WITAJ!

Wrzesień właśnie się rozpoczął. Uczniowie witają nowy rok szkolny, wciąż ciesząc się promieniami słońca. Wszyscy powoli wracają do swoich normalnych obowiązków, starając się zapomnieć o wakacjach oraz wdrożyć w coraz to nowe obowiązki.

kontakt: soxpointless@gmail.com

Serdecznie zapraszamy do zapisów!

piątek, 29 sierpnia 2014

Palcami ustalam


rysy mojej twarzy

Dwa palce wsadzam w usta
i przydaję twarzy uśmiechu


Jest to uśmiech rozdzierający
przetłuszczoną skórę

Jest to uśmiech od ucha do ucha
wypełniony zwojami języka




Constantin Fritze, 39
pół Niemiec, pół Irlandczyk
historia sztuki, improwizacje ruchowe, szermierka



Proszę pana, pan ma dzisiaj podbite serce. Pan się nie próbuje leczyć przypadkiem, bo panu powiedzą żeś pan jest nie z tego świata. Okrzykną pana zjawą, nosem krwawiącym, szramą na przedramieniu. Kimże pan jest, panie Fritze? Widziałem w życiu wiele, moje własne cierpienie, ale to nic, w porównaniu z pana gładką skórą, z pana długimi palcami i słowami zawieszonymi w powietrzu. Niech mi pan powie: skąd się bierze zawiesina w kształcie pańskich słów pomiędzy dłońmi, jak chmura ciężka od myśli nieuczesanych, niespisanych jeszcze? Czy pan się boi mieć do czynienia z rasą ludzką, wielkomiejskim szumem, gwardią kretynów z darmowym połączeniem internetowym? Jak tak na pana patrzę, to mi się wydaje, że w panu nie ma spokoju, nawet odrobiny, że gdzieś uciekł, może pod lodówkę, może między kręgi. W oczach pańskich, jak w całej galaktyce, doszukuję się pędzących pociągów, ale tam jest jedynie pustostan, pustynia, stara fabryka śrubek. Pan jest przepalony, jak każda żarówka po dolarze w sklepie na rogu, gdzie sprzedają wszystko (doszukałbym się tam pewnie i pańskich paliczków w promocji dwa za jeden). Skupiłem się wczoraj na głosach ludzkich i zbudziły one we mnie wątpliwość czy aby na pewno cierpliwość pana jest rzeczywista. Jakże jednak mogę ocenić, skoro pan tak niewiele mówi, a kiedy już uda mi się pana do tego nakłonić, słowa są tak piękne, że sposób ich wymowy to jedynie dodatek, jak ilość masła w margarynie. Pan mi jest bliższy niż matka, bo ta pępowina, co nas łączy, wciąż nie została rozcięta. Bronię jej zaciekle, nawet jeśli pan z taką zaciekłością podsuwa się pod skalpel. Ja wiem, co panu dolega. Tu chodzi o samotność, proszę pana. Przewija się w panu chęć nieistnienia, co więcej, chciałby pan wyparować niezauważenie, nie pociągając za sobą na sznurku połowy świata. Dzielimy to samo powietrze, deptamy tą samą trawę, walczymy o tę samą wolność, a jednak pan w tym wszystkim jest po prostu bardziej. I słów mi braknie, kiedy się tak w panu gotuje idealność, kiedy perfekcja zasłania panu oczy. Nie mylę się, sądząc że pan jest zakochany po uszy w brzydocie jako formie artystycznej. I nie sądzę, by pan chciał mieszkać w pięknie, skoro pańska zdolność do tworzenia go własnym umysłem znacznie przewyższa współczesnych architektów. Niech się pan nie martwi, jeszcze wynajdą materiał, z którego będzie pan mógł tworzyć wieszaki na płaszcze z pańskiej ciężkiej duszy. Mam sucho w gardle, bo pan jest odwrócony do mnie plecami, mówiący o właściwościach punty. Skupić się nie mogę, bo mógłby pan opowiadać nawet o marynowaniu śliwki, a i tak wpadałbym w zachwyt zakrawający o przestępstwo. Zapytam pana już tylko raz, co się w panu szamoce przy traceniu ósmego z dziewięciu żyć?
Zalinkowany ostatni wers wiersza.

