WITAJ!

Wrzesień właśnie się rozpoczął. Uczniowie witają nowy rok szkolny, wciąż ciesząc się promieniami słońca. Wszyscy powoli wracają do swoich normalnych obowiązków, starając się zapomnieć o wakacjach oraz wdrożyć w coraz to nowe obowiązki.

kontakt: soxpointless@gmail.com

Serdecznie zapraszamy do zapisów!

środa, 3 września 2014

Can we pretend to leave and then  we’ll meet again, when both our cars collide?



Francis Walsh
28 grudnia 1990 rok; Newark 
student zaoczny ratownictwa medycznego 
w szkole dorabia jako pracownik ksera
5 w skali Kinseya 
najmłodszy brat 
je, pracuje, studiuje i śpi

POWIĄZANIA
CIEKAWOSTKI
NOTKI
ALBUM
WIĘCEJ

Rodzina wyrzekła się go, kiedy wyjawił swoją orientację seksualną. Wszyscy się od niego odwrócili. Francis tuż po ukończeniu szkoły i zdaniu egzaminów postanowił uwolnić się z domowego piekiełka. Wyjechał z Newark do Miami. Tam złożył papiery na uniwersytet medyczny, gdzie studiuje zaocznie już jakiś czas ratownictwo medyczne. I całkiem nieźle mu to idzie. Bar, w którym pracował jako barman do niedawna splajtował. I jednak aby studiować i utrzymać się musiał znaleźć sobie nową pracę. Traf chciał, że gdzieś tam znalazł informację, że w St. Katherine's High School potrzebowali kogoś na ksero. Zgłosił się tam, zaniósł co zanieść miał i czekał na decyzję. Ku swojemu zaskoczeniu przyjęli go. 
Zamieszkał w pokoju o numerze pięć. Póki co, chwali swoją nową robotę, bo dobrze mu tutaj płacą. Robi to, co musi i fajrant. A to już jest coś. Nie daje sobie wejść na głowę rozkapryszonej młodzieży. Jeździ starym Chevroletem, w którym wysiadła klimatyzacja, radio łapie jedną stację radiową, a korbka od szyby wala się często gęsto po samochodzie. Ale nie narzeka. 

[Witam wszystkich serdecznie. Zapraszam do wątków z Francisem. Staram się odpisywać każdemu, jednak człowiek nie jest nieomylny i czasami zdarza mi się o kimś zapomnieć. Wtedy należy grzecznie mi przypomnieć. Na zdjęciu Andy Biersack, w tytule "Helena" My Chemical Romance.]

43 komentarze:

  1. [czesc! pan wydaje sie byc w porządku - majac na mysli inna orientacje masz na myśli co dokładnie? lubi chłopców czy lubi obie plci? ;)]

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  2. [aha - takie sprawy *szeroki usmiech* bo wlasnie mialabym ochote zrobic mala popijawke xD a tak serio to Gabi przydala by sie taka milusia podusia do przytulania i wylewania zali xD <-- zabrzmialo mi tutaj jak oferta (nie)matrymonialna xD]

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  3. [MCR! MCR! MCR! <3333333 KOCHAM CIĘ JUŻ ZA TYTUŁ *W* A W OGÓLE ZA POSTAĆ :D
    Dopsz. Roxanne ma ochotę na wątek. Spytam grzecznie - co ty na to? :D I jeśli się zgodzisz pokombinujemy jak wrócę, bo muszę za minutę kończyć ;-;
    Udanego wątkowania i te de! <3]

    R.R.T.

