W papierach ma napisane Amary Sorenson, urodzona w Malmo, w Szwecji, czternastego września, dziewiętnaście lat temu. Ale kto by się przejmował papierami, prawda? Dostosowawszy swoje dziwne imię do amerykańskich standardów, najczęściej przedstawia się jako Amy. Ale kto by się przejmował papierami, prawda? No właśnie.
Nie każdemu trafia się w prezencie od losu idealnie ułożone życie, ale są też tacy, którzy
w ogóle na to nie zasługują. Amary do dzisiaj nie wie, do której z tych grup się zalicza. Nie jest biedną sierotką wychowywaną w bidulu ani dzieckiem z patologicznej rodziny, co to ojciec alkoholik, matka się na każdym rogu puszcza a małoletni brat ma większy szacun na mieście za handlowanie prochami niż nie jeden diler. Nie, ona pochodzi z całkiem normalnej rodziny, jej matka uczy muzyki w gimnazjum a ojciec jest inżynierem. Jej młodszy brat, Charlie, nigdy w życiu styczności z narkotykami nie miał i jakoś się chyba na to nie zanosi. A to, że Amy na złą drogę zeszła, to już wina tylko jej samego.
Od dziecka miała jednego, najlepszego przyjaciela, jakim był rok młodszy Russ Collins, rudzielec z klasy Charliego. Stanowił dla niej takie solidne wsparcie w czasie choroby, ramię gotowe do wypłakania się i godziny nocnych rozmów. Bo oboje wiedzieli, że teraz muszą się trzymać, że ta przyjaźń nie może zostać zaprzepaszczona, nawet jeśli Amy i Josh, starszy brat Russa nie lubili się zbytnio, a nawet pałali chęcią mordu przy każdym spotkaniu.
Szkoła w Stanach okazała się idealną okazją, żeby się od tego wszystkiego odciąć, odizolować. Rodzice wysłali ją tam tylko po to, żeby więcej nie przysparzała kłopotów, bo po prostu nie mogli sobie z nią i jej okresem buntu dać rady, gdy z każdego wyjścia z domu wracała z wyraźnymi śladami swoich ekscesów. Profil muzyczny wykształcił ją odpowiednio a ona po prawie ośmiu latach wyznała Russellowi swoje uczucia, znacznie rozbieżne z żywioną dotąd przyjaźnią. Ale niestety bajka nie przewidziała szczęśliwego zakończenia, lajf is brutal.
Amy nie jest jakąś specjalnie skomplikowaną osobistością. Lubi wypić i zapalić, mimo wszystko narkotyków nigdy nie ruszyła i nie zamierza tego zrobić, po tym jak Russ prawie z nią przez to zerwał wszelkie stosunki. Jest spontaniczna, potrafiła sprzedać wszystkie swoje ukochane instrumenty, żeby odkupić Monsuna, konia Russella. Ciężko jej zaufać komuś obcemu, tak po prostu, dlatego przy pierwszym spotkaniu jest strasznie małomówna i „analizuje” rozmówcę.
Ma swoje nawyki, takie jak trzy przesłodzone kawy rozpuszczalne dziennie, wypala dziennie dokładnie dwadzieścia trzy papierosy i je tylko czerwone żelki. Zastanawia się też nad przejściem na wegetarianizm. Potrafi grać na czterech instrumentach – gitara akustyczna i basowa, saksofon i fortepian, śpiewać nie lubi. Burza jej nie rusza, wręcz przeciwnie, śpi wtedy jak zabita.
Amary Sorenson
19 lat
Klasa IV
Profil muzyczny
Dodatkowo taniec, teatr
Pokój numer 24
Krzyczcie, bijcie, gryzcie. Dziewczyny nie tworzyłam iks lat. Ale mimo to mam nadzieję na fajne pisanie. Jestem nieregularnie, najczęściej w weekend.
[no w końcu widze - kolo. z tego samego profilu ^^ i nie wiem czemu mi wpadlo by zrobic z nich jednoczesnie i rywalki (na stopie zawodowej) i psiapiolki (chodz idziemy sie upic!) xD i zeby nie bylo czesc!]
OdpowiedzUsuńGabi
[hej, skarbie x33]
OdpowiedzUsuńJack
[Dzień dobry, witam się serdecznie ;) Życzę miłej zabawy na blogu, wielu wątków i powiązań, a weny jak najwięcej!]
OdpowiedzUsuńMarcus Monet
[Ja na wątek zawsze i wszędzie. Czy masz jakiś pomysł?]
OdpowiedzUsuń[Znam cię, jestem tego pewna... Skąd cię znam?]
OdpowiedzUsuńGabriel
[Śliczne zdjęcie <3 i Obie chodzą na zajęcia z teatru! Można nasze bohaterki jakoś powiązać ;) W każdym razie, baw się dobrze!]
OdpowiedzUsuńAnaya