30 komentarzy:

  1. [Wow. Świetnie napisana karta, kurcze, jestem pod wrażeniem! Tak... artystycznie.
    No to się witam, życzę wielu wątków, ciekawych powiązań, mnóstwa weny i dobrej zabawy na blogu! W raziw chęci zapraszam do mojej Dannie ;)]

    Danielle Gingers

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dziękuję za zwrócenie uwagi, od początku miałam problem z tamtym zdaniem i coś mi nie grało ;)
    Chęć na watek i owszem, gorzej z pomysłami...]

    Gingers

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ojej, karta jest napisana po prostu świetnie. Ma w sobie coś takiego,co przyciąga. Muszę Ci powiedzieć, że masz naprawdę ciekawe pióra. Bardzo mi się podoba :)
    A więc witam na blogu i życzę udanej zabawy :)]

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  4. [Administracja z ogromną przyjemnością wita Cię na blogu! :)
    Karta po prostu mnie urzekła. W całości, co rzadko się zdarza. Masz talent, nie ma co.
    Życzę wielu godzin udanej zabawy, obfitującej oczywiście tylko w te najciekawsze wątki :)
    Zaproponowałabym jakiś wątek pomiędzy Constantinem a moim Aidanem, ale nie lubię tych męsko-męskich, bo jakoś tak szybko mnie nudzą. A w końcu pisanie na blogu ma być samą przyjemnością, prawda? No.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [U mnie to się zawsze zdarza. Podziel się swoimi spostrzeżeniami, z chęcią poprawię te błędy :)
    Co do samego wątku to ja zawsze chętnie, jednak przyznam, że jeżeli chodzi o wątki męsko-męskie to lubię kiedy pomysł na nie jest niebanalny, ciekawy. Nic w stylu kolejnej imprezy czy wyjścia na piwo. Chwilowo żadnego takiego pomysłu na wątek dla tych panów nie mam, ale jak coś wymyślę to na pewno się odezwę ;)]

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  6. [Skoro karta już pojawiła się na blogu, to i ja się przywitam. I nie powiem nic oryginalnego - niesamowicie operujesz słowem. Tak dobrze napisana karta zdarza się naprawdę rzadko. Niestety na powitaniu muszę zakończyć, bo nie ukrywam, że wątek z mężczyzną nieco mnie przerasta. Chyba że coś zaskoczy i będę mogła wrócić do ciebie z jakimś błyskotliwym pomysłem. Tymczasem życzę mnóstwa weny i ciekawych, poplątanych historii ;>]

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witam i zapraszam do wątku z Isabelle]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ubóstwiam cię za Sonatę Księżycową!
    A jeśli chodzi o wątek może być i dramat w sumie sama lubię tego typu historie. ;) Wolisz powiązania pozytywne czy negatywne?]

    OdpowiedzUsuń
  9. [A ten pan zawsze tak po szkole półnagi biega? <3
    Witamy w gronie autorów!]

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ja się grzecznie witam w imieniu Roxanne i życzę miłego wątkowania :3 Nie widzę wielu punktów zaczepienia, ale jeśli pan Constantin by chciał pisać, zawsze możemy coś wymyślić :D W razie chęci zapraszam pod kartę ;)]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  11. [dzień dobry :)
    bardzo ładna karta x3]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nie wiem kto pokochał kartę bardziej, a raczej postać i kartę. Ja, a moze Elizabeth? Zazdroszczę talentu. Ale juz dosyć, bo zaraz obrośniesz w piórka i nie bedziesz chcieć wątku. Bo chcesz, prawda?
    Romans, albo toksyczna relacja. Albo nic, mogą sie ledwo znac, albo nie znac wcale i wpaść na siebie przypadkiem. Co powiesz?]

