WITAJ!

Wrzesień właśnie się rozpoczął. Uczniowie witają nowy rok szkolny, wciąż ciesząc się promieniami słońca. Wszyscy powoli wracają do swoich normalnych obowiązków, starając się zapomnieć o wakacjach oraz wdrożyć w coraz to nowe obowiązki.

kontakt: soxpointless@gmail.com

Serdecznie zapraszamy do zapisów!

piątek, 12 września 2014

I try to leave a little reputation behind me

So if you really need to, you'll know how to find me


Alexis Waterhouse
III klasa
18 lat
pokój 28
matematyczny
astronomia 
jazda konna

Nowa dziewczyna w szkole, której imię zna już prawie każdy. Urodziła się w Nowym Jorku, gdzie chodziła do prywatnej szkoły. Jeśli ktoś miał kieszenie wypchane dolarami, mógł załatwić bardzo, bardzo wiele. Jednak po incydencie na szkolnej pływalni w towarzystwie rówieśników i ecstasy lub może w bibliotece z jednym z nauczycieli, została z niej wydalona. Rodzice przenieśli ją do innej szkoły z dala od Wielkiego Jabłka. W St. Katherines High School reputacja wyprzedza samą Alexis, która wcale nie pomaga plotkom ucichnąć. Nigdy nie była zbyt dobra w mówieniu "nie", uwielbia eksperymentować i poznawać nowe rzeczy i nowych ludzi - a najlepiej nowych mężczyzn. Jakoś tak się złożyło, że dogaduje się z nimi o niebo lepiej niż z innymi dziewczynami. Bywa zimną suczą i notorycznie kłamie, po za tym, za dużo myśli. Lubi gotować i bawić się do białego rana. Dużo się uśmiecha i już teraz, niektórzy za jej plecami mówią, że jest łatwa. Alexis kocha życie, wierzy w seks, piękno i samą siebie. Jest cwana, ale bardzo towarzyska. Lubi robić zakupy i jednym z jej nałogów (po za papierosami i kawą) jest kupowanie online. Czyta Wilde'a i Buszującego w Zbożu. Wcześnie wstaje, późno chodzi spać, a i tak nic dobrego z tego nie wynika.
_______________________
GMJ + Bugsy Malone
Witam państwa i zapraszam do wątków! :)

niedziela, 7 września 2014

Hello Mr. President

Liam van Cliff
Mr. President 

18 lat, klasa IV
Profil prawniczy
Szermierka, jazda konna, pływanie
Arystokrata z krwi i kości
Przewodniczący szkolnej Rady Uczniowskiej









Rodowity Anglik | Potomek brytyjskiej szlachty | Surowe wychowanie | St. Katherines, jako forma nagrody od rodziców | Wzorowy uczeń | Brak zajęć, które "marnowały by jego cenny czas" | Uzależniony od decyzji rodziców | Wyjazd do USA synonimem wolności | Jego twarz ponoć budzi zaufanie | Zaaranżowane małżeństwo do którego się nie przyznaje i na które nie ma zamiaru przystać | Wyuczone maniery | Nieprzeciętnie przyjazny | Jakimś cudem "ogarnia" tę szkołę | Stoicki spokój, który potrafi zmącić tylko zbyt duża dawka alkoholu | Co najbardziej wszystkich dziwi - nie jest święty | korzysta z chwilowej wolności | Dogada się z każdym i w każdym języku | Nadal zdarza mu się zachowywać zbyt sztywno | Najlepszy przyjaciel ciała pedagogicznego | Załatwi każdą sprawę | Wszystko wie i wszystko umie, a jak czegoś nie wie, to się dowie i nauczy | Książę z Bajki? | Mało wolnego czasu | Wiecznie niewyspany | Kombinuje, jak wykolegować się z rodzinnego biznesu | Niepoprawny romantyk, któremu ktoś kiedyś na pewno złamie serce. | Problemy drugiego świata go nie dotyczą | Przegrywasz dopiero w momencie, kiedy się poddasz.


Powiązania


Ka bum!
Pan przewodniczący się wita.
Takiego ułożonego człowieczka nigdy jeszcze nie prowadziłam, więc to na pewno będzie dla mnie wyzwanie.
Na zdjęciu Drew van Acker
Wszystkie wątki, wszystkie powiązania - tak.
Wolę wymyślać, niż zaczynać.
Show must go on! 

Podejdź bliżej, nie gryzę, zazwyczaj...

charles finley stewart.

17 marca 1995 roku; Londyn
pokój 33; kapitan siatkarzy
sportowiec; klasa IV.
Żaden z niego książę na białym rumaku, no chyba, że liczy się te palące, jak smok 340 koni mechanicznych pod maską śnieżnobiałego audi Q7, którym się wozi. Ot zwykły chłopak - syn redaktor naczelnej brytyjskiego Vanity Fair i właściciela salonu audi właśnie. Pewnie dlatego wszyscy mężczyźni w ich rodzinie jeżdżą samochodami tej marki, a kobiety sięgają jedynie po to czasopismo. Oto przed wami chłopak, który na drugie imię powinien mieć Trouble, ale babci by się nie spodobało, więc dostał imię po dziadku. Wiecznie pakujący się w tarapaty, z których tylko pieniądze rodziców mogą go wyciągnąć. Wiecznie uśmiechnięty, bo w końcu trzeba pochwalić się idealnym uzębieniem. Wiecznie otoczony wianuszkiem wiernych fanek, które są tak głupie, że aż mu czasem ich szkoda. Ale trzeba korzystać, bo życie jest krótkie i nie warto się ograniczać!

środa, 3 września 2014

Can we pretend to leave and then  we’ll meet again, when both our cars collide?



Francis Walsh
28 grudnia 1990 rok; Newark 
student zaoczny ratownictwa medycznego 
w szkole dorabia jako pracownik ksera
5 w skali Kinseya 
najmłodszy brat 
je, pracuje, studiuje i śpi

POWIĄZANIA
CIEKAWOSTKI
NOTKI
ALBUM
WIĘCEJ

Rodzina wyrzekła się go, kiedy wyjawił swoją orientację seksualną. Wszyscy się od niego odwrócili. Francis tuż po ukończeniu szkoły i zdaniu egzaminów postanowił uwolnić się z domowego piekiełka. Wyjechał z Newark do Miami. Tam złożył papiery na uniwersytet medyczny, gdzie studiuje zaocznie już jakiś czas ratownictwo medyczne. I całkiem nieźle mu to idzie. Bar, w którym pracował jako barman do niedawna splajtował. I jednak aby studiować i utrzymać się musiał znaleźć sobie nową pracę. Traf chciał, że gdzieś tam znalazł informację, że w St. Katherine's High School potrzebowali kogoś na ksero. Zgłosił się tam, zaniósł co zanieść miał i czekał na decyzję. Ku swojemu zaskoczeniu przyjęli go. 
Zamieszkał w pokoju o numerze pięć. Póki co, chwali swoją nową robotę, bo dobrze mu tutaj płacą. Robi to, co musi i fajrant. A to już jest coś. Nie daje sobie wejść na głowę rozkapryszonej młodzieży. Jeździ starym Chevroletem, w którym wysiadła klimatyzacja, radio łapie jedną stację radiową, a korbka od szyby wala się często gęsto po samochodzie. Ale nie narzeka. 

