
    @Logr19: Hej, czemu nie. Na pewno damy radę.
    Dobrze wiedział o co chodzi, bo sam już spróbował się z tym trollem rozprawić i skończyło się na tym, że zostało mu niemal zero życia, a troll pozostał nieuszkodzony. Czasem nawet gry wymagają pracy zespołowej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Szwendał się po korytarzach szkoły bez żadnego celu. Mijał kolejne, wielkie, drewniane drzwi, które głównie prowadziły do klas i toalet. Nie zatrzymywał się, szedł cały czas przed siebie, sam nie wiedział po co się ruszył ze swojego pokoju. Równie dobrze mógł tam siedzieć i gnić, przez najbliższe godziny. Przecież potrafił wpatrywać się w pustą ścianę przez długi czas. Jego życie było ostatnio jedynym wielkim przypadkiem. Serią zdarzeń, nad którymi Ethan nawet nie próbował panować.
    Pewnie szedł by dalej, wciąż bez zatrzymania, gdyby nagle przed jego nogami nie znalazł się mały, czarny kot. Początkowo chciał go zignorować, iść dalej. W końcu co go obchodziło te stworzenie? Nie interesował się własnym życiem, a co dopiero jakiegoś kota. Jednak, kiedy miaukną, coś w Ethanie pękło.
    Schylił się w dół i wyciągnął przed siebie dłoń. Nie spodziewał się, że kot podejdzie i zacznie go lizać. Kąciki ust nieznacznie uniosły się w górę. Czyżby żywe stworzenie było czymś, czego właśnie potrzebował panicz Moore?
    Wziął kota szybko na dłonie i ruszył w stronę swojego pokoju, spokojnie szedł, oddychając miarowo. Był już w połowie drogi, kiedy nagle wyrosła przed nim drobna brunetka. Zamrugał nerwowo, poczuł jak kociak powolnie wyciąga pazurki, tym samym wbijając je w gołe przedramiona Ethana.
    - Chyba właśnie odnalazła się Twoja właścicielka - mruknął do kota, widząc minę dziewczyny.

    Ethan Moore
    [wybacz, coś słabo mi to wyszło]

    OdpowiedzUsuń
  15. @Logr19: okej :) Tylko się zabić nie daj! Odpisał po czym jego palce zwinnie przesunęły się po klawiszach klawiatury, które znał już na pamięć i to dosłownie. Z wprawą poprowadził swoją postać i wcisnął odpowiednią kombinację klawiszy wykonując "specjalny" atak, który miał odblokowany na swoim lvl'u. Szybko nabijał następne, bo grał bardzo dużo, a w mniemaniu niektórych nawet za dużo. Z nią, co nie zdarza się, aż tak często, grało mu się i nawet pisało przyjemnie. Czasem jak nie chciało mu się robić nic specjalnego po prostu sobie z nią pisał. Zdecydowanie nie był, aż tak otwarty i wygadany w realnym świecie. Sam nie wiedział skąd to się bierze, ale tak znacznie łatwiej mu się rozmawia.
    Zadawali cios za ciosem wzajemnie się osłaniając by nie stracić za dużo życia lub nie dać się wykończyć trollowi, który hp miał zdecydowanie za dużo. W końcu jednak musiał ulec ich atakowi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Spojrzał na nią marszcząc przy tym lekko brwi. Nie był przyzwyczajony do rozgadanych ludzi. Ostatnimi czasy wszyscy koło niego milkli, a nawet jeżeli ktoś coś mówił to raczej go pouczał i próbował tłumaczyć, że jego zachowanie jest złe i powinien je zmienić. Ciągle ktoś go namawiał do mówienia, wszyscy próbowali z niego wyciągnąć powód jego zmiany. Teraz, widząc przed sobą dziewczynę gadającą tak normalnie, tak po ludzku był po prostu w szoku.
    - Eee - wydukał, rozglądając się dookoła. Nie miał przy sobie zegarka, nie miał pojęcia, która obecnie może być godzina - jak wychodziłem była ósma. Teraz może będzie dziewiąta.
    Naprawdę był w szoku. W końcu spotkał na drodze kogoś, kto się nim nie przejmował, kto nie chciał prawić mu morałów. Uśmiechnął się lekko pod nosem i spojrzał ponownie na dziewczynę.
    - Ethan, jasne... Nie ma problemu - odpowiedział spokojnie i ruszył spokojnie za nią.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdy kot wyskoczył z jego rąk, zrobiło mu się jakoś tak dziwnie pusto. Nie wspominając o tym, że poczuł lekki chłód. W końcu kociak tak przyjemnie grzał jego przedramiona. Uśmiechnął się lekko do dziewczyny.
    - Szczerze mówiąc nie mam pojęcia - mruknął, sam rzadko do niej chodził. Zazwyczaj żywił się na mieście - ale wiem, co na pewno będzie czynne w mieście - dodał. Trochę tak jak gdyby zaproponował jej wspólny posiłek, chociaż sam do końca nie był tego pewien. Może potrzebował odrobiny czasu w towarzystwie kogoś tak normalnego, rozgadanego i przede wszystkim niedręczącego go niepotrzebnymi pytaniami.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  18. Chwilę zastanowił się co jej odpisać. W sumie mogli spróbować.
    @Logr19: Możemy spróbować. W sumie co to dla nas :D Najwyżej będziemy zwiewać ;) Wysłał wiadomość po czym zaczął przeglądać ekwipunek. Muszę zaraz wyjść z psem. Jęczy mi chyba od pół godziny o.o Napisał jeszcze, a jego wzrok skierował się na biało brązową suczkę amstaffa. Uśmiechnął się do niej. To był obowiązek, który wręcz kocha i musiał przyznać, że bez niej byłoby mu nudnawo. Idziesz z nami? Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale to co xd Dodał na czacie po czym rzucił Bestii jej ulubioną piłeczkę tenisową, za którą po chwili zaczęła szaleć. Zaśmiał się pod nosem i przeniósł wzrok na monitor.

