WITAJ!

Wrzesień właśnie się rozpoczął. Uczniowie witają nowy rok szkolny, wciąż ciesząc się promieniami słońca. Wszyscy powoli wracają do swoich normalnych obowiązków, starając się zapomnieć o wakacjach oraz wdrożyć w coraz to nowe obowiązki.

kontakt: soxpointless@gmail.com

Serdecznie zapraszamy do zapisów!

piątek, 29 sierpnia 2014

***

Jillian Chamberlain 

✦ 01.04.1996 ✦ klasa trzecia ✦
✦ dziennikarstwo ✦ literatura ✦
✦ drugie piętro ✦ trzyosobówka ✦

Czasem chciałaby zniknąć, czasami chciałaby być bardziej pewna siebie. Ogólnie to nie sposób ją zrozumieć; chyba ma trochę ADHD, wszędzie jej pełno. Bogata dziewczynka z dobrego domu; ta gorsza z sióstr. Zwykła Jill, niesie za sobą nieodłączny entuzjazm i dziwny humor. Umie grać na flecie, bo pianino ją przerasta. Umie śpiewać w chórze, bo solo ją przerasta. Umie stać w butach na obcasach, bo chodzenie ją przerasta. W sumie to matka trochę spaprała robotę w jej przypadku, bo o ile Ellie jest stuprocentową kobietą, to Jill już chyba mniej. Ostatni raz kieckę miała jakieś trzynaście lat temu na urodzinach małego sąsiada, Ellie siedziała grzecznie i popijała herbatkę, a Jill pobiegła robić babki z błota i dostała orycz, więcej nie włożyła niczego, co nie miało dwóch nogawek. Trochę niezdarna; wszyscy uważają, że mogłaby być dobra w sportach, gdyby mogła nie potknąć się o własne stopy. W galeriach handlowych biegnie na elektronikę, książki i zegarki, czasem jakieś fast foody, żadnych ciuchów. Lubi gry komputerowe, nie lubi kosmetyków. Na ogół zadaje się z chłopakami, bo uważa, że to lepsza opcja — nie obrażają się o byle co i w zasadzie ma z nimi więcej do pogadania niż z płcią piękną. Wielka fanka Żółwi Ninja (po cichu zawsze faworyzowała Leonarda, ale ćś!), Kaczora Donalda i Eda, Edda i Eddy'ego. Lubi czytać i bazgrać jakieś głupie opka, które pokazuje najbliższym kolegom (zazwyczaj to jakieś fantasy, sci-fi albo wojenne; uważa, że lepiej ją zrozumieją). Zbiera modele starych aut, samolotów i czołgów. Pije małą czarną i lubi ostre jedzenie. Bywa rozmarzona, czasem innych ściąga na ziemię. Wielbicielka winyli i starego dobrego rocka. Czasem może thrash metalu. Głosi brytyjski humor i nie rozumie współczesnych sucharów. Niewinna jak białe prześcieradło. 
A ogólnie to rodzice kazali jej iść na dziennikarstwo, ona chce zostać mechanikiem samochodowym.

 POWIĄZANIA  WIĘCEJ  

Ebba Zingmark
chyba wolę zaczynać
szukam siostrzyczki,
współlokatorek,
 jakichś dobrych kolegów,
i ewentualnie pierwszej miłości

Palcami ustalam


rysy mojej twarzy

Dwa palce wsadzam w usta
i przydaję twarzy uśmiechu


Jest to uśmiech rozdzierający
przetłuszczoną skórę

Jest to uśmiech od ucha do ucha
wypełniony zwojami języka




Constantin Fritze, 39
pół Niemiec, pół Irlandczyk
historia sztuki, improwizacje ruchowe, szermierka