    OdpowiedzUsuń
  4. (Heej. Lubię Andy'ego, jak i jego zespół, więc wątku nie odpuszczę. Dlatego też zapraszam serdecznie do niego. Co prawda konkretnego pomysłu nie mam, ale może Ty coś masz? :)
    Rosalie Hamilton

    OdpowiedzUsuń
  5. [Francis! ja chcę, ja pragnę, ja muszę!]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Czejść. Chodź na wątek, boś fajny :3 ]

    Amary

    OdpowiedzUsuń
  7. [O matko, wiedzę Biersack'a; teraz mogę umrzeć w spokoju.
    Dobry wieczór, witam, witam.]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  8. [ja lubie poduszki xD]

    Ostatnio tyle nawalili, ze nie miała czasu sie odprezyc. Brakowało jej chwili dla siebie a jakos ja nie palilo ostatnio do wziecia sie za literature. Trzeba by bylo sie z tym takze uporac, by profesorka przestala zrzedzic i machac pazurem nad jej glowa. Powinna w koncu nad tym przysiasc, ale nie! Szykawala sie teraz na impreze. Miała ochote sie wyszumic i troche odprezyc a to byla jedna z lepszym i przyjemniejszych rozrywek.
    Tylko odwieczny dylemat: w co sie ubrac? Stała przy swej szafie niezdecydowana az wybrała obcisle dzinsy i top bez ramiaczek. Do tego szpilki a fryzurke zrobiła sobie luzna, gdzie wystawalo kilka pasemek wlosow. Na to narzucila kurtke, skropila sie swoimi ulubionymi perfumami i wyszla zamykajac cicho drzwi za soba, trzymajac w rece komorke, by zamowic taksowke.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  9. (Okej :-D. Mi pasuje, mogę zacZąć, lecz dopiero później, później. Chyba, że Ty chcesz, to nie będę stała na drodze :)
    Rosie

    OdpowiedzUsuń
  10. [wsio jedno x3 Franek x3 made my day x333 mój-mój-mój x3]

    Jack miał coś nowego dla swoich studenciaków aktorstwa. Znalazł ciekawą sztukę w necie, niech się uczą i mu zrobią piękne przedstawienie, a co. A jak nie, to ich obleje i tyle widzieli swoją przyszłość. A tak na poważnie, to chciał, żeby i, się udało. W końcu ich sukces, to jego sukces. On tez jest z tego rozliczany przed dyrekcją, ale też przed samym sobą.
    Wziął plik kartek i wyszedł z pokoju. No raczej, że nie zrobi tego swoją drukarką, bo znowu by musiał tusz kupować. Co to, to nie.
    Poszedł więc do ich miejsca z ksero, aby tam dokonać interesu dnia. Położył na blat kartki w koszulce i spojrzał na pracownika, który miał bardzo interesujący wygląd.
    - Dwa razy po dwadzieścia razy. Potrzebuję do dwóch grup - wyjaśnił, opierając się łokciami o blat. - Płacę teraz czy przy odbiorze? - spojrzał mu w oczy. Może i nie był uczniem tej szkoły (chociaż... on nic nie wiedział o tej szkole, ani o uczniach), ale wolał i tak trzymać go na dystans. Jak wszystkich zresztą. Trudno było przekonać do siebie Jacka. Trudny człowiek z niego jest...

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekała dobra chwile i juz miała zrezygnowac i samej isc piechota, gdy w koncu samochod sie przytoczył przed szkolna brama kampusu. Dotarła do klubu po krótkiej jezdzie troche zziebnieta, bo komus sie nie chcialo ogrzewania wlaczyc i po zaplaceniu wysiadla rozcierajac dlonie i zabierajac mala torebke.
    Szybkim krokiem przeciela reszte ulicy az wpadla do srodka, krzywiac sie troche od huku glosnej muzyki. Az sie skrzywiła troche, ale uparcie brnęła do baru, by sobie cos zamowic slabszego na rozgrzewke. Miała sie bawic a nie upijac... potem moze o tym pomysle.
    Czekajac na zamowienie rozgladała sie szukajac znajomych twarzy a gdy juz otrzymała poszla w pewien kat by sie blizej przyjrzec bo nie do konca wiedziała czy Francis jest Francisem.
    Usmiechnela sie szeroko i pomachała krotko, by zwrocic na siebie uwage.
    - hejo, mozna sie przylaczyc? - zapytała pogodnie.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  12. [no stara, Franek to taka super postać x3 i w dodatku ten wizerunek :D mru... xd aż mi się przypomniał nasz wątek z LA xd]