    [No szkoda, ale może coś się uda wykombinować by się na żywo spotkali :D ]
    Logan

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak naprawdę nie miał możliwości wypowiedzenia swojego zdania, z drugiej strony miał nagle wycofać się ze swojego pomysłu? Zignorować ją tak jak ignorował całą resztę otaczających go ludzi? Jasne, mógł to zrobić. Jednak coś tam w głębi serca podpowiadało mu, że nie powinien tego robić. W końcu może z kimś wyjść nie martwiąc się o to, czego będzie musiał wysłuchiwać.
    - Trochę - mruknął. Może nie był zbyt optymistyczny, a jego zapał był równy zeru, jednak cieszył się na te wyjście - jestem tu od pierwszego roku. Pewnie po prostu nie mieliśmy okazji... Inne towarzystwo. Pewnie chodzimy na całkowicie różne wydziały - powiedział, lekko unosząc kąciki warg w górę.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  20. [Przybyłam, uda nam się coś wymyślić? c:]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  21. Zaśmiał się do ekranu i spisał szybko numer.
    To ja zakładam psu smycz i wychodzę, a altankę w sumie mam bardzo blisko, więc zaraz w niej będę :D Wysłał sms’a po czym zagasił monitor, złapał Bestię na smycz i wyszedł z mieszkania. Jedyna altanka o jakiej istnieniu wiedział znajdowała się na terenie szkoły toteż tam się udał. Szkoła nie była jego ulubionym miejscem, choć i tak cieszył się, że istnieje taka, w której mógł się uczyć tego co lubił, aczkolwiek wątpił, czy były jeszcze jakieś zagadnienia informatyki, o których wcześniej nigdy nie słyszał. Gdy są jego hobby, w których szlifował swoje umiejętności od najmłodszych lat, ale na się także na innych rzeczach związanych z komputerami. Sam wielokrotnie z różnych części składał działający później sprzęt, znał się na Internecie, programach, sam je nawet pisał, ale zdecydowanie mistrzem jest w hakowaniu… wszystkiego. Nie raz i nie dwa włamał się na czyjeś serwery, komputery, czy nawet kamery w domu. Jeśli coś sprawiało mu trudność szybko uczył się kolejnej rzeczy i podwyższał sobie poprzeczkę. Teraz informatykę ma w małym palcu. Na co dzień nie przechwalał się swoimi umiejętnościami w tym zakresie, ale zdawał sobie z nich sprawę…
    Oczywiście mając psa na jednym końcu smyczy spacer nieco się wydłużał, ale w altance był już chwilę później. Nawet nie zwrócił uwagi na zbliżającą się w jego stronę dziewczynę. Znów sięgnął po telefon.
    No to jestem na miejscu, a ty? ;> Spytał przez wiadomość. Odruchowo podniósł wzrok, gdy usłyszał dźwięk przychodzącego sms’a. Bestia szczeknęła na ciemnowłosą.
    -Cicho.- Mruknął, a suczka ułożyła się u jego stóp.

    Logan

    OdpowiedzUsuń
  22. [Co Ty na to, żeby dziewczyny już się znały? Mogły na siebie wpaść w bibliotece, kiedy Corine dopiero co przyszła do szkoły. Sophie ją oprowadziła, pokazała wszystko, itp itd, no i w jakiś sposób mogły się zaprzyjaźnić. Jako, że Blackwood tak nagle wyjechała, nic nikomu nie powiedziała, to Cori może być zdziwiona jej widokiem, kiedy to zobaczy ją na szkolnym korytarzu/stołówce/w jakimś barze/ bądź na spacerze z Meredith. Marne, wiem c:]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  23. - Prawo - mruknął. Obecnie było to dla niego tak bardzo abstrakcyjne, to co robił każdego wieczoru... Gdyby tylko złapała go policja mógłby zapomnieć o karierze prawniczej. I pewnie nadejdzie taki moment, w którym będzie musiał się pożegnać ze swoimi dotychczasowymi planami. W końcu nic nie trwa wiecznie. Szczególnie, kiedy się nie dba o to, co ma dopiero przyjść.
    - O mnie? Nie ma o czym mówić - wzruszył ramionami, i szedł dalej. Jeszcze tylko kawałek. Na skrzyżowaniu prosto, później w lewo, przejść na drugą stronę i wejść w mały zaułek po prawej. Miejsce było skryte, ale warte poszukiwań. Ethan jadł tam najsmaczniejsze naleśniki. I nikt nigdy słowa złego nie powiedział. Nawet, kiedy przychodził na haju. Tam odnajdywał swój spokój. - Jeszcze tylko kawałek. A jeżeli chodzi o mnie... Naprawdę nie ma o czym mówić - kłamał. Może i dziewczyna nie rozpoczynała znajomości od kłamstwa, ale Ethan już tak. Bo co miał powiedzieć? "Cześć, jestem narkomanem. Co wieczór piję, biorę, zapominam kim jestem i teleportuję się do pokoju?" Raczej nie...

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  24. Stoję w altance na terenie mojej nudnej szkoły, a przede mną stoi ciemnowłosa dziewczyna o niebieskich oczach, chyba :D Jest ładna pogoda ;) A ty? Odpisał i zerknął kątem oka na przybyłą, gdy znów jej telefon wydał krótki dźwięk. Kaciki jego ust zadrżały. Czyżby, aż taki zbieg okoliczności, że pisał i grał z kimś ze szkoły? W sumie to nie byłoby nic nadzwyczajnego, bo to szkoła z informatycznym profilem i znał sporo osób, które lubiły spędzać swój czas przed komputerem jednak tej dziewczyny, która właśnie energicznie wystukiwała w telefonie wiadomość nie znał. Oparł się o drewnianą ścianę altanki i spuścił wzrok na Bestię, która węszyła w powietrzu. Pokręcił głową do własnych myśli. Gdyby jego przypuszczenia okazały się prawdą, roześmiałby się. Rzadko kiedy zdarzają się takie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Zaopatrzona jestem w herbatę, i coś do jedzenia, więc mogę zacząć, bo osoba ze mnie w gorącej wodzie kąpana i czekać mi się nie chce. Nie obiecuję że zaczęcie te będzie lotów wysokich xD]