[Witam wszystkich serdecznie. Zapraszam do wątków z Francisem. Staram się odpisywać każdemu, jednak człowiek nie jest nieomylny i czasami zdarza mi się o kimś zapomnieć. Wtedy należy grzecznie mi przypomnieć. Na zdjęciu Andy Biersack, w tytule "Helena" My Chemical Romance.]

Le diable ne dort jamais.

"I am selfish, impatient and a little insecure. I make mistakes, I am out of control and at times hard to handle. But if you can't handle me at my worst, then you sure as hell don't deserve me at my best."
 
  PRIMROSE AMELIA BLACKWOOD
 Patrzę na Ciebie i widzę siebie. Tylko brzydszą i mniej inteligentną wersję.
17 kwietnia 1996 rok || 18 lat || klasa III - językoznastwo || niestandardowo boks... baba też może, a co! || starsza o całe pięć minut, a co za tym idzie znaczie ładniejsza, zdecydowanie bardziej urocza, obdarzona piekielnym poczuciem humoru siostra niejakiej Sophie || Angielska krew || Amerykańskie dolary na koncie || im słodsze oblicze tym większy diabeł drzemiący w duszy || sto siedemdziesiąt centymetrów zdrowego pierdolnięcia, niecałe pięćdziesiąt kilogramów nieszczęścia || przypały łączą ludzi || Let's get this party started!

- tylko wariaci są coś warci, czyli o Primrose słów więcej niż kilka - wygląd to tyl­ko do­datek do bar­wnej osobowości - człowiek jako istota społeczna -


_______________
{Beng! Beng! Czółko ;3
Wątki, wąteczki, wątunie! Powiązania powiązanka, powiązanunie! ;v
Zakładki w trakcie uzupełniania,
Mordka Holland Roden. Joł ;)}

wtorek, 2 września 2014

Shot in the dark.

W papierach ma napisane Amary Sorenson, urodzona w Malmo, w Szwecji, czternastego września, dziewiętnaście lat temu. Ale kto by się przejmował papierami, prawda? Dostosowawszy swoje dziwne imię do amerykańskich standardów, najczęściej przedstawia się jako Amy. Ale kto by się przejmował papierami, prawda? No właśnie.



Nie każdemu trafia się w prezencie od losu idealnie ułożone życie, ale są też tacy, którzy
w ogóle na to nie zasługują. Amary do dzisiaj nie wie, do której z tych grup się zalicza. Nie jest biedną sierotką wychowywaną w bidulu ani dzieckiem z patologicznej rodziny, co to ojciec alkoholik, matka się na każdym rogu puszcza a małoletni brat ma większy szacun na mieście za handlowanie prochami niż nie jeden diler. Nie, ona pochodzi z całkiem normalnej rodziny, jej matka uczy muzyki w gimnazjum a ojciec jest inżynierem. Jej młodszy brat, Charlie, nigdy w życiu styczności z narkotykami nie miał i jakoś się chyba na to nie zanosi. A to, że Amy na złą drogę zeszła, to już wina tylko jej samego.

Od dziecka miała jednego, najlepszego przyjaciela, jakim był rok młodszy Russ Collins, rudzielec z klasy Charliego. Stanowił dla niej takie solidne wsparcie w czasie choroby, ramię gotowe do wypłakania się i godziny nocnych rozmów. Bo oboje wiedzieli, że teraz muszą się trzymać, że ta przyjaźń nie może zostać zaprzepaszczona, nawet jeśli Amy i Josh, starszy brat Russa nie lubili się zbytnio, a nawet pałali chęcią mordu przy każdym spotkaniu.

Szkoła w Stanach okazała się idealną okazją, żeby się od tego wszystkiego odciąć, odizolować. Rodzice wysłali ją tam tylko po to, żeby więcej nie przysparzała kłopotów, bo po prostu nie mogli sobie z nią i jej okresem buntu dać rady, gdy z każdego wyjścia z domu wracała z wyraźnymi śladami swoich ekscesów. Profil muzyczny wykształcił ją odpowiednio a ona po prawie ośmiu latach wyznała Russellowi swoje uczucia, znacznie rozbieżne z żywioną dotąd przyjaźnią. Ale niestety bajka nie przewidziała szczęśliwego zakończenia, lajf is brutal.

Amy nie jest jakąś specjalnie skomplikowaną osobistością. Lubi wypić i zapalić, mimo wszystko narkotyków nigdy nie ruszyła i nie zamierza tego zrobić, po tym jak Russ prawie z nią przez to zerwał wszelkie stosunki. Jest spontaniczna, potrafiła sprzedać wszystkie swoje ukochane instrumenty, żeby odkupić Monsuna, konia Russella. Ciężko jej zaufać komuś obcemu, tak po prostu, dlatego przy pierwszym spotkaniu jest strasznie małomówna i „analizuje” rozmówcę.

Ma swoje nawyki, takie jak trzy przesłodzone kawy rozpuszczalne dziennie, wypala dziennie dokładnie dwadzieścia trzy papierosy i je tylko czerwone żelki. Zastanawia się też nad przejściem na wegetarianizm. Potrafi grać na czterech instrumentach – gitara akustyczna i basowa, saksofon i fortepian, śpiewać nie lubi. Burza jej nie rusza, wręcz przeciwnie, śpi wtedy jak zabita. 


Amary Sorenson
19 lat
Klasa IV
Profil muzyczny
Dodatkowo taniec, teatr
Pokój numer 24


Krzyczcie, bijcie, gryzcie. Dziewczyny nie tworzyłam iks lat. Ale mimo to mam nadzieję na fajne pisanie. Jestem nieregularnie, najczęściej w weekend.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Pobawmy się w iluzję



LAURYN WORTLEY 

Dziewiętnastoletnia uczennica III o profilu prawniczym.
Pokój numer 24.
Maluje, kiedy tylko ma czas. 
Za swoje grzeszki pokutuje drugi rok.