    Jack spojrzał leniwie na zeszyt. Chcą jego autograf, to proszę bardzo. Niech będzie. Hakuna Matata, czy coś... no dobra, nieważne.
    Nie, wszystko z nim było w porządku, jak najbardziej, był wspa... ekhem, too soon?
    - Jak się da, to na dzisiaj. A jak nie, to na jutro do dziesiątej, da się, panie... - yy... aaa... hm... jak on się nazywał? Nie mógł sobie przypomnieć, za cholerę, niestety. - Jak najszybciej.
    Nagle na blat wskoczył Diablo. Do jasnej cholery, ten kot był wszędzie.
    - Chodź tu, kocie - mruknął, biorąc zwierzaka na ręce. - Nie przeszkadzaj, tu się ksero robi.
    - Miau?

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziwny? Niech się cieszy, że zajęć z nim nie ma...
    Jack udał się na swoje zajęcia, a potem co jakiś czas przechodził obok ksera i patrzył na niego i na jego działania. Kto wie, może już miał okazję i zrobił to ksero dla niego? Niech się pospieszy, ot co.
    Ale w końcu mu się znudziło i wrócił do swojego pokoju posprawdzać strasznie trudne sprawdziany z prawoznawstwa.
    A ksero jak nie było, tak nie było. Nosz do jasnej cholery...

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczywiście, że do niego poszedł. Kazał pan, musiał sam, czy jak to jego mama mawiała. Zamknął za sobą drzwi, żeby Diablo już dzisiaj nie wychodził, a sam udał się do punktu, najbardziej obleganego w szkole.
    - Biologia? - prychnął, kładąc dłonie na blacie z lekkim hukiem. - Sztuka teatralna dla Frosta. No tak, tobie nic to nazwisko nie mówi - prychnął, nie był zbyt spokojny... Ale trzymał się. - Będzie to dzisiaj czy mam nie czekać? - zapytał, unosząc na niego wzrok. Hej, wygląd wyglądem, ale jakieś tutaj kompetencje trzeba mieć i trzeba wykonywać swoją robotę.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie, to nie tak, że Jack czuł się od niego lepszy. On czuł się lepszy od wszystkich, wiec Franek nie był żadnym wyjątkiem i nie musiał się czuć zaszczycony.
    - Żartujesz sobie ze mnie? - zapytał spokojnie, unosząc brwi. Hm, nie wyglądał jednak na kogoś, kto żartuje. Z drugiej strony, jak można żartować z profesora Frosta? Nie robiło się takich rzeczy. - Świetnie - skwitował Jack, prostując się.
    No, chcesz coś zrobić dobrze, zrób to sam.
    Bez słowa odszedł od jego stanowiska pracy i wrócił do siebie. No cholera jasna. Trudno, przerobią coś innego w takim razie, a tamto dostaną później, jak już pan-od-ksera ogarnie swoją robotę.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  16. Jack może i był wredny, ale dotrzymywał słowa i wykonywał swoją robotę. Może dlatego był wkurzony na tego młodego z ksero. No ale już trudno, stało się, czasu nie cofną.
    Siedział w pokoju i czytał książkę, jednocześnie głaszcząc Diablo, który siedział mu na kolanach i mruczał. Kwestia czasu, żeby zasnął.