    Elizabeth Wallin

    OdpowiedzUsuń
  13. [a z wielką chęcią napisałabym jakiś dramat. pomysły? pociśniemy z romansem czy coś innego?]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  14. [może zróbmy tak, że to już się zaczęło jakiś czas temu i pisząc wątek, oni już będą się potajemnie spotykać. a połączyła ich kiedyś jakaś tam poważana rozmowa na dziedzińcu czy coś (jakieś propozycje - bardzo chętnie) i teraz spotykają się na jakiś czas, uprawiają szaloną miłość. Fritze'a może to zacząć męczyć i nie wiem, czy będzie chciał to zakończyć czy może oprócz seksu będzie chciał czegoś więcej? obaj są "broken", Jack ma swoje demony przeszłości i pojawią się problemy? tak na szybko...]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy nie myślała, że zobaczy go w takim miejscu. Patrzy i ukrywa zdziwienie, które aż chce się samo wymalować na jej twarzy. Wyglądałaby jak bohater kreskówek, któremu zwyczajnie opada szczęka. Nie robi nic. Lokal powoli się zapełnia, ludzie zajmują miejsca i zasłaniają go. Zasłaniają jej pięknego.
    Bo w istocie, Elizabeth podświadomie darzy sympatią tego człowieka, który siedzi kilka stolików dalej, zatapiając się wręcz w sofie. Nie chce, żeby ją zauważył, bo wówczas nie mogłaby wyobrażać sobie, jak do niej podchodzi, jak chce usiąść obok. Kobieto! Naiwna jesteś i wyobraźnię masz zbyt wybujałą- szepcze sobie w myślach, nie chcąc przy tym zagłuszyć pianisty na scenie. Pali drugiego papierosa, całkowicie nieświadoma tego, że i ona jest czyimś obiektem obserwacji; zbyt pochłonięta myślami strzepuje popiół, zaciąga się jeszcze raz i pozwala tlić się papierosowi, gdy ten dogorywa w naczyniu. Zastanawia się, czy czuł jej wzrok na dziedzińcu. Starała się nie gapić jak napalona nastolatka, starała się jedynie ukradkowo zerkać, ale mimo tej ostrożności obawiała się, czy nie poczuł jej wzroku, tak jak odczuwa się muśnięcie czyjeś ręki na ramieniu.
    Zerka na niego jeszcze raz i widząc, że i jego wzrok nie jest skupiony na pianiście, uśmiecha się leciutko, chociaż jej oczy robią coś innego. Uśmiechają się szeroko z dziecięcą naiwnością, po czym zamykają się powoli, może zbyt szybko żeby powiedzieć, ze kokieteryjnie; ale zbyt wolno, by uznać to za zwykłe mrugnięcie. Matka mówiła jej- nie masz biustu, który wylewa się mężczyznom z dłoni, nie masz pupy za którą będą patrzeć, włosy przypominające lwią grzywę dodadzą agresji nie kobiecości, ale masz takie oczy... Takie oczy, jak twój ojciec, a w takich oczach można się zakochać.
    Kochana.
    Elizabeth uważa jednak, że jej oczy są takie, jak tysiące innych. Zdrowe i przeznaczone do patrzenia, co do reszty... Była tancerką, nie chciała być bardziej kobieca niż teraz. Ubrana w prostą, czarną sukienkę zakrywającą całe ciało aż do kolan, z wycięciem na plecach któego nikt nie mógł dostrzec, bo przecież siedziała oparta! Chciała nadać smaku temu wyjściu, temu miejscu i jego atmosferze, jednak trochę się zawiodła, kiedy zobaczyła mężczyzn w pulowerach, bez koszul pod spodem.