 Kochamy szaleć. Kochamy się bawić; konfrontować nasze czysto hedonistyczne podejście z okrutnym, realnym światem pełnym tych samych ludzi. Tej samej szarej, bezkształtnej masy, która niczym się nie wyróżnia. Która płynie ulicami, wypełnia wszystko wszem i wobec, nie zwracając uwagi na nikogo poza sobą. Ludzie topią się w niej, idą przed siebie, za tłumem. Płyną z prądem - jak gówno, zdechłe ryby i inne odpady, które nie mają w sobie jakiejkolwiek siły ani woli, aby zawrócić i spróbować zmienić kierunek. I zamiast przetartego szlaku pełnego śladów i bezpiecznej ścieżki, wybrać tę nieodśnieżoną, zarośniętą, pełną tajemniczych zakamarków, których nikt do tej pory jeszcze nie odkrył. 
Czasami pojawiają się tacy, którzy jednak się sprzeciwiają. Którzy idąc wśród tego tłumu aż biją po oczach swoją innością, odmiennością. Jakby ktoś przyczepił nad nimi jaskrawy neon, który świecąc oznajmiał wszem i wobec o tym, że ten osobnik, ta pojedyncza jednostka jest inna i wyróżniając się z tłumu identycznie ubranych, zachowujących się według uznanych wszędzie schematów. I ma to głęboko gdzieś. Ma w swoich zacnych, neonowych czterech literach fakt, iż każdy patrzy. Każdy traktuje ją jak kogoś gorszego, ponieważ jest inna. Ponieważ nie uznaje narzuconych wszędzie reguł i nie ma najmniejszego zamiaru się zmieniać. Kiedyś popełniła ten błąd. Kiedyś szła ramię w ramie, jak te wszystkie roboty, które tylko powierzchownie mają własną wolę, a tak naprawdę spełniają zachcianki tłumu. Skupiają się na tym, aby przypodobać się wszystkim, zapominając o prawdziwym "ja". 
 Owszem, jej podświadomość nie nakazuje na skakanie z kwiatka na kwiatek. Nie każe być panienką z ostatniej klasy, która nie uznaje żadnych autorytetów, a w poprzednim życiu musiała być kotem, bowiem do tej pory pozostała jej chęć wolności i chadzania własnymi ścieżkami.
A po powiedzeniu wprost o braku jakiejkolwiek motywacji do pozostania panią doktor, jak kochana mateczka lub cudowny tatuś postanowiła pokazać to, na co ją naprawdę stać. Chce pokazać swoją niezależność, a zarazem potencjalny brak jakichkolwiek uczuć, przez które ktokolwiek mógłby ją zranić. Uciechy cielesne, alkohol, papierosy, imprezy - to tylko profity płynące z osiągnięć cywilizacyjnych. I pomimo tego wszystkiego, ona wciąż chce zostać zapamiętana. W taki czy inny sposób. Pragnie zostać wpisana na karty historii, robiąc swoje własne listy w dzienniku skrywanym głęboko pod łóżkiem. 
To właśnie tam odhaczone zostały kolejne przeczytane książki, obejrzane filmy, czy...Nazwiska facetów, którzy przyczynili się do rozwoju umiejętności w wielu aspektach życia tej jednostki. I co z tego, że jest znienawidzona? Co z tego, że większość chętnie by ją rozszarpała? Ona tylko bierze to, co chce, nie tracąc przy tym nic ze swojej inteligencji i zmysłu planowania, dzięki któremu jeszcze potrafi funkcjonować normalnie w tym szarym, pruderyjnym, zdewociałym społeczeństwie o fałszywym kręgosłupie moralnym. 
 
___________________
Witam. Z pewnej, zaistniałej sytuacji zmuszone jesteśmy zacząć od nowa.

'Cause I'm just a man.



Marcus Arthur Monet
mroźna środa 
7 lutego 1996

dziennikarstwo | pokój 36 | klasa III
artyzm pełną gębą
literatura | malarstwo | fotografia | teatr
szermierka | astronomia | pływanie



widzisz, jaki ze mnie Bad Boy? | kto pyta, nie błądziużywki? nie, dziękujędaj gitarę, pobrzdąkam z chęcią | chodź, pomaluję Ci świat na wszystkie kolory tęczy | stay with me | ten uśmiech jest dla Ciebie | serduszko po przejściach | marny ze mnie Romeo | Dziecko Zimy | dzięki, poradzę sobie | miłość to pączki | nie jestem samotnikiem, potrzebuję chwili wytchnienia| najbardziej hetero jak to tylko możliwe | mam rozległe zainteresowania, jestem jak Da Vinci

POWIĄZANIA | ALBUM | INNE
___________
Buźka: Cameron Leahy
Coś tam olinkowałam ^^
Lubimy pokomplikowane powiązania, rozbudowane wątki i zawiłe pomysły.
Z reguły nie wymyślamy, wolimy ZACZYNAĆ.
Ktoś oswoi Marcuska? ^^

sobota, 30 sierpnia 2014

Nieżywy, lecz nieumarły każdego poranka przed pierwszą kawą.

Filtr papierosa pomiędzy wargami uświadamia,
ile jeszcze przede mną.
Siedemnaście.
Siedemnaście tylko.
A potem koniec paczki.
Soren Luth, 19
IV, prawo, boks

Jest psem niszczycielem. Pogryzie kości. Wydrapie oczy. I warczy. I piana toczy się z ust. A oczy szeroko otwarte i grzbiet najeżony. Pazury ostre, nieprzypiłowane. Wścieklizna jak permanentny kaszel. Przekleństwo za przekleństwem w niebezpiecznej mantrze wymawianej półszeptem. W głowie furia wpada w paranoję i męczy, rośnie, wybucha. Jak granat bez zawleczki, rozrywa cudze ciała, samemu również gubiąc organy w każdej bramie. Niespokojnie czatując pod całodobowymi sklepami, wypełnia wnętrza papierosowym dymem i brudzi czyjeś wycieraczki bosymi stopami. Wygwizduje melodie nazistowskich marszów niemieckich, zdziera skórę z knykci wbijając je w napotkane mury, drzwi, kręgosłupy. Wartkie prądy nienawiści, kabel wokół szyi i trzy kreski, migające światła, cholerna bezsenność. Wiecznie nieposkromiony apetyt na podbite oczy i krwawiące wargi wzrasta wraz z pragnieniem kolejnego litra wódki. Szczytuje w ciasności, upaja w ciemności, ginie w złości. Celuje w słabych, silnych i pośrednich, wysysa życie z kolan jak posokę, pragnąc smakować szpiku do szpiku kości. Rozrasta się jak trąd, pozostawia stygmaty w kształcie swastyk i pierze własne brudy w publicznych toaletach. Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów wybujałego ego, szkodliwej substancji, cyjanku w jednym trzydzieści sześć i sześć. Rzetelnie pieszczone wnętrzności kubkami mocnej kawy, chorujące na wieczną potrzebę wypluwania wątroby i żółci. Doświadczony w niebyciu, nieistnieniu, zapomnieniu, harmidrze i szale. Rzuca się w wir złośliwości; bycie hieną ma wpisane w życiorys zaraz obok stałego już braku zatrudnienia. Rycerz w zardzewiałej zbroi, wąchający benzynę, pięknie przebrzydły i przeterminowany. Poleganie na tym, co nieograniczone, na wolności naciągniętej jak struny gitary, na wieczornym, porannym, dziennym papierosie. Ochoczo stawia kroki w kierunku samozniszczenia z powodu przedawkowania gniewu. Agresję wynajduję pod każdym śmietnikiem i pielęgnuje ją połączeniem taniego piwa i pogoni za serową pizzą o trzeciej w nocy na obrzeżach miasta. Mieszka w kokonie, gdzie jest królową matką, a rój dziko goni za jego paskudnie niewinnym uśmiechem.

Historia | Powiązania
Karta była też na innym blogu, ale ją lubię.
Druga postać, joł.