    Wyjazd do Anglii był nagły. Sophie nie zdążyła się nawet sprzeciwić, wykłócić o to, że powinna zostać w Ameryce, że rodzice nie powinni podejmować takiej decyzji bez wcześniejszej konsultacji z nią. Powiadomienie o tym bardzo ją zabolało, bo wiedziała że już straciła w ich oczach. A ona w tamtym czasie właśnie potrzebowała obok siebie kogoś bliskiego, który pomoże jej uporać się z tą całą sytuacją. Wtedy miała mętlik w głowie, miotała się, i nie wiedziała co począć, jaką decyzję podjąć.
    Wyjeżdżając, zostawiła rodzinę, przyjaciół, znajomych. Oczywiście, kontaktowała się z nimi, pisała, rozmawiała przez internet, ale nie mówiła za dużo. Nikt ze znajomych w Ameryce nie wiedział, że spodziewa się dziecka. Ta wiadomość była ukrywana przez rodzinę Blackwood. Strzeżona jak jakiś najdroższy klejnot. Bo w końcu co powiedzieliby ludzie? Tak szanowana rodzina, a jedna z córek zaszła w ciążę w tak młodym wieku.
    Podczas pobytu za granicą przemyślała sobie wszystko. Spojrzała na świat inaczej, podjęła, jakby to ująć, walkę z tym, co zgotował jej los. Pomogła jej równiez babcia, która przygarnęła pod swój dach, i dała do zrozumienia, że to ona rządzi swoim życiem, i nikt nie powinien mówić jej jak ma robić. Dlatego zdecydowała się zatrzymać dziecko, bo wiedziała że sobie poradzi. Mimo iż może będzie sama, to sobie poradzi.
    Wróciła po roku. Odmieniona, inaczej patrząca na otaczający ją świat. Wydoroślała, bo musiała. Pojawiła się nawet w domu, żeby pokazać rodzicom ich wnuczkę. Powiedziała również, że wraca do szkoły, i nie potrzebuje niczyjej pomocy. Porozmawiała z siostrą, ale wiedziała że ich relacje się zmieniły, stały się bardziej napięte. A potem zawitała do szkoły, odebrała potrzebne książki, i próbowała zapomnieć, że nie było jej tutaj aż cały rok.
    -Cholerna szafka-mruknęła pod nosem, kiedy to z samego rana siłowała się z drzwiczkami. pech chciał, że otrzymała swoją starą szafkę, która zawsze sprawiała problemy, zacinając się. Po korytarzu kręciło się dużo osób. Starsi uczniowie, których znała, jak i również pierwszoklasiści, którzy jeszcze nie bardzo wiedzieli gdzie mieliby iść. Nie skupiała się na tym, czy obok jest ktoś znajomy, czy też nie. Kiedy w końcu udało jej się otworzyć drzwiczki, odetchnęła głęboko, odgarniając włosy. Wsadziła książki do środka, rozejrzała się na boki, i po chwili dopiero zobaczyła Corine. Corine, w jakimś sensie była jej bliska. Sophie mogła ją nazwać swoją przyjaciółką, bo dość dobrze znała pannę Evans, i vice versa, jak to mówią. Zamknęła drzwi, założyła na ramię pasek torby, i podeszła w jej stronę, nie wiedząc jak się zachować. Bo przecież odeszła, tak bez słowa wyjaśnienia. Odzywała się raz na jakiś czas, niewiele mówiąc. Dlatego nie zdziwiłaby się, gdyby Cori była zła, i nie odezwałaby się do niej.
    -Cori- Blackwood odezwała się w końcu, stając kilka kroków od dziewczyny. Spojrzała na nią, wzdychając cicho. I to by było na tyle. Blackwood zapomniała języka w gębie.
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  26. Zaśmiał się pod nosem, gdy dostał sms’a. Niby to nie specjalnie usadowił się na ławce niemal tuż obok nieznajomej dziewczyny. Był niemal pewien na sto procent, że to ona jest dziewczyną z gry.
    Pies jest biało brązowy, a chłopak usiadł na ławce? Wysłał wiadomość i zablokował ekran telefonu. Pogłaskał Bestię, która trąciła jego nogę łapą.
    -Tak, tak później pobiegasz.- Mruknął z uśmiechem, a suczka szczeknęła krótko. Rozsiadł się wygodniej i mimowolnie jego wzrok padł na brunetkę obok.- Ładna dziś pogoda.- Stwierdził na głos z nutą rozbawienia w głosie. Nie mógł się powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  27. Gdy z ust dziewczyny poplynela salwa smiechu, on takze sie rozesmial. Nie codziennie ma sie takie niespodzianki. Za zwyczaj, gdy chcial poznac kogos z sieci okazywalo sie, ze dzieli ich zbyt duza odleglosc, czasem siegajaca tysiecy kilometrow, wiec na prawde byl pozytywnie zaskoczony, ze owa dziewczyna z gry dzieli z nim kontynent, a nawet szkole.
    -Bestia, jeden z dwoch powodow dla ktorych opuszczam mieszkanie.- Powiedzial z rozbawieniem. Przeczesal wlosy palcami, taki odruch.
    -Dlugo jestes tutaj? W tej szkole?- spytal z nuta ciekawosci w glosie.

    [sorki brak polskich znakow, ale na tel jestem ;/ ]

    OdpowiedzUsuń
  28. [ A ona moze z nim robic co zechce xD ]

    -Szkola.- Odpowiedzial. Czasem tez musial napelnic lodowke i obkupic psa, ale to tez nie nalezy do najczestrzych czynnosci.
    -Ostatni rocznik, a dalej sie zobaczy.- Sam nie wiedzial co dalej ze soba zrobj, ale w sumie nigdzie mu sie nie spieszylo.
    Bestia zastrzygla uszami i podniosla sie na lapy. Wyciagnela nis w strone kotki i zaczela merdac ogonem.
    -Jesli nie jest sie kanapa i paczka z jakims jedzeniem jest sie calkowicie bezpiecznym. Jest calkowicie nie grozna.- Wyjasnil.- Sliczna kotka.- Przyznal. Na punkcie zwierzat tez ma bzika, ktory powiekszyl sie gdy przygarna Bestie, ale tego wyboru nie zaluje. Umila mu czas, a zreszta idealnie do siebie pasuja. Jesli chodzi o psa ma szczescie. Do ludzi juz mniejsze, ale mowi sie trudno. On na sile towarzystwa nie szuka, a jesli chodzi o to spotkanie musial przyznac, ze dziewczyna wydaje sie sympatyczna.

    OdpowiedzUsuń
  29. Skinął lekko głową na jej słowa. Była trochę jak takie małe dziecko, które chodzi za Tobą i ciągle mówi, chociaż Tobie nie bardzo chce się z nim rozmawiać. Nie, żeby Ethanowi jakoś szczególnie przeszkadzała, po prostu przyzwyczaił się już do ciszy, samotności.
    - Spoko, w zasadzie to bardziej ona mnie znalazła, niż ja ją - powiedział, przeczesując powolnie dłonią swoje ciemne włosy. Westchnął cicho i wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia o czym chciałby rozmawiać. W zasadzie nigdy nikt go o to nie pytał. Zawsze inni widzieli o czym chcą rozmawiać i o tym rozmawiali. Mówili jak to źle postępuje, jak niszczy swoje życie...
    - Wiesz, w zasadzie to mi to jest obojętne - mruknął - może Ty opowiedz coś o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  30. [Hejtuj moje wifi. piszę to drugi raz. No entusiasm.]