    Mruknął coś pod nosem, słysząc pukanie do drzwi. Miał nadzieję, że to będzie jego ulubiony kolega nauczyciel, ale nie. Facet od ksero. Och, miał wino. I kartki. Czyżby to jego wyczekiwane ksero?
    - No? - zaczął, może trochę niegrzecznie, pewnie przesadził, ale... no cóż.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  17. Jack przewrócił oczami, ale uśmiechnął się nikle do siebie. No, podobał mu się ten chłopak.
    - Wejdź - przepuścił go w drzwiach i zamknął je za nimi. Diablo zainteresowany przybyłym gościem, podszedł do niego i otarł mu się o nogi. Zaczął miauczeć. I mruczeć. - Diablo, zostaw pana.
    Wyjął z szafki kieliszki do wina i postawił je na ławie. Z szuflady wyjął otwieracz i zabrał się za otwieranie alkoholu. Tak, cóż... Potem postawił butelkę obok kieliszków. Trzeba było również wziąć coś do jedzenie, a tak się składało, że miał zapas chipsów. No cóż, lubił coś przegryźć do alkoholu.
    - Siadaj, nalej.
    Od razu milszy się zrobił.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak, kot był zadowolony, ponieważ chciał być głaskany i rozpieszczany. Jak każdy kot zresztą, więc...
    - Jack Frost - przedstawił się. - Serio - dodał.
    No tak, Dziadek Mróz czy coś. Taak, pochodzący z Australii, mhm, zgadzało się wszystko, ale nikt się jakoś nie czepiał. Jemu samemu podobało się to, jak nazwali go rodzice. Tyle wygrać.
    Wsypał chipsy do miski, a zaraz z animi wleciało jeszcze kilka paluszków, które mu zostały Ciastek niestety nie miał. Skończyły się.
    - Więc studiujesz - zauważył. Franek był starszy od jego uczniów, co było widać na pierwszy rzut oka.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  19. - Ja? - usiadł na kanapie i spojrzał na niego. - Ja zajmuję się tutaj zrównywaniem z ziemią marzeń bogatych dzieciaków - wyjaśnił mu, biorąc do ręki kieliszek wina. Ach, dawno nie pił takich rzeczy. - Aktorstwo i prawoznawstwo. Zdobywam tez puchary w koszykówce. Masz do czynienia z panem trenerem. Siadaj.
    Meh, już był spoko. przyniósł mu potrzebne kartki, w dodatku miał ze sobą wino... Czego więcej chcieć?
    - Ratownictwo? Tam podobno jest ostro, roboty w cholerę, ale kiepska płaca.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  20. Bratnia dusza. Normalnie facet był jego bratnią duszą. Tak bardzo go rozumiał.
    - No widzisz, ale jednak coś trzeba w życiu robić - mruknął do siebie, popijając winko. Nie streści mu przecież całej historii tego, dlaczego został nauczycielem, nie? Za krótko się znali. I nie, nie powie mu tego po pijaku, bo to była... tajemnica. Tajemnica, której pilnował nawet z procentami we krwi.
    - Dlaczego ratownik? Tylko dlatego, że lubisz? Czy ktoś z twojej rodziny był, jest? Uratowali cię kiedyś?