Proszę pana, pan ma dzisiaj podbite serce. Pan się nie próbuje leczyć przypadkiem, bo panu powiedzą żeś pan jest nie z tego świata. Okrzykną pana zjawą, nosem krwawiącym, szramą na przedramieniu. Kimże pan jest, panie Fritze? Widziałem w życiu wiele, moje własne cierpienie, ale to nic, w porównaniu z pana gładką skórą, z pana długimi palcami i słowami zawieszonymi w powietrzu. Niech mi pan powie: skąd się bierze zawiesina w kształcie pańskich słów pomiędzy dłońmi, jak chmura ciężka od myśli nieuczesanych, niespisanych jeszcze? Czy pan się boi mieć do czynienia z rasą ludzką, wielkomiejskim szumem, gwardią kretynów z darmowym połączeniem internetowym? Jak tak na pana patrzę, to mi się wydaje, że w panu nie ma spokoju, nawet odrobiny, że gdzieś uciekł, może pod lodówkę, może między kręgi. W oczach pańskich, jak w całej galaktyce, doszukuję się pędzących pociągów, ale tam jest jedynie pustostan, pustynia, stara fabryka śrubek. Pan jest przepalony, jak każda żarówka po dolarze w sklepie na rogu, gdzie sprzedają wszystko (doszukałbym się tam pewnie i pańskich paliczków w promocji dwa za jeden). Skupiłem się wczoraj na głosach ludzkich i zbudziły one we mnie wątpliwość czy aby na pewno cierpliwość pana jest rzeczywista. Jakże jednak mogę ocenić, skoro pan tak niewiele mówi, a kiedy już uda mi się pana do tego nakłonić, słowa są tak piękne, że sposób ich wymowy to jedynie dodatek, jak ilość masła w margarynie. Pan mi jest bliższy niż matka, bo ta pępowina, co nas łączy, wciąż nie została rozcięta. Bronię jej zaciekle, nawet jeśli pan z taką zaciekłością podsuwa się pod skalpel. Ja wiem, co panu dolega. Tu chodzi o samotność, proszę pana. Przewija się w panu chęć nieistnienia, co więcej, chciałby pan wyparować niezauważenie, nie pociągając za sobą na sznurku połowy świata. Dzielimy to samo powietrze, deptamy tą samą trawę, walczymy o tę samą wolność, a jednak pan w tym wszystkim jest po prostu bardziej. I słów mi braknie, kiedy się tak w panu gotuje idealność, kiedy perfekcja zasłania panu oczy. Nie mylę się, sądząc że pan jest zakochany po uszy w brzydocie jako formie artystycznej. I nie sądzę, by pan chciał mieszkać w pięknie, skoro pańska zdolność do tworzenia go własnym umysłem znacznie przewyższa współczesnych architektów. Niech się pan nie martwi, jeszcze wynajdą materiał, z którego będzie pan mógł tworzyć wieszaki na płaszcze z pańskiej ciężkiej duszy. Mam sucho w gardle, bo pan jest odwrócony do mnie plecami, mówiący o właściwościach punty. Skupić się nie mogę, bo mógłby pan opowiadać nawet o marynowaniu śliwki, a i tak wpadałbym w zachwyt zakrawający o przestępstwo. Zapytam pana już tylko raz, co się w panu szamoce przy traceniu ósmego z dziewięciu żyć?
Zalinkowany ostatni wers wiersza.

Było to ta­kie miej­sce, gdzie spra­wy pod­wi­jały ręka­wy i zaczy­nały się dziać.

Lubisz zapach pomarańczy? Ja bardzo. Przypominają mi dzieciństwo. Zielony pokój i siostrę bliźniaczkę wierzgającą po piętrowym łóżku. Nadia to złośliwy chochlik. Wiedziała gdzie uderzyć, abym więcej się nie wychylał. Kobiety… Wiedzie, co dało jej taką władzę? Dziesięć minut. Jest ode mnie starsza o dziesięć minut. Dzięki temu nosiłem w dzieciństwie różowe skarpetki, a sąsiadki zaglądając do wózka nazywały nas małymi księżniczkami. To musiał być niezręczny moment – po kilkunastu latach zauważyły, że u jednej z księżniczek pojawia się zarost na twarzy. Starannie wyhodowany i dopieszczony z resztą. Tak między nami – wyglądał idiotycznie. Zauważyłem, że w moim życiu wszystko musi być dopieszczone. Nawet ubrania. Wyobrażacie sobie mieć bałagan w szafie? Opatrzyłbym sobie każdą półkę etykietą, ale współlokator dziwnie na mnie patrzył gdy podjąłem takową próbę. Wszystko musi być wyprasowane, równo złożone i pachnące płynem do płukania tkanin. Pedant, nie mylić z pedał. Chociaż do kobiet nie umiem się ustosunkować. Kurczę, bo wy jesteście takie skomplikowane, wiecie? Zapraszając jedną z was do kina lub kawę mam wrażenie, że rozbrajam bombę. Nawet w filmach wygląda to łatwiej, bo tam mają tylko trzy kabelki. W was kabelków jest tysiące. A niech to, przecież lubię wyzwania. A wiecie, co jest dla mnie największym wyzwaniem? Szkoła. Może to zabawne, ale tak – szkoła. Zależy mi na stopniach, wyróżnieniach i ukończeniu jej z jak najlepszym wynikiem. Trochę na złość mojej mamie, bo boi się że w przyszłości poderżnie mi gardło brodacz z Afganistanu. Trochę też z własnych ambicji. I pasji bo jestem człowiekiem ciekawym świata. Może nawet wścibskim ale nie oszukujmy się – wszyscy żywimy się plotkami. Szczególnie pikantnymi. Nie żebym planował pisywać artykuły do zwykłych brukowców, o nie. Bo trochę interesuje mnie też fotografia i wiecie co? Fajnie byłoby kiedyś połączyć to w jedną całość i dokonam wszelkich starań, aby tak właśnie się stało. Nie przełknę goryczy porażki, nie potrafię tego zrobić. Dlatego nie przyjmuję od życia żadnej odmowy. Żadnej. I wtedy zaczyna się zabawa.

[1]    [2]    [3]
Rafael Zorah  
Ur. 17 maja 1995 roku w Waszyngtonie
IV klasa o profilu dziennikarskim
Astronomia i fotografia 
Pokój 31
powiązania  •••  coś dla ucha  •••  pamiętnik
_____________________________________________________________________
Rafcio jaki jest, każdy widzi więc zacznijmy już!
Buźka : 
Russell Giardina