WITAJ!

Wrzesień właśnie się rozpoczął. Uczniowie witają nowy rok szkolny, wciąż ciesząc się promieniami słońca. Wszyscy powoli wracają do swoich normalnych obowiązków, starając się zapomnieć o wakacjach oraz wdrożyć w coraz to nowe obowiązki.

kontakt: soxpointless@gmail.com

Serdecznie zapraszamy do zapisów!

środa, 27 sierpnia 2014

Pijemy alkohol, bo boimy się zostać sam na sam z własną duszą, myślami, uczuciami... Najbardziej boimy się siebie samych.


Ethan Moore
Czwarta klasa, prawo. Chociaż czasami wolałby lewo.
Kiedyś cholernie ambitny. Dziś...
Zamieszkuje 32 pokój.

Sam dokładnie już nie pamięta w jaki sposób dowiedział się o swoim ojcu. Wspomnienia podpowiadają mu, że było to dawno, miał może z cztery, pięć lat? Nie jest dziś tego pewien. Usłyszał jedno słowo, które wypowiedziała jego mama w rozmowie przez telefon. Kiedy zapytał swojej rodzicielki o to słowo, na jej twarzy pojawił się grymas, a ona sama jakoś tak nagle posmutniała. Powiedziała coś, że to nic takiego i poprosiła małego Ethana by poszedł się dalej bawić, że wytłumaczy mu dokładnie kiedy indziej. Zapomniał o tym, po prostu mu wyleciało z głowy. Przecież był taki mały, a mama obiecała mu kiedyś wytłumaczyć. Matka nigdy mu nie wytłumaczyła tego słowa, nigdy nie zamierzała, a nawet jeżeli to nie miała już później do tego okazji. Zmarła, kiedy chłopiec miał osiem lat. Jak można się spodziewać, jego życie się zmieniło. Zamieszkał wraz z dziadkami, którzy należeli do śmietanki towarzyskiej. Nagle Ethan znalazł się w domu z basenem i pokojówką, a nawet dwiema. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Czuł, że coś jest nie tak, że dziadkowie nie są szczęśliwi, że wcale go nie kochają... Na początku wakacji podsłuchał pewnej rozmowy swoich dziadków, poznał prawdę o sobie, o swoim ojcu... O tym przez co musiała przejść jego matka, zrozumiał dlaczego popełniła samobójstwo. Pełne pogardy spojrzenie dziadka już go nie dziwiło. Przepełnione bólem oczy babki i jej ciągle zatroskana twarz nabrały sensu. On sam za każdym razem, gdy tylko spoglądał w lustro czuł się jak śmieć i nie jeden raz celował pięścią w swoje odbicie, kalecząc ją. Kawałki szkła rozsypywały się po łazience robiąc przy tym nie mały hałas. Kiedy wówczas do pomieszczenia wpadał dziadek, Ethan nie jeden raz czuł, że nie powinno go być na tym świecie.

- Chcesz znać o mnie prawdę? - zaśmiał się żałośnie sięgając po kieliszek wódki - jestem Ethan Moore i powinienem być martwy. Matka powinna zabić i mnie, i mojego... - nie był wstanie nazwać mężczyzny, który zgwałcił jego matkę ojcem. Nie mógł. Nie był w stanie przyznać się przed nikim kim jest, skąd się wziął. Wstał gwałtownie od baru i ruszył w stronę grupki nachalnych i pijanych mięśniaków. Wiedział, że nie ma szans. Jednak czuł do czego może dojść. Co może przeżyć dziewczyna, której się narzucali. Podszedł i bez żadnego słowa przywalił pięścią jednemu z nich. To co działo się następnie było jedynie chwilą. Ostry ból w okolicach brzucha, twarde uderzenie w głowę i ciemność przed oczami. To była jego ucieczka przed wielkim, psychicznym bólem z którym nie potrafił sobie poradzić.


Ethan nigdy nie był złym człowiekiem. Po prostu jego życie potoczyło się zupełnie inaczej i albo bóg ma według niego jakieś specjalne plany, albo po prostu mści się na nim od samego początku. Jednak osiemnastolatek znalazł sposób na radzenie sobie z ciągłym bólem. Narkotyki, alkohol, bójki... Dzięki temu czuje, że żyje chociaż nie jest pewien czy żyć powinien.
Dzięki bogu ma dzianych dziadków, może kariera prawnicza jest jeszcze do zdobycia.


Buziuchny użycza Ash Stymest. Wszelkiej maści wątki i relacje, te proste jak i skomplikowane bardzo lubimy.