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  21. Jack uniósł brew wyżej, słuchając jego historii. No proszę.
    - Co ci zrobili, że się od nich tak odciąłeś? - zapytał, jednocześnie głaszcząc Diablo za uchem. Kot zaczął mruczeć.
    On do swoich rodziców rzadko się odzywa. Melduje im, co robi, co się u niego aktualnie dzieje i że nie muszą sie martwić. I tak sobie żyją. On z dala od domu po tym, co zrobił.I jakoś to leci...

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  22. Jack prychnął pod nosem. Może i był wredni i tak dalej, ale nie zamierzał go wyzywać i tak dalej. Zresztą, co, on jeden sypiał z facetami? Nie. Jack nie był lepszy, jeśli o to chodzi.
    - A, rozumiem. Popieprzona rodzinka, nierówno pod sufitem, lepiej działać samemu, niż z nimi, rozumiem - westchnął. - Nie zamierzam cię obrażać ani wyzywać, Francis. Rozumiem to - pocieszył go, stukając kieliszkiem o jego kieliszek. - No to nie dziwię sie, że podpaliłeś wszystkie mosty i poszedłeś swoją drogą. Gratuluję, niewielu ma odwagę.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  23. - Pochodzę z Australii, z Darwina. To miasto mieści się w Północnym Terytorium i tak dalej - wzruszył ramionami. - Mieszkałem w domku przy plaży i było fajnie. W Stanach mieszkam od niecałych dziesięciu lat. Pracuję tu jednak od niedawna, a wiesz, z iloma uczniami zdążyłem wypić? - uniósł brwi. - Mówię ci, sami alkoholicy z nich wyrosną. Lepiej nie daj się wciągnąć w to. Chociaż wiesz, darmowy alkohol... A mój akcent nie jest śmieszny, jest uroczy - prychnął.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  24. - Taak.
    Albo będziesz i pić, i pracować. Tak się da, serio. Chyba, że ktoś nie potrafi się ogarnąć z alkoholem, to wtedy jest gorzej. Ale Jack sobie radził. Jakoś. Nikt nie narzekał, nie chodził pijany na zajęcia ani na treningi, więc cichosza. Jest okej.
    - Dobrze, że idziesz swoją drogą.
    Dolał im wina do kieliszków. Diablo położył się między nimi na grzbiecie i prosił się o głaskanie.
    - A, właśnie. Skoro ratownik, to chcesz latać helikopterami, czy może karetką? Czy to jakoś od czegoś zależy?
    W sumie nigdy się tym nie interesował i nic nie słyszał na ten temat, więc...

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  25. Jack kiwnął głową. Jakby miał być ratownikiem, to chciałby latać helikopterem. Fajnie by było tak latać i jednocześnie ratować ludziom życia.
    - Jakie pytanie? - spojrzał na niego uważnie. Nie zamierzał odpowiadać na wszystkie jego pytania. Nie znali się, Jack nie odczuwał potrzeby mówienia mu o sobie i tyle. Musiałby być pijany jak cholera plus musiałby mu zebrać się na zwierzenia. Ale to rzadko bywało. Największe tajemnice i najgorsze wspomnienia zostawiał sobie.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  26. Jack spojrzał na niego, a potem odwrócił wzrok.
    - Skąd wiesz, a może serio chciałem nauczać tutejszą młodzież? - zapytał, uśmiechając się lekko. No, rękę by sobie normalnie dał uciąć za nauczanie tych durnych bachorów, nie ma co. - Powiedzmy, że zawsze chciałem wyjechać do Stanów. Miałem okazję to z niej skorzystałem - wzruszył ramionami.
    No. I tyle powinno mu wystarczyć.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  27. - Coś w życiu trzeba robić, ot co. Ja nauczam bogate dzieci, których rodzice mi płacą wielki pieniążki. Żyć nie umierać. A nie wszystkie bachorki są wredne i wiesz... rozpieszczone. Niektórym zależy na swojej przyszłej karierze i jest fajnie. Nie musisz wierzyć - wzruszył ramionami. - Po prostu coś nie wyszło, a potem pojawiła się okazja, żeby uciec i oto jestem. I kto mi powie, że nie można uciec...
    Jak to było? "Nikt nie uciekał wystarczająco szybko"? Jakoś tak.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  28. [Witamy, witamy nowego autora i razem z Anayą zapraszamy do wątku ;)]

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  29. [Wiem ;D sama ją dopiero niedawno odkryłam i żałuję bardzo...
    Wątek zawsze i nawet mam pomysł.
    Co prawda nie lubię zaczynać od zera, ale może akurat nam się uda to jakoś pociągnąć.
    Otóż, Anaya może się któregoś dnia urwać z lekcji i schować się w jakimś nieużywanym magazynie, czy schowku, żeby zapalić zioło.
    Francis ją na tym nakryje i może z początku udawać jakiegoś praktykanta czy kogoś w tym stylu, żeby ją postraszyć konsekwencjami za coś takiego. Oczywiście uwzględniając przy tym fakt, że moja bohaterka nigdy Twojego pana nie widziała. Co sądzisz? Na początek zawsze coś jest, potem można to rozwinąć ;)]

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  30. [O, to to na pewno ;D
    Zaczniesz, czy ja mam to zrobić?]