    - A teraz więc, moi drodzy, wiecie czym jest abstrakcja - mężczyzna wyłączył projektor, uśmiechając się głupkowato w stronę młodzieży.
    Wiedziała aż za dobrze, że tak naprawdę większość miała go w głębokim poważaniu. Niepozorny facecik w wytartej tweedowej marynarce nie miał posłuchu wśród uczniów. Kółko fotograficzne odbywało się teoretycznie, w teorii i polegało na oglądaniu kolejnych prezentacji. Nikt nie sluchał nauczyciela, a prawdziwe kółko fotograficzne zaczynał się po lekcji na korytarzu. Kolejne sesyjki selfie zaśmiecały karty pamięci bogatych dzieciaków, kiedy Dan biegała po parku czy lesie, fotografując co tylko jej się nawinęło. Tym razem też tak miało być. Miało.
    - Dostaniecie pracę domową, moi drodzy! - zatarł ręce, wiodąc nieobecnym spojrzeniem po młodzieży. - Temat... abstrakcyjna natuuuura - machnął ręką w niezidentyfikowanym kierunku.
    Po raz pierwszy mieli robić coś w praktyce natychmiast więc zrobił się gwar. Danielle uśmiechnęła się wesoło, wiedząc, że z łatwością wykona całą galerię do tego hasła. Już zaczynała obmyślać jakie ujęcia będzie musiała zrobić, kiedy...
    - Będziecie pracować w dwójkach. Szczegóły prac macie na biurku. Raz, dwa, dobierać mi się w pary!
    Oniemiała. Odwrócila spojrzenie w stronę okna. Z reguły stroniła od ludzi, zawsze pracowała sama. Skuliła si na krześle, chcąc ukryć się, zniknąć, stać się niewidzialną, uciec. Nie wyobrażała sobie pracy z kimkolwiek. Była zdecydowanie samotną fotografką.
    - Panno Gingers, proszę się ruszyć. Nie ma pani partnerki do pracy? - nie zdążyła nawet otworzyć ust, chciała protestować. - Corinne, słoneczko, popracujesz z panną Gingers?

    [Hejtuję bloggera i mojego łajfaja, yo.]
    Gin

    OdpowiedzUsuń
  31. Drugi rok. Dla niego było to wyjaśnienie ich nieznajomości. Nie wspominając już o innym kierunku, niektórych drugoklasistów z prawa kojarzył, czasami go zaczepiali pytając o profesorów, notatki i inne takie. W końcu kiedyś był najlepszym uczniem swojego roku. Tym razem nie będzie już takich sukcesów.
    - Tak, to tu - odparł spokojnie widząc radość dziewczyny. Otworzył drzwi i przepuścił ją. W końcu tak zachowywali się dżentelmeni. Jakieś resztki dobrego zachowania tkwiły w Ethanie. Podszedł do stolika mieszczącego się nieco na boku, zawsze przy nim siadał. Odsunął jej krzesło i uśmiechnął się blado.
    - Czyli jesteś tu po to, aby za bardzo nie przeszkadzać podróżującym rodzicom, tak? - zagadnął, uważnie jej się przyglądając.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  32. [Arachnofobia i lęk przed robactwem... Jak ja dobrze biedną Cori rozumiem! Prawdziwa dusza artysty, nie ma co ;> A na wątek mam pomysł taki - nocny seans malarsko - fotograficzny. Pizza, piwo, coś słodkiego. Najpierw Cori zajmowałaby się nowym obrazem, Rafael w tym czasie obrabiałby swoje zdjęcia w laptopie. Potem mogłaby usiłować go nauczyć co nieco namalować, a ze on do takowej sztuki talentu nie ma, mogliby razem stworzyć coś dziwnego. Nic nie narzucam, może również wpadniesz na jakiś pomysł ;>

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  33. Zamyślił się na dłuższą chwilę. Wiedział, że nie ma najmniejszej ochoty opowiadać całej prawdy i pluł sobie teraz w brodę, że w ogóle zadał to pytanie. Wielce mu się zachciało głębokich odpowiedzi, rozmyślania nad sensem życia i w ogóle tych wszystkich filozoficznych bzdur. Owszem, uwielbiał takie rozmowy, ale tylko wtedy, kiedy toczyły się tylko wokół jednej osoby, były na niej skupione. No i nie mógł to być oczywiście on. Nienawidził o sobie opowiadać, wszystkich więc zbywał stwierdzeniem, że nic ciekawego się nigdy w jego życiu nie zdarzyło. Wszyscy to łykali. Nikt nie potrzebował nudnych historii ani cudzych problemów na swojej głowie.
    - Hmm... - mruknął, by odezwać się dopiero po dwóch minutach. - Nie miałem zbyt ciekawego życia. Wiodę raczej jedne z tych nudnych, spokojnych egzystencji. Moja matka zmarła, kiedy miałem osiem lat. Trudno było mi się z tym pogodzić, ale ostatecznie jakoś to przełknąłem. Potem zamarzyłem, żeby zostać dobrym prawnikiem, więc zacząłem szukać najlepszych szkół, bym mógł zacząć ubiegać się o stypendium. Zawsze miałem głowę na karku, wiedziałem więc, że na pewno mi się uda, choć roboty z tym było co niemiara. Ale udało się i oto jestem.

    Aidan

    OdpowiedzUsuń
  34. [Myślałam, że mogliby być na początek takim dobrym koleżeństwem / przyjaciółmi. Bo jeśli Cori chciałaby od Rafcia coś więcej, musiałaby się nieźle namęczyć, bo to niemota do niewiast jest ;>]

