Filtr papierosa pomiędzy wargami uświadamia,
ile jeszcze przede mną.
Siedemnaście.
Siedemnaście tylko.
A potem koniec paczki.
Soren Luth, 19
IV, prawo, boks
Jest psem niszczycielem. Pogryzie kości. Wydrapie oczy. I warczy. I piana toczy się z ust. A oczy szeroko otwarte i grzbiet najeżony. Pazury ostre, nieprzypiłowane. Wścieklizna jak permanentny kaszel. Przekleństwo za przekleństwem w niebezpiecznej mantrze wymawianej półszeptem. W głowie furia wpada w paranoję i męczy, rośnie, wybucha. Jak granat bez zawleczki, rozrywa cudze ciała, samemu również gubiąc organy w każdej bramie. Niespokojnie czatując pod całodobowymi sklepami, wypełnia wnętrza papierosowym dymem i brudzi czyjeś wycieraczki bosymi stopami. Wygwizduje melodie nazistowskich marszów niemieckich, zdziera skórę z knykci wbijając je w napotkane mury, drzwi, kręgosłupy. Wartkie prądy nienawiści, kabel wokół szyi i trzy kreski, migające światła, cholerna bezsenność. Wiecznie nieposkromiony apetyt na podbite oczy i krwawiące wargi wzrasta wraz z pragnieniem kolejnego litra wódki. Szczytuje w ciasności, upaja w ciemności, ginie w złości. Celuje w słabych, silnych i pośrednich, wysysa życie z kolan jak posokę, pragnąc smakować szpiku do szpiku kości. Rozrasta się jak trąd, pozostawia stygmaty w kształcie swastyk i pierze własne brudy w publicznych toaletach. Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów wybujałego ego, szkodliwej substancji, cyjanku w jednym trzydzieści sześć i sześć. Rzetelnie pieszczone wnętrzności kubkami mocnej kawy, chorujące na wieczną potrzebę wypluwania wątroby i żółci. Doświadczony w niebyciu, nieistnieniu, zapomnieniu, harmidrze i szale. Rzuca się w wir złośliwości; bycie hieną ma wpisane w życiorys zaraz obok stałego już braku zatrudnienia. Rycerz w zardzewiałej zbroi, wąchający benzynę, pięknie przebrzydły i przeterminowany. Poleganie na tym, co nieograniczone, na wolności naciągniętej jak struny gitary, na wieczornym, porannym, dziennym papierosie. Ochoczo stawia kroki w kierunku samozniszczenia z powodu przedawkowania gniewu. Agresję wynajduję pod każdym śmietnikiem i pielęgnuje ją połączeniem taniego piwa i pogoni za serową pizzą o trzeciej w nocy na obrzeżach miasta. Mieszka w kokonie, gdzie jest królową matką, a rój dziko goni za jego paskudnie niewinnym uśmiechem.
Karta była też na innym blogu, ale ją lubię.
Druga postać, joł.