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja nie jestem uzależniona! Palę tylko dla przyjemności!
    Wiele razy słyszała już te słowa, wiele razy się z nich śmiała nie zauważając, że sama też niedługo zacznie mówić w ten sposób.
    Bo ona nie była uzależniona od marihuany, tylko tak dla zabawy ją popalała!
    Tego dnia ani trochę nie miała najmniejszej ochoty siedzieć i nudzić się na zajęciach. Napisze do kogoś, kogo będzie mogła wyciągnąć na miasto, ale najpierw... małe jaranko.
    Internat był dla niej spalony, bo w godzinach porannych, gdy uczniowie mieli siedziec grzecznie na lekcjach sprzątaczki plątały się pod nogami i musiałaby im dać niezły napiwek, żeby nie puściły pary z ust.
    Udała się więc do części budynku szkoły, w którym znajdowały się pomieszczenia gospodarcze i punkt ksero, bo zazwyczaj nikt się tam nie zapuszczał.
    Weszła do zapomnianego schowka, usiadła przy uchylonym oknie i zapaliła skręta, relaksując się błogim spokojem. Pewnie nawet uszło by jej to płazem, bo zdążyła spalić niemal wszystko co przy sobie miała, gdy drzwi pomieszczenia ku jej zaskoczeniu otworzyły się.
    Pewnie by się przestraszyła i wyrzuciła "dowód zbrodni" przez okno, gdyby nie fakt, że była już tak naćpana, że mało ją obeszła niechciana obecność. Spokojnie zgasiła niedopałek i popatrzyła na nieznajomego, zastanawiając się jedynie jak bardzo miała przesrane. Nie wyglądał na nauczyciela, co najwyżej na stażystę. Może uda się go jakoś przekupić, uwieść, albo cokolwiek...

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  32. Bez przesady. Nie była tak spalona, żeby nie orientować się, co wokół się dzieje. Co najwyżej można było stwierdzić, że mniej ją to wszystko obchodzi niż zazwyczaj. W końcu gość mógł na nią donieść do dyrekcji, a to niosłoby za sobą poważne konsekwencje, może nawet zawieszenie. A Anaya przecież nie znosiła kłopotów i tego, że ktokolwiek mógłby jej włazić butami w prywatność.
    - Po co? - spytała, co sensu obu pytań nie rozumiała. Co robiła, było widać gołym okiem, a po co... - robię to co chcę. Jestem wolnym człowiekiem. - odparła trochę nazbyt swobodnie, zważywszy na okoliczności w jakich się znalazła. - zapalisz ze mną?

    Anaya

    OdpowiedzUsuń
  33. - Bez podtekstów jest nudno – powiedział wprost Jack, patrząc mu w oczy. Tak, u niego były podteksty. Przyzwyczaił się i nie bał się też tego robić, już nie. Poza tym, Francis był dorosły, więc Jack mógł mówić, co chce, póki ten go na przykład nie uderzy lub… oskarży. Mhm, takie właśnie było życie. Jack oczywiście zamierzał sprawdzić pana od ksero, co mu też w tej głowie siedzi. Akurat dzisiaj było mu już wszystko jedno. A poza tym, hej, pan od ksero był seksowny. Więc dlaczego miałby sobie odmawiać podtekstów i… innych takich?
    - Też mnie zaintrygowałeś. To chyba przez te tatuaże – pozwolił sobie zatem przesunąć palcami po jego ręce, na której miał zajebisty kolorowy rękaw.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  34. To nie wariowanie ani alkohol. To się nazywało "podniecenie". To przecież było zrozumiałe wszystko, więc nie było się czego wstydzić... i obawiać.
    - Co ci mogę więcej powiedzieć... - zastanowił się. - Jest zabawnie i tak dalej. Jesteśmy przecież dorosłymi ludźmi. I owszem, chcę zobaczyć twój tatuaż na łopatce.
    Jezu, co tu się właśnie działo, do jasnej cholery? Nah, o tyle dobrze, że pan od ksero był pełnoletni i nie był jego uczniem. Co nie zmieniało faktu, że był od niego sporo młodszy.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  35. - Też chciałem sobie zrobić więcej tatuaży, a ostatecznie skończyłem z jednym. Jakoś tak nie było okazji, żeby bardziej udekorować swoje ciało - powiedział, sunąc palcami po konturach tatuażu na jego łopatce. - Super robotę ktoś odwalił. Nie będziesz nudno wyglądał na starość, nie? - zaśmiał się cicho.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  36. - Dzięki. Miałem wtedy chyba osiemnaście lat. Jak mnie rodzice zobaczyli... Ale potem stwierdzili, że im się podoba - uśmiechnął się na wspomnienia, a potem napił się wina i spojrzał mu w oczy. No dobra, chyba obaj wiedzieli, do czego to wszystko zmierza. Prawda?