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  35. Poczuła się nieco dziwnie, kiedy to Corine tak ją przywitała. Spodziewała się zupełnie innego zachowania, bardziej ignorowania jej osoby, niż... niż takiej radości. Bo gdyby Sophie znalazła się na miejscu Cori, gdyby jej przyjaciółka wyjechała bez słowa pożegnania, oraz wyjaśnienia, byłaby na nią zła. Bardzo zła.
    Ale cieszyła się jednak, że Evans nie ma jej tego za złe. Że nadal uważa ją za swoją przyjaciółkę. Przynajmniej Blackwood miała jedną osobę, na którą na pewno mogła liczyć.
    -Też tęskniłam-przyznała szczerze, odwzajemniając uścisk. Dobrze było mieć taką Corine przy sobie. Naprawdę bardzo dobrze.
    -Jasne, chodźmy na czekoladę. Obiecuję powiedzieć wszystko, jak na spowiedzi-dodała, ruszając za dziewczyną w stronę kawiarenki. Kiedy w końcu znalazły się na miejscu, i zajęły stolik, Sophie bez zaglądania w menu złożyła zamówienie. Gorąca czekolada z syropem miętowym, oraz kawałek ciasta orzechowego. To był niezastąpiony zestaw, który nigdy się jej nie nudził.
    Kiedy Corine zasypała ją pytaniami, przełknęła ślinę, układając sobie w głowie, co powiedzieć, a co utrzymać w tajemnicy. Wiedziała jednak, że prędzej czy później wszystkie te ukrywane tajemnice wyjdą na jaw, więc wolała powiedzieć wszystko od razu, właśnie teraz.
    -Rodzice wysłali mnie do Anglii, do babci. Nawet nie raczyli o tym ze mną porozmawiać, ot, zabukowali bilet i mnie tam wysłali. Tak więc przez rok byłam w Wielkiej Brytanii, no i... urodziłam dziecko. Mam córkę-powiedziała, uśmiechając się na koniec, po czym spojrzała na przyjaciółkę. Szybko, przelotnie, jakby bojąc się tego, jak przyjmie tą wiadomość.
    -Ale wróciłam, bo jakoś źle się tam czułam. I więc...jestem-dodała po chwili, splatając ze sobą palce.
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  36. Sophie uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Corine znowu zasypała ją pytaniami. Jak kiedyś, nie odpuszczała, chciała wiedzieć wszystko. Dokładnie. Kiedy miała zacząć znów mówić, zjawiła się kelnerka z ich zamówieniami, dlatego wpierw podziękowała kobiecie, a chwilę potem upiła łyk gorącej czekolady.
    -Mała nazywa się Meredith, jak moja babcia. Ma trzy miesiące, możesz ją zobaczyć nawet i dzisiaj, chrzestnej nie ma, bo nie ma jeszcze nawet chrztu, jakoś nie garnie mi się do załatwiania tego wszystkiego. Tylko tyle z tej Anglii, o nic ciekawego się tam nie działo, oprócz tego, że miałam prywatne nauczanie, i spotykałam się z kilkoma znajomymi-powiedziała, wzruszając przy tym ramionami.
    -I nie, nie rodziłam cały rok-zaśmiała się, spoglądając na przyjaciółkę. -Tylko okropne siedem godzin, które były najgorszymi godzinami w moim życiu, i nie chcę już tego nigdy więcej powtarzać-dodała, krzywiąc się na samo wspomnienie porodu.
    -Co chcesz jeszcze wiedzieć?-zapytała po chwili.
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  37. - To akurat łatwe pytanie - przyznał z ulgą. - Zazwyczaj coś czytam, spotykam się ze znajomymi lub urządzam sobie przejażdżki konne, jak dziś. Czasem spaceruję też po ogrodzie botanicznym, to dobra terapia, kiedy jesteś czymś zestresowany.
    Aidan rozejrzał się wokół, po czym wystawił na chwilę głowę w kierunku resztki promieni słońca. Po kilku sekundach znów odwrócił się w stronę swojej towarzyszki.
    - Mam jedno takie ulubione miejsce... Jest dość daleko, bo za lasem, ale naprawdę warto. Za jakieś dwadzieścia, trzydzieści minut będziemy na miejscu - posłał w jej kierunku swój firmowy, szeroki uśmiech.

    Aidan

    OdpowiedzUsuń
  38. [Cześć!
    Dziękuję. :D
    Ochota jest, z pomysłem gorzej. Za punkt zaczepienia możemy wziąć informatykę albo zajęcia z literatury. ]

    Jillian Chamberlain

    OdpowiedzUsuń
  39. Sama nie wiedziała, co ma myśleć. Owszem, do Corinne nic nie miała. Może nie pałały do siebie jakąś miłością, ale też nie rzucały się sobie z paznokciami do oczu. Neutralne stosunki to w większości specjalność Danielle. Starała się nikomu specjalnie nie podpadać, była w mniejszości. Wyjątkiem w szkole pełnej bogatych dzieciaków. Przyjrzała się partnerce, ściskając mocniej aparat.
    - Wszystko ma być na kartce - machnęła jej papierkiem przed oczami. - Mogłabyś trochę słuchać na zajęciach, po coś w końcu na nie chodzisz. Abstrakcyjna natura - powiedziała chłodno, podając zapisany kawałek papieru Evans.

    [Marnie.]
    Gin

    OdpowiedzUsuń
  40. [Hm, tak sobie myślę. Corinne lubi romanse albo harlekiny? Bo Jill nie, jeśli Corinne również, to mogliby im zadać jakieś wypracowanie/pracę na ten temat, najlepiej posiłkowane przykładami z literatury. Mogłyby sobie ponarzekać i w ogóle.]

    Jill

    OdpowiedzUsuń
  41. - Jakim cudem znajdujesz na to wszystko czas? – zapytał, śmiejąc się cicho. – A co do altanki, to muszę ci przyznać rację, też uwielbiam w niej przebywać.
    Spróbował spojrzeć z niepokojem na dziewczynę, kiedy ta uderzyła w gałąź, ale nie potrafił powstrzymać się od wesołego śmiechu. Gdyby tylko ona samą siebie w tamtym momencie widziała!
    Aidan zastanowił się przez krótką chwilę nad odpowiedzią. Wbrew pozorom było to dość trudne pytanie, jeśli ktoś nigdy się nad tym nie zastanawiał.
    - Miętową. Ale wiesz, taką, która niemalże wypala cię od środka – odpowiedział, a po krótkiej chwili zadał swoje pytanie. – Od kiedy malujesz? I co najbardziej lubisz malować? Wiesz, portrety, martwą naturę, krajobrazy…?

    Aidan/Adalyn

    OdpowiedzUsuń
  42. [Hm, sama nie wiem. Mogą od czasu do czasu pogadać o bzdurach, ponarzekać na szkołę albo wymienić się najnowszymi odkryciami literackimi.
    A zacząć mogę, pewnie, tylko tak bardziej wieczorem. :D]

    Jill

    OdpowiedzUsuń
  43. [No siemanko, Clarie :D Ten ostatni gif mnie natchnął, ciesz się, że nie musiałaś znosić mojego fangirla i zarzucania innymi gifami xD
    Na wątek oczywiście jestem chętna, Marco to nie Dan, więc relacje raczej bardziej pozytywne ^^ No, niech Cię olśni, bo u mnie wiatr hula xD]

    Marco M.