    /E.Wallin

    OdpowiedzUsuń
  16. [okej, tak też może być. ale najczarniejszą historię może mu opowiedzieć później, w bardziej sprzyjających warunkach.
    czyli wątek zaczynamy od tej toalety?]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  17. [dziwnie to znaczy jak? mam to jakoś szczególnie ująć, żeby niczego nie zepsuć?
    i zacznę, ale później, w porządku?]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  18. Chciałaby nie zauważyc, jak do niej idzie. Wtenczas nie musiałaby udawac zaskoczenia jego obecnością, chociaż i z tego zrezygnowała. Uśmiechna się kącikami ust, żeby przypadkiem nie wyjśc na zbyt wylewną.
    -To dobrze, że się zgadzamy, bo w innym wypadku musiałabym zostac prokuratorem oskarżającym pańskiego papierosa- uśmiecha się nieco szerzej, ale nie porusza się bardziej nerwowo. Jest tancerką. Zna każdy mięsień swojego ciała i wie, jak nad nimi panowac. Wie dobrze, jak zachowywac się naturalnie przy wykładowcy, który jako jeden z niewielu mężczyzn był w jej głowie dłużej niż jedną noc.Chciałaby powiedziec, że pamięta imię każdego mężczyzny z którym było jej dane spędzic noc, ale byłoby to wierutne kłamstwo.
    -Znacznie bardziej lubię, gdy występuje tu czarnoskóry pianista. Ten nie jest najgorszy, ale brakuje mu tej siły, którą posiada tamten mężczyzna i przede wszystkim wprawy. Nadal się stresuje...- mówi cicho i przypomina sobie, ze siedzi obok nauczyciela. Prostuje się automatycznie, odsłania plecy i zakłada nogę na nogę. Przypomina sobie Madame Delacroix, która nijak stosowała się do bezstresowego wychowywania uczniów. Przypomina sobie dyscyplinę szkoły baletowej, rygorystyczne diety i na to wspomnienie uśmiecha się do siebie. Gdyby ją teraz ktoś zobaczył...
    -Wystarczy spojrzec na to, w jaki sposób naciska prawy i środkowy pedał. Lewy ma znacznie lepiej wypracowany, pewnie uczono go najpierw grac tylko właśnie z nim i... Przepraszam. Zagalopowałam się- zła na siebie, trochę tylko skrępowana bierze do dłoni lampkę czerwonego wina, którą sączy już od jakiegoś czasu. Bierze łyk, modli się w duchu by alkohol nie rozwiązał jej języka do końca, bo zacznie z tym człowiekiem rozmawiac o Fridzie Kahlo, Józefie Czapskim albo innym malarzu. Może też pójśc w drugą stronę mówiąc o Beethovenie, Debussy'm czy Liszcie, przy którym mogłaby kochac, zabijac i umierac.
    Zakłada kosmyk włosów za ucho. Ten drobny, dziewczęcy gest kosztuje ją dużo śmiałości, jednakże nie jest spowodowany chęcią zainteresowania mężczyzny. Nie chciała, żeby włosy wpadały jej do oczu. Teraz już otwarcie, bo prawie po dwóch lampkach mocnego, czerwonego wina, patrzy na niego.

    /E.Wallin

    OdpowiedzUsuń
  19. Jack do dzisiaj nie wiedział, jak do tego doszło. Do tego, co się działo kilka miesięcy wcześniej. Jak mógł sobie na to pozwolić? Jasne, że nie żałował, bo był szczęśliwy. W końcu coś, oprócz dręczenia młodszych od siebie uczniów, dawało mu namiastkę szczęścia. I było wspaniale. I chociaż naprawdę nie potrafił zrozumieć, jak mógł ulec uczniowi, jednemu z tych durnych dzieciaków, które tak chętnie zrównywał z ziemią, mówiąc im na przykład, że żeby zobaczyć ich poziom, musiałby się zakopać.
    W życiu by się o to nie podejrzewał, ale stało się. A potem skończyło. Nic co dobre nie trwa wiecznie, co, Frost?, myślał czasami, przypominając sobie obrazy sprzed dziesięciu lat.
    Początek roku był taki, jak każdy inny. Nowi uczniowie, nowi nauczyciele i tak dalej. Nic ciekawego.
    Jack schował jedną rękę w kieszeń, a w drugą chwycił tableta szkolnego. W końcu mieli te śmieszne elektroniczne dzienniki. Wyszedł z sali i skierował się na stołówkę. Jedzenie.
    W oddali zauważył swojego byłego kochanka. No tak, jeszcze trochę będą się mijać. Zdarzało mu się do niego uśmiechnąć, bo nie był na niego zły, nigdy.
    Ostatnio jednak zauważył, że Constantin chodzi jakiś poddenerwowany. Pewnie gdyby nie łącząca ich przeszłość, olałby to i poszedł dalej. Jednakże dręczyło go to już jakiś czas i postanowił zapytać, co się dzieje.
    Podszedł do niego, sprowadzając na niego wzrok.
    - Wszystko w porządku? – zaczął bez żadnych zbędnych wstępów i owijania w bawełnę.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jak nie będzie nagusem, to straciłam cały entuzjazm ;D
    Wątku chcę, nawet bardzo, ale nie widzę sposobu, aby ich powiązać.
    Ewentualnie mam pomysł na wątek z pierwszym spotkaniem, ale boję się, że nie wyjdzie, bo szczerze powiedziawszy średnio wychodzi mi pisanie od zera...
    Może Tobie coś wpadło do głowy? :)]