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  37. - Ja tam im się nie dziwię, że się czepiali. Masz ich dość sporo - zauważył sprytnie. On akurat by się nie czepiał, nie jest aż taki stary przecież, bez przesady.
    Uśmiechnął się, kiedy ich nosy się zetknęły. Jack mógłby nawet stwierdzić, że to słodkie. Ale słodkości to on miał potąd, więc nie czekał już dłużej i po prostu go pocałował.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  38. Jack uśmiechnął się do siebie. I kto by pomyślał, że spokojnie zapowiadający się wieczór zamieni się w tak... namiętny? Jemu oczywiście pasowało i nie narzekał.
    Przysunął się bliżej niego. Całując go, zaczął powolutku dotykać jego ciała, badając je i gładząc. Przynajmniej nie miał już koszulki.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  39. Szaleńca? Na pewno nie. Za napalonego pana od ksero? Owszem.
    Pozwolił zdjąć z siebie koszulkę i odrzucić ją na bok. Potem pchnął go na łóżku, od razu znajdując się nad nim. Pocałunki pocałunkami, ale Jack lubił gryźć. Dlatego właśnie to robił; w szyję, w ramię, w obojczyk. Jednocześnie jego dłoń błądziła po jego torsie i sunęła w dół.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  40. - Szszsz... to dopiero początek - szepnął mu na ucho, a potem zaczął schodzić pocałunkami w dół. Rękoma leniwie odpinał jego spodnie. Dobra, nie powinni się tak spieszyć, ale Jack był dzisiaj w gorącej wodzie kąpany. I cóż... chciał go mieć. Z drugiej strony nie chciał mu zrobić krzywdy.
    W końcu jednak ściągnął z niego spodnie wraz ze skarpetkami. Przywarł ustami do jego męskości przez materiał bokserek. Dłoń położył na jego podbrzusze.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  41. W końcu rozebrał go do końca. Pocałował go w brzuszek, mostek i w usta. Jedną ręką rozpinał sobie spodnie, a palcem drugiej ręki wodził po jego ustach. Dopiero po chwili zagłębił go w nich, aby potem wsunąć go w niego. Powoli zaczął nim poruszać, rozciągając go. Miał ochotę wejść już teraz w niego, ale gdzieś tam resztki zdrowego rozsądku w nim siedziały. Nie chciał go skrzywdzić mimo wszystko.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie minęło jednak dużo czasu, kiedy Jack postanowił go mieć. Wszedł w niego, zaciskając zęby. Przez chwilę się nie poruszał, chciał, żeby chłopak się do niego przyzwyczaił. Całował go jednak w szyję, powoli i spokojnie, jakby chciał mu przekazać, że wszystko będzie okej.
    Po dłuższej chwili zaczął poruszać biodrami, patrząc mu w oczy.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  43. Wedle życzenia pana od ksero, Jack zaczął mocniej poruszać biodrami. Wyprostował się, kładąc dłonie na jego pośladkach, żeby było my wygodniej. No i z tej perspektywy widział dokładnie reakcje na jego twarzy. Nagle jedną dłoń położył na jego podbrzuszu, a potem zacisnął palce na jego męskości. Jęknął raz, drugi, trzeci. Było mu dobrze i czuł gorąco w swoim ciele.

    Jack

    OdpowiedzUsuń