Anything goes but don't blink you might miss

Rosalie "Rosie" Hamilton 
Lat 24 | Praktykantka | Pomoc przy zajęciach z literatury 
Córka porucznika Byrona Hamiltona i kwiaciarki Beatrice Hamilton, z domu Marriott. Młoda dziennikarka, chcąca nauczyć się grać na pianinie i brzydząca się zapachem papierosów i ostrą wonią mocnych trunków alkoholowych. Jednak nie pogardzi czerwonym winem i odgrzewaną pizzą z dużą ilością ketchupu i różnych sosów. Po mieście porusza się głównie na rowerze, gdyż po wypadku boi się wsiąść do samochodu. Codziennie rano biega, szukając natchnienia do nowych obrazów. Kiedy dostaje weny, potrafi przeżyć kilka dni, jedząc jedynie marchewkę i zagryzając ją zielonym jabłkiem. Nie rozstaje się ze swoim szkicownikiem, w którym można znaleźć wszystko. Od portretów, poprzez akty, na martwej naturze kończąc.Fanka komedii romantycznych, filmów animowanych Disneya, długich, nocnych rozmów przy zapalonej świecy i historii o wielkiej, wspaniałej miłości.Dobra duszyczka, której lepiej nie denerwować, bo potrafi pokazać pazurki. Nieśmiała w stosunku do nowo poznanych osób, a szczególnie mężczyzn. Wierzy w duchy i inne nadprzyrodzone istoty, oraz magiczną moc swojej kołdry, która obroni ją przed złymi stworzeniami.Często można ją spotkać zamyśloną, lecz zawsze uśmiechniętą. Głównie przesiaduje w różnych kawiarenkach, parku, lub schronisku dla zwierząt, gdzie pracuje jako wolontariuszka w wolnym czasie.Jej szkicownik jest pewnego rodzaju pamiętnikiem. Całkiem niedawno przygarnęła królika, którego zdjęcie widnieje na okładce zeszytu.
Lubię wątki. Mogę wymyślać, a także zaczynać. Zdarza mi się faworyzować, jednak nikogo nie pomijam! Na zdjęciu Kerti Pahk. Link do piosenki z tytułu kryje się w nazwisku postaci.

Oferta matrymonialna!

Mam na imię Gabriel, jestem atrakcyjnym blondynem. Wynajmuję się jako facet do towarzystwa podczas biegania. Zostanę twoją biegającą, drugą połówką. Oferuję:
 - info o związku na fejsie
 - wybór zdjęcia profilowego
 - czułe komentarze pod twoimi biegami
 - 2-3 wspólne treningi tygodniowo w prestiżowych lokalizacjach Twojego miasta. W opcji: czuły buziak na powitanie przy wszystkich. 
Już dziś pochwal się znajomym biegaczom przystojnym facetem, który dzieli Twoją pasję i wzbudzi zazdrość w znajomych! 
Koszt usługi - 200 baksów tygodniowo. Czas trwania związku zależy od Ciebie, za dodatkową opłatą gwarantuję widowiskowe rozstanie w atrakcyjnej lokalizacji, z policzkowaniem. Zadzwoń!
 Żartowałem. Tak tylko chciałem zwrócić na siebie uwagę. 


Gabriel Black   •  36 lat  •  nauczyciel angielskiego

Krótka historia (bardzo przeciętna): urodził się, wychował, wyprowadził na studia. Obiecał że wróci - nie wrócił. Obiecał, że się ożeni - nie ożenił się. Obiecał, że nie zostanie biseksem - skłamał.
Aparycja (bardzo przeciętna): blond włosy, zielone oczy, całkiem wysoki, nawet wysportowany. Ma kolorowy rękaw na prawej ręce i włosy mógłby skrócić, bo matka mówi, że wygląda jak bezdomny.
Charakter (bardzo przeciętny): z kawą - miły, rozmowny, nawet niedojdę pochwali. Bez kawy - rzuca się o byle co, marudzi o fajki, choć rzucił wieki temu w zeszłym tygodniu, przypieprzy zeszytem w potylicę, jak się jeden z drugim nieproszeni odezwą. Generalnie uroczy, tylko jak się nie wyśpi, to szkoda co gadać i krzyżyk na drogę.
Stan posiadania (bardzo przeciętny): mieszkanie w akademiku, kilka nierozpakowanych pudeł, które trzyma w nadziei, że może jednak znajdzie jakąś przytulną kawalerkę w mieście, a nie będzie mieszkał przy robocie jak niedorobiony, czarna Mazda 6 z 2006 roku. 

Popełniam samobójstwo, zaraz wracam.
kliknij sobie, to link jest

________
Dougie Poynter, a oferta matrymonialna znaleziona na internetach.
Dzień dobry. Faworyzuję i jestem na tak.
Nie piszę elaboratów i jestem co dwa dni. Bo mogę.

Pełne świątynie w krąg, a wszyscy grzeszą, kradną, cudzołożą


Sasha Abramovich 
Kto urodzony w lutym: powstań, powstań, powstań, czyli 25 luty 1995 || Sankt Petersburg || 8 lat w Hameryce || klasa IV || średni brat || profil sportowy || piłka nożna i koszykówka jako zajęcia sportowe || kapitan drużyny piłkarskiej || knock knock knocking on heavens door czyli pokój 34 || biseksik pełną gębą

Chrześniak Romana Abramovicha. Tak, tego Romana- rosyjskiego oligarchy, który wykupił londyńską Chelsea. Zmartwienie rodziców, którzy to chcieli dla syna jak najlepiej, ale on i tak zrobił swoje. Razem ze staruszkami doszedł do ugody: oni wybiorą mu szkołę, a on profil. Chyba z calej rodziny tylko on, młodszy brat Misha i wujek byli zadowoleni. Starszy- Oleg nic nie powiedział. No, ale on miał to zupełnie gdzieś. 
Z reguły Sasha to miły chłopak, może nieco pyskaty, ale nie ma złych intencji wobec innych. Po kilku nieudanych związkach, zapytany o to, czy jeszcze kiedyś będzie miał odpowiada żartobliwie, że ożeni się z piłką. Lubi się wygłupiać. Uwielbia dobrą zabawę i imprezy. 
Czupryna o kolorze blond to jego znak rozpoznawczy. Codziennie męczy się przed lustrem, aby to jakoś wyglądało. Na jego ciele widoczne są tatuaże. Na razie ma tylko trzy, ale na tym nie poprzestanie. Dwa razy w tygodniu można spotkać go na siłowni, a dzięki temu i w miarę prawidłowej diecie jest umięśniony. Mierzy metr osiemdziesiąt i waży 67 kilogramów. Często ubiera się w koszulki piłkarskie i jeansy.  


[Krótka karta, bo wolę kreować postać podczas wątków. Na zdjęciach Marco Reus. Cytat: Wilki "Love Story". Wątki i powiązania tak.]

Jeżeli obserwowalibyśmy ptaki, może moglibyśmy się nauczyć być wolni.

           
Adalyn Harvey
ur. 30 lipca 1997 roku w Windsor w hrabstwie Berkshire
druga klasy (profil: aktorstwo)
jazda konna i literatura
pokój nr 27
           


Historia tej dziewczyny nie jest ani trochę ciekawa. Dorastała w dużym, otoczonym ogrodem pełnym kwiatów domu, wśród kochającej się rodziny. Kiedy była małą dziewczynką, jej jedynym zmartwieniem było to, czy rodzice bardziej kochają ją czy może jej starszego o półtorej roku brata, Amadeusa. Zawsze miała wszystko, czego tylko zapragnęła. Była rozpieszczana przez wszystkich wokół, jednak nie wyrosła na księżniczkowatą egoistkę.
Skąd ta Brytyjka z krwi i kości w do bólu amerykańskiej szkole? Odpowiedź jest bardzo prosta. Jej matka, Elizabeth, uczęszczała jako nastolatka do St. Katherine's School, wiedziała więc, że jest to idealna szkoła dla jej małej Adalyn. Samej pannie Harvey było wszystko jedno, toteż zgodziła się wyjechać do Stanów, co przysporzyło jej sporo stresu.