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  21. [Mogliby się spotkać na zajęciach szermierki i Costantin mógłby zobaczyć, że Isabelle kiepsko sobie radzi. Chciałby jej pomóc, ale ona zaczęłaby się odsuwać, lub coś takiego. Constantin mógłby się zaciekawić co się stało: czy coś wydarzyło się jej w St Katherines czy może wcześniej.
    Ale nie wiem nie mam innych pomysłów...]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Jestem bezpomysłową pustynią... W sumie ciekawy pomysł na znajomość. Constantin w takim razie powinien wiedzieć co nieco o rodzinie Dan i o tym, dzięki jakiej sytuacji się tu znalazła...]

    Gingers

    OdpowiedzUsuń
  23. [To dobrze, bo Gabriel lubi mężczyzn.
    Jak z kolei lubię nietuzinkowe postacie i niebanalne karty, że o nagich, męskich pośladkach nie wspomnę.]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  24. [No, to sobie poczekam ;) Mam tylko nadzieję, że to nie będzie kolejna nauczycielka/nauczyciel, bo z nimi mam prawdziwe problemy w wątkach ;D]

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  25. [Ano raczej nie polubi. Albo będzie bardzo zaintrygowana jego postacią :)]
    Rosalie Hamilton

    OdpowiedzUsuń
  26. Ktoś inny? Nie tu, nie teraz, nie w przyszłości. Czasami wydawało mu się, że już nigdy nie wpuści nikogo do serca, a jedynie do łóżka. Przykre to było, ale nic na to nie mógł poradzić. Kto wie, może jednak za kilka lat to się zmieni? Znajdzie kogoś, kto będzie tego wart, kogo znów p o k o c h a?
    Na dzień dzisiejszy wiedział jednak, że daleko mu do tego wszystkiego.
    W jakim był szoku, kiedy Constantin wciągnął go do toalety, a potem do kabiny, aby tam zacząć się do niego dobierać. Upuścił tablet, nie bardzo teraz o niego dbając. Odchylił głowę w bok, ułatwiając mu dostęp do swojej skóry. Zamknął na chwilę oczy, przyciągając go do siebie bliżej. Od razu zaczął błądzić po jego jeszcze osłoniętym ubraniami ciele. Mhm, już teraz mógł przyznać, że za tym tęsknił.
    W końcu spojrzał mu w oczy, a ułamek chwili później już całował go zachłannie w usta. Palce wolnej ręki wsunął w jego włosy na karku i lekko nimi pociągnął, odchylając głowę Fritze’a do tyłu. Przesunął koniuszkiem języka wzdłuż jego szyi, którą potem ugryzł. Biodra wysunął do przodu, ocierając się nimi o jego biodra. Dobrze, że trwała przerwa na lunch. Chociaż… nawet gdyby ktoś tu wszedł, to pomyślałby, że to tylko uczniowie, a nie uczeń i nauczyciel.
    Jack wsunął dłoń pod jego koszulkę, przypominając sobie kształt jego mięśni i skórę. Tę skórę, którą niegdyś uwielbiał obdarowywać pocałunkami.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  27. [o matko, cały czas myślałam, że Constantin to uczeń Oo pewnie przez to zdjęcie, wybacz... :/
    w takim razie nauczyciel i nauczyciel*]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  28. [Wybacz mi, że tak długo trwało moje zaczynanie ale jakoś nie mogłam się zabrać, a jak już mogłam to zawsze miałam coś innego do roboty]

