
Czekam cierpliwie w jednej z sal lekcyjnych. Aparat stoi na pobliskim stoliku, notes w linie wraz z długopisem spoczywają na moich kolanach, okulary wdzięcznie ozdabiają nos. Wiem, że mój dzisiejszy rozmówca ma tendencje do spóźniania się, wszyscy ostrzegali mnie przed tym wywiadem.
Zobaczymy, co to będzie. Kolejna kartka notesu niknie pod moimi bazgrołami, kiedy w końcu drzwi się otwierają i w sali pojawia się Marcus. Przeczesuje włosy ręką z jawnym zawstydzeniem przepraszając. Zaraz rzuca plecak gdzieś pod ścianę i opada na krzesło naprzeciwko mnie. Stara się sprawiać wrażenie pewnego siebie, cały czas gra. Wolałby zamienić się ze mną miejscami, widzę to w jego oczach. W luzackiej postawie jest jakieś napięcie dostrzegalne dla wprawnego obserwatora. Wciąż pociera dłonie, przesuwa nimi po udach. Nie chce dać po sobie poznać skrępowania, ale jego ciało go zdradza. Nie panuje nad tym. Widzę, że woli zadawać pytania, które wcześniej sobie przygotował, niż udzielać spontanicznych odpowiedzi. Pewnie wszystko zawsze musi mieć pod linijkę.
Perfekcjonista. Sprawdzam listę i zadaję pierwsze z brzegu pytanie. Coś niezobowiązującego, mało ważnego, tak dla rozluźnienia. Mruga kilkukrotnie i prawie widzę trybiki obracające się w jego głowie. Zaraz dostaję czystą, klarowną odpowiedź ubarwioną lotną parafrazą jakiegoś znanego cytatu.
Poprawnie, szkolnie, dwója, siadaj - myślę szyderczo, patrząc na jego pełen zadowolenia uśmiech. Gdzie jest jego kreatywność? Podobno taki z niego artysta. Zahaczam o ten temat, zaraz ponownie się peszy. Duka coś niepewnie, ale w końcu przyznaje się, że zdarza mu się
coś tworzyć. Pewna, że więcej się nie dowiem, zaglądam w moją kartkę, kiedy on nagle macha mi przed oczami grubym zeszytem w twardej, granatowej okładce. Kiedy jakiś skrawek papieru ląduje na podłodze, kieruje mną po prostu savoir-vivre. Podnoszę kulturalnie zgubę i rzucam kątem oka na literki. Każdy porządny dziennikarz powinien umieć łączyć fakty. Z miłym uśmiechem pytam więc o właśnie podniesiony wycinek z gazety. Duma i miłość, która nagle pojawia się na jego twarzy aż mnie zaskakuje. Zaczyna czule mówić o swoim kochającym ojcu, który od sierocińca doszedł do willi z basenem. Opowiada żarliwie o jego interesach, genialnych pomysłach i śmiałych transakcjach, a ja zamiast notować po prostu słucham. Nieczęsto udaje się go zmusić do szczerej rozmowy. Zazwyczaj albo milczy, albo udziela lakonicznych wypowiedzi, ewentualnie zadowolony z siebie rzuci jakimś zmodyfikowanym cytatem. Kiedy w końcu milknie, uśmiecham się miło i pytam grzecznie o jego matkę. Przez jego twarz przebiega rozbawiony grymas. Mówi już rozluźniony o kobiecie z bogatej rodziny, która stała się najważniejszym interesem ojca. Sam z siebie przechodzi do tematu siostry, która jest miniaturką matki. Napomyka o miłości jego rodziny do zwierząt, więc uprzejmie pytam i o jego pupila.

Żarliwie mówi o rudym persie, który całe dnie spędza w jego łóżku. Kiwam grzecznie głową, aparat i tak nagrywa całą rozmowę, nie muszę notować. Chłopak ma przyjemny głos, aż chce się go słuchać. Nadaje się na prezentera w wiadomościach, co według moich danych jest jego marzeniem. W końcu przestaje mówić i przygląda mi się w oczekiwaniu na kolejne pytanie. Wynajduję zaraz jakieś związane ze szkołą. Odpowiada bez wahania, pewnie. Widzę, że lubi tę placówkę. Ma wielu przyjaciół, o których zaraz sam wspomina. Rozkręcił się. Potok słów, który wylewa się z jego ust, otacza mnie szczelnie i czaruje. Już wiem, dlaczego tak wiele listów dostajemy z prośbą o wywiad właśnie z nim. Rzesza jego wiernych fanek rzuci się na kolejny numer naszej gazetki, tego jestem pewna. Sama nie wiem, dlaczego nagle pytam o jego związki. Patrzy na mnie chwilę, po czym podnosi się z krzesła.
- Myślę, że tyle wystarczy. Dziękuję za wywiad.
Dwa najchłodniejsze zdania, jakie kiedykolwiek usłyszałam. Zaraz trzasnęły drzwi, a po Monetcie został tylko lekki zapach jakiś drogich perfum.
Cóż, wygląda na to, że lubi być niedostępny...