Nastolatka od wyjazdu zaczęła cierpieć na ataki paniki. Po przeżyciu pierwszego sądziła, że był on skutkiem nadmiaru stresu, który przeżywała. Bała się tego, że znowu będzie musiała tłumaczyć wszystkim, dlaczego jest taka drobniutka. Bała się, że będą śmiać się z jej cudacznego imienia i drwić z brytyjskiego akcentu. Próbowała sobie wmawiać, że tak nie będzie, jednak to nie pomagało.
Z czasem nauczyła się, że ataki paniki rozgościły się na dobre i nie mają zamiaru jej zostawiać, toteż musiała nauczyć się z nimi żyć. Odwiedziła kilku naprawdę dobrych lekarzy, ale jak na razie nikt nie potrafił jej pomóc. Miała dość trucia się lekami, więc po raz pierwszy postawiła twardo na swoim i odmówiła wizyty u kolejnego specjalisty. Początkowo bardzo ją to załamało. Szybko jednak zadecydowała, że musi wziąć sprawy w swoje ręce i po prostu być sobą. Nie martwić się choć tą jedną sprawą. Będzie się martwić dopiero wtedy, kiedy nadejdzie kolejny atak. Tak, tej myśli zamierzała się kurczowo trzymać.

Adalyn jest nieufna - jedyną osobą, która wie o niej wszystko, jest jej brat. Przed innymi po prostu boi się całkowicie otworzyć. Bardzo rzadko czuje, że ktoś naprawdę jest jej prawdziwym przyjacielem. Musi minąć sporo czasu, zanim poczuje się przy kimś całkowicie bezpiecznie. Zanim będzie za kogoś całkowicie pewna.
Przejmuje się też tym, co ludzie o niej pomyślą. Na siłę próbuje eliminować wszystkie swoje wady, co doprowadza tylko do jeszcze większej frustracji. Odczuwa potrzebę bycia idealną. Musi nałożyć sobie idealny makijaż. Musi nosić idealnie dopasowane ubrania. Musi zostać szóstkową uczennicą. Musi czytać tylko te dobre książki, choć czasem ma ochotę na gniota. Gdzieś tam w środku wie, że wcale nie musi tego wszystkiego robić, ale nie może przestać. Każda porażka dodatkowo ją nakręca.

Jej brat zawsze powtarza, że jest zbyt miła. Często robi rzeczy, które jej nie do końca odpowiadają, by zadowolić innych. Dostosowuje się do każdego, kogo spotyka. Nie jest zbyt stanowcza, rzadko stawia na swoim.

Większość ludzi nie ma okazji poznać jej lęków i demonów, ani też zobaczyć jeden z jej ataków paniki, więc wszyscy uważają ją za wiecznie pogodną, uśmiechniętą i otwartą osobę o gigantycznym sercu.


[Hej! Wiem,wiem, mamy naprawdę sporo dziewczyn, ale po prostu nie mogłam powstrzymać się przed przedstawieniem Wam mojej Adalyn. I przepraszam, że tak się rozpisałam - jakoś nie potrafię przerzucić się na minimalistyczne karty.
Postanowiłam przeprowadzić malutki eksperyment. Zazwyczaj tworząc postacie inspirowałam się bohaterami książek, seriali, filmów. Tym razem postanowiłam stworzyć tylko odrobinę zmienioną siebie i zobaczyć, jak mi pójdzie. Zapewne będzie mi o wiele łatwiej, a i możliwość postawienia siebie w pewnych sytuacjach będzie ciekawym doświadczeniem.
Wiem, Adalyn jest baaardzo podobna do Aidana, ale jakoś tak mam ten moment, kiedy mam ochotę tworzyć wesołe, pogodne postacie :)
Serduszka kryją w sobie linki.]

Bierz jak dają, uciekaj jak biją.

Gdyby nie miała ojca tyrana, byłaby nawet szczęśliwa.
Gdyby nie miała wiecznie posiniaczonych nóg, pewnie nosiłaby spódniczki.
Gdyby nie była półsierotą, matka nauczyłaby ją malowania się 
i chodzenia na obcasach.
Gdyby nie miała uczulenia, jadłaby czekoladę kilogramami.
Gdyby nie była chora, nie widziałaby jak pies.
Gdyby była u siebie w domu, wszystko powyżej nie miałoby większego znaczenia.
Gdyby podczas tańca nie wyglądałaby jak szalona kaczka, może chodziłaby na imprezy.
Gdyby nie dorabiała dając lekcje gry na perkusji, nie miałaby za co kupić karmy dla kotów
i czegoś dla siebie.


Gdyby miała długie, ciemne włosy, to czułaby się choć odrobinę ładniejsza.
Gdyby miała więcej niż metr pięćdziesiąt pięć, nie czułaby się takim krasnoludkiem.
Gdyby miała kogoś naprawdę bliskiego, nie czułaby się taka samotna.
Gdyby miała w szafie kolorowe ubrania, samodzielne ubieranie się
byłoby dla niej niebezpieczne.
Gdyby miała więcej pieniędzy, kupiłaby sobie psa.
Gdyby nie kupiłaby psa, zbierałaby dalej by kupić sobie samochód.
Gdyby była taka jak inne dziewczyny w jej wieku, nie byłaby sobą.

powiązania



No cześć.
Witam się z Aurelką. Miało wyjść co innego, ale jest tak jest.
Zachęcam do wątków. Mam ochotę na nie więc błagam, NIE PYTAĆ O TO.

piątek, 29 sierpnia 2014

***

Jillian Chamberlain 

✦ 01.04.1996 ✦ klasa trzecia ✦
✦ dziennikarstwo ✦ literatura ✦
✦ drugie piętro ✦ trzyosobówka ✦

Czasem chciałaby zniknąć, czasami chciałaby być bardziej pewna siebie. Ogólnie to nie sposób ją zrozumieć; chyba ma trochę ADHD, wszędzie jej pełno. Bogata dziewczynka z dobrego domu; ta gorsza z sióstr. Zwykła Jill, niesie za sobą nieodłączny entuzjazm i dziwny humor. Umie grać na flecie, bo pianino ją przerasta. Umie śpiewać w chórze, bo solo ją przerasta. Umie stać w butach na obcasach, bo chodzenie ją przerasta. W sumie to matka trochę spaprała robotę w jej przypadku, bo o ile Ellie jest stuprocentową kobietą, to Jill już chyba mniej. Ostatni raz kieckę miała jakieś trzynaście lat temu na urodzinach małego sąsiada, Ellie siedziała grzecznie i popijała herbatkę, a Jill pobiegła robić babki z błota i dostała orycz, więcej nie włożyła niczego, co nie miało dwóch nogawek. Trochę niezdarna; wszyscy uważają, że mogłaby być dobra w sportach, gdyby mogła nie potknąć się o własne stopy. W galeriach handlowych biegnie na elektronikę, książki i zegarki, czasem jakieś fast foody, żadnych ciuchów. Lubi gry komputerowe, nie lubi kosmetyków. Na ogół zadaje się z chłopakami, bo uważa, że to lepsza opcja — nie obrażają się o byle co i w zasadzie ma z nimi więcej do pogadania niż z płcią piękną. Wielka fanka Żółwi Ninja (po cichu zawsze faworyzowała Leonarda, ale ćś!), Kaczora Donalda i Eda, Edda i Eddy'ego. Lubi czytać i bazgrać jakieś głupie opka, które pokazuje najbliższym kolegom (zazwyczaj to jakieś fantasy, sci-fi albo wojenne; uważa, że lepiej ją zrozumieją). Zbiera modele starych aut, samolotów i czołgów. Pije małą czarną i lubi ostre jedzenie. Bywa rozmarzona, czasem innych ściąga na ziemię. Wielbicielka winyli i starego dobrego rocka. Czasem może thrash metalu. Głosi brytyjski humor i nie rozumie współczesnych sucharów. Niewinna jak białe prześcieradło. 
A ogólnie to rodzice kazali jej iść na dziennikarstwo, ona chce zostać mechanikiem samochodowym.