    Kiedy zaczynasz odczuwać niechęć i obrzydzenie do samego siebie, tracisz wszelkie nadzieje na to, że jutro może być lepsze. Przestajesz się przejmować błahostkami, które do tej pory zaprzątały Twoje myśli. Zmieniasz się i sam jesteś w stanie zauważyć te zmiany. Pomimo tego wmawiasz sobie, że wszystko jest przecież takie samo, tylko Twoje nastawienie się odrobinę zmieniło, wartości zmieniły swoją kolejność a Ty po prostu żyjesz, nie zastanawiając się nad jutrem bo jesteś świadom, że może przyjść taki moment, w którym ono po prostu nie nastąpi. Nie przejmujesz się wypowiedzianymi słowami, wykonanymi gestami. Powolnie spadasz w dół, czekając aż w końcu dosięgniesz dna, bo dopiero wtedy możesz próbować się od niego odbić.
    Ethan chwilowo był oderwany od swojego dotychczasowego życia, zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Z grzecznego, poukładanego chłopaka przemienił się w uzależnionego młodzieńca, który zagubił gdzieś sens swojego życia. I wcale nie chciał go odnaleźć. Marzył jedynie o tym by zapomnieć o całym tym bólu, który w sobie zduszał. Potrzebował czegoś więcej niż alkoholu by móc wymazać z pamięci te straszne chwile, a raczej obrazy, które stworzyła mu wyobraźnia. Dlatego włóczył się nocami po barach, szukając kłopotów, bo sam alkohol, sama heroina już nie wystarczały. Niósł w sobie dziwną potrzebę poczucia bólu. Trochę tak, jak gdyby chciał w ten sposób odciążyć już nieżyjącą matkę. Wmawiał sobie, że dzięki temu Ona poczuje się lepiej.
    Właśnie dlatego tego wieczoru postanowił przejść od razu do rzeczy, przecież znalezienie kogokolwiek, kto miałby ochotę obić mu mordę nie było czymś trudnym. Wystarczyło powiedzieć coś nieodpowiedniego przy odpowiednich ludziach.
    - Twoja laska ma naprawdę dobrą dupę, ruchałbym ją non stop bez chwili wytchnienia - jedno zdanie, które powodowało napięcie. Gdy do rozmowy przyłączali się znajomi prowokowanego wystarczyła krótka chwila, by Moore poczuł na swojej twarzy ich pięści. Nie bronił się, nie kontratakował. Jedynie wciąż wypowiadał nieodpowiednie słowa nawet nie myśląc o tym czy przypadkiem nie skończy gdzieś w lesie, całkiem sam, bez szans na przetrwanie.