    OdpowiedzUsuń
  44. Teatr był chwilą wytchnienia dla Marcusa. Mógł udawać kogoś innego, poznać smak bycia swoim własnym przeciwieństwem, nawet przenieść się w czasie. Mógł być kim tylko chciał, kiedy tylko chciał i za to kochał aktorstwo. Ludzie na kółku zdawali się być tak samo nakręceni jak on, a atmosfera była wprost magiczna. To tu poznał najlepszych przyjaciół i swoją dziewczynę. Przepraszam, byłą dziewczynę. Ich rozstanie można było zaliczyć do najgorszych wspomnień Moneta. Wiedział, że to wszystko było głupim zbiegiem okoliczności (swoją drogą, dotychczas myślał, że takie zdarzają się tylko w dennych komediach romantycznych – jak to życie lubi zaskakiwać!), ale nie potrafił pozbyć się żalu do Corinne, że jednak mu nie zaufała, nie wysłuchała go. Dotąd pluje sobie w brodę, że był zbyt zaskoczony, by odtrącić tamtą dziewczynę od razu, że panna Evans musiała na to patrzeć, że przez to się rozstali. Między nimi naprawdę była chemia i każdy kto ich razem widział był gotów to potwierdzić. Ale co z tego, skoro już się rozstali?
    Nie mógł uwierzyć, że znów mają odgrzewać dzieło Szekspira. Widział to już w tylu interpretacjach, że miał stu procentową pewność, że nic dobrego im z tego nie wyjdzie. Próbował odwieźć profesora od tego banalnego i jakże beznadziejnego pomysłu, ale nauczyciel niewiele sobie robił z jego słów. Casting do ról ciągnął mu się w nieskończoność, a świadomość tego, że Corinne siedzi kilka krzesełek od niego wciąż była niezwykle bolesna.
    - I tak oto w tym roku Romea zagra Marcus Monet a Julię Corinne Evans!
    Słowa nauczyciela dochodziły do niego jak przez mgłę. Kręcił z niedowierzaniem głową, jakby zagubiony pośród oklasków uznania kolegów i koleżanek z kółka. Powoli, z wielką niepewnością zwrócił twarz w stronę Corinne, kiwając do niej lekko. Zmusił się do uśmiechu i bezgłośnego: „gratuluję”.
    Ze skryptem w dłoni wypadł z sali. Musiał spędzić parę chwil samotnie. Serce waliło mu niewyobrażalnie szybko przez całą resztę kółka. Świadomość tego, że będzie musiał grać sceny miłosne ze swoją byłą, bolała go niewyobrażalnie. Wciąż coś do niej czuł. Nie chciał jednak znów przeżywać tego samego. Samo spędzanie z nią czasu w jednym pomieszczeniu bywało ciężkie. Wyszedł z budynku szkoły i usiadł na murku na dziedzińcu. Wbił wzrok w scenariusz i próbował skupić się na roli. Jeśli już miał grać Romea z Corinne jako Julią, będzie najlepszym Romeem, jakiego ta szkoła widziała.
    Chociaż Romeo ze mnie żaden.

    [Tadaaaam!]
    Marco

    OdpowiedzUsuń
  45. [Pff, udało mi się wreszcie jakoś zacząć. Tak bardzo jakoś... Mam nadzieję, że wybaczysz ;>]

    Zajrzał do torby aby upewnić się, że o niczym nie zapomniał. Paczuszka żelków, ciastek z owocowym nadzieniem, paluszki i najlepsze piwo, jakie udało mu się dostać na ostatnią chwilę przed zamknięciem pobliskiego sklepu. Podczas pakowania starał się zachować ostrożność i nie robić zbyt dużo hałasu. Współlokator chrapał w najlepsze, a to oznaczało, że Rafael uniknie wielu niewygodnych pytań. Przynajmniej na razie. Nigdy nie opowiadał o swoich planach nawet rodzicom czy najbliższej rodzinie. Tym bardziej nie leżały one w gestii wścibskiego kolegi z pokoju, który twierdził, że każdą sytuację rozegrałby znacznie lepiej. Być może. Ale czy na kimkolwiek robiło to wrażenie?
    Wystawił za drzwi pakunek z prowiantem i wrócił do pokoju po laptopa i aparat, który przewiesił sobie na szyi. Wolną ręką chwycił także karton z pizzą. Zimną już, choć pachniała doskonale. Miał niewiele czasu, ponieważ o tej porze po piętrze często kręcili się opiekunowie. Chłopak z potężnym jak na okoliczności bagażem mógłby wzbudzić wiele zastrzeżeń. Konfrontacji z przygarbioną, zblazowaną staruszką wolał uniknąć chociażby ze względu na wyczerpane tego dnia pokłady cierpliwości. Czmychnął ze swojego piętra niepostrzeżenie. Nie zapalił nawet światła, bo i wcale go nie potrzebował. Znał tą drogę na pamięć. Jego kroki, choć powolne, niosły się echem po opustoszałym korytarzu. Chwilami tylko zagłuszała je głośna muzyka lub rozmowy dochodzące zza drzwi pokoi innych uczniów. W razie niebezpieczeństwa był skłonny ukryć się za którymikolwiek z nich, nieważne do kogo by wówczas trafił. Na pewno by zrozumiał.
    - Zamawiała pani kolację? – odłożył na posadzkę obydwie torby i zapukał pod właściwy numer. Cicho, aby nie wzbudzić podejrzeń sąsiadów zza ściany. Czuł się poniekąd jak małe dziecko, które chowa się pod stołem wiedząc, że robi coś zakazanego. Zdaje sobie sprawę, że jeśli prawda ujrzy światło dzienne, dostanie klapsa w pupę, a mama schowa do szafy ulubione ciastka. Nocne eskapady były nieodłączną częścią jego życia. Nieważne, czy miał w tym konkretny cel. Nieważnym też było to, że pomiędzy jutrzejszymi zajęciami będzie musiał doładowywać się kawą lub czekoladą. Czy było to sprzeczne z logiką, czy nie, nie zamierzał się wycofać.

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  46. Uniósł nieco brwi i przyglądał się jej. Taa on i dziewczyna… Zdecydowanie lepiej mu idzie zabijanie z nimi trolli przez Internet niż cokolwiek ze sfery uczuć, bo jeśli o nią chodzi jest niczym neandertalczyk, albo dziecko zagubione we mgle. Niby miał kiedyś tam dziewczynę, ale to było dawno i nie prawda, a zresztą przegrała z komputerem. W tedy jeszcze miał problem z oderwaniem się od niego. Cóż, był trochę uzależniony, ale z wiekiem dostrzegł ten problem i zwalczył go.
    -Bestia zaczyna mnie ignorować tylko w tedy jak zobaczy innego psa na horyzoncie. Tak jest w miarę ułożona.- Odpowiedział i z lekkim uśmiechem wyszedł z altany za dziewczyną. Nieco go bawił, ale w pozytywny sposób, jej entuzjazm.
    -W sumie nawet przez myśl mi nie przeszło, że na sieci trafię na kogoś stąd. Nigdy nie sądziłem, że spotkam się na żywo z jakimś graczem.- Przyznał. Omiótł wzrokiem najbliższą okolicę i nie dostrzegając żadnego innego czworonoga spuścił Bestię ze smyczy, która radośnie zaczęła biegać wokół nich.