 POWIĄZANIA  WIĘCEJ  

Ebba Zingmark
chyba wolę zaczynać
szukam siostrzyczki,
współlokatorek,
 jakichś dobrych kolegów,
i ewentualnie pierwszej miłości

Palcami ustalam


rysy mojej twarzy

Dwa palce wsadzam w usta
i przydaję twarzy uśmiechu


Jest to uśmiech rozdzierający
przetłuszczoną skórę

Jest to uśmiech od ucha do ucha
wypełniony zwojami języka




Constantin Fritze, 39
pół Niemiec, pół Irlandczyk
historia sztuki, improwizacje ruchowe, szermierka



Proszę pana, pan ma dzisiaj podbite serce. Pan się nie próbuje leczyć przypadkiem, bo panu powiedzą żeś pan jest nie z tego świata. Okrzykną pana zjawą, nosem krwawiącym, szramą na przedramieniu. Kimże pan jest, panie Fritze? Widziałem w życiu wiele, moje własne cierpienie, ale to nic, w porównaniu z pana gładką skórą, z pana długimi palcami i słowami zawieszonymi w powietrzu. Niech mi pan powie: skąd się bierze zawiesina w kształcie pańskich słów pomiędzy dłońmi, jak chmura ciężka od myśli nieuczesanych, niespisanych jeszcze? Czy pan się boi mieć do czynienia z rasą ludzką, wielkomiejskim szumem, gwardią kretynów z darmowym połączeniem internetowym? Jak tak na pana patrzę, to mi się wydaje, że w panu nie ma spokoju, nawet odrobiny, że gdzieś uciekł, może pod lodówkę, może między kręgi. W oczach pańskich, jak w całej galaktyce, doszukuję się pędzących pociągów, ale tam jest jedynie pustostan, pustynia, stara fabryka śrubek. Pan jest przepalony, jak każda żarówka po dolarze w sklepie na rogu, gdzie sprzedają wszystko (doszukałbym się tam pewnie i pańskich paliczków w promocji dwa za jeden). Skupiłem się wczoraj na głosach ludzkich i zbudziły one we mnie wątpliwość czy aby na pewno cierpliwość pana jest rzeczywista. Jakże jednak mogę ocenić, skoro pan tak niewiele mówi, a kiedy już uda mi się pana do tego nakłonić, słowa są tak piękne, że sposób ich wymowy to jedynie dodatek, jak ilość masła w margarynie. Pan mi jest bliższy niż matka, bo ta pępowina, co nas łączy, wciąż nie została rozcięta. Bronię jej zaciekle, nawet jeśli pan z taką zaciekłością podsuwa się pod skalpel. Ja wiem, co panu dolega. Tu chodzi o samotność, proszę pana. Przewija się w panu chęć nieistnienia, co więcej, chciałby pan wyparować niezauważenie, nie pociągając za sobą na sznurku połowy świata. Dzielimy to samo powietrze, deptamy tą samą trawę, walczymy o tę samą wolność, a jednak pan w tym wszystkim jest po prostu bardziej. I słów mi braknie, kiedy się tak w panu gotuje idealność, kiedy perfekcja zasłania panu oczy. Nie mylę się, sądząc że pan jest zakochany po uszy w brzydocie jako formie artystycznej. I nie sądzę, by pan chciał mieszkać w pięknie, skoro pańska zdolność do tworzenia go własnym umysłem znacznie przewyższa współczesnych architektów. Niech się pan nie martwi, jeszcze wynajdą materiał, z którego będzie pan mógł tworzyć wieszaki na płaszcze z pańskiej ciężkiej duszy. Mam sucho w gardle, bo pan jest odwrócony do mnie plecami, mówiący o właściwościach punty. Skupić się nie mogę, bo mógłby pan opowiadać nawet o marynowaniu śliwki, a i tak wpadałbym w zachwyt zakrawający o przestępstwo. Zapytam pana już tylko raz, co się w panu szamoce przy traceniu ósmego z dziewięciu żyć?
Zalinkowany ostatni wers wiersza.

Było to ta­kie miej­sce, gdzie spra­wy pod­wi­jały ręka­wy i zaczy­nały się dziać.

Lubisz zapach pomarańczy? Ja bardzo. Przypominają mi dzieciństwo. Zielony pokój i siostrę bliźniaczkę wierzgającą po piętrowym łóżku. Nadia to złośliwy chochlik. Wiedziała gdzie uderzyć, abym więcej się nie wychylał. Kobiety… Wiedzie, co dało jej taką władzę? Dziesięć minut. Jest ode mnie starsza o dziesięć minut. Dzięki temu nosiłem w dzieciństwie różowe skarpetki, a sąsiadki zaglądając do wózka nazywały nas małymi księżniczkami. To musiał być niezręczny moment – po kilkunastu latach zauważyły, że u jednej z księżniczek pojawia się zarost na twarzy. Starannie wyhodowany i dopieszczony z resztą. Tak między nami – wyglądał idiotycznie. Zauważyłem, że w moim życiu wszystko musi być dopieszczone. Nawet ubrania. Wyobrażacie sobie mieć bałagan w szafie? Opatrzyłbym sobie każdą półkę etykietą, ale współlokator dziwnie na mnie patrzył gdy podjąłem takową próbę. Wszystko musi być wyprasowane, równo złożone i pachnące płynem do płukania tkanin. Pedant, nie mylić z pedał. Chociaż do kobiet nie umiem się ustosunkować. Kurczę, bo wy jesteście takie skomplikowane, wiecie? Zapraszając jedną z was do kina lub kawę mam wrażenie, że rozbrajam bombę. Nawet w filmach wygląda to łatwiej, bo tam mają tylko trzy kabelki. W was kabelków jest tysiące. A niech to, przecież lubię wyzwania. A wiecie, co jest dla mnie największym wyzwaniem? Szkoła. Może to zabawne, ale tak – szkoła. Zależy mi na stopniach, wyróżnieniach i ukończeniu jej z jak najlepszym wynikiem. Trochę na złość mojej mamie, bo boi się że w przyszłości poderżnie mi gardło brodacz z Afganistanu. Trochę też z własnych ambicji. I pasji bo jestem człowiekiem ciekawym świata. Może nawet wścibskim ale nie oszukujmy się – wszyscy żywimy się plotkami. Szczególnie pikantnymi. Nie żebym planował pisywać artykuły do zwykłych brukowców, o nie. Bo trochę interesuje mnie też fotografia i wiecie co? Fajnie byłoby kiedyś połączyć to w jedną całość i dokonam wszelkich starań, aby tak właśnie się stało. Nie przełknę goryczy porażki, nie potrafię tego zrobić. Dlatego nie przyjmuję od życia żadnej odmowy. Żadnej. I wtedy zaczyna się zabawa.