    Moore

    OdpowiedzUsuń
  29. Skąd bierze się moja pokora? A stąd, że zasiadam do stawiania znaczków na papierze w nadziei, że coś wyrażę, umiem na tym spędzać całe dnie, ale kiedy postawię kropkę, widzę, że nie wyraziłem nic.
    Drogi Użytkowniku,
    wybrałam cię spośród setek zarejestrowanych na tym forum, ponieważ rzucił mi się tekst zamieszczony na stronie twojego profilu. Chciałabym wiedzieć i nie chciałabym wiedzieć jednocześnie czy to cytat, czy Twoje własne przemyślenia. Bo jeśli są to przywołane słowa, to pisanie tego maila w pewnej mierze nie ma sensu.
    Wierzę, że to Twoje prywatne odczucia i w końcu znalazłam kogoś, kto rozumie mój pogląd na pisanie. Jeśli natomiast powiedział to ktoś inny, żywię nadzieję, że tak samo jak ja rozumiesz sens tych kilku zdań.
    Proszę jednak nie myśleć, że pisanie jest dla mnie całym życiem. Jest pewnym rodzajem urozmaicenia, czymś co lubię i co sprawia mi przyjemność. Nie chcę sprawiać wrażenia oddanej pisarki. Literatura to rzecz piękna i powinniśmy się o niej nauczać, i czerpać wenę od doświadczonych ludzi. Chyba tylko tym jest dla mnie ta sztuka. Tworzy coś, co dla niektórych wydaje się niemożliwe do stworzenia.
    Piszę do Ciebie, ponieważ niekiedy bierze mnie na głębsze przemyślenia. Z reguły wcale nie używam wyrafinowanego języka, ale chyba tak wypada rozpocząć pierwszą rozmowę, prawda? Nie wiem ile masz lat, jednak wiedz, że dopiero niedługo przekroczę osiemnastkę, nie dziwne więc, że niektóre rzeczy, które powiem, mogą wydać się dziecinne.
    Liczę, że mnie zrozumiesz. Od zawsze chciałam mieć korespondencyjnego znajomego, zwykle jednak trafiałam na samych idiotów. Może tym razem mi się poszczęściło? Mam taką nadzieję...
    Z góry przepraszam, że zawracam Ci głowę. Czasami przychodzą do mnie dziwne pomysły i po prostu nie mogę się oprzeć ich pokusie. Chyba jednym z takich było właśnie napisanie do Ciebie. No cóż... Życzę Ci dużo weny.
    Pozdrawiam,
    Twoja Roxanne

    [Nawet nie wiesz jak długo próbowałam to zacząć i ile razy zmieniałam treść tego maila xDD No cóż, nie wyszedł mi najlepiej, ale po prostu wolę to zostawić niż znowu usuwać xD Pierwsze koty za płoty, dalej będzie lepiej :3]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  30. Za każdym razem było tak samo. Był zadowolony z faktu, że oberwał. Jednak to zawsze było za mało, dlatego też nie przestawał prowokować, każde kolejne słowa były co raz bardziej dobitne i bezczelne, a na jego usta wkradał się szeroki uśmiech zadowolenia. Ból fizyczny był dla niego sposobem pogodzenia się z własnym losem. Odczuwał wówczas chorą przyjemność, przez którą zawsze chciał oberwać jeszcze mocniej. Czasami tylko żałował dnia następnego, kiedy wszelkie znieczulające go używki przestawały działać, ale skupiał się wtedy na bólu fizycznym dzięki czemu chociaż na chwilę mógł zapomnieć o tym psychicznym, który dręczył go ciągle, pomimo jego wzbraniania się przed tym. Nie był jeszcze w stanie stanąć przed lustrem i patrząc w odbicie swoich oczy przyznać się do wszystkich swoich błędów i porażek. Nie był gotowy na to, aby powiedzieć na głos kim jest jego ojciec, i że on sam nie jest nikomu nic winien. Niestety w myślach wciąż się obwiniał, nie pozwalając samemu sobie na zaakceptowanie niewinności.
    Pomimo bawełnianej koszulki, poczuł ulgę gdy dotknął plecami zimnego muru. Westchnął cicho czując mocny ból w klatce piersiowej. Powolnie przymykał oczy, nie mogąc znieść już ciężaru powiek. Oddychał powoli przez usta, chociaż przychodziło mu to z trudem, czuł w nich metaliczny posmak krwi, jednak był już tak zmęczony, że nie wiedział co z tym zrobić. Zakrztusił się krwią, kiedy usłyszał nad sobą męski głos. Zawsze było mu mało, lecz tego wieczoru nie chciał już więcej oberwać. Uniósł leniwie spojrzenie i utkwił je w stojącym nad nim mężczyzną. Przetarł wierzchem dłoni zakrwawione usta i jedynie skinął lekko głową w odpowiedzi na jego pytanie. Dopiero po chwili był w stanie wydusić z siebie jakiś dźwięk.
    - Mhym - jęknął cicho, krzywiąc twarz przez ból, jaki sprawiło mu te nędzne mruknięcie. Dopiero po chwili rozpoznał w siedzącym obok człowieku nauczyciela. Przeklną siarczyście w myślach, a następnie wysilił się na blady uśmiech.

    Moore

    OdpowiedzUsuń