    Logan

    OdpowiedzUsuń
  47. Zaśmiał się pod nosem na jej słowa.
    -Potraktuję to jako komplement, choć w sumie nie wiesz, czy nie okażę się gwałcicielem.- Odpowiedział z nutą rozbawienia. Zrównał się z nią po chwili.- Dlaczego St. Katherine’s?- Spytał przenosząc na nią wzrok. Dłonie wsunął do kieszeni ciemnych jeansów. Na swój wybór nie miał jakiegoś specjalnego wytłumaczenia. Po prostu znalazł ją w spisie szkół, miała profil informatyczny i już. Dostał się, więc oto i jest, choć w sumie jeśli chodzi o resztę przedmiotów jakich też musi się uczyć (niestety) to nie idzie mu już tak dobrze. Nie jest jakimś wybitnym umysłem, choć większość twierdzi, że to przez lenistwo i komputery, bo gdyby poświęcił nauce więcej czasu i uwagi na pewno by się sporo podciągnął. Cóż, on jest troszkę innego zdania, a poza tym nie ma zamiaru ślęczeć godzinami nad książkami. W końcu jest tyle innych zajęć do robienia, które sa znacznie ciekawsze.

    OdpowiedzUsuń
  48. Kompletnie nie mógł się skupić. Patrzył w scenariusz, ale nie był w stanie przeczytać ani zdania. Sama myśl, że ma grać ze swoją byłą dość go dobijała. Zwinął skrypt i wrzucił go na dno plecaka, zaraz wstając i zarzucając go sobie na ramię. Swoim zwykłym, luzackim krokiem ruszył w stronę budynku internatu, by zwinąć się na łóżku ze swoją rudą kotką. Cóż, jego jedynym słabym punktem było właśnie serce. Nie był w stanie przeczytać scenariusza, nie miał pojęcia więc jak konkretnie miała wyglądać sztuka, jednak w jego głowie kształtowała się wizja balkonu i przesłodzonych scen. Romeo i Julia to nie była jego bajka. Wciąż nie mógł uwierzyć, że pierwsza główna rola, jaką udało mu się zdobyć, miała kosztować go tyle emocji. Lubił teatr, jednak nigdy nie spodziewał się, że aktorstwo może być tak trudne. A przecież jeszcze nawet nie weszli na scenę, nie próbowali grać, a on nawet nie zapoznał się ze scenariuszem.
    Kiedy stanął przed drzwiami pokoju, poczuł nagłą potrzebę wyjścia gdziekolwiek. Rzucił plecak w kąt, pogłaskał przelotnie swoją rozpieszczoną kotkę jak zwykle rozłożoną w poprzek jego łóżka, po czym opuścił pospiesznie pomieszczenie. Pozwolił nogom nim kierować, nie myślał o tym, gdzie dojdzie. Wciąż zastanawiał się, dlaczego właśnie on miał męczyć się w roli nieszczęśliwego kochanka u boku swojej byłej. Kiedy stanął w końcu pod drzwiami altanki, przeczesał włosy ręką, przypominając sobie, jak często przesiadywał tu z Corinne. Pchnął drzwi, by wejść do środka i trochę powspominać, ale aż stanął zaskoczony.
    - Cori...?

    [Masz Ty niedobra podła niecierpliwa kobieto, która nie wie jakie zmiany chce wprowadzić w scenariuszu xD]
    Marco

    OdpowiedzUsuń
  49. - Chyba lato – powiedział. – Tak, zdecydowanie lato. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że mam wtedy urodziny. Po drugie, są wakacje, a co za tym idzie, dużo wolnego czasu, który mogę spożytkować na pierdoły. No i jest w tej porze roku jakaś taka specyficzna magia. Jak w każdej zresztą. Pachnie wolnością.
    Nad tym pytaniem musiał się zastanowić. Te z pozoru najbardziej błahe zazwyczaj wymagały zastanowienia, jako że zwykle nad czymś takim się nie rozmyśla.
    - Moja kolej. Jaki jest twój ulubiony rodzaj słodyczy? Czekolada, żelki, cukierki…? – zapytał, posyłając jej kolejny uśmiech. Czasem bolała go od nich cała twarz, ale robił to machinalnie i po prostu nie mógł się powstrzymać.

    Aidan/Adalyn

    OdpowiedzUsuń
  50. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  51. [Miałam Cię na celowniku, ale mnie uprzedziłaś. I dziękuję za pochwałę. ;D Pomysł z pędzlami jest całkiem spoko, tylko muszę jeszcze obmyślić koncepcję, po co miałby to zrobić... Hmm.. Dobra, chyba już mam plan. xD]

    Panna Corinne Evans zapewne zupełnie nieświadoma tego faktu, ale była obiektem westchnień niejednego swojego kolegi. Ale co się było dziwić. Śliczna dziewczyna o czekoladowych włosach i spojrzeniu niebieskich oczu, a do tego wspaniała figura, po prostu anioł, a nie dziewczyna. Zapewne Lucas zgodziłby się ze zdaniem jej wielbicieli, gdyby choć przez chwilę miał czas usiąść na tyłku i przyjrzeć się dziewczynie. Ale nie miał go za wiele, tym bardziej, że ostatnimi czasy żył jeszcze wakacjami. Dlatego zdziwił się nieźle kiedy pewnego dnia pod drzwiami swojego pokoju zastał Trevora. Pewnie samo spotkanie nie byłoby konieczne, gdyby Redford chociaż raz dziennie czytał swoje maile. Ale nie czytał. Dlatego po tym jak Trevor zaspamował mu całą skrzynkę (czego Lucas w tamtej chwili jeszcze nie był świadomy) i nie doczekał się żadnego odzewu, postanowił złożyć mu wizytę osobiście. Lucas słyną z płatania różnych figli innym, dlatego Trevor miał dla niego pewną propozycję. Chłopak miał ukraść pędzle pewnej dziewczynie, która bardzo podobała się Trevorowi, poza tym chodziła z nim do klasy. Później T. bohatersko miałby zaproponować jej poszukiwania i pomóc je znaleźć oraz inne tego typu pierdoły, jakby zwyczajne podejście i zapytanie czy nie wybrałaby się z nim do kina, albo na koncert byłoby zbyt staroświeckie. Lucas oczywiście wyjaśnił mu, że takimi rzeczami się nie zajmuje, a jego wybryki mają zupełnie inny charakter. Koleś jednak był uparty jak osioł, przez kilka dni przyłaził mu do pokoju i katował głowę, więc Lucas w końcu się zgodził. Ot, dla świętego spokoju. Nie wziął jednak pod uwagę, że dziewczyna może mieć ich aż tyle. Kiedy dostał się do jej pokoju i zaczął rozglądać wszędzie gdy by nie spojrzał, tam leżały pędzle.. Powsadzał je we wszystkie możliwe kieszenie, ale to było za mało. Musiał zrobić z własnej koszuli coś w rodzaju torby, żeby to wszystko wynieść. W myślach klął na Trevora, jakby nie mógł normalnie zagadać. W końcu jakoś udało się Lucasowi wynieść wszystkie pędzle z pokoju Cori i dostarczyć je do Trevora, co on już miał zamiar z tym zrobić, to Lucasa za bardzo nie obchodziło. Trevor nie wziął jednak pod uwagę, że wieści o talentach Lucasa są powszechnie znane, a dziewczyna prędzej, czy później będzie musiała do niego trafić.