[1]    [2]    [3]
Rafael Zorah  
Ur. 17 maja 1995 roku w Waszyngtonie
IV klasa o profilu dziennikarskim
Astronomia i fotografia 
Pokój 31
powiązania  •••  coś dla ucha  •••  pamiętnik
_____________________________________________________________________
Rafcio jaki jest, każdy widzi więc zacznijmy już!
Buźka : 
Russell Giardina

czwartek, 28 sierpnia 2014

Aktor powinien mieć coś do powiedzenia, nawet jeśli ma niemą rolę.

Anaya Campbell
17 lat
Drugoroczna
Profil aktorski
Pokój 22
Dodatkowe zajęcia z jazdy konnej i teatru

Świat jest teatrem aktorami ludzie którzy kolejno wchodzą i znikają

Dziewczę, które zasłynęło tylko tym, że jest. Choć w szkole pełnej bogatych dzieciaków nie wyróżnia się już tak bardzo. W przeciwieństwie do niektórych uczniów tej placówki, nie została do niej wysłana dlatego, że rodzice sobie z nią nie radzili. Wręcz przeciwnie, sama poprosiła ich o to, aby pozwolili jej uczyć się w St. Katherine's. Powodem takiej decyzji było w przeważającej części to, że to Anaya nie chciała spędzać czasu z Rebbecą i Milesem Campbellami, którzy albo prowadzili nieustanne kłótnie, albo milczeli tygodniami. Sami państwo Campbell nigdy zresztą nie przywiązywali większej uwagi do życia swojej jedynej córki, więc jej wyjazd był im nawet na rękę.
Z pewnością można o niej powiedzieć, że bywa impulsywna i działa czasem lekkomyślnie. Na przykład jak wtedy, gdy ktoś rozpuścił plotki, że Noah ją zdradza. Wiele razy dręczyła się myślą, że mogła z nim najpierw porozmawiać na ten temat, ale zamiast tego rzuciła się na głęboką wodę i odpłaciła mu pięknym za nadobne.
Obecnie żałuje wcześniej podjętej decyzji, ale nie ma odwagi przyznać się Noah do błędu.
Inni uczniowie postrzegają ją jako żelazną damę, której nie sposób złamać. Ma specyficzne poczucie humoru i bywa opryskliwa, niewielu jednak wie o tym, że Anaya w ten sposób chroni się przed mentalną bliskością innych ludzi. Nie chce i nie potrzebuje prawdziwych przyjaciół, którzy znaliby każdą jej obawę, woli trzymać wszystko w sobie i nie wypuszczać, zachowując swój nieskazitelny wizerunek.
Jest nieco rozpieszczona, ale w miejscu takim, jak to nie jest to cecha, która jakoś bardziej rzuca się w oczy. Wychowywana od najmłodszych lat w największych luksusach, przywykła do tego, że zwyczajnie dostanie to, czego pragnie, jeśli tylko wyciągnie po to rękę. 
Kiedy nikt nie widzi, przejmuje się niezdanymi egzaminami, czy drobnymi niepowodzeniami bardziej, niż ktokolwiek inny. Kiedy nikt nie widzi, uczy się rozpaczliwie, bo nie chce powtarzać klasy. Kiedy nikt nie widzi patrzy z zazdrością na dwie dziewczyny, które siedząc na dziedzińcu zdradzają sobie nawzajem swoje największe sekrety. Ale tylko, kiedy nikt nie widzi.
Uważa się za singielkę. Od czasu do czasu spotyka się z Aidanem, ale nie nazwałaby tego "związkiem". Lubi spędzać z nim czas, ale nic poza tym. Generalnie uważa, że faceci tacy jak Taylor nigdy się nie zmieniają, dlatego nie zaryzykowałaby czegoś poważniejszego z kimś takim.
Kobiety tylko flirtują z niebezpiecznymi mężczyznami. Na mężów wybierają tych dobrych.
Wredna plotka mówi, że tatuś "zrobił jej" nos. Sama Anaya nie zaprzecza, ani nie potwierdza tej informacji.
Dziewczyna nie przejmuje się złośliwościami ze strony innych tak bardzo, jak kiedyś. Kiedy ostatni raz wzięła plotkę zbyt poważnie, miało to dla niej niemiłe konsekwencje.
Bywa złośliwa. Bywa trudna. Lubi się mścić. Lubi niszczyć. Nie dogodzisz, choćbyś jej gwiazdkę z nieba ściągnął.
Ale jeśli nie próbujesz zrobić jej krzywdy, to i ona nie będzie dla własnej rozrywki niszczyć ci  życia. Prosta reguła, która doskonale obrazuje charakter panny Campbell.
Jak każda panienka z dobrego domu lubi ostro imprezować, a nawet zapuszczać się do nieciekawych środowisk. Pilnuje się jednak, aby nie wpakować się przez przypadek w żadne gówno i nie zniszczyć sobie życia. Nie ma marzeń. Nie ma planów na przyszłość. Po prostu żyje, nie pozwalając na to, aby ktokolwiek dostrzegł w niej ludzką istotę.

Nie jest taka znowu straszna, jak już się umaluje...


Witam!
Rzadko podejmuję się prowadzenia postaci z wolnych, więc zobaczymy jak mi to wyjdzie :)
Na wątki i powiązania tak.
Buzia: Rachel Bilson
Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam i postać jakoś mi wyszła.
Życzę wszystkim dobrej zabawy!

Nie ma niczego zabawniejszego niż absolutna ignorancja.


Madeleine Nancy Owens
Zwana przez wszystkich Maddie
Drugoklasistka na profilu prawniczym.
Umysł otwarty. Na przestrzał.

Maddie zawsze była szalona.
Od małego to właśnie ona była prowodyrką najbardziej niebezpiecznych i szalonych zabaw. To jej pomysłem było przejście przez płot, by rozdrażnić psa sąsiadów, wejście na najwyższe drzewo w ogrodzie, by zorganizować "lekcję latania", czy wymalowanie na największym oknie w domu własnego wyobrażenia Nibylandii. W miarę upływu lat, jej szaleństwo rosło, odwrotnie proporcjonalnie do zdrowego rozsądku. Maddie ma więc jeszcze większego świra, niż jak była mała. Ciągle pakuje się w jakieś kłopoty, mówi zagadkami i na niczym nie umie się skupić. Święcie wierzy w istnienie smoków i średnio co drugi dzień jest bliżej niż dalej przypadkowego samobójstwa.
Większość ludzi myśli, że Maddie nie potrafi się marwtić i jest zbyt lekkoduszna, by brać cokolwiek na serio. Ludzi ciężko jest wyprowadzić z błędu, dlatego ona  nawet nie próbuje. Swoje własne problemy zachowuje dla siebie, a emocje tłumi z całych sił. Zresztą, nikogo nie chce martwić swoją osobą - zdecydowanie woli troszczyć się o innych. 
Mad nie zna swoich biologicznych rodziców, zawsze wiedziała, że została adoptowana. Była jednak oczkiem w głowie całej adopcyjnej rodziny i nigdy nie odczuła tego, że nie jest "krwią z krwi". Od małego chciała iść w ślady ojca i zostać psychiatrą, ale dość szybko odkryła, że nie ma talentu do nauk ścisłych, z braku lepszych opcji wybrała więc naukę w klasie o profilu prawniczym. Któreś z czwórki jej młodszego rodzeństwa z pewnością wybierze medycynę i spełni tym samym marzenie rodziców, Maddie się do tego nie zmusi. Wciąż nie jest pewna, co powinna robić w życiu. W końcu jest szalona, może jej przyjść do głowy wszystko.