    [Przepraszam, że tak długo. Zwykle jest krócej. ;)]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  52. [Miało być wcześniej, ale nie wyszło, przepraszam. ;-; ]

    Jill naprawdę lubiła zajęcia z literatury. Jak sama nazwa wskazuje, mogła się na nich czymś zająć. A z jej wiecznym ADHD nie przepadała za bardzo za nudą. W sumie to często gderała i na nauczyciela, i na same lekcje, ale ogólnie to dosyć je lubiła, to zrzędzenie to było chyba tylko tak dla zasady, w końcu zła i niegrzeczna, w ogóle taka rebel, nieuk w każdy możliwy sposób, to niesie za sobą jakieś obowiązki.
    Wypracowań jednak nie lubiła. Co w tym w sumie dziwnego, zawsze zasypiała w połowie pierwszej strony, dlatego za wręcz zbawienie uznawała projekty do spółki. Zwłaszcza do spółki z kimś, kogo lubiła. I nie, bynajmniej nie chodzi o to, że go wykorzystywała... A przynajmniej starała się tego nie robić, w końcu co złego, to nie ona, wszelkie zło czyniła nieświadomie. Ale w sumie zawsze w towarzystwie myślenie szło jej jakoś lepiej, ciekawe, co było tego powodem... W zasadzie to szkoda czasu, aby się nad tym zastanawiać, to i tak niczego nie da.
    Nie lubiła też romansów i harlekinów. Tutaj zasypiała już po pierwszym akapicie; nie dla niej rozwlekłe historie miłosne, których fabuła opiera się głównie na tym, kto z kim i dlaczego. Wolała powieści pełne akcji, napięcia, gdzie ciągle coś się działo, a głównie bohaterowie byli energetyczni i dynamiczni. Kolejna ciekawostka.
    Kiedy usłyszała, że mają za zadanie projekt na temat tychże odnóg literatury, zrobiła mentalnego headdeska, oczy wzniosła ku niebu i jęknęła w duszy "DLACZEGO JA?!". Kiedy okazało się, kto ma być jej partnerem naukowym, trochę jej się poprawiło.
    Umówiła się z Corinne i niechętnie popędziła do biblioteki, gdzie bibliotekarka wybałuszyła oczy i spojrzała na nią jak na dziw natury, kiedy ujrzała, jakie książki wypożycza. Chyba nawet zrobiła zdjęcie, będzie miała czym Jill szantażować.
    Siedziała na łóżku ze zmarszczonymi brwiami, spode łba spoglądając na leżące na biurku tomiszcza z absolutnie niezachęcającymi okładkami, kiedy usłyszała pukanie do drzwi.
    — Otwarte!
    Ambitna odpowiedź.

    Jill

    OdpowiedzUsuń
  53. Oparł się o ścianę, unosząc lekko brew. Starał się zignorować bijące mocno serce i dreszcze, które przeszły go na jej widok. Uśmiechnął się lekko, przesuwając się tak, by zagrodzić jej przejście.
    - Cori, chyba... Chyba w końcu musimy normalnie pogadać.
    Przeczesał włosy ręką, sam zdziwiony słowami, które wyszły z jego ust. Wiedział jednak, że tylko po poważnej rozmowie i wyjaśnieniu sobie wszystkiego będzie w stanie znośnie zagrać Romea.
    - I nie, nie czytałem. Nie mogłem skupić się na słowach, myśląc o tym, że mam grać z tobą... - westchnął bezradnie, wyciągając dłoń i delikatnie dotykając opuszkami palców jej ramienia.

    [Ugh. Matko. Przepraszam, że takie krótkie ;o]
    Marco

    OdpowiedzUsuń
  54. Sophie uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Corine znowu zasypała ją pytaniami. Jak kiedyś, nie odpuszczała, chciała wiedzieć wszystko. Dokładnie. Kiedy miała zacząć znów mówić, zjawiła się kelnerka z ich zamówieniami, dlatego wpierw podziękowała kobiecie, a chwilę potem upiła łyk gorącej czekolady.
    -Mała nazywa się Meredith, jak moja babcia. Ma trzy miesiące, możesz ją zobaczyć nawet i dzisiaj, chrzestnej nie ma, bo nie ma jeszcze nawet chrztu, jakoś nie garnie mi się do załatwiania tego wszystkiego. Tylko tyle z tej Anglii, o nic ciekawego się tam nie działo, oprócz tego, że miałam prywatne nauczanie, i spotykałam się z kilkoma znajomymi-powiedziała, wzruszając przy tym ramionami.
    -I nie, nie rodziłam cały rok-zaśmiała się, spoglądając na przyjaciółkę. -Tylko okropne siedem godzin, które były najgorszymi godzinami w moim życiu, i nie chcę już tego nigdy więcej powtarzać-dodała, krzywiąc się na samo wspomnienie porodu.
    -Co chcesz jeszcze wiedzieć?-zapytała po chwili.
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  55. Uśmiechnął się blado, uważnie wsłuchując się w jej słowa. Nigdy nie był dobry w nawiązywaniu nowych znajomości. Szło mu to znośnie dopiero pod wpływem. Wówczas traktował wszystkich jako najlepszych przyjaciół.
    - Wiesz czasami jest lepiej urwać się spod ręki rodziców - powiedział, próbując dodać jej otuchy - możesz teraz wszystko. Nikt nie ma nad Tobą kontroli. Zasmakuj życia - dodał po chwili, przeczesując palcami rozczochrane włosy.
    - Najlepsze? Zdecydowanie naleśniki. Ja zawsze je jem z nutellą.

    Moore
    [wybacz, że musiałaś tak długo czekać!]

    OdpowiedzUsuń
  56. - Hmm, to rzeczywiście jedno z tych trudniejszych... - powiedział, zastanawiając się przez dłuższą chwilę.
    Szczerze mówiąc, nigdy o tym nie myślał, bo i nie miał powodu. Jego odpowiedź była więc gotowa dopiero po kilku dłużących się w nieskończoność minutach.
    - Myślę, że to przede wszystkim absolutnie bezgraniczne zaufanie. Wiesz, przynajmniej w moim przypadku. Moim zdaniem, choć się nad tym nigdy nie zastanawiasz, w stu procentach ufasz tylko osobie, którą kochasz. Jesteś w jej obecności jakby naga i bezbronna. Miłość to brak tajemnic. Szczerość. Miłość to impuls, który popycha cię do działania i walki o kochaną osobę nawet w najbardziej beznadziejnych czy nieprawdopodobnych sytuacjach - uśmiechnął się, dość zadowolony z tej swojej definicji. - A twoja?

    Aidan/Adalyn

    OdpowiedzUsuń