[Cześć. Nie wiem, kto jest na zdjęciu, znalazłam je na tumblrze. Tytuł zafundował Neil Gaiman.
Chce ktoś przygarnąć Maddie do pokoju?]

I don't wanna do this anymore, I'm moving on.

Czym jest zdrada? Zdrada to przekroczenie pewnych granic emocjonalnych. Wyniesienie czegoś cennego i zaufanego poza związek. Świadome złamanie danego słowa swojej drugiej połówce. Jest to świadome postępowanie, którego następstwa mogą być różne. Zdrada jest zła. Zdrada boli, rani, rujnuje nie tylko związek, ale i osoby, które się niegdyś kochały. Zdradę można wybaczyć, ale nie zapomnieć. Bo ona nadal będzie gdzieś tam siedzieć, głęboko zepchnięta na dno duszy czy też umysłu. I zawsze będzie o sobie dawać znać, będzie o sobie przypominać, i sprawiać, że zapewne już nie zaufamy tak jak kiedyś.
Zdrada to moment, w którym czujemy się źle z daną sytuacją, i w końcu mówimy dość! Kiedy burzy się w nas coś, kiedy czujemy że nie jest tak jak kiedyś, że coś się popsuło. Jeśli to czujemy - to znak, że niegdyś wyznaczona granica została przekroczona, 
A czym jest zdrada rodziny? Czym jest zdradzenie najbliższych osób? Tych, których widuje się na co dzień, z którymi spędza się niemal każdą chwilę? Ciężko to chyba określić. Ciężko określić, jak czuje się ta bliska Ci osoba. 
Nadal nie potrafię przyznać się do winy. Nie potrafię stanąć przed nią, i powiedzieć prosto w oczy, że przespałam się z jej chłopakiem. Nie potrafię powiedzieć, że to właśnie on jest ojcem mojego dziecka. Dziecka, które przyszło na świat niecałe trzy miesiące temu. Wiem, że nie będziemy obydwie mile widziane w domu. Bo jesteśmy jakby już skreślone przez naszą rodzinę na starcie. Jednak to nie moją córkę powinni potępiać. Merdith nic nie zrobiła, ona po prostu jest niewinnym dzieckiem, które jeszcze nie wie, jak ten świat potrafi być okrutny.
Holland Roden ♥ | via Tumblr
Sophie Isabelle Blackwood,osiemnastolatka, na świecie pojawiła się siedemnastego dnia kwietnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku. Angielka z krwi i kości, do Ameryki zawitała wraz z rodziną jako kilkuletnia dziewczynka. Ma starszą o pięć minut siostrę bliźniaczkę, przez rok przebywała w rodzinnej Anglii, gdzie uczęszczała do szkoły. Aby uniknąć skandalu, została wysłana do Wielkiej Brytanii przez rodziców, kiedy powiadomiła ich o swojej nieplanowanej ciąży. Wróciła niedawno, chcąc dokończyć liceum w Ameryce.Mimo wielu namowom, nie usunęła dziecka, dzięki czemu teraz jest matką trzymiesięcznej Meredith, która swe imię odziedziczyła po prababce. Uczennica klasy III o profilu tanecznym, uczęszczająca na zajęcia z gimnastyki artystycznej. Mieszka niedaleko uczelni, chcąc nie wchodzić rodzicom w drogę, którzy nie są zbytnio zadowoleni z tego, jaki los spotkał ich córkę. Owiana nutką tajemnicy, niegdyś ta bardziej ułożona z sióstr, teraz bywa powodem do plotek, które chwilami tak bardzo ją bawią. Fajna dziewczyna, która nadal szuka swojego miejsca na ziemi, i próbuje odnowić stare znajomości.

wątki, wątki, wątunie. powiązania też.
nie gryziemy, wolimy zaczynać c:

Where Do I Even Start?

Logan Rice
19 lat || Klasa IV || Informatyka || Boks || Małe mieszkanie nieopodal szkoły || W ciągu roku śpi w pokoju 39 na piętrze trzecim || Posiadacz rocznej suczki o uroczym imieniu Bestia || Złamie każdy kod, włamie się na każdą stronę, ściągnie wszystko || Ucieka do świata gier kiedy tylko jest to możliwe || Bunt || Walka ze światem || Zagorzały obrońca zwierząt, od rybek przez pająki po psy || Poszukujący siebie i ważnych w życiu wartości
Amerykanin czystej krwi - tego jest pewny na sto procent ponieważ doskonale pamięta opowieści babci,  u której spędzał mnóstwo czasu, gdy był znacznie młodszy. Dom opuścił w wieku piętnastu lat, gdy dostał się na pierwszy rok w St. Katherine's High School. Jakiś czas pomieszkiwał w internacie później wyniósł się na "własne śmieci", na których utrzymanie dostaje od rodziców, bo to akurat nie zajmie im dużo czasu. Tak na prawdę państwo Rice nigdy nie mają na nic czasu nie licząc ich prężnie rozwijającej się firmie, z którą konkurować nie ma szans nawet ich jedyny syn. Logan jedyne co od nich kiedykolwiek otrzymał to pieniądze, bo oni wiedzą, że w tedy nie będzie zawracał im głowy. Są przekonani, że na dawaniu kieszonkowych odpowiedzialność za dziecko się kończy i to wystarczy. Tak na prawdę wychował go internet na spółkę z babcią, która niestety zmarła szybciej niżby oboje chcieli. Wyprowadzka z domu wzmocniła jego charakter i uwolniła duszę. Przestał przejmować się tym co zostawiał za sobą. I tak nie pasował do "idealnego" życia prowadzonego prze jego rodziców. Nigdy nie potrafił trzymać łokci przy sobie, gdy siedział przy stole, nigdy nie potrafił ugryźć się w język. Był szczery ze wszystkimi wokół tylko nie ze sobą samym. Na ramieniu zawsze ma torbę, w której schowany jest laptop, słuchawki i jakaś książka. Informatyka, bo nie wie co innego mógłby robić, bo każdy ma gdzieś co się z nim stanie, bo to kocha, bo to umie. Wrażliwy z niego chłopak. Niemal zawsze bierze wszystko do siebie, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać. Wyciągnie pomocną dłoń jeśli trzeba. Czasem zbyt naiwny, patrzy na świat z optymizmem, a później dostaje po tyłku. Czasem marzyciel. Pieniądze nie zawróciły mu w głowie, jednak nie ma do nich dużego szacunku. Wolałby ich nie mieć w zamian za normalną rodzinę. Pierwsze wrażenie - zamknięty w swoim świecie i spokojny. Drugie wrażenie - pyskaty bądź miły. Znamy się - uśmiechnięty i rozgadany. Zawsze skrywa to co czuje. Po prostu nie potrafi o tym rozmawiać. Komputery. Uśmiech. Zimne kakao...

______________________________________________
Cześć, 
zapraszam do wątków i powiązań.
Co do tych pierwszy, nie daję długich odpisów i
nie lubię zaczynać ;) 
Wiem trochę chaotycznie, ale taki w sumie jest Logaś xD
Fc: Hayden Christensen <3
Tytuł: Morgan Taylor Reid "Where Do I Even Start?"